Pretty Soldier Sailor Moon

Share

Dzisiaj nietypowo, bo udało mi się ograć bitkę na licencji Sailor Moon. Dziewczyny też potrafią przywalić z liścia jak zobaczycie, chociaż nie są to typowe zawodniczki MMA. Przypomniały się przy tym czasy, kiedy przy porannej pobudce i śniadaniu oglądało się ponownie powtórki odcinków Dragon Ball i właśnie kultowych Czarodziejek z Księżyca na RTL7 (a tak naprawdę to Czarodziejki na Polsacie :). Let’s start some crazy party w te mikołajki guys.


Pretty Soldier Sailor Moon wskakuje na rynek w 1995 roku. Jest to jedna z dwóch gier obok shmupa Air Gallet stworzona przez Gazelle, czyli jednej z ekip powstałej po upadku Toaplan. Wydana zostaje przez Banpresto w Japonii i Segę w przypadku reszty świata, co ciekawe otrzymuje pełne wsparcie licencyjne, oprócz oryginalnych seiyu (japońskich aktorów głosowych) nad całą grą trzymała pieczę Naoko Takeuchi, czyli autorka naszych “Czarodziejek”.

 

No ciekawe giereczki obok siebie, nie ma co.

Fabularnie nie ma fajerwerków, pamiętajmy że to beat’em upek. Nasze czarodziejki muszą ponownie stanąć do walki z grupą złych asów z Czarnego Królestwa (Dark Kingdom) pod przewodnictwem Queen Beryl, czyli fabularnie gra umiejscowiona jest w okolicach pierwszego sezonu/arcu. Podzielona jest na 8 misji/stage’ów i na końcu każdej czeka na nas boss. Przeciwnicy jak i szefkowie to oczywiście wszelakiej maści postacie wyciągnięte z anime/mangi. Do wyboru mamy na samym starcie aż pięć postaci, są to nasze główne bohaterki i oczywiście mamy możliwość pogrania w coopie na dwie osoby. Jak już zastanowicie się, którą z planet tfuuuu bohaterek wybrać to lecimy z tematem. Przy ewentualnej porażce po ‘wrzuceniu’ następnego coina mamy możliwość zmiany bohaterek podczas gry i kontynuowania nią od miejsca skuchy.

 

Niesamowity opening!!

 

Ja oczywiście poleciałem dalej moją ulubioną brunetą (chyba) Mars. Pierwsze co rzuca się w oczy to przepiękne scan line’y i pieczołowicie przygotowane animacje. Nasze możliwości to super atak, skok i zwykły atak który pojawia się w kilku wariacjach: rzutki, uderzenia z rozbiegu, combo, normalny plaskacz w twarz, kop z wyskoku i atak wyswobadzający, który kosztuje nas kapkę HP. Jednak co w jakiś sposób może wyróżnić oprócz licencji jednej z najbardziej wpływowych serii w pop kulturze akurat tego bit em apa? Właśnie ataki specjalne, przy których pojawia się animacja naszej bohaterki krzyczącej MOOON CRISTAL POWEEEEEERRRR, MAKE UP! i niszczącej wszystkich przeciwników na mapie za jednym machnięciem, w przypadku bossów zabiera im określoną liczbę HP. Co interesujące, mamy ich aż pięć! Każdy z inną animacją i coraz większymi zadanymi obrażeniami. Ich poziom zależy od uzbierania wypadających magicznych kryształów, dropią one raz po raz z przeciwników, zaś na starcie otrzymujemy tylko jednego. Konsekwencją tego jest nastawienie na granie jak najczyściej, zbierając kryształy a nie używając ich co chwilę. Widać, że tego bit em apa robiła firma od rakietek, ponieważ te specjalne ataki wyglądają i działają w taki właśnie sposób jak sławne bomby w tym gatunku, które przez swoją animację czyściły przeciwników, broniły na tę sekundę od obrażeń bohatera/statek i były oczywiście ograniczone.

 

 

Z jednej strony mamy świetnie przygotowane animacje i rozbudowane ataki specjalne, z drugiej brakuje dodatku w postaci podnoszenia jakiejkolwiek broni wypadającej z przeciwników, która w jakiś sposób urozmaiciła by grę. Wiadomo, Czarodziejki z Księżyca takiego oręża się brzydzą i w tej grze polegają wyłącznie na plaskaczach oraz używaniu swoich długich zgrabnych nóżek. Jedyne, co możemy podnieść w trakcie gry to życie w postaci ikon z jedzeniem i właśnie kryształy wypadające naprawdę w skromnych ilościach do podnoszenia mocy ataków specjalnych.

 

 

Walki z szefkami dają nieźle w kość i to raczej klasyka w tym gatunku, pod koniec coiny leciały jak poimane. W niektórych walkach pomaga nam legendarny Texudo Mask, czyli ten śmieszny pajac z różą w ustach i Cylindrem na głowie. Rzuca nam on trochę HP i zabiera kapkę życia bossom. Animacje podczas jego pojawienia się są naprawdę zabawne i aż miło oglądało się to wszystko. Lokacje to od ulic miasta przez salon z automatami do gier, w którym nasza Usagi spędzała też czas w anime/mandze po wysypisko śmieci i podziemia z czekającą na nas Queen Beryl. Lokacje są ładne i mają w sobie klimat. Muzyka to wyciągnięte z anime utwory, które niejeden fan zaraz zapewne rozpozna, chociaż muszę przyznać, że cała sfera audio niestety w ogóle nie robi.

 

 

Wśród pierdyliarda gier w tym uniwersum ta wydaje się jedną z konkretniejszych, to naprawdę klasyczny dobry bit em apek z fajnymi animacjami super ataków, na dodatek ogracie go dzisiaj w maksymalnie godzinkę, biorąc pod uwagę odblokowanie dodatkowego bossa na końcu. Powiem wam szczerze, że jak kiedyś trafię do Mikado Center w Dżapanii to na pewno odpalę to na automacie, a dla fanów serii księżniczek to wręcz pozycja obowiązkowa!

ndl

ndl

First time?

Może Cię również zainteresować: