Tony Hawk’s Pro Skater 1+2

Share

Wreszcie. Zapukał do moich drzwi kurier. Ubrany był jednak inaczej niż zwykł “listonosz z samochodem”. Szerokie spodnie z klamrą od paska wystającą niechlujnie spod ubrania, bluza z nadrukiem Clinic o grubości babcinych skarpet, kolorowe sneakersy Quiksilver, a na głowie przekręcony daszek z logiem firmy btl. Wręczył mi na totalnym luzie małą paczkę, a ja wiedziałem, że nadszedł ten dzień. Zamknąłem drzwi nawet nie dziękując za sprawne dostarczenie przesyłki. Odpakowałem w dzikim szale kopertę bąbelkową i powąchałem pudełko z zapachem świeżo struganej deski o poranku. Na okładce pozuje legendarny skater Tony Hawk, przypominający bardziej Roberta Lewandowskiego, z nazwą gry Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 i dopiskiem Original 2 games fully remastered.


Odpalam konsolę, wkładam krążek, który wiruje niczym świeżo przymocowane kółka do deskorolki. Pojawia się intro z utworem Rage Against The Machine od Guerilla Radio — wzmacniam moc głośników do poziomu zagłuszającego wycie konsolo-suszarki PlayStation 4, a sąsiedzi zaczynają uderzać pięścią o ścianę niczym rozzłoszczony Hulk. Od tego momentu wstawałem o 6 rano, aby wykonać checklistę w nostalgicznej podróży po skateparkach i powietrznych akrobacjach. Okej, pomijając fakt, że powyższe słowa lekko ubarwiłem na potrzeby wstępu (grę odebrałem paczkomatem, a sąsiedzi byli niewzruszeni), a omawiana pozycja jest tylko odświeżonym daniem, nostalgicznym kąskiem dla takich starych dziadów jak ja. Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 to remake dwóch pierwszych odsłon gry traktującej o ekstremalnej jeździe na deskorolce w kategorii bardziej zręcznościowej, niż symulacyjnej np: Skate. Obie części pojawiły się na PlayStation, zyskały rzeszę fanów, a czasopisma gamingowe nie kryły zachwytu nad wykonaniem, wystawiając wysokie oceny i przychylne opinie. Znany polski szmatławiec opisywał te części w następujący sposób: “Tony Hawk’s Skateboarding, to pociąg niezwykle rajcowny i dynamiczny, okraszony takim klimatem, że nie ma mocnych — mimochodem spuścisz spodnie, rozsznurujesz buty i w ogóle będzie cynka, deska i sprężynka”, “przy pierwszym podejściu kontynuacji dłonie silniej zaciskają się wokół pada, a po dłuższej sesji sam łapiesz się na tym, że w głowie układasz kolejne combosy np: idąc ulicą, albo oddając się męskim sportom (kibel + gazeta, albo łóżko + kobieta)”. Swego czasu gra Neversoftu była czymś więcej, niż tylko kawałkiem kodu do ogrania. Tony miał niebagatelny wpływ na polską młodzież, kiedy to próbował kreować styl uliczny dzieci i zarażał pasją jazdy na deskorolce. Niektórzy z łezką w oku pamiętają naprzemienne podbijanie wyniku punktowego ze znajomym, modę na ciuchy typowe dla skate’ów w latach 90., czy rozgoryczenie kiedy chcieliśmy dostać od rodziców deskorolkę z deckiem wytwarzanym z klonu kanadyjskiego i griptape’m a’la papier ścierny, a otrzymywaliśmy plastikowe badziewie, dodatkowo w kolorze różowym (hłe, hłe).

Jednak to nie jest wpis nostalgiczny, a recenzja. Postaram się omówić charakterystykę omawianych gier, aby później wskazać największe różnice względem klasyków z lat 90. Kiedy to były walkmany, kasety VHS, dzienniczki ucznia i waty cukrowe. Tony Hawk, to z jednej strony produkcja prosta, można powiedzieć wręcz banalna, zaś z drugiej cholernie głęboka. Głębia wynika w głównej mierze w mechanice, pomniejszymi trybikami, które składają wszystko w rozbudowaną całość cholernie absorbującą gracza. Wypisaną mamy checklistę celów, wrzuceni do zamkniętego obszaru i w ciągu dwóch minut należy wykonać jak najwięcej aktywności. Może to być uzyskanie wysokiego wyniku punktowego (za kombinację odpowiednich trików na desce), zebranie liter SKATE, ukrytej złotej kasety VHS, czy wykonanie ewolucji na wybranym obiekcie. Po spełnieniu większości kryteriów na liście celów odblokowujemy kolejne miejsce i zaczynamy zabawę od nowa, tylko że na innej planszy i z lekko przemodelowanymi zasadami. Dla urozmaicenia co pewien czas pojawiają się zawody, które polegają na wykonaniu trzech przejazdów po danej trasie, gdzie należy postarać się o jak najczystszy przejazd z wysokim licznikiem punktowym. Remake nie zmienia praktycznie nic w tej materii i rozgrywka nadal stawia na powyżej opisane zasady. Bez rozbudowanej fabuły, bez zbędnego kombinowania, zaś z płaczem młodocianych, którzy nie radzą sobie z przyciskologią, siedząc z krzywą miną przed telewizorem i zadając w myślach głupie pytania typu: “dlaczego postać tak wysoko skacze i czemu nie odpychając się nogą tak szybko jeździ na desce?”. Cóż, pewnych rzeczy nie przeskoczymy, a obecne i przyszłe pokolenia graczy wychowane na Fortnite’ach i Minecraftach tej specyfiki oldschoolu nie zrozumieją. Warto jeszcze opowiedzieć, czym szczególnym wyróżniały się dwie pierwsze odsłony. Jedynka stawiała na proste challenge, w minimalistycznych planszach usytuowanych w różnych zakątkach Stanów Zjednoczonych. Wybieraliśmy postać o różnych parametrach (ollie, szybkość, dynamika, balans), wzór na desce, twardość traka i kolor kółek. Pojawiła się lokacja Downhill Jam w stylu rynny, zbieraliśmy kasety VHS za wykonane czynności i tyle. Kontynuacja była bardziej rozbudowana. Twórcy dodali kreator postaci i skateparków, a wzorem gier RPG mogliśmy ulepszać statystyki naszego ziomka i wydawać zebrane pieniądze na nowe ciuszki, czy wzory na decku. Lista zadań zwiększyła się z 5 do 10, również skateboardzista zyskał nowe ruchy, jak np. manual. Mało tego tereny były rozbudowane o ukryte lokacje i zaskakiwały pod względem wielopoziomowości. Myślę, że drugi Tony był w naszych kręgach bardziej kultową pozycją, stawiając na świetny klimat “wytartej starej taśmy magnetofonowej, rockowego brzmienia i undergroudowej stylistyki”.

Pierwsza na świecie ‘The 900’ wykonana przez Tonego Hawk’a

I nie ukrywam, że trochę zabrakło mi tego oldschoolu w Tony Hawk’s Pro Skater 1+2. Menu stawia na współczesne rozłożenie z zakładkami na górze i ogromnymi panelami pośrodku ekranu, a rozpiska zadań to normalna czcionka na tle wybranego skateparku. Nie ma obracającego się kółka z trybami gry, czy checklisty na zgniecionej kartce papieru, która wisi zaczepiona pinezką wraz z innymi zdjęciami, czy żółtymi karteczkami “THPS Rules!”. Oczywiście pewne smaczki panowie z Vicarious Visions zostawili w obawie o atak wściekłych fanów, którzy pewnie bez chwili zastanowienia przyjechaliby do siedziby studia z widłami, pochodniami i spalonymi deskami. Wszystkie loga pozostały w oryginalnej formie, statystyki zawodnika podnosi się dodając pomarańczową “kropkę”, a sklepik nie jest wirtualnym odpowiednikiem dzisiejszych lootboksów. Zdaję sobie sprawę, że wszystko musiało pójść pod dłuto współczesności, więc potraktuj to czytelniku, jako czepianie się starego wygi o to, że stary stół jest polakierowany i pomalowany na biało. Zatrzymując się na chwilę przy ekranie startowym, zauważymy kilka nowych opcji. Jest samouczek dla nowych adeptów czesania tricków, w przejrzysty sposób ukazujący najważniejsze mechaniki. Jest bardziej rozbudowany kreator postaci i obszerniejszy sklepik (Skate Shop). Możemy teraz oprócz ubrań i wyglądu desek, wybrać gadżety, okulary, czapki, naklejki, tatuaże, loga firm i elementy do kreatora skateparku. Wraz z poziomem naszego chłopka i wykonywanym challenge’om odblokowujemy nowe dobra. Jest również wspomniana nowość w postaci challenge. A w nim cała rozpiska osiągnięć do zrobienia, aby zyskać na uzupełnieniu sklepiku i w pełni rozkoszować się calakiem, zaliczając gry na 100%. Niestety brak wykupionego abonamentu nie pozwolił mi na sprawdzenie zakładki multiplayer, ale z tego co czytałem nie ma rewelacji. Po wizycie do trybu kariery naszym oczom pojawiają się trzy panele główne: Tony Hawk’s Pro Skater, Tony Hawk’s Pro Skater 2 i Ranked & Free Skate z paskiem progresu od 0 do 100%. To ostatnie jest kolejną dodatkową atrakcją, która stawia na jazdę dowolną i zaliczane do postępu w grze — Single Session w formie przejazdu punktowego, w limicie czasowym 2 minut, a także Speed Run jako zabawa w odhaczanie wszystkich zadań na mapie w jak najszybszym czasie. Trzeba pochwalić twórców za proste rozwiązania, przejrzystość i dodatkową treść bez zbędnego mieszania.

Najważniejsze pytanie brzmi. Czy feeling z jazdy jest dokładnie taki sam jak lata świetlne temu? Zdecydowanie tak, chociaż z małym zastrzeżeniem. Prowadzenie postaci jest wciąż arcade’owe, z wszystkimi starymi naleciałościami cechującymi Tonego Hawka. Deskorolka magicznym sposobem popychana jest do przodu, wszystkie nagłe zwroty i przechyły postaci wykonywane są z podwyższoną czułością, wyskoki z ramp są na wysokości głowy żyrafy, a reakcja na kolizje ze ścianą w klasyczny sposób odwraca model postaci w drugą stronę. Nawet miejsca problematyczne, gdzie trzeba odbić się w dobrym momencie z powodu kąta najazdu (odbicie z miniramp), dalej działają dokładnie tak samo. Chociaż ktoś kto posiada w swoim domu PlayStation i odpali starsze części może (z zaznaczeniem MOŻE) dojść do innego wniosku. Problem polega na tym, że produkcje na systemach piątej generacji wyświetlały się w 25 FPS, a w remake’u to czyste 60 FPS, co siłą rzeczy sprawia, że gra odpalona na PSone wydaje się wolniejsza, a postać bardziej ślamazarna w ruchach. Kiedy z recenzenckiego obowiązku porównałem oryginał z remakiem rzeczywiście było widać różnice, jednak zapewniam, że jako wieloletni wielbiciel cyklu sygnowanym nazwiskiem Tony Hawk, jestem więcej niż zadowolony z prostego powodu — znów czułem się jak za dawnych czasów, a przecież nie jestem szczylem tylko 30-letnim dorosłym facetem. Ten impuls do robienia wysokiego wyniku, kombinowanie w ustaleniu perfekcyjnego przejazdu i radość podczas samej jazdy. Magia gry wciąż działa po latach, chociaż możliwe, że to tylko nostalgia. Okej, jakie większe lub mniejsze zmiany poczyniono w rozgrywce? Manual, który był wprowadzony dopiero w drugiej części, teraz można wykonać w THPS 1. Lista tricków została rozbudowana, dodano revert i odbijanie się od ściany, grindowanie po murkach i poręczach dostało wskaźnik równowagi, a tak zwane bucksy, czyli pieniądze to teraz punkty umiejętności. Kariery nie można przejść każdym zawodnikiem z osobna, ponieważ wszystkie postępy zostały ujednolicone dla ogółu. Mało tego, cele zostały rozszerzone o nowe aktywności. Najlepiej podam przykład. W klasycznej jedynce mapa szkoły miała kolejno: 7.500 i 25.000 punktów, grind po 5 stołach, literki SKATE i ukrytą kasetę. W remake’u wygląda to następująco: 15.000, 70.000, 125.000, 10.000 (high combo), literki SKATE, zbierz 5 książek, grind po 5 stołach, wallride 5 dzwonków szkolnych, heelflip między rampami i ukryta kaseta. Aby dana plansza była zaliczona w stu procentach należy dodatkowo zebrać punkty statystyk. Podsumowując jest ciekawiej, niż w oryginałach ponieważ na wykonanie wszystkiego potrzeba kilka przejazdów, i tylko szkoda, że twórcy nie poszli o krok dalej tworząc alternatywną wersję dla bardziej zaawansowanych graczy.

 

Spore zmiany zostały poczynione również na polu projektowania każdej z map. Panowie z Vicarious Visions użyli do tego silnika Unreal Engine 4, sprawiając że puste przestrzenie zostały zapełnione ogromem detali wylewających się z ekranu. Od plastycznego oświetlenia promieni słonecznych i naturalnego cieniowania, po masę interaktywnych przedmiotów, które walają się po drodze w formie skrzyń i pachołków, a kończąc na high-res teksturach, latających dronach, realistycznie pękających szybach, kałużach odbijających otoczenie, czy odpowiednich szlifach. Pozostawiając przy tym najważniejsze, a więc odpowiednią atmosferę zwiedzanych miejsc. I chociaż geometria wszystkich lokacji jest identyczna, tak pewne tereny różnią się diametralnie od oryginału. Najlepiej to widać na mapie z jedynki, a mianowicie Mall New York. W remake’u lokacja jest zdecydowanie mroczniejsza, bardziej surowa, z brakiem elementów, które funkcjonowały kiedyś np: nie ma ruchomych schodów, czy fontanny, z której leje się woda. Wygląda to tak, jakby twórcy zrobili te same miejsce uwzględniając ten czas, który minął między grą z 1999 r. a wydaną edycją w 2020 r. Centrum handlowe jest zabite dechami, ze ścian sypie się tynk, a bujne zielone krzaki zamieniły się w wysuszone badyle. Dodatkowo pewne fragmenty zostały przebudowane, że wspomnę o otwartym terenie przed parkingiem pod koniec trasy, który zyskał nad sobą dach, przyciemniając pomieszczenie i rezygnując z przestrzeni pod gołym niebem. Dosłownie w każdym levelu coś zostało dodane, a coś odjęte. Kiedyś ogromne telebimy wyświetlały filmiki prawdziwych przejazdów, zaś teraz albo świecą pustką, albo pokazują przejazd gracza na żywo. Dodano otoczenie dalszego planu, a ściany udekorowane są oficjalnymi plakatami wszystkich odsłon THPS, jak i barwnymi malunkami graffiti. Ogólne wrażenie jest jednak piorunujące i osoby, które pamiętają pikselozę, ograniczenia widoczności i kwadratowe obiekty tamtych lat, z pewnością zrobią wielkie oczy na efekt końcowy. Pomijając fakt, że grafika jak na dzisiejsze czasy jest tylko poprawna. Modele postaci zyskały o dodatkowe klatki animacji, a tacy skaterzy jak Tony Hawk, Steve Caballero, Chad Muska i Rodney Mullen dzięki skanom twarzy wyglądają jak prawdziwi… z kilkoma zmarszczkami więcej. Do repertuaru zawodników doszły nowe twarze, jak Nyjah Huston, Leo Baker, Aori Nishimura i Leticia Bufoni.

Co jeszcze? Soundtrack zatrzymał większość starych utworów, a lista została powiększona o świeże kawałki. Usłyszymy takie nowości jak: Alex Lahey – Mistery Guts, The Ataris – All Souls’ Day, Billy Talent – Afraid of Heights, czy Dead Kennedys – Police Truck, które idealnie pasują do znanych już kompozycji. Jednak nie ukrywajmy, przejazd podczas “Blood Brothers” od Papa Roach, czy “Powerman 5000” dodaje takiego zastrzyku adrenaliny, że chce się rozwalić bank punktowy wyciskając z Tonego wszystkie poty. Kreator skateparków został znacznie rozbudowany i teraz możemy tworzyć swoje dzieła na większej przestrzeni, z bardziej rozbudowanymi elementami parku. Przedmioty możemy dopasować co do centymetra, a rampy i poręcze dostały opcję personalizacji, dzięki czemu możemy je ręcznie wyginać, ustawiać i kształtować. Gotowe dzieła możemy publikować w sieci, oceniając przy okazji innych. Jedynym mankamentem jest to, że postać często przenika przez obiekty, a kreatywność graczy obecnie równa się zeru, więc ten tryb można uznać za ciekawostkę. Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 posiada parę baboli, które może zostały już naprawione, kiedy czytacie ten tekst. Podczas wyboru nowego przedmiotu w dowolnej zakładce ostrzejsza tekstura np: druku na koszulce ładuje się przez chwilę na oczach, ukazując rozmazaną teksturę w niskiej jakości (Pop-up tekstur — przyp. Iron). Kilka razy podczas przejazdu sterowana przeze mnie postać dziwnie się zachowała, a kiedy zawodnik się przewróci, to nie ma animacji wstawania. Tylko teleportacja w stylu “retro-reset” na deskę i tyle. Z pomniejszych pierdół usunięto kilka smaczków z oryginału np: podczas potrącenia przez taksówkarza ten już nie wyzywa nas od idiotów, a na otwartym terenie w Hangarze z THPS 2 usunięto dźwięk wyjących wilków, który nie dodaje już klimatu temu miejscu. No dobra, tutaj zaczynam się czepiać, więc przejdźmy do podsumowania (hłe, hłe). Tony Hawk’s Pro Skater 1+2, to remake udany niemal na każdej płaszczyźnie, przywracający dawne wspomnienia, stawiający na szaloną jazdę w rytm ostrej muzyki i cieszący oczy efektami, kiedy po grindzie na łopatce helikoptera ten przebija się z impetem przez sufit. To również masa nostalgicznych wspomnień, które nie mogą zasłonić finalnej oceny. Na tą chwilę stawiam solidne — Warto Zagrać (mocna ósemka dla niewtajemniczonych), przyklejając etykietę “stare pokolenie i znawcy tematu będą usatysfakcjonowani”.

 

Tom

Tom

Akceptuje wszystkie platformy do grania. Ogrywam tylko produkcje powyżej 70 na opencritic. Gatunkowy rozstrzał oprócz jrpg'ów i symulatorów koparki. Recenzje to moje paliwo.

Może Cię również zainteresować: