Zakupy Growe #14

Share

Tego roku lato było wyjątkowo gorące. Upalny sierpień mógł przyprawić o zawrót głowy do tego stopnia, że niektórzy idąc do sklepu po chleb na śniadanie, wracali z kilkoma gierkami! W tym miesiącu bliski temu stanowi byli zapewne kw4s i Pchan, których ostatnie zakupy mogą zawstydzić niejednego kolekcjonera! Swoje cegiełki do wpisu dokładają: Nocny Misiek, Iron oraz Gomlin, zapraszamy!


#kw4s

Jak zwykle w tym miesiącu miałem się ograniczać i jak zwykle z zakupami popłynąłem. Eh…
Bez żadnej specjalnej kolejności: na starsze systemy (ORG XBox, X360, PS2) jakieś losowe gierki w ramach “kupię jedną a 5 pozostałych dorzucę żeby wypełnić czymś paczkę”.


Tu celem były gry na ORG Xboxa (Beyond, THU2), a reszta to zapełniacze (chociaż tu też – albo “kiedyś grałem i chcę mieć na półeczce” albo “może kiedyś zagram”).

Na XOne Sunset Overdrive. Nawet nie mam tej konsoli ale ktoś gdzieś rzucił dobrą ofertą no i głupio było nie brać…. no rozumiecie, prawda?

Na PS4 nowe cowadoooty. Tu mam mieszane uczucia, bo zacząłem od tego darmowego Warzone, grało mi się na tyle przyjemnie, że stwierdziłem, iż w normalnego multika też bym w sumie pograł, kupiłem… i przypomniałem sobie dlaczego nie lubię multi w CoDach. Malutkie, klaustrofobiczne, mapki, ludzie spawnujący się na plecach i w pomieszczeniach, które dosłownie 2 sekundy wcześniej sprawdziłem, dzieci na voice chacie…. eh.

Na PC dwie novelki, jedna normalna druga niekoniecznie. Flowers – Le Volume sur Automne — czyli jesienna część opowieści o przygodach uczennic Akademii Saint Angraecum. Tak, yuri. Niebezpiecznie wysokie stężenia yuri. Pierwsze 3 części (wiosna, lato, teraz jesień) już mam, teraz pozostaje czekać aż JAST zapowie zachodnie wydanie czwartej i ostatniej części, pewnie może w ciągu najbliższych… uhhhh… 5 lat? Do tego Harem Party — coś w stylu odwrotnego (???) isekai gdzie to nie protagonista jest przeniesiony do innego świata, a grupa bohaterek z gry RPG w którą grał pojawia się u niego. Pojawia się też niestety główny zły z tej gry RPG, więc nasz bohater razem z dziewczynami musi go pokonać… Problem w tym, że panny aby pozostać w jego świecie muszą…. aaaa zresztą, to jest eroge, tytuł to Harem Party więc sami sobie dopowiedzcie co muszą z naszym bohaterem.

Na Switcha w tym miesiącu 4 tytuły. Aokana: Four Rhythm Across the Blue — romansowa novelka o sporcie zwanym Latającym Cyrkiem (Flying Circus) bazującym na antygrawitacyjnych butach. Tak, akcja dzieje się w alternatywnym świecie w którym ludzie mogą latać dzięki specjalnym butom. Do tego Blasphemous od LRG i Cat Quest 2 (tak właściwie to CQ 1 + 2 na jednej karcie, ale że jedynkę już mam w osobnym pudełku, to tu okładka od razu przełożona na tą z CQ2). Oprócz tego jeszcze oczywiście gdzieś tam w tle widać to ogromne pudło z RingFit Adventure. Liczę na to, że ten tytuł pomoże trochę wziąć się w garść — bo ostatnie kilka miesięcy się rozleniwiłem… Jak na razie jest świetnie, jest satysfakcja gdy po 30-40 minutach z tytułem faktycznie czuję, że jest wycisk i że coś to daje. No i na koniec — kolekcjonerka Jak X Combat Racing od Limited Run. W tym ogromnym pudle jest gra, soundtrack, artbook, pendrive 16GB w kształcie srebrnej memorki, zestaw kart kolekcjonerskich, plakat i mini replika jednego z pojazdów z gry:

A tak się prezentują wszystkie 4 kolekcjonerki z tej “serii” razem:


#Gomlin

Ostatnim czasem bardzo mało kupowałem, zatem moja kolekcja gier popadła w stagnację. W obecnym miesiącu zrobiłem mały kroczek do przodu i postanowiłem coś z tym zrobić. Po przeczytaniu recenzji Toma o drugiej części przygód Assasyna, zdałem sobie sprawę jak bardzo brakuje mi gry, od której ta cała asasyńska masówka się wywodzi. W związku z tym postanowiłem zaopatrzyć się jakąś część Księcia Persji. Prince of Persia: Forgotten Sands (X360) — być może nie padło na najlepszą odsłonę serii, za to bardzo spodobało mi się wydanie. Naprawdę ładny steelbook, kilka litografii plus bonusowy dysk — po dwóch kliknięciach gierka została do mnie wysłana. Szpila się całkiem przyjemnie, a mając na względzie, że czekają mnie jeszcze lepsze części serii (tak, postaram się nabyć kolejne części PoP) — banan sam się pojawia na twarzy.


#Nocny Misiek

Cytująca Herberta, w gruncie rzeczy była to sprawa smaku. Kiedy już doszedłem do wniosku, że do Switcha przydałby mi się jednak jakiś pad, pojawił się doniosły problem, który to z dostępnych na rynku kontrolerów wybrać. Mój wybór padł ostatecznie na propozycję od PowerA. Nie posiada on niestety możliwości ładowania przez USB, tak jak Pro Controller od Nintendo, lecz powiedzmy sobie szczerze: jeżeli chodzi o estetykę, to pad od PowerA zamiata podłogę Pro Controllem.


#Pchan

Jakiś czas nie gościłem w tym cyklu, od którego zrobiłem sobie pewną przerwę. Udało mi się przez ten czas skończyć w końcu po kilku latach odkładania Personę 5, ale spokojnie na Person5 R przyjdzie jeszcze czas. Na razie zabrałem się za coś innego, ale o tym przy innej okazji. Tutaj skupmy się na tym co mi wpadło w ostatnim czasie.

Sekiro: Shadows Die Twice (PS4) – mimo tego że uwielbiam gry Front Software (choć nie wszystkie), to dość długo nie było mi po drodze z tym tytułem, którego dość długo odkładałem i wręcz unikałem. Tym bardziej, że zawsze po drodze znajdywałem kolejną wymówkę by nie kupić, ale w końcu jest i będzie trzeba to wreszcie ograć. Tylko będę musiał wygospodarować sobie na to czas.

Samurai Shodown (PS4) – bijatyki to jeden z moich ulubionych gatunków gier, a ten tytuł od SNK to jedna z tych serii, obok choćby Street Fighter’a, która sprawiła że polubiłem ten gatunek. Wprawdzie nie wiem czy akurat ta odsłona przypadnie mi do gustu i będzie trzymać poziom poprzedników. Jednak nie potrafiłem przejść obok tej odsłony obojętnie, a że nadarzyła się okazja by wyrwać tanio, to kupiłem. Obecnie rozważam jeszcze zakup wersji na Switch’a.

Trails of Cold Steel (PS4) – tu za to mamy kolejnego rpg’a do mojej kolekcji, tym razem od mistrzów z Falcom, o którym słyszałem sporo dobrego od redakcyjnych kolegów, więc trzeba było kupić. Tym bardziej, że wersję na PS3 odkładałem dość długo, nie mogąc się jakoś za nią zabrać. Tradycja u mnie jak coś zakrząta mi głowę, i nie mam kiedy do danej gry przysiąść. Mam nadzieję, że tym razem mi się uda, jak tylko pokończę to co obecnie zacząłem. Szkoda tylko, że dwie pierwsze odsłony nie trafiły na Switch’a, bo pewnie wówczas kupiłbym je na konsolkę od Nintendo.

Metal Max Xeno (PS4) – a tu mamy kompletną niszę i tytuł nie dla każdego, który kupiłem za grosze na pewnej promocji. Słyszałem różne opinie na temat tej serii (wersje na Switcha jak mi się spodoba pewnie też kupię), która dotychczas nie była mi jakoś specjalnie znana, a chciałem się z nią zapoznać, więc zainwestowałem. Wprawdzie nie wiem czego mogę się tu spodziewać, ale wiem, że przynajmniej art. design mi wynagrodzi wszystko. Tym bardziej, że przy grze maczała swoje palce rysowniczka na punkcie której ostatnimi czasy szaleję, kryjąca się pod pseudonimem Oda Non.

Sid Meier’s Civilization VI (Switch) – czaiłem się na ten tytuł od dłuższego czasu, bo dawno nie grałem w tę serię, ostatni raz chyba w dwójkę na PSX’ie. I wiecie co nie żałuje tego zakupu, bo gra wciąga jak za dawnych lat i cały czas udziela mi się syndrom “jeszcze jednej tury”, mimo tego że tak naprawdę po tak długiej przerwie z serią poczułem się jak nowicjusz.

Catherine Full Body (Switch) – tak dobrze widzicie, ten tytuł kolejny raz trafia tutaj. Poprzednio była wersja kolekcjonerska na PS4, teraz przyszła kolej na wersje na Switch’a. W tym tytule jest po prostu coś takiego, że nie mogłem sobie odpuścić wersji na konsolę Nintendo, tym bardziej że zawsze marzyła mi się wersja przenośna, a że gra w wydaniu na Vitę nie opuściła granic Japonii, to kupiłem tą która wyszła u nas.

Atelier Lulua (Switch) – kolejna gra ze znanego i lubianego przez moją osóbkę cyklu, z którym przeniosłem się na inną platformę niż PS4, poprzednio był spin-off, teraz przyszedł czas na pełnoprawną odsłonę, którą udało mi się kupić w promocji. Gorzej będzie z kolejną grą z serii, tym bardziej, że się szybciej wyprzedała.

Brigandine: The Legend of Runersia (Switch) – tu za to mamy prawdziwą perełkę, która jest kontynuacją raczej mało znanej odsłony z pierwszego PlayStation. Jest to tak na dobrą sprawę strategiczny rpg, który przyciągną mnie do siebie wykreowanym światem, i ciekawym art. designem, który dość sporo się różni od tego do czego przyzwyczajono nas w japońskich grach. Wybaczcie jednak, że w tej chwili nie jestem w stanie nic więcej tu napisać, ale jest to seria która nie jest mi jakoś specjalnie znana, pewnie z tego powodu, że jej pierwsza odsłona nie dotarła do Europy, a remake nawet nie opuścił granic KKW.

Clannad (Switch) – kolejna visual novelka w moich zbiorach, i zapewne nie ostatnia, szczególnie że lubię ten gatunek gier, który co poniektórym może kojarzyć się z eroge. A że na ten tytuł czaiłem się od dłuższego czasu, to i wpadł mi w końcu w łapki.

Fallen Legion: Rise to Glory (Switch) – kolejny tytuł zakupiony w promocji za grosze (i niech nikt mi nie pisze, że nie da się tanio kupić gier na konsole Nintendo), którego miałem na liście zakupów. Niech was jednak nie zwiedzie okładka, bo nie mamy tu do czynienia z japońską gierką. Tytuł bowiem powstał na Zachodzie i tylko zrobiony jest w stylistyce japońskich gier. Kupiłem, bo jestem ciekaw co z tego wyszło.

Streets of Rage 4: Signature Edition (Switch) – a tu mamy za to pudełkowe wydanie gry, której recenzje mogliście przeczytać jakiś czas temu na naszej stronce (klik). Więc nie ma co się zbytnio tu więcej wypowiadać. Warto po prostu sięgnąć po ten tytuł i mieć go w kolekcji.

You and Me and Her oraz Lighting Warrior Raidy II (PC) – przyznam się bez bicia, że dawno nie śledziłem tematu visual nowelek/eroge i trochę tych dobroci do nadrobienia mi się nazbierało. Co postanowiłem nie dawno uczynić i wrócić, bo ominęło mnie trochę dobra w tym temacie, nad czym ubolewam. Choć są pierwsze rezultaty tego nadrabiania, pod postacią tych dwóch gierek, gdzie jedna to takie połączenie dungeon crawlera z visual novel.

BONUS: Manga i Artbook – może tego nie wiecie, ale oprócz „giereczek”, interesuję się też komiksami (również tym rodem z Kraju Kwitnącej Wisni), a że uwielbiam o czym już wspominałem styl rysunków pani Oda Non, to nie mogłem sobie odpuścić jej mangi, która wpadła mi wraz z artbookiem, jakiś czas temu.


#Iron

U mnie nie było szału zakupów, przy okazji coś kupiłem, jak zresztą przeważnie. Czasy teraz niepewne, to wolę nie wydawać hajsu, a grać w sumie i tak mam w co, wiec nie ma powodów do narzekań. Po przejściu RDR2 męczę się z czasówkami w Mirror’s Edge. Kiedyś było łatwiej, albo refleks już nie ten…

GoW: Ascension — wersja w steelbooku, wpadła mi w oko kolorystka (black and gold hehe). Gry chyba nie trzeba nikomu przybliżać, łysy choleryk morduje wszystko co się da, w tą część nie grałem wiec jest.

Max Payne — mam już dwójkę, to chciałem mieć do kompletu. Klasyk jak nic, początki bullet time’u, lubię czasami wrócić do starych i ogranych szpili. 

Ratchet and Clank: Quest for Booty/Tools of Destruction — lemur i blaszak, czyli też klasyki w gatunku. Części z PS2 swego czasu namiętnie ogrywałem, no to dorzuciłem do kolekcji, nie ma to jak pograć w platformówkę dla odprężenia…


Gdy zbierzemy wszystko do kupy, to śmiało można stwierdzić, że sierpień był całkiem owocny pod kątem naszego poszerzania growej kolekcji. Nie pozostaje zatem już nic innego jak zakończyć ten wpis i zaprosić wszystkich do podzielenia się swoimi zakupami w komentarzach! Do przeczytania za miesiąc!

Może Cię również zainteresować: