Yakuza Kiwami 

Share

Żyjemy w dziwnych czasach. Odnoszę wrażenie, że kiedyś większą uwagę poświęcano grom i jeśli się pojawiało jakieś ponowne wydanie danej produkcji, to jednak był to pieczołowicie wykonany remake, a nie robiony na kolanie remaster, który względem pierwotnego wydania proponował tylko podciągniętą grafikę, a wszystko to w cenie typowej dla nowych pudełkowych gier. Dlatego zawsze cieszy mnie, gdy dostajemy coś więcej, coś co na nowo definiuje starą formułę i sprawia, że daną produkcję można z bananem na ryju przejść znowu i chcieć więcej. Czy Yakuza Kiwami osiągnęła ten cel?


Zacznijmy jednak od początku. Yakuza Kiwami, to remake wydanej w 2006 roku gry Yakuza (PS2). Błędnie określana mianem „japońskiego GTA”, była to produkcja, która łączyła w sobie elementy RPG, takie jak np. rozwój postaci, z beat’em upem. Gra osiągnęła względną popularność m.in. dzięki świetnie poprowadzonej wielowątkowej fabule, a także przez ogromną dbałością o szczegóły. W związku z tym, na dziesiątą rocznicę wydania pierwszej części, SEGA postanowiła zrobić coś specjalnego i stworzyć pierwszą część od nowa, szczególnie że mocno powiązane ze sobą wydarzenia kolejnych części były trudne w śledzeniu przez nowe osoby. Tak narodziła się właśnie Yakuza Kiwami.

Historia w tej grze pozostaje bez zmian. Kazuma Kiryu, zwany również Smokiem Dojimów, postanawia wziąć na siebie winę za zabójstwo swojego bossa, którego dokonał jego najlepszy przyjaciel, Akira Nishikiyama, gdy ten próbował uchronić od niechybnego gwałtu ich wspólną przyjaciółkę. W związku z tym Kazuma trafił do więzienia na 10 lat i w tak zwanym „międzyczasie” został ekskomunikowany ze swojej rodziny, co sprawiło, że musiał się wiecznie mieć na baczności, bo przez bycie zdrajcą, wielu czyhało na jego głowę. Po wyjściu z więzienia nasz główny bohater postanowił powrócić na stare śmieci do dzielnicy Kamurocho (wzorowanej na tokijskim Kabukicho), gdzie zastaje stary klan w rozsypce z powodu zaginięcia należących do nich 10 miliardów jenów. W dodatku we wszystko wydaje się być zamieszana dziewięcioletnia dziewczynka, która poszukuje swojej matki. Dalej nie będę wchodził w szczegóły, bo zdecydowanie lepiej samemu poznawać zawiłości towarzyszące tej historii, a zdecydowanie warto to zrobić. Nie raz fabuła potrafi wykręcić naprawdę mocnego twista, którego nie dało się przewidzieć, a i sam sposób prowadzenia historii jest tutaj również bardzo satysfakcjonujący. Widać, że jej forma, a konkretniej podział historii na rozdziały, jak i sposób przedstawiania ważnych postaci, czerpały garściami z klasycznych yakuzowych filmów od Kinjiego Fukasaku, z kolei sposób przedstawienia niektórych scen w bardzo przesadzony sposób przywodzi na myśli filmy Takeshiego Kitano, więc jeśli lubicie takie klimaty, to na pewno i ta historia przypadnie Wam do gustu.

Kiwami w wolnym tłumaczeniu oznacza „ekstremalne” i nie bez powodu, właśnie w ten sposób postanowiono nazwać to wydanie. Gra została zbudowana całkowicie od nowa na silniku znanym z Yakuzy 0, a także wykorzystuje kilka dodatkowych elementów zawartych w tej części, takich jak system walki oparty o cztery style, czy niektóre mini gry. Ogólnie zawartość pierwszej części została przeniesiona niemalże całkowicie do tego nowego wydania, więc możemy umawiać się z hostessami, grać w tradycyjne gry japońskie i standardowe gry hazardowe, bawić się w karaoke i wiele więcej. Nawet filmiki przerywnikowe zostały odtworzone dokładnie tak samo jak wcześniej, ale przy użyciu nowych szat, dzięki czemu możemy oglądać w wysokiej rozdzielczości i ładnej grafice japońskich zakapiorów przyozdobionych pięknymi tatuażami. Dodany został również dodatkowy tryb nazwany „Majima Everywhere”, który sprawia, że znany ze swojego szaleństwa, Majima Goro, chcąc przywrócić głównego bohatera do formy, śledzi go po całej mapie i atakuje, co w przypadku wygranej nagradzane jest dużo większą ilością punktów doświadczenia. Co prawda na późniejszym etapie gry ta zabawa jest już dość męcząca i zabiera tylko czas, w szczególności, gdy wymaksuje się poziom Kiryu i punkty doświadczenia nic nie dają, a dość szybko można to zrobić. Kolejnym dodanym elementem są wstawki filmowe, które w znacznie lepszy sposób opisują motywy, którymi kierował się najlepszy przyjaciel Kazumy, po tym gdy ten poszedł za niego siedzieć. Zdecydowanie uwypukliło to i tak już szalenie ciekawą fabułę.

Warto również poświęcić osobny akapit muzyce. Za tą odpowiadał w głównej mierze Hidenori Shoji, którego nuty towarzyszą tej serii od samego początku. Większość utworów w tej grze doczekało się nowych aranżacji, zostały dodane również nowe. Szczerze mówiąc trudno wskazać, czy któreś z nich były konkretnie gorsze, czy słabsze od pierwotnych wersji, więc uznam, że po prostu trzymały poziom. Dla tych, którzy nie wiedzą, muzyka w Yakuzie łączy w sobie elementy rocka i techno, aczkolwiek znajdą się też utwory uderzające bardziej w tradycyjną muzykę japońską, a nawet japoński pop. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Na szczególną uwagę moim zdaniem zasługuje utwór „Receive You” od artysty występującego pod pseudonimem MAKOTCH, który stanowi utwór przewodni gry. Zdecydowanie jest to utwór, który jako pierwszy przychodzi na myśl, gdy myśli się o tej odsłonie.

Nie wszystko jednak wyszło tak jak należy. Poziom trudności nadal jest niezbyt duży i nawet zaczynając grę na hardzie, nie będzie ona stanowiła zbyt dużego wyzwania dla zaprawionych graczy. Osoby, które śledziły losy Kazumy od dłuższego czasu zauważą też, że ta część pod względem zawartości wypada gorzej od tych świeższych i to nawet mając na uwadze całą dodatkową zawartość, która została w tym wydaniu dodana. Inna sprawa, że znaczna większość tych rzeczy została przeniesiona bezpośrednio z Yakuzy 0 przez co można odczuć lekkie zmęczenie materiału. Nie można jednak zapominać, że na premierę to wydanie kosztowało o połowę mniej od typowej premierowej produkcji pudełkowej, więc patrząc na stosunek ceny do jakości i tak wypada to naprawdę dobrze.

Yakuza to seria gier, które, mimo wszystko, są ze sobą powiązane fabularnie, więc nietrudno w kolejnych częściach znaleźć duże odwołania do poprzednich. Dlatego naprawdę dobrze, że pojawiło się to odświeżenie, bo remaster wydany na PS3 wraz z drugą częścią, był dostępny jedynie w języku japońskim, a wielu nowych graczy nie będzie sobie zawracało głowy tak starym sprzętem, jak PS2. Nie wspominając o tym, że znalezienie europejskiego wydania pierwszej i drugiej części w przyzwoitych cenach, nie jest zbyt proste. Dlatego zrobienie tego remake’u, jak i późniejszego Kiwami 2, było tej serii bardzo potrzebne, aby przekonać do niej większe grono odbiorców. Widać, że przez te wszystkie lata seria Yakuza, stała się dla Segi istotnym elementem, więc w epoce robienia remasterów na kolanie, takie pójście o krok dalej zasługuje na pochwałę. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak polecić Wam tę produkcję i liczyć na to, że perypetie byłego przedstawiciela japońskich grup przestępczych i Wam przypadną do gustu na tyle, byście chcieli sięgnąć po kolejne części.

Może Cię również zainteresować: