Home FELIETONY Podsumowanie roku – a kupka wstydu rośnie

Podsumowanie roku – a kupka wstydu rośnie

Duki

Kończy się rok, który dla mnie upłynął pod znakiem wewnętrznych afer wśród największych wydawców, nasilających się problemów z dostawami sprzętu, czy anulowanych projektów. Nie spodziewam się również pozytywnych zmian w najbliższej przyszłości. Jest jednak coś, za co ostatnie dwanaście miesięcy będę dobrze wspominał jeszcze bardzo długo.

Początkowo zakładaliśmy, że przygotujemy dla Was jedno wielkie podsumowanie, gdzie znajdą się typy wszystkich członków redakcji, ale ostatecznie każdy chciałby skomentować pokrótce, co się działo w 2021, jak i dorzucić trzy grosze o swoich oczekiwaniach na przyszłość, więc…musieliśmy się rozdzielić. Nie chcę też nikogo zanudzić, to też od razu przejdę do rzeczy – znów mam pewne poczucie niedosytu. Głównie wpływa na to fakt, że kolejny rok z rzędu na rynku nie ukazały się co najmniej dwie, trzy produkcje z pięciu, które corocznie wrzucam sobie do kategorii najbardziej oczekiwanych. Zabrakło Bayonetty 3 (premiera na szczęście blisko), oraz nieodżałowanego Hollow Knight: Silksong, będącego chyba już w jakimś developerskim limbo, co strasznie mnie niepokoi. Nie było też niestety czasu żeby ograć najbardziej uznane gry, lecz nie oznacza to od razu, że nie sprawdziłem nic. Co więc skradło mi serce w 2021?

Gra 2021 roku

Podsumowanie roku - a kupka wstydu rośnie

Cóż, jestem zmuszony ściągnąć sobie na moment bana na serię Resident Evil, ponieważ udało mi się ukończyć w oknie premierowym najnowszą odsłonę o podtytule Village. I jeżeli głównym elementem weryfikacyjnym jest częstotliwość z jaką wracam myślami do danej produkcji, to właśnie najnowszy Resident zostaje moim GOTY. Że siódemka w ogólnym rozrachunku i tak była lepsza, to już inny temat. Wystarczyło nabrać dystansu i przyjąć do świadomości, że marka już bardzo dawno porzuciła wartości jakie początkowo reprezentowała i zmieniła się nie do poznania. Stąd te dziwne fikołki w postaci wilków, jeszcze bardziej otwartych przestrzeni, czy totalnej zmiany klimatu, nawet kosztem prawdziwego horroru. Ma swoje wady (mało zniszczalne środowisko, irytujące i dziwne walki z bossami), ale skradła moje serce tym, jak bardzo jest odklejona od standardów. Ścieżka dźwiękowa, zamczysko i przejmujący etap w pewnym domu długo nie mogły mi wyjść z głowy, zresztą oprawa graficzna również jest na bardzo wysokim poziomie, więc tak, chyba to podobało mi się w tym roku najbardziej. Ja też jestem zaskoczony swoim wyborem, serio.

Zawód 2021 roku

Nie wierzę, że to napiszę, ale zawodem jest Deathloop. Trudno będzie mi to wyjaśnić, bo nie chcę być źle zrozumiany, ale to nie tak, że gra od Arkane okazała się być gniotem na całej linii – jest świetna, a jako immersive-sim chyba najlepsza w swoim gatunku na przestrzeni ostatnich kilku lat. Pisząc recenzję, także wystawiłem jej wysoką notę, ponieważ generalnie zagrało wszystko, tyle że…zabrakło tego magicznego pierwiastka, który tak bardzo jest moim zdaniem obecny w innych tytułach studia. Mój ambiwalentny stosunek wynika ze sposobu w jaki poprowadzono opowieść. Po wgryzieniu się w kilka naprawdę topowych roguelike’ów, spodziewałem się rewolucji. Zamiast tego okazało się, iż narracja w Deathloop wcale nie jest tak przełomowa – ktoś tak przekombinował, że na końcu wyłania nam się obraz liniowej fabuły z mocno poprzestawianymi szykami, tak aby sprawiało to wrażenie zapętlonej historii, gdzie każdy kolejny loop odkrywa wielką tajemnicę. Bez żadnych podpowiedzi ze strony gry rozgrywka stałaby się irytująca, z kolei jasno wytyczone cele zabijają magię pętli. Mogę winić sam siebie za zbyt wygórowane oczekiwania – tylko dlatego nie wybrałem Deathloopa na GOTY. Równocześnie wciąż jestem w stanie go serdecznie polecić.

Podsumowanie roku - a kupka wstydu rośnie

Najlepsze gry ograne w 2021

Wspomniałem wyżej o braku czasu na sprawdzenie wszystkiego, co mogłoby wpłynąć na mój wybór. Z It Takes Two stanąłem jakoś w połowie i gra okazała się być fenomenalna, lecz wolałbym ją skończyć. Oddać sprawiedliwość muszę też Returnal, bo pierwsze kilka godzin to za mało, by wyrobić sobie opinię. W momencie, kiedy piszę ten tekst, czeka na mnie Ratchet&Clank: Rift Apart, niestety nie mam akurat przy sobie PS5, więc pozycja poczeka do przyszłego roku…I mogę tak jeszcze wskazać z dwa, trzy warte uwagi tytuły, łącznie z Psychonauts 2. Wszystko to jednak blednie przy tym, co udało mi się okiełznać przez ostatnie 12 miesięcy i właśnie dlatego zabrakło mi kilku wolnych chwil na tegoroczne hity. Mam też największy od lat dylemat, bo zwyczajnie nie potrafię wskazać z czym bawiłem się najlepiej, pomijając oczywiście kalendarz wydawniczy na 2021. Zelda: Breath of the Wild, Hades, Half-Life: Alyx – teraz już rozumiecie? Wszystkie trzy wbiły mi się do głowy niczym drzazgi i nie potrafię przestać o nich myśleć. Half-Life to najlepsza gra na gogle VR i to tak dobra, że wychodzi poza doświadczenie wirtualnej rzeczywistości. Hades dokonał niemożliwego, dzięki narracji przez relację z bohaterami, która rozwija się niesamowicie, pomimo repetycyjnej rozgrywki. Jest też i Zelda z przepastnym środowiskiem, gdzie potrafiłem przepaść na kilka godzin, tylko dlatego, że chciałem wspiąć się na jakiś szczyt. Zdaję sobie sprawę, że to trochę niesprawiedliwe, ale zwyczajnie nie jestem w stanie wybrać jednej z całej trójki.

Najwięcej czasu spędzonego z grą w 2021

Zelda rzecz jasna. Nie tylko dlatego, że to RPG i naturalnie trzeba było poświęcić jej najwięcej godzin. Breath of the Wild w przedziwny sposób pozwoliło mi na osiągnięcie pewnego zen, gdzie nie chodziło jedynie o zaliczenie głównego wątku (a ja rzadko rozgrzebuję tytuły). Eksploracja i zabawa fizyką świata była tak angażująca, iż niejednokrotnie sporządzałem sobie listy zadań do wykonania, po których szedłem na głównego questa, a potem kolejna lista. Nie siliłem się na wyczyszczenie całego terenu, więc tym bardziej doceniam, jak wiele udało mi się osiągnąć podczas niezobowiązującej sielanki. Potrafiłem poświęcić cały wieczór jedynie po to, żeby zobaczyć, co znajduje się na skraju mapy, i tak w kółko. Nie pojmowałem fenomenu Zeldy, ale tak jak podstawę da się ukończyć w blisko 60 godzin, ja władowalem w przygodę nieco ponad 100. A to już o czymś świadczy.

Podsumowanie roku - a kupka wstydu rośnie

Oczekiwania na 2022

W 2022 chcę w końcu zagrać w Hollow Knight: Silksong oraz Bayonettę 3. Zapowiedzi śledzę już lekko od kilku lat i czas najwyższy, by w końcu twórcom udało się to wypchnąć na rynek. Jeśli mam wytypować swoje TOP 5, to śmiało dorzucam do listy Starfielda, bo dawno nie mieliśmy nic od Bethesdy. Jestem totalnie naiwiny, że wierzę w listopadowy launch, ale…nadzieja umiera ostatnia. Czekam również na pełnoprawną Forzę Motorsoport (tym razem już pewnie bez numerka), bo z całym szacunkiem dla Horizonów, lecz to raczej niespecjalnie moje klimaty. Całość mogę domknąć…no właśnie, czym? Jasne, zdecydowanie mamy na co czekać, aczkolwiek daty premiery są tak niepewne, że az strach coś typować. Wybrałbym Fable, ale nie ma na to szans w przyszłym roku. Myślę o Elden Ring, lecz soulslike’i to nigdy nie był do końca mój klimat. Pozostaje mi zatem wytypować Dying Light 2, gdyż zatęskniłem ostatnio za zombie.

Słowo na koniec

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie trochę irytuje, a mianowicie nieustanna debata na temat braku gier ekskluzywnych. Co chwila czytam posty niezadowolonych graczy, że PS5 nie otrzymało w tym roku niczego konkretnego na wyłączność, nie wspominając o Xboxie. Naprawdę trzeba śledzić branżę od premiery next-genów żeby nie rozumieć, że launch konsol, a czasami i nawet pierwsze 12 miesięcy to bardzo oszczędny okres w zakresie nowych tytułów i jest to standardowy proces. Nawet jeśli te produkcje leżałyby już wypieczone w piecu, gotowe na wyciągnięcie, to i tak wydawcy muszą je wydać w odpowiednim okresie. Sprzedaż musi być odpowiednio rozłożona, exy trafiają potem na wyprzedaże i nikt rozsądnie myślący nie pozwoli sobie żeby wypstrykać się w pierwszym roku ze swoich gier, a później przeceniać je, gdzie na rynku dana platforma nie zdążyła się jeszcze porządnie rozpędzić. Jeżeli komuś nie pasuje takie podejście, to niech zainteresuje się polityką Microsoftu, firmy, która odchodzi od exclusive’ów już od dłuższego czasu. Bywały lepsze okresy, ale narzekanie, że Returnal, Ratchet&Clank, czy Deathloop to za mało, to czysta kompromitacja. Do MS można mieć zażalenia, przy założeniu, że naiwnie wierzy się jeszcze w prawdziwe gry ekskluzywne spod ich skrzydeł.

Podsumowanie roku - a kupka wstydu rośnie

Na koniec życzenia, a życzę zdrowia i żeby w końcu każdemu zainteresowanemu udało się zakupić upragniony sprzęt. Zderzyliśmy się z masą problemów, lecz na niektóre autentycznie mamy wpływ, a nic z tym nie robimy, więc będzie tu ciężko o zmiany, a tym bardziej o sensowne życzenia. Wydawcy dalej będą chcieli jedynie zarabiać, stosując coraz to bardziej chamskie metody monetyzacji i ta sytuacja ulegnie zmianie tylko i wyłącznie wtedy, gdy zaczniemy rozsądnie głosować portfelami (a to się nie dzieje). Z kolei nabycie w końcu konsoli nowej generacji to coś, o czym myśli niejeden gracz. Zawsze też pozostaje też kupno Switcha, jeśli ktoś się jeszcze nie zdecydował. Dajcie znać o swoich najlepszych grach i Wesołego!

Polecamy również:

Nynek to koci pupil Cross-Play. Stronka korzysta z whiskasa, czy nakarmisz Nynka? Nakarm Nynka Przeczytaj więcej o polityce prywatności