Yakuza 0 – Jestę szogunę

Od czasów PS2 byłem fanem przygód Kiryu, nigdy bym nie przypuszczał, że Sega tak długo pociągnie z tą serią. Jak to zawsze bywa, życie weryfikuje nasze założenia. Yakuza Zero, to prequel pierwszej części. Wydana została na PS3 i PS4 12 marca 2015 w Japonii, a wersja po angielsku 24 stycznia 2017. W grze śledzimy losy Goro Majimy i Kazumy Kiryu, tyle w ramach wstępu, bo nie jest to recenzja. Postaram się raczej zachęcić was do gry/serii lub zwyczajnie opowiedzieć o moim skromnym sentymencie do tej przygody.


Gorączka sobotniej nocy

 

Cała historia toczy się w latach osiemdziesiątych, na ulicach kobiety w kreacjach bardziej świecących, niż kula disco i faceci w kolorowych garniturach. Oczywiście jest to japońska wizja, czy raczej sentyment tamtych czasów, u nas w kraju był PRL i jak miałeś taśmy szpulowe lub magnetofonowe, to byłeś kimś…  Japończycy jednak żyjący w bańce ekonomicznej bawili się na całego. Fabuła jest zgrabnie przedstawiona, ale nie będę o tym opowiadał by nie zepsuć komuś historii. Na przestrzeni lat widziałem jak Kazuma w każdej części był starszy i dalej kopał tyłki, w pierwszej części ma już 37 lat. A tu powrót do lat młodości i jego początków w syndykacie razem z Nishikiyamą, czy Nishki-kunem. Młody (20 letni) Kiryu nie tylko jest zielony, jak szczaw na wiosnę w kwestiach rodzinnych,  nie ma też swego “smoczego” stylu walki. Wszystko to co sprawiło, że stał się legendą w pierwszej części zostało “zresetowane”, a celem gracza jest odkrycie postaci na nowo, najbardziej typowa progresja postaci, ale tu pasuje, w końcu to prequel. Od zera do bohatera, bo to Yakuza Zero. Nie ma to jak suchar w tekście…

Na przestrzeni lat Sega do każdej części dodawała jakieś nowe elementy. Więcej mini gierek, lepsze questy, ekwipunek, style walki i nie tylko. Co najważniejsze dla mnie ta seria jest szlifowana z odsłony na odsłonę, niczym miecz z damasceńskiej stali. Choć zero jest pierwszą grą z serii (fabularnie) posiada wszystkie elementy wcześniej wydanych części, które zostały doszlifowane i podane w smakowitej oprawie. Dlatego jeśli ktoś nie miał styczności z serią, a planował sprawdzić, to polecam zaczynać właśnie od tej. Choć sceptyk i tak może nazwać to odgrzewaniem wtórnym. Mamy już odświeżoną wersję Y1 i Y2 z dopiskiem Kiwami, które posiadają oprawę i systemowy dorobek Zero, specjalnie dla ludzi, którzy nie mieli okazji zagrać na PS2, ale kogo będę okłamywał. Yakuza 1 z PS2 i Yakuza Kiwami, to całkowicie inne gry, tylko fabuła jest ta sama. Sam ogrywałem również nowe wersje i choć wiedziałem co się wydarzy, to nie potrafiłem się oderwać. Ale nie będę zbaczał za bardzo z tematu, bo Gomlin cofnie mi publikację.


Łobuz kocha najbardziej

 

Przyznaję, że nigdy nie miałem okazji przejść się po ulicach Tokyo, choć dobrze znam tę kulturę, styl życia, a nawet nawyki żywieniowe. Yakuza pozwoliła mi zwiedzić trochę Japonii wirtualnie. Kamurocho, czyli nasze główne miasto z gry, wzorowane jest na istniejącej w Tokyo dzielnicy – Kabukicho. Uderzające, jak dobrze odwzorowana jest ta dzielnica w grze. Polecam zobaczyć porównanie na filmiku. Sklepy, bilbordy nawet budki telefoniczne, można by tak wymieniać… Kiryu, nasz protagonista, jest uosobieniem wszystkiego czym przeciętny gracz nie jest (to było dobre – przyp. nadol). Wysportowany, przystojny, honorowy, dobrze walczy, ma głowę do interesów i co najważniejsze, serce na dłoni. Co wydawałoby się jest sprzeczne z założeniami gry, w końcu gra nazywa się Yakuza, a gangsterzy nie przebierają w środkach. Jak to powiedział kolega Squaresofter na temat Fallout:NV  – fajnie się morduje cywili w tej grze, a jak gram w Yakuzę, to jestem japońskim mafiosem kupującym zabawki dziecku, lol. Nie bez powodu go tutaj cytuję, kilku moich znajomych odbiło się od Yakuzy w momencie gdy nie dało się wsiąść do samochodu, zakładali, że Yakuza, to takie japońskie GTA. Jednak prawdziwą siłą Yakuzy nie jest całkowita swoboda, by robić i atakować kogo chcemy, a oddanie typowo japońskiej kultury i japońskiego sposobu życia. Widać to na każdym kroku, bracia z kraju sakury są skromni, mieszkają na małej powierzchni kwadratowej, szanują porządek, konwenanse i zdecydowanie za dużo pracują. U nas nikogo nie dziwi patologia wieczorami na ulicach i śmieci w lesie. 10 latek chce byś mu “kopsnął” szluga – norma, a w latach dziewięćdziesiątych człowiek musiał się oglądać za siebie tylko dlatego, że nosił długie włosy i jeansy z dziurami. Dziś nikogo to nie dziwi, ale też nikt nic nie robi by zatrzymać szerzącą się patologię i demagogię. Normalnie sodomia i gomoria hehe. Ale może mam takie odczucia, bo mieszkam w tym kraju całe życie. Yakuza nie ukrywa swojej “mrocznej” tradycji, licznych perwersji i problemów społecznych, a mimo wszystko Kazuma jest ucieleśnieniem ducha typowego Japończyka w świecie, który jest zimny i wyrachowany. Problemy ekonomiczne, kryzysy i trzęsienia ziemi, w Japonii nie jest tak fajnie jak może się wydawać, jednak dzięki tej grze zrozumiałem by nie patrzeć na ludzi stereotypowo, że w każdej kulturze i w każdym kraju są jednostki siejące spustoszenie. W tych trudnych czasach znaczenie ma tylko to jakimi jesteśmy ludźmi i w co chcemy wierzyć. Takiej głębi przekazu i życiowej mądrości ze świecą szukać w innych grach. Takie GTA to typowa parodia i satyryczne wyśmianie typowego dla amerykanów sposobu życia. Yakuza też ma elementy parodii, bo akurat humoru tej serii nie brakuje. Ale jest on bardzo realistycznie oddany. To czy chcemy grać bohaterem z morałami zależy tylko i wyłącznie od nas. Wiele innych gatunków, w tym FPSy, nie mają tego problemu, bo cel w tych grach jest tylko jeden, kill or be killed, nie ma się co oszukiwać, że ludzie grają w shooter’y dla intryg politycznych. Żeby nie było, nie oceniam, po prostu każdy szuka czegoś dla siebie. Każdy czyta takie książki jakie lubi i tak też wybiera sobie filmy i gry. Nie ma w tym nic złego. Osobiście uważam, że gry jako medium mogą, a nawet powinny mieć jakiś przekaz lub zmuszać nas do refleksji.


Życie, to mini-gierka

 

Skoro wywody filozoficzne za nami jedyne o czym chcę jeszcze wspomnieć, to mini-gry. W naszym wirtualnym Kabukicho jest wiele atrakcji, od gier w salonach video, po telefony randkowe, kolekcjonowanie ekwipunku, kobiece zapasy (sic), karaoke, łowienie ryb, kasyno i wiele innych. Właściwie cała gra opiera się o system mini gier i sporadycznych QTE. Lubisz gry rytmiczne, zapraszam na disco i karaoke. Lubisz okładać ziomków po twarzach za hajs, jest podziemny, a raczej podwodny, fight club. Dla niespełnionych menadżerów – prowadzenie klubu z hostessami. Atrakcji co niemiara, z dużą dawką humoru. Zawsze rozśmieszało mnie jak podczas telefonicznych randek Kiryu super energicznie podnosi słuchawkę telefonu, po czym spokojnym bassem rzuca “moshi moshi”, normalnie beka z miejsca. Humoru jest od groma, ale jest on też specyficzny. Liczne questy mogą przypominać gry RPG z poprzedniej dekady, ale podejmują wiele ciekawych tematów. Jedne są skrajnie zabawne, inne wręcz smutne i dołujące, ale każdy oferuje unikatowe spojrzenie na problemy życia codziennego. To czy poczujemy imersję ze światem zależy od naszych upodobań, dystansu do siebie i swojej kultury. W statusie mamy też listę zadań dla nadgorliwych, fanów wyzwań i osiągnięć. Największym wyzwaniem w każdej Yakuzie jest zaliczenie tejże listy na 100%. Poderwanie każdej dziewczyny, złapanie każdej ryby itd. Zadanie czasochłonne dla pedantów i perfekcjonistów, czyli dla mnie. Wiele mini-gierek ma swoje zadania i unikatowe przedmioty do zdobycia, to sprawia, że chcesz maksować i przechodzić dalej.

Nie wszystkie gry potrafią mnie tak zmotywować, że chce zaliczyć wszystko na 100%. Często traciłem już nadzieję przy Climax Battle, czyli bonusowych walkach z określonymi wytycznymi. Pokonaj wszystkich wrogów w określonym czasie, załatw wszystkich z 1HP, nie daj się powalić itd. Na niektórych zadaniach prawie obgryzałem paznokcie, a na dyskotekowej mini-gierce prawie rozbiłem pada, coś co nie spotkało mnie od czasów PSX’a, ale to wina pada, bo analog przerywał… Winny się tłumaczy, ale niczym w grach From Software, porażka jeszcze bardziej motywuje. No co, ja nie dam rady? Potrzymaj mi piwo…


“Men like you and me, our lives aren’t really our own.”

 

Ogólnie seria nie jest dla wszystkich, mnie zauroczyła klimatem, humorem i zręcznościowym systemem walki. Czuć w niej ducha Japonii i zaciekawi każdego fana tej kultury. Są pewne udziwnienia, ale i duże przywiązanie do szczegółów. Kiryu zawsze zdejmuje buty jak jest w mieszkaniu, który z zachodnich wydawców by o tym pomyślał? Ta gra jest pewnego rodzaju growym ucieleśnieniem kultury japońskiej, ale przedstawia to wszystko obiektywnie i z dystansem. Yakuza stara się przekazać coś więcej, w świecie rządzonym przez władzę i pieniądze, że są rzeczy cenniejsze od mamony. Można doszukiwać się banałów i dla wielu jest to tylko “przegadana” gra z ścianami tekstu i filmikami na 10 minut, ale gra która jest bardziej świadoma niż inne. Czasami musimy stać się wrogiem całego świata, by uratować jedną ukochaną osobę. W życiu bywa podobnie stawiamy na szali wszystko, by tylko udowodnić sobie, że jesteśmy w stanie coś osiągnąć lub komuś pomóc. To sprawia, że idziemy swoją drogą przez życie. Cytując Kuze, jednego z bohaterów: Człowiek, który zostaje pobity, nie jest przegrany. Facet, który nie wytrzyma do końca jest tym który przegrywa. Dlatego Yakuza jest nazbyt optymistyczna, ale w tych pesymistycznych czasach jest to jedna z tych gier, która pozwala odpocząć, odreagować i co najważniejsze zastanowić się nad swoim życiem, bajerując przy tym hostessy w rytmach eurobeat’u.

Avatar

Autor: Iron

All under heaven.