Xenogears – Revisited

Share

Jakże łatwo jest uprościć ocenę Xenogears – częste są opinie typu „najlepsza fabuła”, ale rzadko kiedy ktoś zadaje sobie trud jej uzasadnienia w sposób inny niż „porusza kwestie religijne i tak dalej”. Z drugiej strony ze względu na mnogość wątków, często podanych w mocno zagmatwany sposób, panuje tendencja do upraszczania Xenogears poprzez określenia typu „klon Evangeliona”, co okazuje się być mocno nieprawdziwe.


Pierwszy raz w Xenogears grałem (i przeszedłem!) na początku 2005 roku, ale patrząc z perspektywy czasu uważam, że wtedy byłem za głupi by w pełni wszystko zrozumieć. Po tych kilkunastu latach może nie jestem dużo mądrzejszy, ale po pierwsze mam już jako takie pojęcie o co w Xenogears chodzi, po drugie jestem uzbrojony w internet, gdzie mogę doczytać na różnych wikiach i innych źródłach typu fora dyskusyjne na temat tych mniej jasnych fragmentów fabuły.

Gra z powodu ograniczeń budżetowych została mocno pocięta, przez co ucierpiały zarówno pewne aspekty fabuły, jak i gameplay – przez te problemy wzdragałem się przed powrotem do gry przez dwucyfrową liczbę lat. Ale w końcu się przemogłem, a swego rodzaju mobilizacją była chęć pokazania i opowiedzenia za pomocą letsplaya o tak wyjątkowej grze, jaką jest Xenogears, licznej rzeszy wiernych widzów mojego kanału YouTube (czytaj: grupie kilku/kilkunastu znajomych z sieci, którzy z różnych przyczyn w Xenogears nie mieli okazji do tej pory zagrać). I tak przeszedłem grę po raz drugi, a pierwsza partia moich przemyśleń dotyczących pierwszej płyty gry (przed Solaris) oraz finałowej walki znajduje się poniżej.

Uwaga: poniższy tekst zawiera kluczowe spoilery z Xenogears, ale też i paru innych gier, jak FFVII (Aeris ginie!). Tekst adresowany jest do osób, które Xenogears znają bardzo dobrze, ale przez lata mogli zapomnieć pewne szczegóły.

 

Fabuła.

 

Według tego wywiadu z Masato Kato, wtedy (nie wiem jak jest dzisiaj) w Square ktoś tam tworzył ogólny zarys fabuły gry, a różni autorzy pisali poszczególne epizody. I teraz tak: Final Fantasy VII to moja druga ulubiona gra w ogóle. Fabuła „siódemki” to generalnie wesoła jazda z okazyjnie mocno emocjonalnymi fragmentami typu ojciec Red XIII czy Dyne. I następuje ten fragment, gdzie Cloud jest w stanie permanentnego zdebilenia i nie wiadomo za bardzo, czy jeszcze będzie kiedyś w stanie poprawnie oddawać mocz bez czyjejś pomocy. I w wyniku katastrofy on i Tifa wpadają do Lifestreamu i Tifa musi rozplątać jego (i swoje własne) wspomnienia, poskładać na nowo kawałki jego osobowości i wypchnąć z powrotem całość na powierzchnię świadomości. I ten fragment napisał Masato Kato. Jest to coś tak diametralnie innego od reszty klimatu gry, ale równocześnie według mnie tak bardzo ją wzbogaca i dodaje (ekhem) głębi, że przechodząc FFVII ponownie po wielu latach nabrałem niesamowitego szacunku do Masato Kato. A ten w Xenogears napisał też ładnych parę fragmentów. Tak, jest nienawidzony przez część ludzi za Chrono Cross, ale oj tam.

Bazując na zalinkowanym wcześniej wywiadzie: Masato Kato napisał przede wszystkim prolog. Jest to dość oczywisty wniosek, ponieważ gra zaczyna się od sielanki, którą przerywa potężne jebudu i znienacka umierają generalnie niewinne osoby. Aha, Masato Kato jest w FFVII odpowiedzialny również za opcjonalny flashback, w którym Zack ginie podczas próby ochronienia Clouda, zabity przez żołnierzy Shinry.

nope.avi

Kato odpowiada również za fragment w domku Citana oraz za Shevat – to ostatnie zgadłem nawet przed przeczytaniem linkowanego wywiadu, ponieważ ktoś tu lubi latające miasta (patrz: Chrono Trigger, Baten Kaitos i ostatnio gra na mobilki Another Eden). Fragment z Marią Balthasar i jej ojcem Nikolai, gdzie jest zmuszona de facto własnego rodziciela zabić, jest jedną z tych rzeczy w Xenogears, którą zapamiętałem najmocniej i podąża tym samym, mocno ogólnym schematem – tragedii wywołanej przez bezduszne decyzje, tak jak śmierć Alice i Timothy’ego w prologu Xenogears, tak jak śmierć Zacka w FFVII.

Nie wiem jakie późniejsze fragmenty Xenogears (i czy w ogóle jakieś) wyszły spod ręki/pióra/klawiatury Kato, ale fragment w domku Citana na pewno – w końcu widzimy pozytywkę z tą samą statuą, która znajduje się w centrum Shevat, skąd zresztą pochodzi żona Citana, Yui…

he he

 Natomiast chciałbym odwiedzić osobiście osobę, która jest odpowiedzialna za fragment opowieści w Nortune, i zadać jej kilka odważnych i niekoniecznie uprzejmych pytań. Ten arc jest według mnie najgorszym w całej grze, nie tylko ze względu na monotonną kolorystykę otoczenia i mega wkurzający labirynt w kanałach z bossem mającym instakille. Chodzi mi o to, że jesteśmy uwięzieni w tym syfie przez wiele, wiele godzin, a pozornie ciekawe rzeczy ciągnie w dół Rico Banderas – nie dowiadujemy się o nim na tym etapie opowieści za wiele, a i – delikatnie mówiąc – są enpece bez portretu, które mają więcej kwestii mówionych niż on. Rico jest przez większość czasu postacią mocno jednowymiarową i generalnie przez scenarzystów zapomnianą. Wygodnie byłoby powiedzieć, że „charakter Rico ucierpiał w wyniku cięć budżetowych”, ale nie sądzę żeby tak było – fragment w Nortune jest po prostu „bloated” niczym klient Steam; nie ma startu do wydarzeń, które nastąpiły na krótko przed, czyli Ida jedną ręką rzucającego Yggdrasilem niczym koszykiem brzoskwiń, i poza tym nie dziwię się, gdy ludzie ragequitują w kanałach.

witam witam

Xenogears słynie z poruszania spraw ważnych o wielkiej skali, ale trafiają się też bardziej przyziemne fragmenty, w których według mnie też radzi sobie bardzo dobrze. Moim ulubionym jest rozmowa Elly i Feia, gdy dryfują na szczątkach Goliatha i gadają… po ludzku, jak człowiek z człowiekiem. Tę unikalną rzecz jak na JRPG twórcy potem uskutecznili w Xenoblade Chronicles, gdzie najbardziej eksponowano relacje międzyludzkie właśnie.

o Freudzie będzie później w tekście

Fragment z Babel Tower przypomniał mi, że Xenogears jednak jest wyjątkowe. Do tego momentu w grze jedyne co widzieliśmy to delikatne zapowiedzi, które nawet można przeoczyć albo szybko zapomnieć, bo ich rozwinięcie będzie dopiero później: Fei przy pierwszym spotkaniu w lesie rozpoznaje Elly i mówi do niej po imieniu, choć wcześniej go nie usłyszał; kolor włosów Miang; teksty Wisemana o tym jak „kończy mu się czas” podczas turnieju; pojawienie się Egzekutorki no i już trochę wyraźniejszy flashback z ery Zeboim, gdy Elly przypomina sobie tamte wydarzenia sprzed 4 000 lat.

Ale to Babel Tower wyraźnie nam przypomina obejrzane mniej więcej 30 godzin temu intro i już nie da się ukryć, że Wieża Babel to kadłub tamtego statku kosmicznego. I przekonuje, że fabuła ma dużo więcej w zanadrzu niż standardy JRPG, co do tej pory tylko hintowała. Wieża Babel to mniej więcej połowa gry i od tego miejsca zaczynają się dwie rzeczy: 1) naprawdę ciekawe momenty i 2) bardzo wyraźne cięcia. Owszem, historia Marii wydaje mi się nieco skrócona, szczególnie jeśli przyrównać ją do wątku Billy’ego, ale co najważniejsze – na Shevat (gdzie trafiamy po wspięciu się na Babel Tower) ma miejsce scena o której postacie mówią parę razy, ale gracz w ogóle jej nie widzi: Elly trafia w pobliże Omnigeara Sophii (tej pani sprzed pięciuset lat) i jest w stanie nim sterować.

Niestety dalej cięcia są coraz bardziej wyraźne: obrona Nisan przed inwazją Shakhana, odnalezienie pierwszego Omnigeara, wyzwolenie Bledavik, wydobycie Ft. Jasper, naklepanie Shakhanowi któremu out of nowhere Grahf przydał Powera, zniszczenie pierwszego -Gate’a-, ujawnienie, że Sigurd to tak naprawdę starszy brat Barta, ogłoszenie zmiany Aveh z monarchii w republikę, ustalenie planu jak zniszczyć drugiego -Gate’a- za pomocą Ft. Jasper i lustra z Babel Tower oraz diss Ramsusa przez ministerstwo Gazel zostaje załatwione w MNIEJ NIŻ DWIE GODZINY GRY. Zniszczenie kolejnych dwóch -Gejtów- to kolejne dwie godziny, podczas których upchnięto tekst Kreliana gdzie po raz pierwszy w grze mówi o „Contact” i „Antitype”, według mnie ekstremalnie ważnych rzeczach do zrozumienia fabuły, a co znowu nie doczekało się należytej ekspozycji. Emeraldzie też poskąpiono rozbudowanego wprowadzenia, po prostu rzucono nam ją do naklepania bez żadnych większych wyjaśnień i przymuszono fabularnie do wzięcia na statek. Wnerwiło mnie to trochę, bo wiem co się stało z Zeboim i w jakich okolicznościach, ale zapomniałem że Emeraldę podrzucają nam do drużyny „bo tak”, bez żadnego większego podbudowania: w scence upchniętej pod sam koniec CD1, byle tylko zdążyć przed wpuszczeniem gracza do Solaris. W tym momencie gry się zatrzymałem, bo Solaris to ostatnia lokacja płyty z której już się nie wyjdzie do czasu niesławnego drugiego krążka, ale z tego co pamiętam z ostatniego przejścia Solaris to chyba ostatni fragment, który uniknął wyraźnych cięć z powodu ograniczeń czasowo-budżetowych.

Trochę mi wyszedł rant na koniec przemyśleń o fabule, ale co poradzić. Do Wieży Babel było tak jakby JRPG – standardowo z okazyjnymi dziwniejszymi akcjami oraz hintami dużo bardziej oryginalnych rzeczy; gdy sytuacja zaczęła się naprawdę rozwijać przy Wieży Babel, to znienacka taki numer z niszczeniem -Gate’ów- oraz Emeraldą. Złośliwie można powiedzieć, że to takie przygotowanie przed drugą płytą…

 

Postacie.

Widzę Xenogears, myślę Citan Uzuki [audible smile]. Gdy przechodziłem grę po raz pierwszy, to uwielbiałem Citana. Kto by nie chciał mieć takiego kozaka w drużynie? Szybki! Mocny! Leczy! Nic więcej nie potrzeba. Oprócz posiadania powera dodatkowo służy radą i wie wszystko: naprawia Geary, wie jak obsługiwać starożytną elektronikę, chroni Feia na prawie każdym kroku. Od statusu Mary Sue ratuje go tylko fakt, że tak naprawdę wysługuje się Cainowi – ale jak w końcu zdradza Feia, to i tak tylko na chwilę. Citan był moją ulubioną postacią z Xenogears.

I dalej jest, choć już nie jest taki kryształowy – owszem, po części za sprawą tego artykułu, ale jest on napisany w celach humorystycznych i parę rzeczy jest tam naciąganych albo wręcz nieprawdziwych (na przykład można Citana zrekrutować do ataku na pierwszy -Gate-). Nie zmienia to jednak faktu, że szczególnie przy tym drugim przechodzeniu gry widzę, jak dużo Citan ukrywa przed Feiem i jak czasem podejmuje spory wysiłek, by zmanipulować sytuację tak, by wyszło na jego. Przykłady: znienacka został lekarzem w dzielnicy więziennej Nortune, albo nie dopuścił do starcia Feia z „powerowanym” przez Grahfa Steinem w jego Alkanshelu. Te wszystkie machinacje uczyniły w trakcie drugiego przejścia z Citana postać dużo mniej kryształową, ale przez to dużo bardziej intrygującą.

Największe moje zdziwienie wywołał mój obecny odbiór Elly. Zapamiętałem ją jako osobę irytującą i niezrównoważoną emocjonalnie, której najbardziej spektakularne działania tylko naszej ekipie przeszkadzały – szczególnie jej skłonność do poświęcania się i ogólnie zapędy martyrologiczne. Grając teraz nie mogę znaleźć powodu, dlaczego tak wtedy myślałem. Elly jest… spoko, rozumiem jej motywacje i nawet mi jej trochę żal w związku z nieszczęściami, które spadną na nią w Solaris i na drugiej płycie. Po prostu dobrze jest mieć ją w drużynie, nie tylko ze względu na Aerods, ale też ze względu na jej zachowania i teksty, które noszą pewne znamiona tego, kim była w przeszłości (500 lat temu, 4 000 lat temu, 10 000 lat temu…) i sprawiają, że po prostu jest ciekawie.

Reszta postaci mniej więcej odpowiada temu, jak je zapamiętałem: Fei boryka się ze swoimi co najmniej czterema innymi osobowościami, Bart jest, delikatnie mówiąc, popędliwy (choć mocniej zauważam jego głupotę teraz niż wtedy), Rico gdzieś tam jest (choć grając wcześniej czułem do niego większą sympatię), Billy dalej jest cool tak jak był (choć jego Gear teraz słabszy mi się wydaje), Marię i Emeraldę lubię z oczywistych względów (ekhem). Chu-Chu cały czas według mnie pozostaje Cait Sithem, czyli niekoniecznym dodatkiem.

Gnostycyzm.

(uwaga, w tej części tekstu są już naprawdę istotne spoilery fabuły)


Kto zaszedł dalej niż pierwszy dysk Xenogears ten wie, że później już nie ma przelewek i że jest Wave Existence i Deus, dwóch bogów-stworzycieli. Wave Existence ma wywalone na wszystko i tylko chce się wydostać z tego wacky-ass prison, a Deus – nasz nieco nadgniły Demiurg – stworzył sobie ludzkość na własne potrzeby i z podobną swobodą tę całą ludzkość zgładzi, gdy uzna to za stosowne. Ten konstrukt fabularny to oczywiste (i dość przewrotne, ale o tym później w tekście) nawiązanie do gnostycyzmu – a że jestem niewyedukowanym plebejuszem, więc skorzystam z najprostszego możliwego źródła jakim jest Wikipedia i na jej podstawie wyjaśnię o co kaman.

doktryny i ruchy religijne (…) dualistyczne i łączące elementy chrześcijaństwa z grecko-egipskim hermetyzmem (…) Około VI wieku ruchy gnostyckie zostały wchłonięte przez szerzący się manicheizm.

Zgodnie z przesłaniem gnostyckim człowiek egzystuje w nieprzyjaznym świecie, do którego został “wrzucony”. Świat jest obcy Prawdziwemu Bogu i nie jest jego dziełem, lecz dziełem sił niższych zwanych Archontami (których przywódcą jest Demiurg).

Człowiek jest niespójnym konglomeratem ciała, duszy oraz ducha (pneumy). Jego prawdziwą jaźnią jest pneuma, równie obca światu, jak Bóg. Prawa natury zniewalają człowieka, a jego ciało i dusza (w tym psychika) aktywnie mu się przeciwstawiają, ograniczają i upokarzają.

Celem życia jest przebudzenie odrętwiałej pneumy i uwolnienie jej z więzów Losu i świata, aby wrócić do Boga. Potrzebne są do tego: wiedza, objawienie, iluminacja co do natury “ja”, Boga i świata.

 

Wiedzę zawartą w powyższych paragrafach uważam za bardzo pomocną w zrozumieniu fabuły Xenogears. Sporo z tego wyjaśnia Krelian, i to w miarę przystępny sposób – ale dopiero w jego ostatniej przemowie do Feia, na samym końcu gry tak jakby. Ale podsumowując: było sobie Wave Existence, idealne, piękne, dobre i tak dalej – Prawdziwy Bóg. Wave Existence jest takie fajne, ponieważ nie istnieje w naszym świecie – nasz czterowymiarowy świat (czy też trójwymiarowy z jednowymiarowym czasem, he he) powstał jako – za przeproszeniem – odprysk tego idealnego wymiaru, gdzie jest sobie Wave Existence, a częścią tego odprysku są dusze ludzkie. Te dusze są „obleczone” w ciało przez Deusa, xenogearsowego Demiurga i według Kreliana ta ludzka powłoka więzi część tego odprysku idealnego Boga. Krelian jest, delikatnie mówiąc, mocno krytyczny wobec tego ludzkiego aspektu i chce spadać stąd, by wraz z powrotem Wave Existence uwięzionej w Zoharze wrócić drogami sefirot (from kabała by starsi bracia w wierze) do idealnego stanu jedności z Bogiem. Jak wiemy z gry, uczucia Kreliana zostały mocno skrzywdzone, a że miał odpowiednie narzędzia, to narobił ostrego bigosu i nikt za bardzo przez te 500 lat nie potrafił go złapać za rękę i powiedzieć, że już wystarczy.

Wave Existence at its best

No ale dobra, jeszcze bardziej upraszczając: fundamenty fabuły Xenogears to mniej lub bardziej twórcze wykorzystanie idei gnostycznych.

Prawdziwy Bóg – Wave Existence, niezbyt zaangażowany stworzyciel wszechświata i ludzkiej duszy, który się za specjalnie nie przejmuje tym wszystkim i istnieje sobie gdzieś poza (Wave Existence w Xenogears to trochę dupek według mnie, ale ma powody).

Demiurg – Deus, organiczna broń zasilana Zoharem, stworzyciel ludzkości (na planecie, gdzie toczy się akcja Xenogears, bo poza tym ludzkość sobie istnieje na innych planetach) na własne potrzeby – istoty niedoskonałe, ale na tyle wredne i zdolne rozmnażać się na tyle szybko i na różnych kontynentach, że tę właśnie formę Deus wybrał (a przynajmniej taka jest moja teoria) dla swoich chodzących zasobów materiału biologicznego i genetycznego, dzięki którym chce się naprawić. Deusowi daleko jest do ideału Wave Existence i de facto Deus jest jednym z antagonistów naszej ekipy – owszem, jego motywacje są proste, a ludzkość jest dla Deusa tylko narzędziem, ale mimo wszystko ma zamiar wszystkich – tak jakby – pożreć i ustanowił Caina i Ministrów Gazel jako główne narzędzie wciskania kitu, że bycie zamienionym w materiał biologiczny do naprawy międzygalaktycznej broni bardzo masowego rażenia jest powrotem do Boga i dołączenie do nieskończonej wiedzy (nie jest). No i stworzył Miang, katalizator rozwoju tak radykalny, że zagłada nuklearna Zeboim wyszła jej równie łatwo i sprawnie co skoszenie trawy.

Nazewnictwo.

 

Dość powiedzieć, że tłumacz przy nazwach własnych w Xenogears mocno niedomagał. Trochę mu się nie dziwię, ale mimo wszystko jest tam sporo błędów oczywistych nawet dla laika. Owszem, zmiana imienia z „Shitan” na „Citan” jest zrozumiała, ale nie wiem czemu zmienił „Myyah” na „Miang”, w końcu o to chodzi z „El-Hayym” i Elly będącą ANTItype’em (i gdzie „El” oznacza „boga” w kilku dawnych językach). Ale na przykład Gear biskupa Stone’a, Alkanshel – różne źródła podają różne interpretacje, jak Arc-en-Ciel („tęcza” po francusku), ale równie dobrze to może być „Archangel”. Jak jest naprawdę? Nie wiadomo, ale ta druga wersja wydaje mi się bardziej prawdopodobna. Albo stolica Aveh, Bledavik – powinno być „ Breidablik”, czyli dwór Baldura z mitologii nordyckiej. Tak w ogóle to żeby było zabawniej, wiele nazw własnych związanych z Bartem z tej mitologii pochodzi, oto przykłady: jego Omnigear Andvari (karzeł mieszkający w jaskini ukrytej za wodospadem, dysponujący pierścieniem zapewniającym bogactwo – „ukrycie” i „bogactwo” pasują do tego Omnigeara jak ulał); podróżują statkiem Yggdrasil (oczywiste chyba: mityczne drzewo łączące różne światy, tak jak nasz Yggdrasil potrafi podróżować po ziemi, pod wodą, w powietrzu), a Citan wskakuje tam do Geara nazywającego się Heimdall (też chyba jasne). Stolica Kislev, Nortune, to najprawdopodobniej Noatun, siedziba boga morza, Njorda (to mówicie, że Nortune leży nad wodą). No i mentor (a przy okazji brat) Barta, Sigurd…

Z innych cudów, potworne efekty eksperymentów Kreliana, Wels – nie mam pojęcia co dokładnie ma znaczyć ta nazwa, ale prawdopodobnie nie chodzi tu o H.G. Wellsa (autora „Wyspy Doktora Moreau”), ale kto wie. Inna ciekawa hipoteza, którą znalazłem, to że jest to błędnie przetłumaczone „Weres”, od „Werewolf” i pochodnych – wilkołaki…

hehe cycki

Inne źle przetłumaczone nazwy to imiona panien z Elements: Kelvena → Cherubina, Tolone → Throne, a razem z Dominią i Seraphitą te nazwy pochodzą z hierarchii aniołów – kto grał w jakieś Shin Megami Tensei, ten powinien kojarzyć je dość dobrze.

Elru, gdzie Id urządził sobie zabawę i pozabijał wszystkich – kraj, skąd pochodzą demi-ludzie (ale niewiele zmienieni, rozpoznawalni głównie po spiczastych uszach) jak Dominia i Sigmund (władca Kislev) – swoją nazwę pobrało od nazwy miesiąca w kalendarzu hebrajskim, jak zresztą wiele innych nazw miast w grze. Oczywiście również jest błędnie przetłumaczone i powinno brzmieć „Elul”. Pozostałe przykłady tych nazw: Nisan (wiadomo), Av (Aveh), Kislev, Shevat, prawdopodobnie również pływająca platforma wydobywcza Thames pochodzi od Tammuz, ale równie dobrze może się wywodzić od słynnej rzeki.

A skoro już w takich klimatach jesteśmy, to statek powietrzny Goliath: wiadomo, ze Starego Testamentu; tam Goliat dostał kamieniem z procy, w Xenogears Goliath został zestrzelony przez jedną rakietę – Bart Missile…

Zeboim – miasto położone niedaleko Sodomy i Gomory, które Bóg w swej nieskończonej miłości rozdupcył w zagładzie przypominającą zrzucenie bomby atomowej, co opisano z entuzjazmem w Księdze Powtórzonego Prawa: „Siarka, sól, spalenizna po całej jego ziemi! Nie obsieją jej, nie zakiełkuje, nie urośnie na niej żadna roślina, jak w zagładzie Sodomy, Gomory, Admy i Seboim, które Pan zniszczył w swym gniewie i zapalczywości”. Co się stało z cywilizacją Zeboim 4 000 lat temu wszyscy wiedzą – została zniszczona w wojnie nuklearnej, wywołanej przez znane nam siły.

Zohar – czyli monolit, w którym uwięzione jest Wave Existence. Nazwa pochodzi od cyklu ksiąg, będących komentarzami do Tory i innych świętych ksiąg judaizmu, stanowiących jedną z podstaw kabały (jak ktoś nie wie co to jest kabała to już musi sobie wyguglać). W uniwersum Xenogears jest to, eee, źródło wszystkiego – zasila Geary, zasila Deusa, generalnie jest bramą do wymiaru nieskończonej energii. Żeby było jeszcze ciekawiej, ma kształt monolitu właśnie – pewnie sięgam zbyt daleko, ale w „Odysei Kosmicznej” (polecam jednak przeczytać książkę przed obejrzeniem filmu, jest dużo łatwiejsza do zrozumienia niż dzieło Stanleya Kubricka) monolit jest wytworem obcej cywilizacji, dzięki któremu ludzkość jest pobudzana do wejścia na kolejny etap rozwoju, tak więc pewne podobieństwa można zauważyć.

Gazel, Gazel Ministry – szczerze mówiąc nie jestem pewien skąd się wzięła ta nazwa, ale najbardziej spodobała mi się hipoteza Fidormuli (osobnik udzielający się m.in. na forum Xenogears na GameFaqs.com): Ministrowie posiadają Gaetia Key, dzięki któremu wszyscy ludzie zmienią się w Welsy, które Deus – nasz Demiurg – „pożre”. Demiurg w mitologii gnostycznej jest wyobrażany jako połączenie lwa i węża, a czym się żywią lwy…? Jeśli jeszcze jest za mało nerdowsko, to wrócę do tego przy okazji Urobolusa.

Ależ na nawiązaniach do mitologii różnorakich nazewnictwo w Xenogears się nie kończy: Jung! Freud!

GATTAI!!!

(I Nietzsche, tak trochę.) W psychoanalizie klasycznej istnieją pojęcia: id, ego i superego. Zostały zdefiniowane przez Sigmunda Freuda i ich znaczenie jest raczej powszechnie znane: id to ta część psychiki ludzkiej, która opowiada za zaspokajanie potrzeb, bez względu na hamulce moralne i takie tam; można przyjąć, że to nasza dzika, „zwierzęca” strona – dokładnie tak, jak Id, jedna z osobowości Feia, sieje zniszczenie i generalnie robi co mu się żywnie podoba. Persona to termin wprowadzony do psychoanalizy przez Carla Gustava Junga jako „maska”, którą „nakłada” nasze ego na potrzeby komunikacji ze światem zewnętrznym, swego rodzaju pomost między naszym życiem wewnętrznym a światem na zewnątrz. Program, który został uruchomiony przez biologiczny komputer Kadomony (niestety nie udało mi się ustalić znaczenia tej nazwy i mam wrażenie, że coś mi umyka) do stworzenia ludzi, którzy będą sobie żyć na planecie: program Persona stał się sposobem dla Deusa na stworzenie narzędzi istniejących w świecie zewnętrznym. Również do Junga nawiązują relikty Anima i faktor Animus – gdzie, podobnie jak w grze, odnoszą się do żeńskiego i męskiego aspektu. Jung uważał animę i animusa za archetypy zawarte w nieświadomości zbiorowej (o tym też dopowiem przy okazji Urobolusa) i odnoszące się w przypadku animy do aspektów żeńskich w męskiej psychice i aspektów męskich w żeńskiej psychice w przypadku animusa. Służą one do zrozumienia płci przeciwnej, Jung nawet wyróżnił cztery stopnie tego „zrozumienia” i w przypadku animy zaczyna się od „Ewy” (gdzie kobieta jest postrzegana przez mężczyznę wyłącznie jako obiekt pożądania seksualnego) poprzez „Helenę”, „Marię” do „Zofii” (Sophia, czyli „mądrość” – oj wydaje mi się że nazywanie inkarnacji Elly sprzed pięciuset lat Sophią nie jest przypadkowe!). Kto w Xenogears doszedł do Nisan i rozumie jak bardzo Fei i Elly są ze sobą związani przez tysiąclecia ten wie, jak bardzo równowaga między tą parą jest ważna i jak prowadzą i wspomagają siebie nawzajem. Zazdroszczę.

A skoro tak już jesteśmy przy ludziach żyjących naprawdę, to dotarłem też do ciekawych spekulacji na temat pochodzenia kilku imion: niektórzy przypuszczają, że Karen, rodzicielka Feia, swoje imię dostała od Karen Horney, pani psychoanalityk która nawiązywała do prac Freuda. Lacan, jedna z wcześniejszych inkarnacji Feia, prawdopodobnie pochodzi od Jacquesa Lacana, też psychoanalityka, który też nawiązywał – a jakże – do Freuda (i nazwano go gamoniem i szarlatanem, według Wikipedii). Podobno też „koledzy” Elly z oddziału Gebler mają nazwiska po znanych uczonych, ale szczerze mówiąc znikają oni z gry tak szybko i powracają na tak krótko, że nie będę rozwijał tego wątku.

Solaris – tutaj też nie wiem na pewno co dokładnie było inspiracją tej nazwy. Bo Solaris ma długie ramiona przypominające promienie słoneczne? Bo ładnie brzmi? Ja lubię myśleć, że to od książki Stanisława Lema. Z dwóch przyczyn: po pierwsze Deus widziany w intrze ma postać jakiejś niezidentyfikowanej masy biologicznej, która przebija kadłub statku – podobnie jak organiczny „ocean” w książce potrafi formować różne kształty. Druga przyczyna to rozmowa gdzieś pod koniec książki między Kelvinem a Snautem, gdzie Kelvin spekuluje czy „ocean”, który obserwują, nie jest rodzącym się bogiem i pyta: „czy istnieje jakaś religia, gdzie bóg jest niedoskonały?” na co Snaut odpowiada: „nie wiem, manicheizm może?”

Na sam koniec tego fragmentu wpisu zostawiłem sobie rzecz bodaj najciekawszą. Gdy grałem w Xenogears po raz pierwszy, to ni w ząb nie mogłem skumać o co chodziło w finałowej walce z Urobolusem. Jasne, tłumacz powinien wiedzieć że chodzi o Uroborosa, węża zjadającego własny ogon (nieskończony cykl odradzających się Miang itd.), ale ta wiedza wiele nie wyjaśnia. Poszukałem wyjaśnień w necie i rezultaty okazały się dla mnie dość zaskakujące.

Ale na początek: Urobolus, Miang, to wąż – Elhaym to Antitype, lew – razem tworzą Demiurga (pisałem wcześniej, że jest symbolizowany przez węża z głową lwa). Skąd ten lew? Omnigear Elly nazywa się El-Regrs, co ponoć jest nieprawidłowo przetłumaczonym „Regulus”, czyli najjaśniejszą gwieździe w gwiazdozbiorze Lwa, położonym tuż obok gwiazdozbioru Panny (Virgo, Vierge po francusku – pierwszy Gear Elly)… No ale dobra, postać Urobolusa mamy już powiązaną z Demiurgiem.

Krelian również nazywa informacje zawarte w intronach (część sekwencji genu) Elly i pewnie również i Feia „Urobolus Ring”: te informacje zawierają poprzednie inkarnacje Elly jak Antitype’a i Feia jako Contact, jeśli dobrze rozumiem. Wszystko dobrze, ale to nie wyjaśnia dlaczego ten „Urobolus Ring” z intronów nagle przybiera postać Miang i trzeba tego stwora naklepać. I dodatkowo jak ma to udowodnić Krelianowi, że fajnie jest być człowiekiem jak ma to okazać wolę mocy (der Wille zur Macht, że tak znienacka powiem) Feia?

Najciekawsza hipoteza, którą napotkałem, jest taka: wcześniej naklepaliśmy Deusa, ludzkość wróciła do normy i jej fizyczna postać jest wolna od Demiurga. Ale psychicznie, w nieświadomości zbiorowej (to ten koncept Junga, o którym wspomniałem wcześniej: zbiór archetypów wspólny dla wszystkich ludzi), Demiurg w postaci Urobolusa/Miang dalej istnieje – Fei musi mu nakłaść po pysku i uwolnić nieświadomość zbiorową wszystkich ludzi: symbolizowaną przez wodę, z której Urobolus się wyłania…

Oraz utrzeć nosa Krelianowi i pokazać, że bycie człowiekiem nie jest takie złe (przy okazji zderzając ze sobą religię jaką jest gnostycyzm z ideami filozofa który głosił „Gott ist tot”…).

Może są prostsze wyjaśnienia? Nie wiem, ale to powyższe najbardziej przypadło mi do gustu. Autor powyższej hipotezy podpierał się Xenosagą I, w którą nie grałem (jak zresztą w żaden epizod tej serii) i gdzie podobno jest więcej o nieświadomości zbiorowej, więc może nie jest to aż taki bulszit na jaki wygląda tak na pierwszy rzut oka.

 

Dwoistość i przewrotność.

 

Gnostycyzm to coś co według mnie najbardziej się wybija w fabule Xenogears, ale jest też dualizm, czający się w bardzo wielu miejscach: Fei/Elly, Wave Existence/Deus, Shevat/Solaris i Queen Zephyr/Krelian, Nisan/Ethos i pewnie jeszcze wiele innych aspektów. Czy to było celowe? Kto wie, może to był po prostu sposób by sami autorzy nie pogubili się do reszty podczas konstruowania scenariusza.

Xenogears też lubi wywrócić parę schematów do góry nogami: oto grupa Barta, czerpiąca wiele nazw własnych z mitologii nordyckiej, jest… bandą pustynnych piratów. Ethos, organizacja kościelna w świecie Xenogears, odrzuca kreacjonizm na rzecz ewolucji, tak aby fakt że ludzkość faktycznie literalnie została stworzona bez chrzanienia się z ewolucją nie dotarł do powszechnej świadomości. No i te większe sprawy: Deus, czyli Demiurg, jest zasilany przez Wave Existence, Prawdziwego Boga – i to ten drugi jest w świecie Xenogears w gorszym położeniu, zamiast siedzieć sobie w swoim wymiarze i dalej olewać wszystko co się mu – trochę z przypadku, ale zawsze – stworzyło. Poza tym w samym zakończeniu – Krelian wyzwolił swój „boski pierwiastek” i zmierza drogą sefirot z powrotem do Prawdziwego Boga, co powinno być jak najbardziej wskazane, ale nie ma tak łatwo: bo choć Bóg faktycznie istnieje, to jednak – według Feia i spółki – lepiej pozostać niedoskonałym człowiekiem, bo tak jest ciekawiej i raźniej.

 

Słowo na niedzielę!

 

To tyle jeśli chodzi o ten tekst, który napisałem w momencie przed zakończeniem CD1, z sejwem w laboratorium Kreliana, a przede mną była niesławna druga płyta, gdzie tak jakby wycięto prawie cały gameplay, a mi pozostanie przewijanie tekstu i chyba zabawa w lektora dla tych kilku osób, które będą moje nagrania oglądać, bo interaktywnych części gdzie chodzisz dokądś czy walczysz to niewiele się uchowało. Tam fabuła mocno przyspiesza i zaczyna rzucać naprawdę skomplikowanymi fragmentami, jak „skąd się wziął Grahf”, „skąd się wziął Id” i „co oznacza Bóg zamknięty w żółtym monolicie”. Po zakończeniu gry napisałem kolejny tekst, gdzie jest dużo o materiale dodatkowym do gry, czyli książce „Perfect Works”, na przeczytanie którego już teraz ostrożnie zapraszam.

Aha, jeszcze na koniec mały disclaimer: wszystko powyższe to efekt guglania/szperania w necie. Nie pretenduję do bycia ekspertem od fabuły Xenogears, mitologii, religii, psychoanalizy i tak dalej – opisałem tak jak rozumiałem i jak najbardziej mogę się mylić. Jeśli wiesz lepiej i widzisz że napisałem bzdury, to nie wkurzaj się na mnie tylko mi napisz na spokojnie – ja przeczytam, sam dowiem się więcej, pewnie też poprawię wpis żeby nie siać więcej bzdur i wszyscy będą zadowoleni.

Pozdrowienia dla wszystkich i do przeczytania w jakimś kolejnym moim wpisie, czy to o Xenogears czy o jakiejś innej grze.


MSainta znajdziecie na kanale YT, do którego link macie po prawej stronie w zakładce Polecamy. Naprawdę warto, szczególnie jeżeli lubicie japońskie tytuły, bo merytorycznie to jedno z najciekawszych miejsc w naszym kraju.

MSaint

MSaint

Łatwo osądzać, trudniej zrozumieć.

Może Cię również zainteresować: