Pięć gier zawierających podobizny obnażonych kobiecych piersi [18+]

Share

Czyli pięć gier zawierających podobizny obnażonych kobiecych piersi, a mimo to gry te nie są postrzegane jako produkty erotyczne ani pornografia.


W obecnych czasach klasyfikacji wiekowych, nagonki medialnej, (pseudo) feministycznych histerii i tym podobnych bzdur odwracających uwagę od prawdziwych problemów – developer, który chce umieścić trochę golizny w swojej grze, ma pewien problem: tego typu zawartość podbije mu klasyfikację wiekową, co w teorii ograniczy mu grupę odbiorców i – co za tym idzie – po prostu może się nie opłacać. Nieco inaczej mają się sprawy, gdy gra od początku jest tworzona jako produkt 18+ i wtedy nie ma co się za specjalnie ograniczać, choć mimo to zdarzają się wpadki, jak ta niesławna z GTA: San Andreas, gdzie nie poinformowano strażników moralności o “contencie” łatwym do odblokowania za pomocą moda (chodzi o “Hot Coffee” rzecz jasna) i zrobiła się bardzo kosztowna afera, prawdopodobnie dzięki której dostaliśmy Liberty City Stories i Vice City Stories w ramach powetowania sobie strat przez wydawcę.

Wydaje mi się, że wcześniej twórcy gier i wydawcy aż tak bardzo się nie przejmowali – było więcej easter eggów z golizną (link 18+) i generalnie bywało swobodniej (no, przede wszystkim poza grami na konsole Nintendo, ale i tam bywały “momenty”), ale gdy gry zaczęły trafiać do zdecydowanie większej grupy odbiorców i gdy pojawiły się dużo większe pieniądze, to nieskrępowana zabawa się skończyła.

No, nie do końca – ledwo zasłonięte bimbałki są nadal obecne w bardzo wielu grach (#PSVitaNotDead), ale obnażone…? W zdecydowanie dużo mniejszej liczbie tytułów, ale w dalszym ciągu są: czy to niezbyt natchnione i nie wiadomo po co, czy tez jako część kreacji świata przedstawianego, czy po prostu dla wicu – i kilka przykładów odmiennych motywacji i gier z różnych czasów zamierzam przedstawić.

przykład gry “bimbałkowej”

Czym są cycki chyba każdy P.T. Czytelnik tego wpisu wie i najprawdopodobniej widział takowe osobiście, a może nawet – w jednostkowych przypadkach – posiada własne. Gruczoł mlekowy ze szczególnie dużą ilością tkanki tłuszczowej, chyba największej u ssaków z rzędu naczelnych, przez wiele kultur – w tym również naszą – powiązany jest z erotyką, seksem i tym podobnymi, zresztą nie bez powodu. U niektórych małp naczelnych (na przykład u pawianów) kiedy samica staje się płodna, jej pośladki stają się większe i czerwieńsze, co przyciąga samców. W momencie gdy przodkowie człowieka zaczęli chodzić na dwóch nogach i nie mieli już pośladków na linii wzroku, u samic wykształciły się większe piersi służące do przyciągania uwagi potencjalnego partnera i jest to perfidia natury tak niesamowita, że albo czegoś mocno nie rozumiem na temat ewolucji, albo faktycznie jest jakiś stwórca, który stroi sobie z nas żarty.

the more you know

W dużym skrócie: golizna generalnie akceptowana istnieje i nie wywołuje powszechnego zgorszenia na przykład w sztuce, a nawet w miejscach takich sauny czy niektóre plaże, choć raczej nie w Polsce. Natomiast umieszczona w grach nierzadko jest traktowana jako symbol upadku naszych czasów i zagrożenie dla porządku społecznego, jednak w niektórych przypadkach nie powoduje wielkich problemów bądź zgoła (he he) żadnych i to też jest cecha tych kilku gier, które poniżej przedstawiam.

The Elder Scrolls II: Daggerfall

Krótka piłka z mojej strony: ściągnij sobie Daggerfall (jest udostępniony za darmo przez wydawcę), odpal, stwórz postać kobiecą, wejdź do panelu ekwipunku, ściągnij z modelu koszulę i już, widać cycki. Czy to dla większego realizmu? Trudno powiedzieć. Zresztą w kolejnych grach z tej serii ten “ficzer” i tak został usunięty, bo po zdjęciu szmatek postacie pozostają w bieliźnie (której nigdy nie zmieniają?).

żeby nie być gołosłownym

Albo wystarczy przejść się ulicami jednego z miast w tej grze, by zobaczyć modele żeńskich NPC napompowane niczym niektóre gwiazdy porno. Albo wejdź sobie do jakiejś świątyni, i nawet nie musisz się zbyt mocno zagłębiać w TES lore i szukać świątyni Dibelli, by zobaczyć skąpo odziane, tańcujące panny bądź takie kompletnie rozebrane, bez konkretnego powodu (może praktykują cnotę ubóstwa). Zresztą wspomniana bogini w tej grze pojawia się topless, no bo jak inaczej, a posągi przedstawiające ją w stanie częściowego bądź całkowitego negliżu przetrwały aż do grzecznego Skyrima. Co z Daggerfalla nie przetrwało to “The Real Barenziah”, a przynajmniej pewien rozdział (trzeci, bo w Daggerfallu ta biografia jest podzielona na dziesięć tomów) biografii tej królowej, gdzie opisana jest jej publiczna, seksualna eskapada z Khajiitem (“his penis had tiny little barbs on it”).

“i od suchości pochwy uchroń nas Pani”

Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić jaki to wszystko w grze ma sens. Z jednej strony jest to zwykły fapbait tworzony przez virgin nerds dla podobnej im grupy odbiorców. Z drugiej są tu ciekawe elementy kreacji świata, w którym ludzie nie są sterylni i wyprani z popędu seksualnego i ten aspekt natury jest również ujęty w panteonie Ośmiu (lub Dziewięciu, zależnie od poglądów, he he). Jak wspominałem wcześniej, wiele elementów poszło pod nóż cenzorski jeszcze w Morrowindzie, ale na przykład Dibella przetrwała bez większych problemów…

I jeszcze jedno spostrzeżenie – w latach 90. kupowałem i czytałem prawie każde czasopismo o grach (z takimi wyjątkami jak CD Action i PSX Extreme – i tylko te przetrwały do dzisiaj…), gdzie Daggerfall był bogato opisywany i nie pamiętam, żeby choć w jednym było choćby wspomnienie o obecnej w tej grze goliźnie…

Larry (seria)

Cytując klasyka: “gdybyś miał możliwość animowania ludzików na ekranie komputera, to pewnie najpierw by pobiegali sobie trochę, potem stworzyłbyś sceny groteskowej przemocy, a potem pokazał, jak te ludziki się ruchają”. Seria gier o Larrym narodziła się właśnie z tego typu niespecjalnie ambitnych pobudek, a konkretniej z chęci dorobienia grafiki do Sotfporn Adventure, o której wspominałem kiedyś, dawno temu przy okazji tekstu King’s Quest (o tym kiedy indziej). Al Lowe wraz z innymi stworzył z tego pomysłu komediową przygodówkę z głupawym humorem; bo oto łysiejący, karłowaty nieudacznik wybiera się do Las Vegas celem dokonywania licznych aktów kopulacji z napotkanymi atrakcyjnymi kobietami! Niestety, oczywiście, sprawy nie idą tak gładko (ha!) jak sobie członek (double ha!) naszego klubu nieudaczników wymarzył. Różne złe przygody spotykające napalonego Larry’ego są lokomotywą ciągnącą za sobą cały wózek gagów i zagadek do rozwiązania, które doprowadziły serię do szczytowania (no dobra) wraz z częścią siódmą. Potem wszystko się posypało, Sierrę wykupiło Vivendi i wydało zabawną inaczej Magna Cum Laude, czyli grę kierowaną po pierwsze na konsole, po drugie do odbiorców filmów typu American Pie, po trzecie z raczej niemieckim poczuciem humoru.

odpowiedź została wykrzyczana bez niepotrzebnego podniecenia

Dlaczego to mówię – seria przez większość odsłon jest raczej stonowana jeśli chodzi o pokazywanie golizny, mimo oczywiście frywolnej tematyki. Golizny jest już nieco więcej w Love for Sail, które zresztą doczekało się niezłej polskiej wersji: głosu Larry’emu użyczył Jerzy Stuhr (“bardzo śmieszne panowie programiści”), a Pani Kapitan to Katarzyna Figura. Generalnie pierwsze gry nie atakują cię wyskakującymi cyckami, bo i możliwości graficzne średnio na tego typu ekscesy pozwalały i w grach chodziło raczej o humor – i w przypadku pierwszych trzech odsłon sprzedawanie poradników dla osób, które zacięły się na kolejnej absurdalnej zagadce, jak to u Sierry. Części czwartej po prostu nie było (dłuższy żart, wymagający ogólnego opisu fabuły gier), części piąta i szósta już przeszły na graficzne menu (jak King’s Quest VI), a część VII przeszła na konwencję filmu animowanego, jak King’s Quest VII. Kolejna gra z tego cyklu, czyli robione już przez innego developera i na innych zasadach Magna Cum Laude to niespecjalnie wiadomo czym w ogóle jest, a ostatnia jak na razie gra: Box Office Bust to jest dramat, gdzie nie ma ani humoru, ani golizny.

panna z Magna Cum Laude

Z klasycznych części najwięcej bimbałków jest do obejrzenia w części siódmej, gdzie bez specjalnego wysiłku można obejrzeć walory paru panien, a dodatkowo za zebranie jakiejś tam ilości ukrytych śmieci (a konkretniej: trzydziestu dwóch wibratorów… kto rozsiał tyle tego po statku? i czy podnoszenie ich jest higieniczne?) jest softcore scenka z Larrym i Panią Kapitan. Magna Cum Laude, choć ma zasłużoną opinię gry co najwyżej przeciętnej i na pewno nudnej do grania, to jednak panny ma ciekawe (grze również towarzyszyły zdjęcia modelek, którym nadano imiona tych z gry), a w wersji nieocenzurowanej nawet dowiesz się, jaką fryzurę sobie zafundowały na szlachetnym łonie. Czy coś takiego w serii z Larrym jest potrzebne? Według mnie jak najbardziej nie, bo do tej pory Larry radził sobie znakomicie bez nadmiarów golizny i udało się tej serii uniknąć łatki “pornosa” czy “fapbaitu” i stanowiła pewny punkt wśród morza przygodówek, głównie dzięki charakterystycznemu poczuciu humoru.

Mały update: od czasu napisania tego tekstu wyszła kolejna część: Wet Dreams Don’t Dry. Osobiście jeszcze nie grałem, choć ogólne opinie zdają się skłaniać ku „może być”, czy też raczej „kann sein”, bo gra wyszła z niemieckiego studia, stąd – z powodu bariery językowej i różnic kulturowych – nie jest to taki Larry, jak to drzewiej bywało. Ale tragicznie też nie jest i gra wydaje się bardziej przesuwać w stronę humoru (jakości różnej), niż pornografii.

„na przysyłane zdjęcia penisów odpowiadam zdjęciami własnego ( ͡° ͜ʖ ͡°)”

Wizardry 8

Witam witam w kolejnym fragmencie wpisu o cyckach w grach wideo. Wizardry 8 należy do jednej z trzech serii-filarów – obok Ultimy i Might & Magic – komputerowych gier rpg, które mają pewną cechę wspólną: w obecnych czasach te filary leżą strzaskane i zarośnięte zielskiem, z nikłą nadzieją na powrót do dawnej chwały. Seria Wizardry, po urodzeniu czegoś takiego jak Wizardry 4: Return of Werdna (które jest prawdopodobnie najtrudniejszą grą crpg w ogóle, mniej więcej stawiając gracza w położeniu grupy randomowych potworów, które mają walczyć z grupą przypakowanych herosów) powróciło z czymś ciekawym w Wizardry VI. I już tam atakowały nas syreny, zielone wampirzyce, a nawet amazonki – a że wszystkie wymienione grasowały topless, to widać było, że akurat tam amazonki mają obydwie piersi.

ta banda imbecyli

Bitmapowe, pikselowe cycki chyba mało kogo ruszały, a wraz ósmą – i, jak się okazało, ostatnią częścią cyklu – nastąpiła pewna eskalacja, jakby spotykanie dziwacznych ras w tym zderzeniu konwencji fantasy i sci-fi i toczenie co parę kroków trwających po kilka(naście) minut walk nie wystarczyło. Bo oto pod koniec gry spotykamy “boginię” rasy Rapax, czyli Al-Sedexus, a tak naprawdę demona, czy też demonicę – co wyraźnie widać, bo nasza gospodyni chodzi topless. Jakby zdając sobie sprawę, że jej low-poly cycki nie tylko nie przebiją tych Lary Croft, ale nawet nie pozwolą na załapanie się do taga “nudity” na Steam, wybiera sobie jednego z człon…ków naszej drużyny i odbywa z nim dość intensywny stosunek płciowy, co samodzielnie sprawdził (link 18+) proszący o zachowanie anonimowości kolega Rankin, który nadał swojego nicka również jednej z postaci w swoim teamie. Owoc tej współpracy dorósł wcale szybko, bo dosłownie po paru dniach czasu gry przyjdzie nam walczyć z dorosłą (i akurat już ubraną) następczynią demonicy, imieniem Al-Rankin…

Sama gra ma mocno cycate modele żeńskie i parę innych stworów też jest topless (pamiętam przede wszystkim wróżki), ale jednak akcja z Al-Sedexus najlepiej pasuje do tematyki tego wpisu. Co ciekawe, screeny z nią pojawiły się nawet w jakimś polskim czasopiśmie przy okazji recenzji gry, ale nie pamiętam, czy było to CD-Action czy Click. Ale i tak trzeba było trochę się przyjrzeć, żeby rozpoznać, z czym mamy do czynienia. Chyba żaden recenzent nie dotarł tak daleko (może przez wadliwe spolszczenie, które bez patcha uniemożliwiało ukończenie gry, he he) by przeżyć (lub nie) spotkanie z Al-Sedexus, albo po prostu nikomu nie przyszło na myśl, by robić z tego aferę; poza tym jest to raczej dobrze wkomponowane w konwencję gry i nie razi jakimś wymuszonym gówniarstwem i tym podobną dziecinadą.

God of War

A ostatnie słowa użyte przy okazji wcześniejszej gry prostą drogą prowadzą nas do Bóg of Wojna! No dobra, nie chcę jeździć po tej słynnej grze za specjalnie, bo i gra się przyjemnie, i aspekty technologiczne są olśniewające. Gra robi też dobrą robotę w przekazywaniu stanu permanentnego wkurwienia głównego bohatera, Kratosa, do umysłu gracza – gdy walczysz z meduzami, to musisz energicznie wykonać kółko na padzie, żeby ukręcić bestii łeb, a bodaj w części drugiej finisher na jednym z (mid?)bossów to intensywne naciskanie przycisku, żeby rozwalić pewnemu panu łeb skrzydłem drzwi i tak dalej. Podobne ruchy zresztą trzeba wykonywać, gdy Kratos dorwie się do chętnych, cycatych panien – w prawie każdej grze z tej serii jest ta “mini-gierka”, gdzie kamera odwraca się od akcji i koncentruje na jakimś obiekcie typu waza albo posążek, w tle słyszymy jęki i trzeszczące łóżko, a całość kończy się obfitym deszczem… czerwonych orbów do zebrania.

Zresztą to nie jedyne przykłady golizny: różne maszkary miewają swoje napuchłe i nierzadko nadgniłe już cyce na wierzchu, cyklopom przepaski biodrowe nie wszystko zasłaniają, a i ubranie Oracle jest mocno prześwitujące… Z jednej strony fajnie, że nie mamy do czynienia z kolejnym ugrzecznionym mitem, bo tak w antycznej Grecji, jak i starożytnym Rzymie działo się wiele i niekoniecznie przyjemnie dla wszystkich uwikłanych; z drugiej jak myślę o tym teraz, po kilkunastu latach od pogrania w God of War 1 i 2 na PS2 nie mogę się oprzeć wnioskowi “jaka to dziecinada”. Wyobrażam sobie jak jeden designer mówi do drugiego: “i wiesz co? dajmy DUŻO krwi! i niech wrzuci tego legionistę na kolce, to będzie zajebiste xD hy hy! o i jeszcze cycki”.

“a teraz rozwiążemy nasze spory ROZMOWĄ”

Tak więc sam nie wiem – z jednej strony wszystkie te groteskowe i mało ambitne akcje pasują do gry, tworzą spójną i sprawnie zrealizowaną koncepcję, a samo God of War jest grą, w którą przyjemnie pograć. Z drugiej strony, jeśli włączyć mózg i zastanowić się nad tym wszystkim, to jedyna ochota, jaka mi przychodzi po obejrzeniu scenki z kolejnymi plastikowymi laluniami rozkładającymi nogi przed Kratosem, to na żartowanie sobie z tej gry.

że też ludziom się chce

Niemniej God of War w epoce przed odsłoną na PS4 epatuje przede wszystkim przemocą, świetną oprawą wizualną i wyglądającymi epicko starciami z bossami, że mało komu zostanie jeszcze na tyle siły, by gorszyć się golizną, która – jak wspominałem – do tej gry na swój mało wyrafinowany sposób pasuje.

Wiedźmin

A na koniec seria gier, która z braku wyrafinowania wyciągnęła wnioski i ewoluowała – nasz rodzimy Wiedźmin (w nawiązaniu do niesławnej wypowiedzi p. Sapkowskiego o graczach inny klasyk: “inteligencja – wypierdalać!” “nie wiem jak państwo, ale ja wypierdalam”)!

W książkach kobiety ochoczo współżyją płciowo z Geraltem. Nie tylko Yennefer (nie obchodzi mnie twój pieprzony jednorożec, zboczona suko), ale też wiele, wiele innych – konsekwencji nie ma, bo wiedźmini są bezpłodni, a seks z nimi podobno oferuje niezwykłe doznania. A że w książkach fantasy każda młoda kobieta, choćby nie wiem jak się zapierała, jest opętaną seksem zdzirą (co, jak wszyscy wiemy, nie ma żadnego odniesienia do świata rzeczywistego!), to i przygód do zaliczenia jest mnóstwo.

romanse z Shani i Triss wykluczają się wzajemnie; ot, życie

Gra “Wiedźmin” rodziła się w potężnych bólach, była olbrzymim ryzykiem i przyciągała ludzi, którzy do tej pory z tworzeniem gier nie mieli wiele wspólnego i mało co na ten temat wiedzieli, ale jedno jest pewne – chciało im się zrobić grę o Wiedźminie. Moja złośliwa hipoteza jest taka, że zakończenie pięcioksięgu było tak rozczarowujące i tak zbulwersowało niektórych czytelników, że postanowili stworzyć własny ciąg dalszy. Brawo, udało wam się – choć pierwszy “Wiedźmin” ma mnóstwo rażących wad i miejscami sprawia wrażenie bycia polepionym z naprawdę różnych pomysłów, to klimat ma cudowny i głęboko zapadła mi ta gra w pamięć. Dodatkowo twórcy nie starali się nic ugrzeczniać, bo to nie serial produkcji TVP – są bluzgi, jest szlachtowanie maszkar, no i są gołe baby. Uniknięto – albo nie chciano – zabawiać się krępującymi animacjami modeli 3D (choć na przykład takie driady latają po lesie nago jak je Natura stworzyła i widać, że te modele są niczego sobie), tak więc element “zaliczania” potraktowano może nieco zbyt dosłownie, bo w postaci kart. Po intymnym spotkaniu z daną niewiastą pojawia się w naszej kolekcji karta, ukazująca interlokutorkę w stanie częściowego lub kompletnego negliżu (ciekawostka: w jednym z modów do gry Geralt upija się tak mocno, że urywa mu się film i po tym zdarzeniu w naszej kolekcji pojawia się karta z dość obleśnym facetem…). Zgodnie ze słynnym hasłem “złap je wszystkie” postawiłem sobie za cel zebrać maksymalnie dużo kart i chyba się udało – choć pamiętam, że w jednym przypadku musiałem wczytać jakiegoś sejwa i powtórzyć jakieś półtora godziny gry, ale już nie pamiętam dokładnie z jakiego powodu. No ale dobra, panny zostały zaliczone, gra odniosła jakiś tam sukces i przyszedł czas na część drugą, a tam…?

to chyba moja ulubiona karta z pierwszego „Wiedźmina”

Uwaga uwaga, rzadki przykład samokrytyki w czymkolwiek, gdziekolwiek: twórcy gry sami przyznali, że ten mechanizm był “gówniarski”. Nie przeczę – bardzo fajny i zabawny, ale na poziomie wymieniania się numerami “Twojego Weekendu” w technikum. I w drugiej części, i zapewne również trzeciej (w której z powodu zbyt słabej konfiguracji komputera niestety nie zaszedłem zbyt daleko) CD Projekt RED zrobił już scenki animowane, portretujące zbliżenia Geralta i napotkanych niewiast. Są to scenki softcore, tak więc zobaczysz goliznę, a nie tekstylne mizianie się, jak w grach Bioware. Dodatkowo są wplecione w fabułę, a nie jak w części pierwszej końskie zaloty do mleczarki: “chodź ruchamy się za młynem” “lol ok”.

Tak naprawdę to sceny erotyczne z Wiedźmina 2 i 3 to ukoronowanie mojego wpisu: stanowią integralną część gry, nie są dla taniej sensacji, nie rażą (według mnie) wulgarnością czy gówniarstwem, no i widać gołe cycki, bo twórca gry nie spękał przed znaczkiem 18+. Brawa dla tych ludzi.

“no to liczymy”

BONUS !! BONUS !! BONUS

Albion

Jak ktoś oglądał “Avatara”, to dla niego założenia fabuły “Albionu” powinny być znane, choć rzecz jasna ta gra wyszła kilkanaście lat wcześniej niż słynny film. Generalnie na planecie zamieszkałej między innymi przez humanoidalne koty (Iskai) lądują ludzie opuszczający swój statek kosmiczny. Nasi bohaterowie próbują się odnaleźć w nowej rzeczywistości i rzecz jasna wyruszają w podróż, gdzie towarzyszą im autochtoni, Sira i Drirr. Drirr to wojownik, natomiast Sira to jedna z pierwszych istot, jakie zobaczymy na nowym świecie… Ona ma cztery cycki. Z przyczyn nieznanych prawy górny i lewy dolny ma zakryte, ale pozostałe dwa dyndają na świeżym powietrzu i dla reszty natywnych mieszkańców tego świata jest to kompletnie normalne i nikt nie goni jej z krzyżykiem i nie dzwoni na milicję. A nawet dla tych nie-natywnych, bo spotykamy również osady ludzkie, stan częściowego negliżu Siry jest perfekcyjnie normalny

screenshot i komentarz pochodzą z serwisu MobyGames

W każdym razie w tej grze mamy przykład cycków w zupełnie obcej kulturze, które szczerze mówiąc traktowałem tak samo, jak w filmie dokumentalnym o afrykańskiej wiosce czy o jakimś plemieniu Indian zaszytych gdzieś w Ameryce Południowej – jak najnormalniejszą w świecie rzecz, a nie sekret wydzielany w ograniczonych ilościach. I stąd ciekawy wniosek: najwyraźniej nawet cycków może być za dużo naraz… A może w tym wszystkim chodzi po prostu o kontekst? Temat zostawiam do przemyślenia P.T. Czytelnikowi, dziękuję za uwagę i zapraszam do lektury tak i potencjalnego następnego wpisu, jak i moich wcześniejszych.

MSaint

MSaint

Łatwo osądzać, trudniej zrozumieć.

Może Cię również zainteresować: