Taiko no Tatsujin: Drum ‘n’ Fun!

Zawsze chciałem zostać perkusistą legendarnego bandu, zasiąść przy garach Led Zeppelinów, Black Sabbathów albo… w sumie to nawet już byle kogo haha! niestety perkusji nigdy nie udało mi się poznać, a na lekkiej dozie fantazji na ten temat się skończyło. Nintendo Switch na szczęście pozwolił mi pójść na małe ultimatum. A to za sprawą Taiko no Tatsuijin, grze rytmicznej oraz bębenkowi dodawanemu w bundle’u. Wiadomo obok perkusji to nie stało, ale mniejsza o to, odpalamy wyobraźnie i ruszamy na podbój muzycznego świata!


Taiko no Tatsujin to seria gier rytmicznych wydanych na automatach w Japonii jakoś w roku 2001, polega oczywiście na odpowiednim naparzaniu w bębny do przygrywającej piosenki. Uciekające kolorowe symbole Taiko należy trafić w odpowiednim momencie. Nic odkrywczego, ale ile frajdy! Seria jest pełna japońskich hiciorów, wstawek z anime, gier etc., czyli tego co wszelkiej maści otaku, napaleni stalkerzy idolek i miłośnicy samej kultury Japonii lubią najbardziej, w samego zaś szpila niektórzy pewnie pograli w serii Yakuza, gdzie jest on dostępny. Znajdziemy tutaj od openingów z anime (jest Neon Genesis Evangelion!) przez hiciory mainstreamowego jpopu po klasykę japońskiej muzyki jak np. The Blue Hearts (kto nie zna kawałku Linda, Linda temu chuk w dup…), kończąc na muzyce poważnej, tak, jest tam też Beethoven. Głównymi ikonami, bohaterami serii są bracia Don i Katsu, odpowiednio niebieski i czerwony bębenek. Na YouTubie można sobie zobaczyć jak kitajce napierdzielają w to na automatach i muszę przyznać, że robi to ogromne wrażenie.

Tak prezentuje się automat do Taiko!


Części od 2001 jest mnóstwo, co ciekawe najnowsze wydanie, które znaleźć można na PS4 pt. Taiko no Tatsujin: Drum Session! oraz na Nintendo Switch, razem z możliwością wykupienia bębna do gry pt. Taiko no Tatsujin: Drum ‘n’ Fun! pojawiło się poza Japonią po prawie dekadzie posuchy. Do PS4 jedyna możliwość to sprowadzenie oddzielnie bębenka z Japonii, zaś przy konsolce Nintendo jest opcja zakupienia go razem z grą, bez zabawy w import (przy założeniu, że jeszcze znajdziecie gdzieś swój egzemplarz :). Oczywiście, oby dwie wydane gry różnią się np. wyborem piosenek oraz samą zawartością trybów. Ja skupię się wyłącznie na wersji NS. Bierzemy więc bęben i zaczynamy zabawę Taiko!!!! 

Trybów gry mamy najprościej ujmując trzy. Pierwszy to Taiko Mode, nazwijmy go takim typowym arcade trybem, szlifujemy tam wyniki na danych utworach, przy każdym z możliwych poziomów trudności. Taiko Mode jest podzielony na podgrupy, które mniej więcej określają nam z jakim typem utworu będziemy mieli do czynienia. Są nimi po kolei: POP – z świetnym utworem Twice – TT, niestety w wersji japońskiej, która jest trochę słabsza od oryginału koreańskiego, oraz drugim świetnym killerem, jeżeli chodzi o rozstawienie utworów; The Blue Hearts – Train – Train, klasykiem japońskiego rocka/punku. Następną grupą jest ANIME – tutaj mamy openingi i endingi z kitajskich bajek dla dzieci, wspaniale, że jest opening Neon Genesis Evangelion! Trzecią grupą jest VOCALOID, czyli Miku podobne utwory, których nie ogarniam. Następnie VARIETY, no i szczerze powiedziawszy, to czego tu nie ma haha. Najłatwiej określić to jako randomowe utwory z japońskich reklam oraz piosenki dla dzieci, np. Alphabet Song. W końcu w tej japońskiej serenadzie dziwnych utworów trafiamy na dziwną podgrupę: CLASSICAL – no i wyobraźcie sobie obok takich freakowych piosenek stoją takie utwory jak Turkish March Ludwiga van Beethovena, czy też owertura z “Orpheus in the Underworld” Offenbacha. Takie kiczowate zestawienie doprowadzające do face palmów mogli zapodać tylko Japończycy. Ostatnie dwie podgrupy  to GAME MUSIC, gdzie znajdziemy utwory z gier wideo, np. Jump Up, Super Star! z Super Mario Odyssey oraz NAMCO Original, czyli utwory od twórców Taiko. Standardowo utworów jest 76. Wstępna paka jest średnia, przynajmniej dla mnie, sporo dziwacznej japońszczyzny, oczywiście możemy sobie dokupować content, a jakże. Pierwszym najprostszym sposobem jest zakup DLC z pakami utworów, np. wykupiłem za złote monety w sklepie Nintendo (w końcu na coś się to cholerstwo zbierane przydało) cały pak utworów studia Ghibli, tak tych kozaków od filmów animowanych. Drugim zaś jest masterowanie samej gry oraz przechodzenie drugiego trybu dostępnego w Taiko, nazwanego Party Game. Jest to zestaw mini gierek, w których mamy walkę z przeciwnym graczem, granie w co-opie etc. I tak, bawimy się w szukanego, zbieramy miód w gierce przypominającej weselne siadanie na krześle (kto nie trafi jest eliminowany), wszystko to usadowione w oczywiście grach rytmicznych, polegające na wciśnięciu przycisku/uderzeniu w bęben w odpowiednim momencie. Oprócz nowych utworów odblokowujemy również nowe awatary i nazwijmy to estetyczny content, który modyfikujemy w opcjach gry. Ostatnim trybem jest Local Wireless Session, najprościej ujmując granie sesji z drugim użytkownikiem pstryka. Maksymalna ilość graczy to 4 osoby, więc można fajnie konkurować w mini gierkach, bądź samym odegraniu utworu w trybie arkejd.

Bez dodatkowego gadżetu w postaci bębna, gra się używając oczywiście przycisków A/B, bądź odłączając joy cony, machając po prostu w odpowiedni sposób (przypominający uderzenia w bębny). Prawdziwa zabawa zaczyna się z bębenkiem, a gra się na nim wybornie. Od razu dostajemy plus tysiąc do statystyk klimatu. Bam bam bum bum i jedziemy z tematem! Co do wykonania samego bębna, jest on w miarę budżetowy, materiał w który uderzamy jest ok, ale nóżki i cała reszta to oczywiście typowy plastik. Co za tym idzie trzeba się trochę napocić, aby nam nie uciekał po każdym z uderzeń. Oczywiście są antypoślizgowe nalepki, no ale sami wiecie jak długo to pożyje. Bardzo sporym minusem jest krótki kabel, więc w razie czego warto zagospodarować dodatkowe środki na jakąś przedłużkę. Pałki są wykonane również z plastiku, ale tutaj niczego innego nie ma sensu zarzucać, są wygodne i fajnie się nimi ciska w obręcz bębna. Mimo średniej nazwijmy to jakości wykonania, gra się na nim genialnie i nie wyobrażam sobie teraz ogrywania Taiko bez tego gadżetu. 

Taiko no Tatsujin to po pierwsze, multum zabawy z drugim człowiekiem. Świetny bundle dla rodzin z dziećmi, które mogą sobie wspólnie ponacierać i pobijać rekordy, wysłuchując przy tym fajnych melodii zapodanych w menu, ale również dla każdego z osobna, a zapewniam, że wyciskanie ostatnich potów z bębna i masterowanie piosenek na jak najwyższym poziomie trudności jest wciągające. Dla mnie, póki co medium jest akurat. Wszystko oczywiście zależy również od rytmu piosenki. Wstępnie poziomów jest aż 4, laik jak i stary wyjadacz odnajdą się więc w tym szpilu idealnie. Wpadają do was goście przy wódeczce i piwku? Dajcie dziewczynom przysiąść do garów i pograć! Musicie się wyżyć? Nie bijcie żon, a uderzajcie w bębenek. Dla mnie Taiko to jedno z najlepszych dziwactw wydanych na nowej konsoli Nintendo i polecam nie tylko lubiącym się w rytmicznych szpilach graczom! Drum’n’fun Bejbe!

 

ndl

Autor: ndl

First time?