Sin & Punishment

Share

Dostojewski popełnił wspaniałe dzieło w literaturze pt. Zbrodnia i Kara, które czytałem już kilkakrotnie w swoim marnym żywocie. Klasyka literatury, w gierkowni naszej kochanej również mamy dzieło z podobnymi konotacjami w tytule, jednak uderzające w kontekst nadczłowieka, istoty boskiej i ostatecznie sfery po części religijnej. Treasure razem z Nintendo zrzuca w 2000 roku bombę na świat w postaci Sin & Punishment na Nintendo64. Grzech i Kara to dzieło co najmniej nietuzinkowe.


Alternatywna, dystopiczna rzeczywistość, w której świat dręczony jest przez brak żywności. Ludzie umierają codziennie z głodu, zaś tę klęskę próbują powstrzymać jakoś naukowcy na całym świecie. Udaje im się wymyślić zbawienny projekt, który polega na hodowli nowego gatunku organizmów nazywanych Ruffianami (Ruffians). Niestety tak pięknie być nie mogło i przyszły pokarm buntuje się przeciwko twórcom rozpoczynając wojnę z ludzkością. Rząd japoński powołuje na ten cel armię Uzbrojonych Wolontariuszy, którzy nie tylko rozpoczynają walkę z nową rasą inteligentnych stworzeń, ale przy tym uciskają społeczeństwo cywilów w całym kraju. W tym całym galimatiasie powstaje mała grupka rebeliantów, którzy pod przewodnictwem tajemniczej kobiety o imieniu Achi próbują powstrzymać oby dwie strony konfliktu. Naszymi bohaterami i jednocześnie członkami tej grupki stają się młodzieniec Saki i dziewczę Airan.

Sin & Punishment to rail shooter, strzelanka na szynach, ale podana w trochę niecodzienny sposób. Nie prowadzimy jedynie celowniczka jak to bywało np. w House of the Dead, na dodatek nie jest on podany z widoku fpp. Tutaj widzimy po pierwsze całą naszą postać, po drugie poruszamy się jednocześnie naszą postacią jak i celownikiem. Przy tym odróżnia tego szpila to, że w porównaniu np. do Panzer Dragoon, czy nawet Star Foxa, nasza postać porusza się na własnych nogach, nie korzystając z żadnej z potencjalnych form przejażdżki spotykanych w wymienionych seriach, jak smoki czy statki kosmiczne. Następnie oprócz strzelania do pojawiających się wrogów mamy możliwość walki wręcz, korzystając z broni białej, którą posiada nasz bohater/ka. Dodatkowo możemy robić dashe wykręcając szybko analogiem w bok dwa razy (bądź naciskając przycisk w bok na krzyżaku, który odpowiada za manewrowanie; zależnie od wybranej konfiguracji rozłożenia komend na przyciskach pada) oraz skakać, nawet podwójnie przy naciśnięciu szybko drugi raz przycisku skoku w powietrzu.

Gra stosunkowo jest do ogrania w godzinkę, ale ekipa z Treasure nie byłaby sobą, gdyby nie skalibrowała trudności gry na odpowiednim dla wymagającego gracza poziomie. Tak więc, jest ciężko. Za to kocham gierki od nich i jednocześnie nienawidzę. Mi udało się ograć ten tytuł w ponad 6 h, oczywiście przy kilkukrotnych podejściach od nowa, ponieważ po śmierci nie czeka na nas żaden “continue” bądź checkpoint od którego wznowimy przygodę. Co najśmieszniejsze grałem na poziomie easy, a i tak niemiłosiernie dał mi popalić. Cała narracja składa się z trzech aktów podzielonych na kilka misji, na końcu każdej czeka na nas jakiś zmyślny szefek do rozwalenia. Co ciekawe, nie zawsze wystarczy po prostu wymiana pocisków i nudne strzelanie w cel, przy jednym będzie trzeba zrzucać go z platformy za pomocą ataków bronią białą, inaczej nie zdążymy w danym czasie go unicestwić, przy drugim odbijać pociski lecące w naszą stronę, jeszcze przy innym wymieszać walkę wręcz z ostrzeliwaniem, tak więc na pewno żaden z szefków nie jest nudny.

Futurystyczne Tokio, opanowane przez konflikt między stwórcami i stworzeniem i jedna wielka rozwałka czekająca na nas. Oj tak, tempo tutaj nie da nam złapać oddechu, rozpoczynamy przebiegając przez rozbite miasto niszcząc żołnierzy jak i napotkane przeszkody w postaci śmigłowców itd. Tak krótka w gameplayu historia nawarstwiona jest jednak sowitą treścią, chociaż per se podaną w zwięzły sposób. Sporo trzeba dopowiedzieć sobie samemu, chociaż czaderskie filmiki też robią swoje w tej sprawie. Co krok byłem zaskakiwany pomysłowością twórców w przypadku dizajnu miejscówek jak i narzucaniu tempa akcji. Wyobraźcie sobie, że w pewnym momencie wlatujemy na lotniskowiec, tam zaczynamy siać niezły rozpierdziel walcząc z jednym takim szefkiem i nagle platforma na której się bijemy zostaje wyrwana, a my stojąc na niej latamy wokół lotniskowca ostrzeliwując wrogów. Mało tego, w pewnym momencie zaczniemy walczyć jako istota przypominająca mechy w Xenogears, wtedy dopiero jest rozwałka! Walka (dosłownie) między dwoma planetami i odbijanie pocisków z licznikiem obrażeń naszej Ziemi? Oczywiście, że tutaj to znajdziecie! Czaderskość na najwyższym poziomie!

Graficznie bardzo podobał mi się styl wykonania bohaterów, który przypominał mi o “kresce” z Vagrant Story. Na ekranie dzieje się sporo i naprawdę Treasure wyciągnęło z poczciwego N64 chyba ostatnie soki. Muzycznie jest w porządku, niestety bez większych rewelacji. Fabularnie mimo podawania nam szczątkowych informacji i skupieniu się na najważniejszym punkcie, czyli gameplayu to i tak historia wydaje się głęboka i pełna twistów, a pamiętajmy że dalej rozmawiamy o  rail shooterze!! Motyw w pociągu potrafi działać na wyobraźnię!

Treasure w porównaniu do innych deweloperów na magiczną konsolę Nintendo chciało wykorzystać jak najprężniej lewą część pada od N64, co wydaje się pewnym novum. W większości wypadków np. Mario 64 to prawa część od środkowego analogu była wykorzystywana najmocniej. Z drugiej strony była to też po części konieczność ze względu na równoczesne manewrowanie celownikiem jak i naszą postacią. Chociaż przy konfiguracjach rozłożenia przycisków do pada możemy wybrać konfigurację przerzucającą ciężar systemu na prawą część nadając przyciskom akcji komendy poruszania się naszą postacią. Tutaj leży problematyka konfiguracji tego na Wii U, ponieważ na tej konsoli za pomocą Virtual Console udało mi się ograć tego sztosa od Treasure.

Sin & Punishment nigdy nie opuściło materialnie (wydanie pudełkowe) Japonii, zamykając drogę reszcie świata do zapoznania się z szpilem. Pierwsze wydanie i póki co jedyne poza granicami Nipponu znajduje się właśnie w Virtual Console na poprzedniej konsoli Nintendo, czyli Wii U. Konieczne jest przy tym poświęcenie czasu na konfigurację przycisków na naszym tablecie, inaczej nie dacie rady tego ogarnąć. 

Wydanie gry na Wii U oprócz lekkich szlifów w wygładzaniu krawędzi i grafice oferuje nam angielski voice acting z japońskimi napisami. Niestety nie możemy tego zmienić w opcjach. Kilka poziomów trudności, powyżej medium boję się nawet tego odpalać. Po przejściu gry mamy do wyboru możliwość odpalenia danej misji w każdym momencie. Jest dostępny również trening, gdzie najłatwiej będzie wam skonfigurować swojego tableta, aby grało się jak najwygodniej plus przyswoicie mechanikę. 

Oprócz zerkania na nasz pasek HP, który możemy regenerować za pomocą wylatujących w naszą stronę apteczek z wrogów bądź rozwalonych przedmiotów, gra oferuje nam jeszcze uzyskanie dodatkowych punktów do scoringu. Tak jak emblemy zielone to apteczka, żółte to dodatkowy punkt. Ostatnim są emblemy fioletowe, które dają nam dodatkowy czas gry. No właśnie, to przesiąknięty rozrywką arcade tytuł więc uciekający czas również ma bardzo duże znaczenie w rozgrywce. Na końcu, jeżeli uda wam się przetrwać czeka na was świetna scena końcowa, oczywiście napisy i podsumowanie całej sesji.

Sin & Punishment to jedna z najlepszych gier jakie ograłem w tym roku, a wiedzcie że trochę tego było i to nie byle jakie tytuły. Zacieram ręce z uśmiechem na twarzy, kiedy myślę o dwójce wydanej na Wii, która czeka pięknie na półce. Ta gra to wszystko co kocham w gierkowni dla dzieci, czaderskość, rozwałka, wylewający się z ekranu klimat, świetne uniwersum i fajna oś fabularna, pamiętliwe sceny i genialny dizajn miejscówek jak i charakterów podany w naprawdę wymagającym poziomie trudności, dzięki czemu grze należy poświęcić należytą uwagę. Jedyny mankament to godzina gry i wyłącznie 3 akty podzielone na kilka krótkich misji, chociaż jak już pisałem wyżej udało mi się ją ograć dopiero po ponad 6 h starań i ciągłego powtarzania od nowa. Oczywiście nie jest to też nad wyraz negatywne, ponieważ w grze chodzi o wbijanie jak najlepszego scoringu i rozgrywka z podłożem arcade nigdy nie jest zbyt długa, mimo wszystko aż prosi się, aby dać coś jeszcze i ślina cieknie na samą myśl o powiedzmy dodatkowych dwóch aktach i poznaniu szerzej historii. Dla mnie ten tytuł to bomba i cieszę się, że rozpocząłem nadrabianie systemu N64 od tego szpila, bo apetyt urósł do niewyobrażalnych rozmiarów w tym wypadku. Sztos!

ndl

ndl

First time?

Może Cię również zainteresować: