Sonic Adventure

Share

Rok 1998, Japonia. Tłum ludzi zabija się o najnowszy system seller Segi. Niebieski Jeż zawitał do sklepów z grami wideo. Najszybsza istota na świecie pierwszy raz pojawia się w pełnym trójwymiarze, namacalny, wręcz możliwy do pogłaskania Sonic powraca razem z swoimi przyjaciółmi. Już teraz możecie zagrać w Sonic Adventure! Szykujcie się na odjazdową podróż w wspaniałej grafice po całym świecie!


Zanim jednak do tego doszło w jeden z wydawałoby się normalnych dni na początku 1997 roku gdzieś o 3 w nocy śpiącego Yujiego Nakę budzi głośny ryk telefonu stacjonarnego położonego obok jego łóżka. Zaspany odbiera.

“Yuji? Tutaj Okawa, przepraszam że dzwonię o tej porze”

“Panie Prezesie, nic się nie stało, na szczęście nie spałem. Co się dzieje? Mam przyjechać do firmy?” – odpowiada Yuji.

“Yuji, posłuchaj. Widziałem się dzisiaj z Miyamoto. Chwilę porozmawialiśmy, opowiadał o tych ich Mario i Zeldach, na dodatek to nieszczęsne Sony. Nie może być tak, że Sega nie ma jeszcze swojego pełnoprawnego wychowanka w trójwymiarze. Nadciąga nowa konsola, sam dobrze wiesz jak wygląda sytuacja w firmie, rozumiem że wraz z swoją ekipą próbowaliście czegoś nowego. Burning Rangers jak i Nights to wspaniałe gry, ale Saturn to przeszłość. Nasza nowa konsola musi mieć Sonica w pełnym trójwymiarze, coś co zmiecie z powierzchni ziemi irytujący uśmiech ludzi z Kioto i wskrzesi markę, którą kochają fani. Yuji, chyba rozumiesz do czego zmierzam” – mówił powoli ówczesny prezes Segi, odpalając przy tym papierosa marki Marlboro wyciągniętego z złotej papierośnicy z wygrawerowanym Niebieskim Jeżem po środku.

“Panie Prezesie, czy ja dobrze rozumiem… Sięgamy po broń ostateczną w obliczu roztaczającej się łokciami konkurencji?” – odpowiada Yuji Naka, a w tym czasie jego ciało przeszywają miliardy dreszczy.

“Tak, to czas niebieskiej legendy, koniec z zabawą w kotka i myszkę, przygotowujemy działa, wojna już dawno rozpoczęta, widzimy się z rana w biurze, ty tymczasem szykuj się na zbieranie ekipy, bo wybieracie się za granicę, z rana ustalimy szczegóły, o 7 bądź w moim gabinecie” – kończy rozmowę Okawa odkładając słuchawkę.

W sypialni głównodowodzącego Sonic Team zapanowała ciężka atmosfera. “Legenda wraca” pomyślał Naka próbując opanować ekscytację i nie dać po sobie poznać, że w głębi serca cieszy się jak malutkie dziecko. Tej nocy nie było już czasu na sen.

I słowo ciałem się stało. Reszta świata otrzymała nowe przygody ekipy Sonica w trójwymiarze pod koniec 1999 roku. Zaś sama gra stała się najlepiej sprzedającą w bibliotece Dreamcasta.

 

Well, I don’t show off, don’t criticize

I’m just livin’ by my own feelings

 

Nieszczęsny Eggman znowu próbuje nabroić i przejąć władzę nad światem, tym razem jednak wymyślił sobie, że wykorzysta do tego jednego z bogów o imieniu Chaos. Ten wodny bożek destrukcji potrafi zmieniać postać dzięki mocy kryształów, które nazywane są w grze emeraldami. Tyle nam fabularnie wystarczy, dodajmy do tego że będziemy nawet zahaczać o powstanie oby dwóch fenomenów, które miejsce miały klika tysięcy lat przed wydarzeniami w grze.

Na początku wita nas świetnie wyreżyserowane intro, po obejrzeniu sprawdzam opcje, zadowolony widzę japońskie audio w przypadku dubbingu, wracam do menu głównego i rozpoczynam przygodę! Walka przy budynku szpitala z pierwszą formą Chaosa to zapowiedź ostrej przejażdżki, którą zaserwuje nam gierka. Wspaniały odgłos deszczu, nasz główny niebieski bohater i widzowie spoglądający z nadzieją na jego czyn. “Sonic, nie możesz zawieść tych wszystkich czekających fanów, wygraj to dla nas” wręcz wykrzykiwali w mojej wyobraźni. A potem czeka na nas legendarna scena z wyskakującym wielorybem podczas zapierdzielania jak nigdy po molo na plaży w celu uratowania naszego kompana, słodkiego Tailsa!

Twórcy z Sonic Team wybrali ciekawą koncepcję rozgrywania misji. Z jednej strony mamy mini świat, który możemy eksplorować. Z kilkoma charakterystycznymi miejscówkami. Są nimi miasto, aztecka dżungla oraz statek Eggmana. To pośród nich będziemy się przemieszczać w poszukiwaniu następnego kopa w progresie fabularnym i to w nich zawarte są światy, w których czeka na nas prawdziwe mięsko w postaci krótkich poziomów do pokonania. Jednak zanim przejdziemy dalej, musicie wiedzieć że Sonic nie jest jedynym bohaterem tej części, a również jego kompania towarzyszy, którymi przyjdzie nam przejąć stery w oddzielnych kampaniach fabularnych. Każda z postaci prezentuje również zupełnie inne podejście do przechodzenia misji, bazując na ich unikatowych atrybutach. Poznajcie całą ekipę!

Sonicooooooooooooooooooooooo The Hedgehog! Czyli główna maskotka Segi, w Sonic Adventure będzie miał najdłuższą kampanię, jego misje są ułożone w taki sposób, aby jak najszybciej dotrzeć do punktu docelowego. Niekończący się wiatr we włosach, frajda, rozpierducha i szaleństwo prędkości to jego znamiona! Dzięki przygodom Sonica powoli odblokujemy resztę bohaterów i umożliwimy rozpoczęcie nimi kampanii jako grywalne postacie.

 


Mails Tailsoooooooooooooooooooooo Prower!
Ten żółtawy lisek to najlepszy kumpel Sonica, genialny pilot, który ma po prostu pecha do lądowań. Tak jak Sonic to błyskawica, zapieprzający z prędkością ponad świetlną, tak Tails ma w zanadrzu swoje sztuczki w postaci latania! Wspaniale zdubbingowana w japońskiej wersji jak i angielskiej postać i oprócz Niebieskiego Spidranera mój ulubiony bohater. Jego misje z samolotem Tornado to konkretny sztos! Co ciekawe, w większości przypadków u Tailsa misje będą polegać na wyprzedzeniu tego, którego przecież nie da się wyprzedzić. Na szczęście Sonic nie potrafi latać i Tails jak prawdziwy lis, będzie używał odpowiednich skrótów.

 

Knuuuuuuuuuuuuuuuckleeesss the Echidna! Czerwony, wkurzony koksik, ale z duszą. Spotkanie z tym gościem to nie lada wydarzenie, gość nie patyczkuje się z nikim, nawet z Soniciem. Interesujące, że ma chyba najbardziej rozbudowaną paletę ruchów i sztuczek w grze, może wspinać się po ścianach, lać po pysku, a nawet unosić się nad ziemią. Prawdziwy człowiek orkiestra i badass!

 

 

Amyyyyyyyyyyyyyyyyyyy Roseeeeeeeeeeeeeeeeeee! Jeżykowa piękność, która nie daje żyć Sonicowi, a to chodźmy na randkę, a to ktoś mnie śledzi, jej dobroć potrafi wzbudzić w robocie bunt przeciwko swojemu panu. Słodka postać, która będzie musiała poradzić sobie z mechanicznym stalkerem.

 

 

 

Bigggggggg theeeee Catoooooooooooo! Wędkarz na potęgę, na dodatek potrafi podnosić samochody. Gruby i nieogarnięty. U niego wyruszymy na ryby, ale nie złowienie ryb będzie u nas priorytetem, a żabka która jest jednocześnie jego najlepszym przyjacielem.

 

 

 

E-102 Gammmmaaaaaaaa! Czyli jeden z robotów Eggmana, który o dziwo zostanie jednym z bohaterów tego spektaklu. Czy roboty mogą zrozumieć więzi przyjaźni? Sprawdźcie sami!

 

 

 

 

And I won’t give in, won’t compromise

I just only have a steadfast heart of gold

 

Każdy z tych bohaterów odegra ważną rolę w całej historii. Najdłuższą kampanią cechuje się nasz Sonic, który też będzie konsekwentnie odblokowywał następne postacie do ogrania. Każda z nich bazuje na zupełnie innych mechanikach, jednym połowimy rybki, drugim będziemy latać niczym na jet – packu w Burning Rangers (E-102 to postać po prostu wyciągnięta mechanicznie z tej gierki od Sonic Team), trzecim będziemy skupiać się na lataniu i wyprzedzeniu Sonica. Knuckles będzie zbierał swoje emeraldy i skupimy się na eksploracji terenów. Amy będzie uciekała przed stalkerem, uderzając przy tym ze swojego słodkiego, specjalnego ataku młotkiem pełnym miłości. Każda z postaci wraz z progresem uzyska dodatkowy power-up, który poszerzy paletę umiejętności, bądź je dopakuje. Jeżeli chodzi o najlepsze kampanie dla mnie, to chyba będzie to Tails i oczywiście Sonicoooo, ale to wybór wyłącznie sprowokowany wyciągniętą dubeltówką w moją stronę, bo tak naprawdę każda postać siadła mi niesamowicie. Nawet ten grubas od łowienia rybek! Misje często będą pokrywać się ze sobą, co w ogóle nie przeszkadza, bo są tak króciutkie, że i tak będziecie chcieli więcej, a dodając mechaniki nowej postaci jeszcze lepiej odczuwa się odbiór całego szpila. Pamiętajcie, żeby przejść każdym historię, dzięki temu uzyskacie dostęp do ostatecznej kampanii naszego tytułowego bohatera i muszę przyznać… że dzieje się tam kosmos, porty pełne z ekscytacji, epickość w najlepszym tego słowa znaczeniu. Warto też wspomnieć, że mamy możliwość odpalić multiplayer w niektórych misjach, wystarczy podłączyć drugiego pada, kiedy widzimy że z Soniciem biegnie w danej mini grze np. Tails i odwrotnie. Działa to wyłącznie w przypadku krótkich misji w postaci mini gier, gdzie pojawiają się dwie postaci.

 

 

Jeżeli chodzi o same misje i poziomy, to trzymajcie mnie, bo tak potężnej dawki zajebistości nie otrzymacie nawet u swoich kochanek. Genialne sceny z Tailsem i Tornado, w którym lecimy razem z Soniciem na statek Eggmana w formie rozgrywki niczym w Star Fox. Zbieganie Soniciem z wieżowca, ucieczka na desce przed lawiną, Tailsem w podobnym feelingu motyw, ale już na pustynnej scenerii. Po prostu szczena opada i jeżeli jesteście przegrywami grającymi w gierki i nie mającymi z kim pójść na dobry roller coaster to nie przejmujcie się! Wybierzecie się na podobne dawki adrenaliny i szybkości z ekipą Sonica.

Co ja wam będę gadał, kiedy dalej mam wiatr we włosach i piszę jak po paru dawkach zaaplikowanej dożylnie adrenaliny. To jest szybkość, to jest łamanie zasad, to jest CZADERSKOŚĆ i bycie COOL w najlepszej z możliwych postaci! Przed zagraniem warto wziąć odpowiednie leki, jeżeli ma się chorobę lokomocyjną. Na mapach znajdziemy również power upy, typu bariery na określony czas, dopakowanie prędkości oraz klasyczne pierścienie, które pełnią rolę również naszego życia. Po otrzymaniu obrażenia wypadają z postaci i należy szybko dorwać następne. Bez nich przyjęty atak powoduje skuchę.

Graficznie w 98/99 roku (zależnie tam od premier w danych regionach) to musiało trzepać wasze zmysły jak ta lala. Jak sobie przypomnę, że w tych czasach siedziałem jeszcze na PSX, a taka gierka miała premierę gdzieś obok to czuję się jak ostatni frajer. Ale takie jest życie, co się odwlecze to nie uciecze. Dzisiaj dalej się broni doskonale, bohaterowie są słodcy, scenerie podczas przyśpieszenia powodują zawrót głowy, a cała gierka kolorystycznie wyprowadzi z depresji nawet największych zwolenników tego stanu. Jest po prostu wspaniale.

 

 

I don’t know why, I can’t leave though it might be tough

But I ain’t out of control, just livin’ by my word

 

Dorzućmy do tego cudowną muzykę i całą oprawę audio. Muszę dorwać cały album na analogu, po prostu muszę. Od zgrabnie przygrywających utworów wrzucających nam banana na twarzy, po tak mistyczne doznania jak utwór odpalający się podczas zwiedzania azteckiej lokacji. Potrafiłem tam robić głupoty bez prowadzenia dalej gry, byle posłuchać jak najdłużej tego kawałka. Utwory z wokalem  (“It Doesn’t Matter”, jak wchodzi tam wokal to dryga jak pojebany) kończące każdą z kampanii to w większości poziom największych hitów, które bez problemu zdobyłyby topki w radiach. Utwór kończący kampanię Sonica to mój ulubiony, a jego słowa wrzuciłem w tytuły każdego z akapitów. Bardzo dużo funky i co najważniejsze rocka, który zniszczy wam zady i zostanie w głowie na dłużej. Za całość odpowiada Jun Senoue, który zrezygnował z elektronicznej muzyki w tej części i postanowił zaszaleć w pierwszym pełnoprawnym Sonicu w 3D. Eksperyment wyszedł genialnie. Co do dubbingu, angielski to wysoki poziom i większość nawet preferuje ten język, jednak prawda jest taka, że nie słyszeli chyba Tailsa w wersji japońskiej. Od tego nie da się uciec, nie da się przejść obok nie klękając do stóp pomarańczowego liska! Po prostu potęga i nie wyobrażam sobie grania z angielskim dubbingiem po usłyszeniu tak słodkiego głosu mojej ulubionej postaci w grze (sorry Sonic). Pod koniec kampanii, kiedy Tailso mówi, że nie może cały czas polegać na sile Sonica i być wyłącznie wsparciem albo kiedy słodko opowiada o tym, że nie wyszło lądowanie to jest po prostu coś, co nawet najtwardszego badassa w historii ludzkości rozkwasiłoby na drobne części i sprowokowało chęć przytulenia kogokolwiek. Miazga!

Cała praca nad nowym Soniciem ruszyła pełną parą w kwietniu 1997 roku. Reżyser Nights, Takashi Iizuka zaproponował całemu zespołowi, aby nowy Sonic był grą RPG, przez dłuższy moment nawet ruszono w tym kierunku. Ostatecznie jednak zrezygnowano z tego pomysłu, chociaż podział na jeden świat do eksploracji i misje w postaci mini gier w nim są zapewne konsekwencją tego założenia. Co jednak interesujące, aby jak najlepiej oddać realia miejscówek w grze cała ekipa odpowiadająca za nowy tytuł wyruszyła w podróż po świecie. Yuji Naka i reszta odwiedzili Południową Amerykę, zasiedlili się na chwilę w Peru oraz zwiedzali azteckie znamiona cywilizacji w Ameryce Środkowej. Niestety, nie była to podróż pełna zabaw, Yuji Naka nawet poważnie zachorował, a reszta drużyny musiała zmierzyć się z wielkimi, niebezpiecznymi pająkami i tamtejszymi niezwykle groźnymi wężami! Na całe szczęście udało się wrócić do Japonii w jednym kawałku, asy jakich mało.

Sonic to nie jest zwykły platformer, szczerze powiedziawszy granie w niego w taki sam sposób jak w resztę platformerów raczej więcej zaszkodzi w odbiorze gry niż pomoże. Tutaj liczy się szybkość, czas przejścia, zapieprzanie jak ta lala i przerzucanie nóżkami bez oglądania się na znajdźki, dodatkowe monetki i inne pierdołki. Nie złapałeś po drodze czegoś? To zaczynaj jeszcze raz, a nie cofaj się jak baba dewastując uzyskaną w ciężkich bojach prędkość. A kiedy wlatujemy na platformę dającą nam kopa i przebiegamy po sufitach albo po ścieżkach zbudowanych niczym w najlepszym parku rozrywki to już nie ma mowy o powrocie, największe roller coastery nie zatrzymują się, bo czegoś nie zdążyłeś zauważyć, tutaj jest podobnie, poczuj tę prędkość typie i nie zamykaj oczu!

 

 

Team Sonic od zawsze chyba jarało poczucie dynamiki w grach, co często przy takim nastawieniu i chęci wyciśnięcia jak największej miodności przy poczuciu samej prędkości konsekwentnie zabierało ze sobą w plecaku problemy z kamerą. Nie da się ukryć, że gierka potrafi raz po raz zglitchować, a często przez zapieprzanie jak dziki sama kamera potrafi nieźle zaszaleć, czasami utrudniając rozgrywkę. Jednak nie sądzę, aby było to tak bolesne jak opowiadają legendy, faktem jest pojawienie się tego mankamentu, szczególnie kiedy próbujesz robić coś na przekór założeniom danej mini gry, np. zamiast zapieprzać skaczesz ślamazarnie jak głupi po platformach, bo zobaczyłeś tam pierścień albo emblem z Soniciem. Największe problemy z kamerą miałem wtedy, kiedy zamiast zapierdzielać jak szalony chciałem skupiać się na eksploracji i sprawdzaniu jakichś dróg albo poukrywanych lokacji, a przecież nie tutaj o to chodzi. Tak więc, jeżeli preferujecie w gierkach platformowych eksplorację, skakanie z platform na platformę to tutaj możecie się troszkę zniesmaczyć. Ale kogo obchodzą takie błahostki, kiedy nie ma czasu nawet nad tym posiedzieć i podumać!

 

 

Don’t ask me why, I don’t need a reason

I got my way, my own way

Każdą z misji możemy powtórzyć ile razy chcemy, ale przy pierwszych trzech podejściach zmieniają się cele danego poziomu, dzięki temu jesteśmy w stanie uzyskać nagrodę w postaci emblemów z Soniciem. Kiedy mówimy o masteringu tego tytułu, to te emblemy są właśnie współczynnikiem, który po uzbieraniu powie nam – “Kolego, właśnie zostałeś bogiem gierki”. Konsekwencją tego jest również podnoszenie poziomu trudności danego poziomu przy następnym podejściu. Raz będzie to prośba o dotarcie do punktu docelowego w nieuchwytnym na pierwszy rzut oka limicie czasowym (zdziwiłem się, kiedy przy poziomie Speed Highway do uzyskania emblemu trzeba było ukończyć go w niecałe 3 minuty, myślałem że to niemożliwe i dotychczas zamykałem się w 4 – 5 minutach, ostatecznie dało radę, nie takie rzeczy el Sonico potrafi).

Yuji Uekawa specjalnie dla Sonica w 3D wprowadził kilka zmian w wyglądzie głównego bohatera. Skupił się na tym, aby Sonic wyglądał trochę dojrzalej, przy tym lekko go odchudzając. Wg mnie wygląda przekozacko i chłop zrobił kawał dobrej roboty.

 

 

 

 

 

Bossowie są w przypadku większości postaci podobni, będziemy zmagać się z co rusz następnymi formami Chaosa oraz oczywiście z Eggmanem. Przyczyną takiego faktu jest to, że wszystkie kampanie postaci grywalnych przeplatają się fabularnie ze sobą. Często będziemy oglądać ten sam filmik, bądź moment, który dla każdego był jakimś kopem narracyjnym i prowadził do dalszego pchnięcia fabuły. Zmieniają się jednak potyczki z danymi bossami w przypadku mechaniki walk, bo każdy z bohaterów inaczej podchodzi do sprawy. Plus rewizja tych samych lokacji nie jest zasadą, znajdziemy również walki z szefkami bądź poziomy, które są unikalne dla danego bohatera i jego kampanii. Nie odczułem znużenia, nawet będąc świadomym, że grając Knucklesem zaraz spotkamy Sonica i Tailsa i pewnie dojdzie do zgrzytów po uprzednim oglądaniu tego momentu 2 razy (w kampanii Tailsa jak i Sonica) i tak była frajda i radość, bo to naprawdę świetnie wyreżyserowane momenty w grze (dla tych co grali – akcja w lokacji Aztec, kiedy spotyka się cała trójka).

 

Grafiki pokazujące się w memorce podczas gry.

 

Zbierać możemy i hodować nawet małe zwierzątka (?) zwane Chao. Polega to najprościej ujmując na tym samym co popularne tamagotchi i jest możliwe do zabawy wyłącznie z poziomu samej memorki (oczywiście musi być oryginalna). W grze spotkamy lokacje zwane ogrodami, gdzie można przerzucić naszego Chao do memorki. Niestety nie potrafiłem za bardzo tego ogarnąć i będę musiał to nadrobić, chyba siadły mi baterie w VMU.

Podsumowując, dzisiaj można wiele zarzucić pierwszemu Sonicowi w 3D, to że ma problemy z kamerą, to że coś tam jeszcze (w sumie to nawet nie wiem do czego się tam ludzie przyczepiają w przypadku tego tytułu), ale nawet po 20 latach, kiedy gierki mają grafikę prawie jak w rzeczywistości, światy są większe tysiąckrotnie, mechaniki dopracowane pod wygodę gracza, to ciężko spotkać tyle miłości twórców wrzuconej w dany kod. Dokładnie kochani! Miłość do marki i ikony jaką jest Sonic bije w tym tytule jak Mike Tyson w najlepszych latach i nie chce się zatrzymać. Najlepsze, że nie mamy możliwości poddania walki, musimy przyjąć ją całkowicie, nie zważając na przyjęte obrażenia. Wszystko tutaj jest stworzone z należytym pietyzmem. Nowe postacie w uniwersum, na dodatek grywalne, różnorodność mechanik, wspaniała oprawa jak na lata, w których wyszła, artystycznie broniąca się nawet dzisiaj i genialna ścieżka dźwiękowa, wspaniały Tails (haha) i piękny morał, aby nigdy, ale to nigdy kochani się nie poddawać!!!!!!!!! ROZUMIECIE TO LUDZIE. Chwała chłopakom za to, czekam na dostawę dwójki, zobaczymy czy można to przebić. Must Play!

Grę znajdziecie wydaną cyfrowo również na innych konsolach (PS3, X360), w wersji pudełkowej oprócz oryginalnego wydania jest dostępna również na GC.

 

 

Grafiki VMU zaciągnięte z https://www.sonicthehedgeblog.com/post/162481236196/portraits-of-sonic-adventure-characters-that. To samo w przypadku grafiki pierwszej w tekście z narysowanym Soniciem.

 

 

ndl

ndl

First time?

Może Cię również zainteresować: