DC / GBC / N64 / NS / PS4 / RECENZJE

Star Wars: Racer

Share

Nie tak dawno temu, w naszej galaktyce…

Zmierzch VIII generacji konsol nadchodzi. Złowroga korporacja tworząca gry, Electronic Arts, już od lat posiada na wyłączność prawa do tworzenia nowych i dystrybucji starych gier z serii Gwiezdnych Wojen. Pierwsze nieśmiałe kroki w kierunku wydawania starszych pozycji zostały zwieńczone wydaniem portu gry Star Wars: Racer, kultowych w wielu kręgach wyścigów ścigaczy, które powstały na podstawie jednego z ciekawszych motywów pierwszego epizodu Gwiezdnych Wojen. Czy ten ruch przywróci równowagę Mocy w naszej galaktyce?


Rok 2000. Jak co sobotę poszedłem na okoliczny bazar, w poszukiwaniu nowych gier do pogrania. Mym oczom ukazał się nowy sprzedawca. Gry posiadał w pudełkach zamiast w kopertach i każda z nich miała białą okładkę z nadrukowaną na niej nazwą. Z ciekawością podszedłem i zacząłem sprawdzać co ma ciekawego. Przeglądam dłuższą chwilę oferowane gry i w końcu natrafiam na coś ciekawego – „Star Wars Episode 1: Racer”. Nie tak dawno temu oglądałem pierwszą część Star Warsów i jeszcze na świeżo miałem w pamięci wyścigi ścigaczy. Tak, to będzie następna gra, którą przejdę. Wręczyłem więc dwie dychy wesołemu przedsiębiorcy i ruszyłem do domu, aby przeżyć przygodę, której akcja odbywała się „dawno, dawno temu, w odległej galaktyce”… Od tamtej pory minęło 20 lat. Doskonale pamiętam dzień, w którym odpaliłem tę grę i zacząłem grać jako Anakin Skywalker, który najwyraźniej w tej linii czasowej nigdy nie podjął się szkolenia na Jedi. Jednak trudno by mi było dokładnie opisać wszystkie wrażenia, jakie miałem przy pierwszym kontakcie z grą. Mimo wszystko minęło zbyt dużo czasu. Zawsze jednak pamiętałem, jak niesamowicie grywalna była to gra i do dziś wspominałem ją bardzo ciepło. Dlatego ogromnie cieszyłem się z tego, że trafiła ona na Nintendo Switcha, który jest moim głównym sprzętem do grania od jakiegoś czasu. Jak zatem wypada port tej gry na tle obecnych czasów?

Zanim odpowiem na zadane przed chwilą pytanie, chciałbym Wam nieco przybliżyć tę produkcję. Jak się zapewne domyślacie z samej nazwy gry, Star Wars: Racer to wyścigi, a konkretniej przedstawiciel gatunku future racerów, do których należy również seria Wipeout, F-Zero, czy nieco nowsze Fast RMX. Generalnie za wyścigami jako gatunkiem nie przepadam, natomiast wspomniany podgatunek (do którego zalicza się omawiana przeze mnie produkcja), cenie sobie nieco bardziej. Jednak nie mogę powiedzieć, żebym spędzał jakieś niezliczone godziny na ogrywaniu innych gier tego typu. Czasem jednak trafi się gra, której tematyka niezbyt do mnie przemawia, mimo to wciąga mnie na całego i do takich zalicza się właśnie Star Wars: Racer. No, ale o tym później. Zacznijmy od początku. Na starcie wita nas prerenderowany filmik w gwiezdno-wojennych klimatach. Niestety pomimo tego, że gra jest od Lucas Arts, to nie jest to poziom nawet zbliżony do tego zaprezentowanego w filmach, ale w sumie trudno oczekiwać, aby zwykły spin-off miał na tyle duży budżet, by tego dokonać. Jest to na pewno poziom typowy dla gier z tego okresu, ale nic specjalnego. Niemniej jednak jest to nadal klimatyczna wstawka ze wszystkimi potrzebnymi składowymi dla gry w uniwersum Gwiezdnych Wojen, więc jest odpowiednie rozpoczęcie z krótkim wstępem do fabuły oddalającym się w kierunku gwiazd, a także kultowa muzyka, która towarzyszy otwarciu każdego filmu. Trochę szkoda, że nie pokuszono się o odnowienie tego filmiku, a zamiast tego otrzymujemy zwykły upscaling z lekkim wygładzeniem. Z tego powodu dostrzegalnych jest wiele artefaktów. Zresztą sama plansza tytułowa to również stara grafika, która wybitnie straszy pikselami i serio można to było zrobić lepiej przy niewielkim nakładzie kosztów, ale niestety to niejedyny przykład oszczędzania na każdym kroku, które widać w tym wydaniu.

Gdy już przejdziemy do faktycznej rozgrywki, mamy do wyboru kilka opcji. Tournament, to coś w rodzaju bardzo uproszczonej kariery. Na początku otrzymujemy dostęp do sześciu zawodników, których ścigacze mają dość istotnie różniące się statystyki. Wraz z postępami odblokowują się następni, a cały roster z postaciami sekretnymi, które można odblokować tylko z pomocą cheatów, to dziewiętnastu kolejnych. Za wygraną w wyścigu otrzymujemy kredyty, które możemy przeznaczyć na ulepszanie naszego ściągacza. Warto tutaj wspomnieć, że istnieje możliwość ustawienia sobie wysokości nagród za zajęcie poszczególnych miejsc w wyścigach, więc można grać bezpieczne, bo nawet czwarte miejsce coś dostanie. Można nawet ustawić wygraną na zasadzie „wszystko albo nic”, gdzie pierwsze miejsce zgarnia całą pulę. Osobiście polecam tę drugą opcję, bo ulepszenia do ścigaczy tanie nie są, tym bardziej że nie ma większego sensu w zadowalaniu się zajmowaniem innej pozycji niż pierwsza. Wspomniałem o ulepszeniach, a tych jest naprawdę dużo i wpływają one na każdą statystykę naszego pojazdu. Zakupów możemy dokonać bezpośrednio w sklepie znanego z pierwszego epizodu Gwiezdnych Wojen — Watto — gdzie dostajemy drogie ulepszenia, ale w stanie idealnym lub na jego wysypisku, gdzie wszystko jest tańsze, ale w znacznie gorszym stanie technicznym, co może się odbić na wyścigu. Zakup ulepszenia sprawia, że to, które było używane wcześniej, zostaje automatycznie sprzedane, więc można na tym nieco zaoszczędzić. Nad stanem technicznym części sprawują piecze droidy, które również możemy dokupić i szczerze mówiąc, polecałbym wykupić wszystkie dostępne, jak tylko szybko się da. Tyle jeśli chodzi o istotne aspekty tego trybu. Zanim jednak przejdziemy do samych wyścigów, to chciałbym wpierw pokrótce omówić resztę dostępnych trybów.

Poza trybem turniejowym w nasze ręce są oddane jeszcze: Free Play, który jest zwykłym szybkim wyścigiem, Time Attack, w którym staramy się wykręcić jak najlepszy czas, a także 2 Player, czyli kanapowe multi na podzielonym ekranie. Wszystkie te tryby wymagają wyboru profilu tworzonego w trybie turnieju, aby mieć do wyboru coś więcej, niż tylko początkowe postacie i trasy. W każdym razie jest to dość ubogi wybór, ale w czasach, gdy ta gra wychodziła, to był raczej dość standardowy zestaw opcji. Szkoda, że nie ma opcji online multiplayer, bo AI w tej grze nie jest jakieś wybitnie mocne, a nie zawsze ma się kogoś pod ręką, aby pograć lokalnie. Co prawda ta gra nigdy nie wspierała takiej formy rozgrywki, nawet na dreamcaście, który dość mocno wspierał granie online, ale po 20 latach mogliby to dodać. Nie wspominając o tym, że lokalne multi wspiera maksymalnie dwóch graczy, co również słabo wygląda na tle konkurencyjnych tytułów, nie wspominając o tym, że wersja na PC wspierała lokalne multi do ośmiu graczy.

Mając za sobą tryby, możemy z czystym sumieniem przejść do mięska, czyli wyścigów samych w sobie. Jak wspominałem na początku tej recenzji, nie jestem jakimś specjalnie dużym koneserem gier wyścigowych, więc nie mam zbyt dużego porównania i nie będę w stanie się odnieść do innych podobnych gier. Jednak będę się starał możliwie jak najlepiej opisać odczucia, jakie towarzyszyły mi przy przechodzeniu tej gry. Pod kątem czystego gameplayu Star Wars Racer się w ogóle nie zestarzał. W wyścigu bierze udział do dwunastu zawodników z dość przeciętnym AI, ale są oni tak naprawdę tylko dodatkiem, który ma tylko motywować gracza. W każdym razie jak się ich już zostawi w tyle, to nie powinni stanowić większego zagrożenia i to nawet w tych późniejszych wyścigach (o ile nie będziemy się co chwila rozbijać). Podczas wyścigu nasz ścigacz może otrzymywać obrażenia. Część z nich możemy naprawić w trakcie zmagań, przez co zwalniamy, albo można ewentualnie całkiem się rozbić, aby wrócić naprawionym, ale wtedy tracimy cenne sekundy, co skrzętnie wykorzystują nasi przeciwnicy. Warto mieć na uwadze, że częste rozbijanie się będzie wpływało na stan techniczny części naszego ścigacza, więc jeśli nie zainwestujemy w droidy naprawcze, to może dojść do sytuacji, w której będziemy startować z uszkodzonym ścigaczem już na samym początku wyścigu.

Ścigać się będziemy na dwudziestu pięciu zróżnicowanych trasach, spośród ośmiu wybranych planet z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Przed rozpoczęciem wyścigu wita nas też krótki prerenderowany filmik, który wprowadza w klimat każdej z nich. Niektóre trasy posiadają też skróty, o których warto pamiętać, gdy chcemy zyskać nieco na czasie. Prowadzone przez nas ścigacze mają swoje statystyki, które w znaczącym stopniu wpływają na jazdę samą w sobie, więc kupowanie lepszych części do nich ma spory wpływ na to, jak sobie będziemy radzić na torze. Co wybitnie udało się autorom, to poczucie pędu, które towarzyszy nam przez cały wyścig. Większość torów zawiera wiele zakrętów, a często i wiele odnóg. Czas reakcji jest tutaj bardzo istotny i jeśli nie potrafimy zdjąć palca z gazu w kluczowych momentach, to można być pewnym, że się rozbijemy. Niektóre trasy zawierają bardzo cienkie prześwity, które wymagają od nas przechylania naszego ściągacza o 90 stopni, aby przejechać przez to miejsce bez uszkadzania go. Wszystkiemu towarzyszą fantastyczne utwory Johna Williamsa prosto z pierwszego epizodu Gwiezdnych Wojen, które jeszcze bardziej zachęcają do grania. Wszystko dokładnie tak samo, jak to zapamiętałem, gdy pierwszy raz grałem w tę grę dwie dekady temu.

Co więcej można napisać o Star Wars Racer? Chyba tylko tyle, że jest to nadal świetna gra, ale skierowana do dość wąskiego grona osób. Powiedzmy sobie szczerze, ale młodsi stażem gracze nie będą mieli takich odczuć jak ja. Teraz gdy powstała nowa trylogia Gwiezdnych Wojen, a młodsze pokolenie było wychowywane ze świadomością, że prequele były kiepskie, nie będą przymykać oczu na wszelkie bolączki wynikające przede wszystkim z wieku tej produkcji. Dlatego mimo wszystko jest to gra dla osób, które pamiętają te czasy i są w stanie przywołać miłe wspomnienia z dzieciństwa. Taka nostalgiczna podróż w przeszłość, której klimatu podrobić się nie da, ale przy tym niewielu się na nią skusi i będzie odczuwać z tego przyjemność. Niemniej jednak ja bawiłem się świetnie i pomimo tego, że zrobiłem wszystko, co się dało w tej grze po zaledwie pięciu godzinach zabawy z nią, to nadal lubię sobie ją odpalić raz na jakiś czas (na wyścig, czy dwa). Jest to idealny przykład na to, że porządnie zrobiona gra, będzie grywalna nawet dekady po swojej premierze, ale obecnie dadzą jej szansę tylko Ci, którzy w nią wtedy grali. Szkoda, że raczej nie ma co liczyć na remake tej pozycji na miarę obecnych czasów.

 

 

Może Cię również zainteresować: