Oddworld: Stranger's Wrath HD
Home KonsoleNS Oddworld: Stranger’s Wrath HD

Oddworld: Stranger’s Wrath HD

by Chrno

Jedną z moich ulubionych serii gier wideo jest seria Oddworld. Gdybym piętnaście lat temu zapytał sam siebie, czy jeszcze zobaczę nową odsłonę, to bym w to nie uwierzył. Życie potrafi nieraz zaskoczyć, tym bardziej, że Pstryczek dorobił się w tym roku aż trzech oldschoolowych odsłon. Jedną z nich jest Oddworld: Stranger’s Wrath HD.


Czym jest więc seria Oddworld? Zacznijmy od tego, że wydarzenia w serii rozgrywają się na wyżej wymienionej planecie: Oddworld, która w przeciwieństwie do naszej, głównie składa się z lądu. Jak na razie akcja wszystkich gier dzieje się na jednym z kilku kontynentów: Mudos, który jest nam bliższy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Każda część porusza pewne kwestie dotyczące zanieczyszczenia planety odpadami przez kapitalistyczne korporacje, bezdusznych pracodawców wykorzystujących swoich pracowników do granic możliwości (często będącymi niewolnikami). Do tego ubój zagrożonych gatunków, rasizm czy nadmierne zużycie surowców (tych odnawialnych jak i nieodnawialnych) to chleb powszedni tej serii. Główne odsłony śledzą losy Abe’a Mudokona, jednak tym razem przywitaliśmy nowego bohatera: Stranger (tłum. ang. obcy, nieznajomy) bo o nim mowa żyję w rejonie (przyp. Zachodnie Mudos), który bardzo przypomina czasy dzikiego zachodu w jakże jeszcze dzikich Stanach. Dodajmy parę akcentów w postaci bycia małomównym mrukiem, paraniem się zawodu łowcy głów, noszącego ponczo oraz kowbojski kapelusz, a wychodzi nam niezły Spaghetti Western z Clintem Eastwoodem w roli głównej. Tak więc, nasz małomówny bohater potrzebuje zebrać trochę siana na operację, która ma uratować mu życie, a my mu w tym pomożemy, przy okazji ratując lokalne społeczności przed oprychami i zgubą. Kto wie, może poznamy również niewygodną prawdę o świecie i odkryjemy samych siebie na nowo?

Historia historią, ale bez dobrego kawałka gameplayu gra nie będzie grą tylko filmem. Oddworld: Stranger’s Wrath jest i w tym zakresie odrobinę wyjątkowy. Jest to przygodowa gra akcji z pierwszej jak i trzeciej osoby. Tytuł śmiało sięga po sprawdzone schematy, ale nie boi się tchnąć w parę miejsc odrobinę świeżości. Grając zza pleców przemierzamy jakże ten dziki i niebezpieczny świat ratując lokalną społeczność przed oprychami lub dziką zwierzyną, mającą chrapkę na pseudo kuro-kaczki (lub jak kto woli Clakkerz). Aby jednak skopać trochę tyłków, musimy przeskoczyć w tryb pierwszej osoby, dzięki czemu możemy skorzystać z jedynej dostępnej Strangerowi broni — kuszy. Oczywiście zaraz ktoś pomyśli, że jedna broń to trochę za mało, aby określić potyczki ciekawymi. Twórcy na szczęście pomyśleli i o tym, albowiem podczas naszych wędrówek przez świat możemy napotkać trochę „żywej amunicji”, a dokładniej trochę lokalnej fauny w postaci wszelakich dziwnych gryzoni, owadów i bliżej nieokreślonych małych, słodkich mięsożerców, którzy chętnie wgryzą się w poślady naszych przeciwników. Choć w teorii wydaje się to „dziwne” (hłe hłe) tak w praktyce, to strzał w dziesiątkę. Stranger’s Wrath to jeden z pierwszych tytułów, który swego czasu wykorzystywał triggery w padzie od Xboxa do konkretnych czynności, aniżeli tylko gaz i hamulec w wyścigach. Kusza z której korzystamy może pomieścić dwa różne rodzaje amunicji na raz. Od nas i od sytuacji w której się znajdujemy, możemy wybrać co potrzeba na daną chwilę, a jest w czym przebierać. Od prostych naelektryzowanych much robiących za podstawową amunicję do ataku i obrony, poprzez dezorientująco-irytujące wiewióry/skunksy (koniecznie trzeba posłuchać ich gadek, gdy siedzą na kuszy), pająki obezwładniające ofiarę czy na bombowych gackach lub futrzastych Fuzzlesach z wielkimi zębiskami kończąc (choć dla mnie są urocze). Do tego później każdą „żywą amunicję” można kupić lub złapać w ulepszonej i bardziej zwariowanej formie. Tytuł co chwilę zachęca abyśmy eksperymentowali z naszą amunicją, albowiem od poziomu Normal wzwyż gra do prostych nie należy.

Jako, że gra powstała z myślą o oryginalnym X’ie to i trzyma się jeszcze zasad mechaniki gry z tamtych lat (a dokładniej mowa o roku 2005). Przemierzamy więc świat od miasteczka do miasteczka, podejmując się zadania złapania znanych oprychów: „żywych lub martwych”. Za żywych dostaniemy znacznie więcej kasy, ale jednocześnie trudniej jest tego dokonać. W zamian w lokalnych „Saloonach” możemy liczyć na nowe modyfikacje do kuszy, lepszy pancerz czy podniesienie siły naszych fizycznych ataków (walnięcie oprycha z bańki z natychmiastowym nokautem zawsze bawi) jednocześnie popychamy fabułę do przodu, a trzeba przyznać, że z każdą godziną robi się coraz ciekawiej. Przy okazji zwiedzimy trochę przedziwnego świata, mamy tutaj: różne farmy, mokradła, prerie, kaniony, ruiny starych cywilizacji. Każda z lokacji stara się wyróżnić na tle innych przykuwając naszą uwagę czymś nowym lub innym i pomimo tego, że tytuł jest z grubsza liniowy, tak na nudę i odrobinę czarnego angielskiego humoru na pewno narzekać nie można.

A jak ten jakże dziwny dziki zachód wygląda na Pstryczku? Wersja na Switcha to także edycja HD wywodząca się z PS3, czyli mamy poprawione modele postaci, obiektów, lepsze tekstury plus wyższa rozdziałka i więcej klatek. Jednakże na platformie Nintendo mamy upgrade do 1080p i 60 klatek, zaś przenośnie rozdzielczość spada do 720p. Twórcy pokusili się jednak o parę usprawnień „Quality of Life” i zaczynając od możliwość przełączania UI pomiędzy wersją z 2015 a 2019 r. możemy ustawić czułość celowania, poruszania się czy włączenia żyroskopów w padzie co znacząco poprawia celność nawet z dużej odległości. Do tego możemy wybrać pomiędzy dwoma trybami Anty Alliasingu: FXAA lub MSAA (opcję tą można nawet całkowicie wyłączyć). Różnic tutaj tłumaczyć za bardzo nie chcę, dlatego chętnie odsyłam do filmiku od chłopaków z Digital Foundry na YT. Dodam tylko, że sam zgadzam się z decyzją iż najlepiej wybrać FXAA podczas grania na TV, zaś MSAA podczas przenośnej partyjki (wówczas jakość obrazu jest lepsza, a framerate nie dostaje po tyłku). Do tego małą wisienką na torcie jest poprawiony system cieni, który naturalnie pada na trawę i inne obiekty, a nie zwyczajnie przez nie przechodzi padając jedynie na podłoże. Szkoda, że Switch niestety nie jest perfekcyjną wersją HD, albowiem filtrowanie tekstur jest o dziwo gorsze niż na PS3 i choć nie jest to coś co się da zauważyć tak od razu, tak jednak najbardziej boli wszechobecne ciągłe doczytywanie się lokalnej fauny i flory. Wina tutaj leży rzekomo w przestarzałym silniku oraz w beznadziejnej przepustowości przesyłania danych na Switchu, gdzie wielu deweloperów ma z tym problem. Wielka szkoda, ponieważ gdy znajdziemy się w małych lokacjach i doczytają się wszystkie obiekty i tekstury to tytuł do dziś prezentuje się nad wyraz okazale.

Muzyka z kolei to chyba najmniej zapadające w ucho kompozycje. Instrumentami przewodnimi są gitary akustyczne i basowe, a kompozytor (przyp. Michael Bross) starał się oddać klimat dzikiego zachodu (z lekką nutką odmienności). Czy wpada w ucho? Podczas rozgrywki na pewno miejscówkom nadaje klimatu, a potyczki nie są jałowe, więc zdaje egzamin, lecz nawet krótko po przejściu gry nie byłem w stanie zanucić jakiegokolwiek utworu.

Czy mógłbym się do czegoś przyczepić? AI przeciwników jest nierówne. Są sytuację, gdzie można dostać łomot w mgnieniu oka. Z drugiej strony są momenty, gdzie jest masa przeciwników, a my ich kosimy niczym Rambo.  Sam pomysł na odnawialną energię przy użyciu staminy na ogół się sprawdza, ale przy ostrzejszej wymianie ognia nie ma czasu lub miejsca aby przystanąć i się zregenerować (przydałyby się jakieś alternatywne apteczki). Nie zapominając o tym, że poruszanie się naszym bohaterem wymaga przyzwyczajenia, ponieważ Stranger jest nad wyraz sztywną, ciężką i mało zwinną bestią (aczkolwiek wstawki w grze prezentują odrobinę odmienną postać, ale to jeszcze wina czasów w którym wyszedł oryginał).

Pomimo tych wad to i tak bawiłem się świetnie, Stranger’s Wrath jak cała seria jest bardzo nietuzinkowy i zdecydowanie na rynku nie ma takiej drugiej marki, która bawi ale jednocześnie ma drugie, głębsze dno i daje do myślenia. Seria Oddworld kroczy własną ścieżką i osobiście cieszy mnie, że twórca i ojciec serii, Lorne Lanning nie sprzedał ani studia, ani tym bardziej marki rakowi w branży pod postacią EA, tylko przeczekał ciężkie czasy, dzięki czemu obecnie czekamy na Oddworld Soulstorm. Serdecznie polecam. Stay Odd!

Oddworld: Stranger's Wrath

 

Polecamy również

Nynek to koci pupil Cross-Play. Stronka korzysta z whiskasa, czy nakarmisz Nynka? Nakarm Nynka Przeczytaj więcej o polityce prywatności