Radiant Historia

Share

W lutym 2011 roku cykl życia Nintendo DS chylił się ku jego końcowi. Dostępny od prawie roku następca tej konsoli powoli nabierał rozpędu i już było wiadomo, że jej starszy brat nie dostanie już wielu mocnych tytułów na tej platformie. Jednakże najbardziej zagorzali fani czekali jeszcze na kilka produkcji, które miały zostać zlokalizowane i jedną z nich była Radiant Historia. Tytuł błędnie przez wielu określany następcą wydanego na PS2 Radiata Stories okazał się czymś magicznym co pokazało, że wtedy siedmioletni dwuekranowy przenośniak Nintendo nie wydał jeszcze ostatniego tchnienia.


Kontynent Vainqueur, kraina rozkładu gdzie wszystko jest pochłaniane przez piasek. Ów tajemniczy fenomen postępuje od miejsca gdzie niegdyś istniało potężne imperium. Postępujące pustynnienie doprowadziło do wojny o niewielkie połacie żyznej ziemi, która jeszcze pozostała. Akcja Radiant Historia przenosi nas do mieszczącego się na wschodzie kontynentu Alistel. Jest to młode państwo, które kilkadziesiąt lat temu wyrwało się spod tyranii królestwa Granorg pod przewodnictwem Proroka Noah. Od momentu powstania tego kraju, skupiał się on na wykorzystywaniu starożytnej technologii, która ujarzmiała Manę, energię życiową drzemiącą we wszystkich żywych organizmach. Ta technologia przyczyniła się do ogromnego rozwoju Alistel i sprawiła, że w krótkim czasie kraj ten stał się siłą militarną, z którą należy się liczyć.

Kronika opowiada wyrytą przez człowieka historię we wspomnieniach gwiazd nad nami

Grę rozpoczynamy jako Stocke, odziany na czerwono młody, acz doświadczony agent alisteliańskiej jednostki Specint (Special Intelligence), który wykonuje różne tajne misje w celu przechylenia szali zwycięstwa w wojnie z królestwem Granorg, na stronę swojej ojczyzny. Najnowsza misja, którą otrzymał jednak nie potoczyła się jak należy doprowadzając do śmierci kompanów głównego bohatera i niemalże jego samego. Jednakże dzięki pomocy tajemniczej Białej Kroniki, Stocke przenosi się do Historii, miejsca istniejącego poza czasem, które pozwala na podróżowanie pomiędzy różnymi punktami w czasie i przestrzeni. Z tą mocą w zasięgu swoich dłoni, musi on podróżować pomiędzy kluczowymi wydarzeniami w jego życiu i zmieniać ich przebieg tak, by nieszczęsna przyszłość, która czeka na ten świat nigdy nie nadeszła. Życie jego kompanów, los narodów i uniknięcie nadchodzącej apokalipsy, która grozi światu zależą od tego, czy Stocke da radę przywrócić “prawdziwą” historię na jej tory.

Na początku chciałem szerzej opisać prolog gry, by lepiej nakreślić fabułę, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że opisanie wszystkich istotnych fragmentów, nawet z samego początku gry, byłoby zbyt długie, a powiedzmy sobie szczerze nie o to chodzi w recenzji. O czym warto wspomnieć jeszcze będąc przy fabule jest to, że linia czasu, po której się poruszamy rozbija się na dwie: Standardową Historię i Alternatywną Historię. Innymi słowy poza podróżowaniem w czasie, poruszamy się również pomiędzy dwiema rzeczywistościami. Obie te rzeczywistości w pewnym stopniu oddziałują na siebie przez co, gdy natrafimy na problem uniemożliwiający nam dalszy postęp w jednej linii czasu, przeważnie jego rozwiązanie znajduje się gdzieś w tej drugiej. Kolejną sprawą jest to, że praktycznie każdy wybór, z którym mamy do czynienia, z jednej strony jest istotny, a z drugiej niezupełnie. Chodzi o to, że w praktyce mamy zawsze wybór dobry i zły, przy czym ten pierwszy pozwala dalej kontynuować fabułę, a ten drugi prowadzi do jednego z wielu złych zakończeń, które w praktyce jest nieco bardziej rozbudowanym Game Over. Niemniej jednak zachęcam do sprawdzenia co kryje się za każdym złym wyborem, bo pokazuje to jak dobrze scenarzysta przemyślał każdy aspekt fabuły.

Tutaj historia się rozdziela… Muszę dobrze przemyśleć tę decyzję

Fabuła jest najistotniejszym elementem tej gry, ale nie mniej istotnym jest jej wymagający system walki. Jeśli kojarzycie trochę walkę z Megaman Battle Network, to jest to coś w tym stylu, ale na odwrót. Po prawej stronie mamy trójkę bohaterów w standardowym szyku obok siebie, których pozycja w trakcie potyczki nie ma znaczenia. Natomiast po lewej znajdują się wrogowie, których ustawienie już ma znaczenie. Rozmieszczeni są oni na siatce 9×9 i mogą zmieniać swoją pozycję w celu bardziej strategicznego ustawienia się, które może wpływać np. na ilość zadawanych punktów obrażeń. Nasze postaci z kolei, z pomocą swoich umiejętności mogą przesuwać wrogów w taki sposób, by zadawać obrażenia ich jak największej ilości w danym momencie. Ponadto można zmieniać kolejność ruchu z innymi bohaterami lub przeciwnikami, dzięki czemu potem można wykonać znacznie więcej ataków pod rząd, ale odbywa się to przy swego rodzaju karze nakładanej na bohatera, którego pozycję zmieniamy. Dokładny opis systemu walki w tym miejscu zająłby zbyt dużo miejsca, ale jest on bardzo dobrze wyjaśniony w trakcie gry i po paru próbach wiemy dokładnie do czego dążyć. Nie zmienia to jednak faktu, że praktycznie każda walka stanowi dla gracza jakieś wyzwanie i bagatelizowanie ich może się bardzo szybko okazać przykre w skutkach. Na całe szczęście gra zrezygnowała z losowych potyczek i gdy chcemy trochę odpocząć, to bez problemu jesteśmy w stanie ominąć większość wrogów, którzy są widoczni na mapie. Nie polecam jednak robić tego zbyt często, bo nietrudno jest trafić na bossa, który sprowadzi nas do parteru, ponieważ mamy zbyt niski poziom.

Radiant Historia jest jedną z niewielu gier z gatunku RPG, w której znaczna większość zadań pobocznych ma sens. Standardowo nie mamy żadnego obowiązku wykonywania subquestów, ale sami z chęcią to robimy. Mimo spełniania często z pozoru nic nieznaczących potrzeb dla NPC-ów, które nie mają znaczenia dla ogólnej fabuły, często się okazuje, że wykonywane zadania mają w praktyce o wiele większe znaczenie w kontekście przyszłości świata. Poza tym za wykonanie wszystkich pobocznych zadań na końcu gry czeka na nas bardzo miła niespodzianka, której pominięcie jest BARDZO niewskazane. Minusem wykonywania tych zadań jest to, że czerpią garściami z mechaniki podróżowania w czasie i pomiędzy alternatywnymi rzeczywistościami, więc mamy do czynienia ze sporą ilością backtrackingu. Niemniej jednak wspomniana wyżej niespodzianka i możliwość przewijania lub całkowitego pomijania poszczególnych scenek przerywnikowych wszystko w tej kwestii rekompensuje. Warto również wspomnieć, że poruszając się po mapie, wraz z rozwojem wydarzeń, Stocke nabywa nowe umiejętności pozwalające na wejście do miejsc wcześniej niedostępnych, a także umożliwiających rozwiązywanie prostych zagadek. Nie są one wymagające, więc nie sprawiają żadnych problemów, ale często prowadzą do dodatkowych przedmiotów, które stanowią miły dodatkowy bonus przy wspomnianym wcześniej backtrackingu.

Ah, dane! Przepiękne kryształki obietnic i potencjału…

Oprawa graficzna jest przyzwoita jak na standardy DS-a. Mamy ładne trójwymiarowe środowisko, zamieszkałe przez dwuwymiarowe sprite’y. Emocje postaci przekazywane są za pomocą dymków z prostymi informacjami jak np. znak zapytania na ciekawość, czy kulka kurzu pokazująca konsternację. Co prawda podczas kwestii wypowiadanych przez ważniejsze postacie wyświetlają się dodatkowo ich portrety, które choć pięknie namalowane przez Hiroshiego Konishi, to się niestety nigdy nie zmieniają. Ogółem widać, że w kwestii grafiki ta gra miała największe cięcia. Niektóre postaci niesłusznie nie dostały swojego portretu w porównaniu do kilku, które moim zdaniem go nie powinny mieć przy takim ograniczeniu środków, a i same sprite’y mają bardzo ograniczone ruchy i rzadko kiedy robią coś mniej standardowego. Dodatkowym problemem jest to, że gdzieś tak w połowie gry jesteśmy na takim etapie, że w sumie widzieliśmy już ok. 95% wrogów. Cała reszta przeciwników jaka na tym etapie się pojawia będzie palette swapem wcześniej występujących mobków i to dotyczy niestety również niektórych bossów. Szkoda, bo ta gra naprawdę zasługuje na coś lepszego, ale z drugiej strony lepsze są cięcia w tej kwestii, niż jakby miała ucierpieć muzyka, czy co jeszcze gorsze fabuła.

W 2017 roku w Japonii i w następnym roku w innych regionach Radiant Historia doczekała się remake’u wydanego na 3DS’ie. Wprowadzono zupełnie inną stylistykę “kreski” postaci oraz odświeżono poziom graficzny. Dodano również kilka ulepszeń w interfejsie, rozbudowano wątek fabularny przez wrzucenie dodatkowych scenariuszy, dodano New Game+. Remake przyjął nazwę Radiant Historia: Perfect Chronology. Tak jak Radiant Historia na DS wyszła wyłącznie w Ameryce i Japonii (na szczęście DS nie miał blokad regionalnych), tak wersja na 3DS pojawiła się również w Europie.

 

 

 

 

Wspomniałem powyżej muzykę, więc teraz do niej przejdę. Za ścieżkę dźwiękową odpowiada Yoko Shimomura, która była odpowiedzialna za udźwiękowienie również takich gier jak Super Mario RPG, Legend of Mana, seria Kingdom Hearts i wielu innych. Muzyka to kunszt sam w sobie i ciężko by mi było wskazać momenty, w których coś nie pasowało. Główny motyw muzyczny, który nosi nazwę (a jakże) Radiant Historia, zapada w pamięć i wprowadza idealny klimat pozwalając na porządną refleksję nad wydarzeniami, które w danym momencie obserwujemy. Inne motywy muzyczne również są dobre, ale to ten najbardziej łapie za serce i w niektórych momentach potrafiłby wycisnąć łzę z oka nawet najbardziej męskiego mężczyzny, a co dopiero z nas, zwykłych graczy. Reszta opracowania dźwiękowego jest przeciętna i nie wybija się niczym nadzwyczajnym, ale też nie przeszkadza.

Hahaha… Dokładnie, mój chłopcze. Podnieś miecz i zmień swoje przeznaczenie…

Radiant Historia to gra na około 35-40 godzin. Po jej zakończeniu możemy zająć się odkrywaniem złych zakończeń i sub questów, których wcześniej nie zrobiliśmy, ale poza tym na próżno szukać czegoś więcej do roboty. Nie ma tu trybu New Game+, ani dodatkowych sekretów, które się odkrywają po przejściu tej historii, ale czy każda gra musi coś takiego mieć? Moim zdaniem niekoniecznie, szczególnie w tytule, który broni się sam swoją podstawową zawartością. Dostajemy przepiękną historię o chciwości, niespełnionych ambicjach i poświęceniu dla innych, która nie raz nas zaskoczy kolejnym zwrotem akcji. Oczywiście nie jest to również grą bez wad, ale czy jesteście w stanie wskazać taką? Tutaj zdecydowanie na pierwszy plan wybijają się jej zalety, a to już o czymś świadczy.

Podsumowując już tę recenzję, muszę napisać, że Radiant Historia to moim zdaniem najlepsze jRPG na DS-a i jedno z najlepszych w ogóle, z którymi miałem do czynienia, a całkiem sporo mocnych tytułów z tego gatunku udało mi się zaliczyć. Atlus wypuszczając tę produkcję pozwolił odejść dwuekranikowej konsolce Nintendo w pięknym stylu i dał nam możliwość przeżycia niesamowitej przygody. Jedyne czego żałuję, to że przez tak późną premierę w cyklu życia konsoli oraz niewielki budżet, tak mało osób się dowiedziało o tej produkcji, a szkoda, bo traci się w ten sposób kontakt z naprawdę wyjątkową pozycją. Reżyser gry, Mitsuru Hirata, wspomniał niegdyś na Twitterze, że z chęcią zrobiłby sequel tej produkcji i choć Radiant Historia jest bliska memu sercu, to uważam, że historia w niej przedstawiona jest całkowicie zamknięta i nie potrzebuje niczego więcej. Na pewno nie będziecie żałować.

Może Cię również zainteresować: