Tombi!

Aż dziw, że w latach 90’tych, nikogo nie dziwił główny bohater gry, który posiadał różowe włosy. Będąc szczerym, ja sam również nigdy nie zwracałem na to uwagi. Swoją przygodę z tym sympatycznym jaskiniowcem zacząłem od części drugiej, którą dostałem w bundlu wraz z moim szarakiem. Przez lata jednak nie dawało mi to spokoju i na chwilę obecną jestem świeżo po przejściu jedynki, więc mogę napisać jak to się zaczęło.


W 1997r pewien znany Druid Tokuro Fujiwara  opuścił stowarzyszenie Capcomu, by założyć  własny klan – Whoopee Camp. Z łatwością zebrał utalentowanych znawców magii by stworzyć jedną z bardzo dobrych gier tego gatunku (niestety bardzo niedocenioną).

Fujiwara wziął kociołek i wraz z towarzyszami wrzucali do niego magiczne składniki. Tak oto powstała receptura na świetną grę:

Wszystkie składniki zamieszano, wypowiedziano odpowiednią formułę i tak oto narodziła się gra, którą ochrzczono Tombi! ( Tomba! W kraju hamburgerów i frytek rosnących).

Fabuła w tej grze jest raczej pretekstem do tego by wyruszyć w bój z…. no właśnie, z kim? A no jak to w życiu bywa, wokół nas jest sporo ludzi, którzy potrafią narobić nam problemów, czyli typowe świnie. Nie inaczej jest w Tombim, z tym wyjątkiem, że tutaj mamy do czynienia ze świniami w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Gra wita nas przyjemnym dla oka intrem w postaci pięknej animacji ze świetnym kawałkiem muzycznym w tle. Takie bajeczne wstawki naprawdę robiły robotę w tamtych czasach. Podczas zabawy gra uraczy nas jeszcze wieloma, równie świetnymi przerywnikami.

W całej produkcji chodzi o to, że złe i wredne świnie opanowały świat a Tombiemu ukradły ważny dla niego przedmiot, który to musimy odzyskać. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak zabrać najostrzejszą siekierę jaką mamy pod ręką i ruszyć na krwawe świniobicie!

No może nie takie krwawe, gdyż gra należy do tych bardziej łagodnych pozycji.  Tytuł wyraźnie jest inspirowany mangową grafiką, co osobiście uważam za duży plus produkcji, choć na pewno znajdą się  tacy, co stwierdzą, że gra jest dla nich zbyt cukierkowa. Siekierą niestety też nie pociachamy, ale na start weźmiemy ze sobą jako broń cep bojowy (który swoją drogą świetnie ubija świniaki!) Jak już wspomniałem na początku, nasz protagonista to różowowłosy jaskiniowiec. Sam od siebie nie ma komukolwiek zbyt wiele do powiedzenia. Jest za to uważnym słuchaczem i chętnie sprawdzi co inni mają mu do przekazania.

Mechanika jest prosta: poruszamy się w prawo lub w lewo, możemy skakać oraz wspinać się na umożliwiające to obiekty. Warto tu jednak zaznaczyć, że zdarzają się etapy, gdzie mamy do czynienia z widokiem z góry bez możliwości skakania co jest miłym urozmaiceniem. Same świniaki atakujemy uderzając bronią przed siebie ogłuszając je, jak również możemy na nie naskoczyć, chwycić (choć widok ten może przywodzić na myśl różne skojarzenia) i rzucić przed siebie, zabijając je. Bardzo lubię zastosowanie efekty 2.5D, dzięki któremu możemy przemieścić się w głąb względnie dwuwymiarowej planszy i zwiedzić obszar znajdujący się na dalszym planie.

Elementy zręcznościowe/platformowe nie są tutaj najważniejsze i też dlatego nie stawiają wysoko poprzeczki, chociaż zdarzają się momenty upierdliwe.

Głównym trzonem gry są jednak zagadki! Są one ściśle powiązane z zadaniami, które musimy rozwiązać.  Zdobywamy je od różnych postaci, które spotkamy na swojej drodze. Od  wieśniaków na początku gry czy np. od małpiszona Charles’a, przyjaciela naszego głównego bohatera.

Zadania, które otrzymamy w żaden sposób nie są podzielone wedle trudności ich wykonania. To, na jakie zadanie trafimy zależne jest od postaci jaką spotkamy na danym etapie gry. Zatem są questy proste typu złapania żabojada i wrzucenia go do stawu lub też trudniejsze, gdzie będziemy musieli wykonać wiele czynności, składających się na jedno zadanie, a ponadto w tym celu przyjdzie nam ponownie odwiedzić poprzednie etapy gry.

Jednym z fajnych elementów rozwiązywania zadań  jest to, że do prawidłowego wykonania danego zadania sami musimy pogłówkować, który przedmiot w jakim dokładnie miejscu sami musimy użyć by wszedł w interakcję z otoczeniem, innym przedmiotem czy postacią.

Zadań w grze do wykonania jest całe mnóstwo i zapewniam Was, że trzeba się porządnie nagłówkować by ogarnąć je wszystkie . Oczywiście do ukończenia gry nie jest wymagane ukończenie wszystkich ale warto je robić, zwłaszcza jeżeli będziecie chcieli grać w drugą część odsłony.

Za wykonanie każdego zadania dostajemy ustaloną  ilość punktów. Punkty nam się sumują i są one niezbędne do przejścia przez kolejne etapy gry. Daję jednak słowo, że im więcej ich wykonacie, tym większą będziecie mieli satysfakcję z gry.

Jeżeli chodzi o poszczególne poziomy, to są one bardzo różnorodne. Znajdziemy tu lasy, urwiska skalne, wioski (z możliwością zwiedzania poniektórych domów od środka), podziemia itp. Tytuł uraczy nas również różnymi warunkami pogodowymi, także będziemy się zmagali np. z silnym wiatrem (te niestety są statyczne i występują tylko w wybranych etapach).

Bardzo fajnym rozwiązaniem jest zablokowanie możliwości wejścia do niektórych pomieszczeń, np. do takich które mają wyryty na drzwiach symbol płaczu lub śmiechu. Możemy je przekroczyć tylko po zjedzeniu odpowiedniego owocu, co również skutkuje tym, że tracimy możliwość atakowania, w zamian tego śmiejemy się lub płaczemy.

Podczas przygody będziemy również mieli okazję zdobywać nowe bronie, które oprócz celu głównego jakim jest ogłuszanie napotkanych świniaków, będą również miały zastosowanie bardziej praktyczne, jak choćby chwytanie się różnych części otoczenia w celu dostania się w niedostępne normalnie miejsce.

Nie zawodzi również muzyka jaka nam towarzyszy. Jest klimatyczna, wyważona i doskonale umila czas spędzony z naszym jaskiniowcem. Kawałki szybko wpadają w ucho i zapewniam, że co niektórzy będą sobie pod nosem nucić któryś z motywów.

Podsumowując, drużyna druidów z klanu Whoopee Camp wyczarowała nam naprawdę świetnego szpila. Grafika jest bajeczna, choć dla niektórych może być zbyt cukierkowa. Muzyka idealnie wkomponowuje się w wykreowany świat. Miejscówki są różnorodne i potrafią zapadać w pamięć. Sekcja platformowa jest wyważona i sprawiedliwa a zagadki dają w kość. Te ostatnie można też przypisać jako małą wadę, gdyż da się w grze utknąć na dłuższy czas zastanawiając się nad ich rozwiązaniem. Inną znaczącą dla mnie wadą jest mimo wszystko szczątkowa fabuła. Teoretycznie wiele z napotkanych postaci w swoich dialogach podaje nam strzępki informacji o tym co się dzieje (pomijając, że głównie to coś od nas chcą) itp., ale dla mnie to jednak za mało jak na tak fajnie wykreowany świat.

Tombi to zdecydowanie gra, w której nie leci się na łeb na szyję byle przejść. Gra posiada tak wiele różnorodnych questów, że grzechem jest nie spróbować rozwiązać wszystkich. Mi osobiście nie udało się wszystkich rozwiązać, ale zapewne jeszcze wrócę do tytułu by tego dokonać. Podejrzewam jednak, że niektórych zadań nie dam rady rozwiązać bez jakiegoś poradnika.

Z ręką na sercu polecam każdemu fanowi gatunku, który nie miał wcześniej okazji zaprzyjaźnić się z tym tytułem aby wybrał się na to miodne świniobicie!

Ciekawostka:

Z tego co mi wiadomo, gra niestety przeszła trochę bez echa wśród graczy i nie miała najlepszego wyniku sprzedaży, mimo naprawdę pochlebnych recenzji. Jest to najprawdopodobniej spowodowane tym, że mimo świetnie zaprojektowanej gry w 2.5D, wyszła ona w czasie, kiedy na szaraku zaczęły królować gry w pełni 3D.

 

Avatar

Autor: Gomlin

Jak możesz udowodnić, że istniejemy? Może nie istniejemy...