Tom Clancy’s Splinter Cell: Double Agent

Share

W dzisiejszym odcinku, Sam Fisher pseudonim Rybak podejmie się najniebezpieczniejszego zadania z jakim przyszło mu się dotąd zmierzyć. Czy uda mu się przeniknąć w szeregi wroga? Czy po raz kolejny uratuje świat? A może porzuci swoje wartości i ludzi z którymi do tej pory pracował i przejdzie na ciemną stronę? To wszystko i wiele więcej w nowym specjalnym wydaniu pt.” Podwójne życie Sama Fishera”


„Wyglądało to na rutynową misję w akompaniamencie pieska z CIA, który aż nie może się doczekać aby zerwać się ze smyczy i udowodnić światu kto jest panem. Niestety nim misja zaczęła się na dobre, Lambert przerwał zadanie i już czekał na mnie na pokładzie Osprey’a (przyp. V-22 Osprey – samolot z funkcją V/STOL – możliwością pionowego startu i lądowania). Przywykłem do złych wieści, ale tej się nie spodziewałem. Sarah została potrącona autem przez jakiegoś pijaczynę. Nie przeżyła. Mój jedyny promyk nadziei na tym świecie zgasł na dobre. Równie dobrze mógłbym skoczyć do lodowatego morza i mieć to wszystko z głowy, jednak Lambert miał dla mnie inny cel. Jak zwykle postawił wszystko na jedną kartę… Nazywam się Sam Fisher, kiedyś byłem bohaterem, teraz jestem poszukiwany. Kiedyś polowałem na terrorystów, teraz jestem jednym z nich. Kiedyś wykonywałem rozkazy, teraz je eliminuję… stałem się podwójnym agentem.”

Tom Clancy’s Splinter Cell Double Agent to ostatnia odsłona na szóstej generacji konsol i pierwsza przygotowana z myślą o następnej. W dzisiejszym odcinku tańczącego z rybami skupimy się na tym pierwszym przypadku, a dokładniej wersji na Xboxa, obecnie zwanego Xbox Classic za którą odpowiadało Ubisoft Montreal (twórcy pierwszej i trzeciej części). Tutaj możemy przystanąć na chwilę, ponieważ duże znaczenie ma kto stworzył, którą część w serii. W zależności od tego, którą wersje wybierzemy to otrzymamy zupełnie odmienne odsłony z Fisherem w roli głównej. Wersja 1 to przygoda od podstaw stworzona przez Ubisoft Shanghai z myślą o nowej generacji konsol (Xbox 360, PS3). Wersja 2 zaś była wykreowana przez Ubisoft Montreal na potrzeby starych sprzętów (GameCube, PS2, Xbox – do tej bandy również doliczyć można Wii ze względu na możliwości techniczne).

Po przejściu swoistego tutoriala jakim jest misja na Islandii, głównym zadaniem Fishera będzie przeniknięcie do organizacji JBA (przyp. John’s Brown Army). Z kolei my gracze mamy mu w tym pomóc. Tryb fabularny składa się z dziewięciu misji (plus dwie dodatkowe dla wersji na PS2, które są swoistymi odskoczniami od głównego wątku). W zależności od poziomu trudności oraz stylu rozgrywki jaki preferujemy to każda misja może nam zająć od trzydziestu minut po nawet dwie godziny, aczkolwiek moim zdaniem ta seria rozwija skrzydła jedynie na najwyższych stopniach trudności (vide: Hard, Elite). Do kosza poszła sucha tekstowa odprawa z wyborem ekwipunku koncentrująca się na wyborze stylu gry (Rambo lub wijący się wąż w pomidorach), za to pojawiły się krótkie wstawki pomiędzy misjami wprowadzające nas dodatkowo w intrygę w jaką wpakował się Sam.

Jak na serię przystało do dyspozycji posiadamy szereg klasycznych broni palnych (S.C. 20K czy też Pistolet S.C./FiveSeven), szereg różnych gadżetów jak mini kamery z ładunkiem usypiającym, specjalne pociski ogłuszające przeciwników czy tak zwany OCP (ang. Optically Channeled Potentiator) podczepiony do pistoletu, dzięki któremu możemy na krótką chwilę dezaktywować wszelakie urządzenia elektryczne jak lampy, automatyczne działka czy kamery. Nasz bohater to zdolniacha, więc bez problemu radzi sobie przy pomocy wytrychu z różnymi zamkami, nie zapominając o możliwości hakowania komputerów (przy naszej niewielkiej pomocy). Dodatkowo zwiedzimy trochę świata, od Okhotsk, Islandię po Stany Zjednoczone czy Kinszase.

Aby nie popaść w rutynę w przypadku Double Agent mamy trochę powiewu świeżości. Sam staje się tytułowym podwójnym agentem, gdzie będąc tajniakiem musi wzbudzić zaufanie swojego nowego szefa Emila. Jako agent NSA i jednocześnie świeży narybek w świecie przestępców, Fisher musi w trakcie misji podejmować dosyć niewygodne decyzje. W każdej chwili podczas wykonywania zadania możemy dostać od jednej ze stron komunikat, aby wykonać (lub też nie) jakąś czynność, która wpłynie na bieg historii w grze. Może to np. spowodować zdetonowanie wycieczkowca, na którego pokładzie mamy blisko dwa tysiące cyfrowych cywili albo zdecydujemy się na sabotaż i wrobimy jakiegoś członka organizacji za co on/ona może przypłacić zero jedynkowym żywotem.

Żeby było jeszcze ciekawiej to gra wymusza na nas lawirowanie między obiema organizacjami, ponieważ za zaufanie odpowiada jeden stosowny pasek, który w zależności od decyzji przechyli się ku jednej ze stron. Od tego zależeć będzie jaki ekwipunek będziemy posiadać w następnej misji np. jeżeli terroryści będą nam bardziej ufać otrzymamy dodatkowe środki perswazji na zlikwidowanie niewygodnych celów, za to otrzymamy od naszej agencji mniejszą ilość gadżetów szpiegowskich z chińskim noktowizorem na czele, którego jakość obrazu pozostawia wiele do życzenia (w niektórych misjach jest on obowiązkowy). Ta jedna zmiana w rozgrywce wprowadza sporą dozę grywalności, która w grach stealth powinna odgrywać kluczową rolę, tym bardziej, że nie możemy pozwolić sobie aby zaufanie za bardzo wzrosło dla jednej ze stron, inaczej zobaczymy napis „Game Over”. Oczywiście przykładów można podać o wiele więcej, bowiem cała gra jest oparta na bazie zaufania i to my musimy odgadnąć, której organizacji co odpowiada i jaki może być skutek podjętych decyzji. Wybór należy do nas, a tytuł wręcz zachęca do eksperymentowania, bo nie prowadzi za rączkę.

Skoro już trochę napisałem o rozgrywce to czas poruszyć temat szaty graficznej. A czym byłby nowy Splinter Cell bez bajecznej grafy? Seria tworzona była na silniku Unreal Engine 2.5 (dotyczy to również kolejnych odsłon aż po Blacklist z 2013 r., który zmodyfikowano i ochrzczono nazwą Lead Engine), gdzie każda kolejna odsłona podwyższała poprzeczkę (do czasu). W przypadku Double Agent studio poszło trochę w innym kierunku. Kosztem ogólnej jakości grafiki zdecydowano się na większe wielopoziomowe lokacje i jak najmniejszą liczbę loadingów co zaowocowało największymi mapami jakie seria mogła otrzymać na leciwą już generację. Nie można jednak powiedzieć, że gra jest brzydka. Po prostu, ktoś kto ograł Chaos Theory zauważy różnice w mniejszej ilości detali. Dodatkowo dzięki usłudze wstecznej kompatybilności, tytuł można ograć na Xbox One X, gdzie otrzymamy 4 krotnie wyższą rozdzielczość, lepsze tekstury i stabilniejszy frame-rate względem oryginału na Xbox Classic (lub kto woli OG Xbox). Aczkolwiek idealnie nie jest, bowiem niektóre animacje czy detekcja kolizji obecnie potrafi już trącić myszką.

Jeżeli chodzi zaś o sferę audio to osobiście uważam, że tytuł wiele traci jeżeli ktoś nie posiada dobrych słuchawek lub systemu 5.1. Dzięki temu doskonale słyszymy najdrobniejszy szmer i z której strony dobiega. Za kompozycję odpowiadali Michael McCann oraz Chris Velasco, jednak ze świecą szukać jakiegoś klimatycznego utworu. Zdecydowanie bardziej muzyka pasuje do momentów w samej grze aniżeli jest sens słuchać albumu podczas pracy czy podróży.

Koniec końców Tom Clancy’s Splinter Cell Double Agent mógłby paść ofiarą międzygeneracyjnych średniaków, tak na szczęście się nie stało. W czasach gdy gry z gatunku skradanek zakrawają o pomstę do nieba, mi nie pozostaje nic innego jak polecić powrót do klasyków. Double Agent to ostatni Splinter Cell w klasycznej, ale za to świetnej formie.

Może Cię również zainteresować: