Skok w nową generację: Xbox Series X

Share

Dziewiąta generacja konsol zdecydowanie zapisze się na kartach historii jako najskromniejsza premiera nowych sprzętów, jaką mogą pamiętać najstarsi gracze. Wpływ na to ma zarówno ogólnoświatowa pandemia koronawirusa, jak i burzliwy przebieg ósmej generacji.


Covid zastopował cały świat, ludzie się izolują, a wszelkie wielkie imprezy do których gracze są przyzwyczajeni zostały sprowadzone do nie wzbudzających większych emocji gotowych streamów w internecie. Brak hucznych imprez z okazji premiery nowego sprzętu, do tego dochodzą utrudnienia w postaci zamkniętych sklepów, opóźnionych dostaw, czy niewystarczającej liczby konsol przeznaczonych na dany rynek. Przyznam szczerze, że premiera nowego sprzętu nigdy nie była, aż tak ponura. Dodatkowym elementem studzącym zapał może być brak nowych, mocarnych tytułów na premierę, na co wpływ może mieć poprzednia generacja. Ta była zbyt słaba, przez co dostaliśmy pół produkty na start, a w połowie generacji ratowano się mocniejszymi wersjami obecnych sprzętów. To wszystko może mieć wpływ na to, że zamiast nowych gier mamy bardziej płynne przejście międzygeneracyjne, które stosunkowo poprawia wydajność tych które już zostały wydane. Myślę jednak, że w ciągu najbliższego roku dostaniemy to, co tygryski lubią najbardziej.

Sam nigdy nie należałem do grona jakiś ortodoksyjnych wyznawców jednej marki konsol. Przez moje łapska przewinęły się sprzęty zarówno od Sony, Nintendo, jak i Microsoftu. Do chwili obecnej posiadałem: NS, PS4 i XOX, a że nadszedł czas premiery nowej generacji stanąłem przed wyborem, którą konsolę wybrać: PS5 czy XSS/X. Wybór padł na sprzęt od Zielonych w mocniej wersji X – miały na to wpływ prywatne preferencje – posiadając pady z każdego obozu, to właśnie ten od MS zawsze najlepiej leżał mi w rękach i był dla mnie najwygodniejszy. Do tego dochodzą gry, które preferuję na tym sprzęcie, wsteczna kompatybilność wielu tytułów (sięgająca aż po klasycznego klocka), oraz bogata oferta Xbox Game Pass w naprawdę świetnej cenie.

Skoro, w takim razie, nowa generacja nie oferuje żadnych szpili, które na chwilę obecną mogłyby pokazać siłę nowych zabawek (a na Xboxa to przecież w ogóle nie ma gier), to dlaczego zdecydowałem się na premierowy zakup? Odpowiedź jest prosta, jak każdy geek lubię nowe sprzęty. Mój Xbox One X miał już na karku 3 lata, zatem gdyby padł, to gwarancja już by go nie obejmowała, a dodatkowo jego wartość lada moment poleciałaby na łeb na szyję. Sam fakt, że mam do sprawdzenia wiele nieogranych tytułów w lepszej jakości, również napawał optymizmem. W związku z tym sprzedałem go, póki był wart dobrej ceny, dołożyłem ostatnie „pustki” z portfela, oraz zaległe wypłaty dla redaktorów CP, i tak oto stałem się posiadaczem nowego sprzętu.


W OCZEKIWANIU…

Pierwsze preordery ruszyły już we wrześniu, ja jednak aż tak się nie paliłem, do wysyłania siana miesiąc naprzód. Mając na uwadze panującego wirusa i to, że w każdej chwili może nastąpić całkowity lockdown, bacznie obserwowałem rozwój wydarzeń. Swoje zamówienie złożyłem w jednej z większych sieci marketów na niecały tydzień przed oficjalną premierą, licząc się z możliwością opóźnienia wysyłki z powodu zamknięcia większej części sklepów. Teraz pozostało tylko wyczekiwać nadania przesyłki i samego kuriera przed drzwiami…

Dostałem potwierdzenie, że konsola została do mnie wysłana w poniedziałek wieczorem, ta informacja rozpaliła nadzieję, że sam sprzęt dotrze do mnie na 10 listopada, czyli dokładnie na światową premierę. Od samego rana wypatrywałem w oknie kuriera – człowiek w takiej chwili czuje się, jakby znów miał te naście lat i z entuzjazmem wyczekiwał wielkiego wydarzenia, jakim jest odpakowanie nowego sprzętu.

Dzwonek do drzwi! Pies drze japę jak opętany, a ja mało co nie połamałem nóg, lecąc po schodach, gdy dowiedziałem się, że kurier przywiózł przesyłkę. Jakież było moje zdziwienie, gdy po zejściu na dół ujrzałem to:

WTF? Czyżby sklep zapakował mi konsolę na wzór ogromnego dildosa? No way! Jak się okazało, rodzinka zamówiła dywan i ładnie mnie strollowała, wiedząc, że sam wyczekuje swojej paczki. Nie na moje nerwy takie zagrywki, no ale pozostało mi dalej cierpliwie wyczekiwać Klocka, przy czym upewniłem się, że żaden inny kurier już dziś nie zawita (poza moim oczywiście).

 

PIERWSZE WRAŻENIA

Po obiedzie wreszcie nadeszła ta wiekopomna chwila, kolejny dzwonek do drzwi, kolejny kurier, a mokre sny o natywnym 4k i 60 klatkach były już o krok ode mnie. Czym prędzej konsola powędrowała do mojego pokoju w celu rozpakowania i przekonania się na własne oczy jak prezentuje się „najpotężniejsza konsola na rynku”.

Nynek oczywiście wyczuł sprawę i z miejsca chciał zagarnąć sprzęt dla siebie.

Pudełko od konsoli przyszło nieźle wymiętolone. Od razu sobie pomyślałem, Oj Phil – jak żeś szwagier te kosnolki powysyłał. No ale nic, najważniejsze, by sam sprzęt nie ucierpiał. Dłuższą minutkę mi zajęło zanim udało mi się otworzyć pudełko, co po fakcie wydaje się być już bardzo intuicyjne. Po otwarciu śmiało można powiedzieć, że mamy do czynienia z drogim, ekskluzywnym sprzętem. Xbox zawinięty został czarną grubą folią i umieszczony w mocnych piankowych podpórkach. We wnętrzu pudełka u góry również znajdują się przytrzymujące i amortyzujące pianki. Jestem przekonany, że nawet przy lekkich perturbacjach podczas przewozu przesyłki konsolka była bezpieczna. Między piankami został usadowiony mały kartonik zawierający przewody, oraz pada wraz z bateriami.

Na „power your dreams” trzeba będzie jeszcze poczekać…

Okablowania nie ma dużo, ot przewód z klasyczną ósemką, który podłączymy do prądu, oraz kabel hdmi 2.1, dzięki któremu posiadacze co lepszych telewizorów mogą liczyć na rozgrywkę w 120 klatkach, choć nie wróżę masy tytułów oferujących takową opcję. Myślę, że twórcy powinni się teraz skupić przede wszystkim na 4k/60fps, aby te cyferki stały się standardem w każdym nowym tytule.

Sama konsolka prezentuje się bardzo minimalistycznie – ten design może się podobać lub nie, to już kwestia gustu. Jeżeli mam być szczery, to „lodówka” zdecydowanie bardziej do mnie przemawia, niż kosmiczny „router” jakim jest PS5. Wykonanie konsoli jest na najwyższym poziomie, którego mogliśmy już doświadczyć, przy okazji bardzo dobrze wykonanego XOX. Nie ma tutaj wrażenia obcowania z jakimś tanim chińskim plastikiem po kosztach, który wygnie się przy pierwszym lepszym nagrzaniu. Jeżeli chodzi zaś o wymiary, to jest on mniejszy, niż wyglądało to na pierwszych poglądowych zdjęciach w necie. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że lodóweczka może nie zmieścić się w każdą szczelinę, jaką sobie wygospodarowaliśmy w szafce RTV, zatem warto sprawdzić ile mamy miejsca, nim pozostanie nam go postawić na półce pod sufitem.

Lodówka pełna mocy.

Kolejnym elementem, który odgrywa główną rolę dla gracza jest oczywiście pad. Microsoft postawił na sprawdzone rozwiązania i nie ingerował w coś, co dla wielu fanów marki (i nie tylko), było bardzo dobre. Kontroler przeszedł bardzo delikatny lifting — dodano przycisk, dzięki któremu, na modłę pada od PS4, w mgnieniu oka zrobimy screena, lub zapiszemy ostatnie sekundy rozgrywki. Z innych rzeczy można na pewno wyróżnić fakt, że wydaje się on bardziej wyważony po bokach, spusty mają delikatniejszy opór, a jego faktura jest bardziej chropowata — dzięki czemu lepiej leży w dłoni.  W przeciwieństwie do starszych wersji, teraz wepniemy do niego kabelek z końcówką USB C, a nie micro USB. Największą zmianę przeszedł d-pad, gracze ponownie przywitają, coś na wzór kierunkowego talerza. Z takim rozwiązaniem mieliśmy już do czynienia w serii kontrolerów do Xboxa 360, jednak tam krzyżyk na talerzu był dużo bardziej wypukły, przez co mega nieintuicyjny. Przyznam, że miałem obawy co do tej zmiany, gdyż za czasów 7 generacji w ogóle zrezygnowałem z jego użytkowania, z racji wspomnianej nieporęczności.

Nowy pad jest bardziej jednolitą bryłą.

Na całe szczęście inżynierowie zielonego obozu wiedzieli co robią i nie zepsuli tym swojego produktu. Krzyżak wypada bardzo dobrze, ma świetny klik, a dodany talerz tym razem może świetnie sprawdzić się podczas obijania mord w bijatykach. Po kilku godzinach spędzonych z padem mogę śmiało stwierdzić, że wprowadzenie bardziej zaawansowanych combosów połączonych ze skosami, było przyjemne, wchodzi jak bułka z masłem.

O ile wszystkie peryferia, które współdziałały z poprzednią generacją będą działać również z nową (pady, słuchawki , itp.), tak niemiłym zaskoczeniem dla mnie (jak zapewne i dla wielu graczy) okazał się fakt, że nie użyjemy zakupionej wcześniej stacji dokującej do padzików. Microsoft musiał lekko zmienić rozstaw zamykającej baterię klapki i przez to akumulator, który posiadam do starszych kontrolerów pasuje, jednak nie ma mocnych, by go skutecznie zamknąć. Stoję teraz w rozkroku, bo ładować mogę tylko starszego pada, dwóch stacji dokujących nie ma sensu posiadać, więc albo wymiana pada na nowy, albo zabawa z paluszkami — ewentualnie kupno ładowarki i akumulatorków, lub samych akumulatorków i ładowanie po kablu. W zestawie oczywiście zwykłe paluszki — takie cięcie kosztów, to jednak trochę wstyd.

SZYBKIE ODPALENIE I PIERWSZE WRAŻENIA

Po rozpakowaniu przyszedł czas na podłączenie konsolki do telewizora i umieszczenie jej obok innych sprzętów. Nowego klocka można oczywiście usadowić na dwa sposoby. Pionowo — zgodnie z przymocowaną u spodu tacką, lub też poziomo (ma ku temu usytuowane cztery małe podpórki). Powietrze jest zasysane od spodu i wypychane przez otwory wentylacyjne górą, w związku z tym prawdopodobnie najlepszą pozycją wydaje się być ta pionowa, i ta właśnie pozycja zagościła na mojej szafce. Dodatkowo, w tej pozycji możemy zobaczyć ten słynny efekt, jakoby konsolka przy wylotach miała zielone podświetlenie — bardzo fajny zabieg stylistyczny.


Śmiało możecie bić za dyndające kable…

Konfiguracja konsoli jest dziecinnie prosta, zwłaszcza jeżeli posiadamy już konto i chcemy je przerzucić. W menu konsoli wklepujemy odpowiednie dane (ewentualnie tworzymy konto), lub jeszcze prościej — używamy aplikacji na smartphonie i cały proces jest jeszcze szybszy. Potem następuje aktualizacja i cały system oddaje się już w nasze ręce.

Pierwsze na co zwróciłem uwagę to cisza. Klocek chodzi bezszelestnie, kultura pracy została zachowana na najwyższym poziomie, można więc już zapomnieć o czasach, kiedy to każemy sąsiadowi wyłączyć kino domowe puszczone na pełnej kurw…regulacji, a on nas informuje, że tylko odpalił konsolę. Menu chodzi jak błyskawica, bez większych ścinek, czy mulenia. Następnie odpaliłem parę tytułów, które miałem już uszykowane na przenośnym dysku. Muszę przyznać, że nawet bez przenoszenia gier na wewnętrznego ssd’ka widać sporą różnicę. Taki Wiedźmin 3 na moje oko z przenośniaka odpalił się dużo szybciej, niż na XOX. Widać to zwłaszcza podczas opcji szybkiej podróży. Nie byłbym sobą, gdym nie sprawdził jak sprawy się mają na SSD, zatem przeniosłem grę. Efekt wow murowany, szybka podróż praktycznie nie istnieje, od razu przenosimy się do nowego miejsca. Na pewno wpływa to na wygodę grania, zwłaszcza w grach, w których musieliśmy czekać dobrych kilka min zanim wszystko nam się załaduje.

Nie omieszkałem też sprawdzić paru tytułów, które dostały swoje ulepszenia dla mocniejszej konsoli. I tak takie Ori and the Will  of the Wisps, czy Forza Horizon 4  prezentują się naprawdę fenomenalnie. Obraz jest ostry jak żyleta, a płynność rozgrywki umila oko. Myślę, że pomimo nagonki starych gier, znajdzie się wielu chętnych, którzy z radością wrócą do swoich ulubionych tytułów w jakości, jakiej od dawna oczekiwano. Odpaliłem również Killer Instinct, ten oczywiście nie ma specjalnych usprawnień — ale był to świetny tytuł na wypróbowanie nowego pada w mordoklepce. I tak jak pisałem wcześniej, jeżeli ktokolwiek miał jakieś obawy o krzyżaka, to nie musi się martwić. Nie jest to może ten jaki reprezentuje sobie pad elite, ale zapewnia duży komfort i wygodę podczas obijania wirtualnych pysków.

Musowo musiałem też obadać kilku gier ze wstecznej, by zobaczyć jak sobie radzi zaimplementowany przez sztuczną inteligencję auto HDR, którego zadaniem jest inteligentne rozświetlenie odpowiednich scenerii. Cudów się nie spodziewałem, ale gdy sięgnę pamięcią, jak ogrywałem te same gierki na starszej generacji, to zdecydowanie można dostrzec różnice. Obraz jest ostrzejszy, wyraźniejszy, a scenerie faktycznie wyglądają na dobrze doświetlone. Jednym słowem — jest naprawdę dobrze!

Na sam koniec szybko odpaliłem zachwalaną opcję Quick Resume — wszystko działa błyskawicznie. Z jednej gierki w mgnieniu oka możemy przeskoczyć do drugiej. Opcja załącza się automatycznie i zamiast odpalania całego tytułu, od razu znajdujemy się w miejscu, w którym przerwaliśmy rozgrywkę podczas poprzedniej sesji. Dla osób, które żonglują sobie tytułami w czasie jednego posiedzenia jest to świetna opcja. Do tego wszystkiego należy dodać, że konsolka nie grzeje się jak piekarnik, także każdy kto liczył na dodatkowe ogrzewanie podczas chłodnych, zimowych wieczorów będzie srogo zawiedziony. Z ostatecznym osądem trzeba będzie jednak jeszcze poczekać, kiedy to pojawią się pierwsze tytuły wyciskające pełną moc — wtedy okaże się czy zaimplementowane chłodzenie będzie sobie dawało rade, tak jak jest to nam obiecywane.

 

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Dziewiąta generacja zawitała do nas praktycznie bez większego wydźwięku, bez większych gier. Jak widać pandemia odbiła się echem na całym świecie, również w naszej branży. Jako gracze zostaliśmy brutalnie pozbawieni tego wyjątkowego klimatu, jaki towarzyszył targom E3, Gamescom (zwłaszcza podczas hucznego nadejścia nowych zabawek). Atmosfera nadchodzących nowości oraz towarzyszący temu hype opadły bezpowrotnie, a my zostaliśmy skazani na kilka biednych prezentacji.

Złośliwi mogą powiedzieć, że zamiast prawdziwych next-genów, dostaliśmy kolejną ewolucję istniejących już konsol, która poprawia wszystkie niedomagania poprzedniczek. Jako gracze jesteśmy przyzwyczajeni, że każdy nowy sprzęt powinien przynieść „rewolucję”. Ja śmiało mogę stwierdzić, że tak jest i teraz. Moim zdaniem grafika osiągnęła już prawie szczyt tego, czego możemy oczekiwać od wirtualnej rozgrywki. Teraz przyszedł moment, by skupić się na bardziej rozbudowanych światach, lepszej fizyce, sztucznej inteligencji i możliwości interakcji z otoczeniem. Błyskawiczne czasy ładowania, brak doczytujących się tekstur tuż pod nosem — to są cele, którym nowa generacja może sprostać. Najważniejsze są oczywiście gry. Mam nadzieję, że oba obozy dadzą z siebie wszystko, i nawet Nintendo podążające własną ścieżką, nie odpuści tego wyścigu.

Czy jestem zadowolony ze zmiany sprzętu? Jak najbardziej tak. To solidnie wykonany potworek skrywający w sobie duże zasoby mocy i  mam nadzieję, że nieraz pokaże swój pazur. Mam multum tytułów do ogrania, a przy tym mam gwarancję świetnej jakości ogrywanych produkcji. Na jednym sprzęcie mogę ograć szpile z czterech generacji i chociaż nie ma dostępu do pełnej biblioteki , to i tak opcja za którą należą się brawa. Bez względu czy ktoś wybierze nowego Xboxa, czy mającą lada chwila premierę PS5, będzie zadowolony, a po zapoznaniu się z nowymi funkcjami, nie pożałuje przesiadki. Zarówno sobie jak i każdemu z osobna życzę masy nowych gier, z których będziemy mogli czerpać radość na nowych sprzętach. Pamiętajmy, że bez względu do którego obozu się zaliczamy, wszystkich nas łączy jedno — pasja do gier.

Gomlin

Gomlin

Jak możesz udowodnić, że istniejemy? Może nie istniejemy...

Może Cię również zainteresować: