O tym, że tylko jedno może nas ocalić – medytacje nad Nier: Automata

Share

Słyszeliście o tragedii króla Syzyfa? To historia, o której nauczyciele w szkole z pewnością wam opowiedzieli. Człowiek skazany na pracę bez sensu, na życie bez nadziei na sukces, bez perspektyw na osiągnięcie celu.  Ale moment… mieliśmy mówić o grach… W miejsce brodatego Greka podstawcie więc gotycką animu dziewczynkę i wyobraźcie sobie, że wielki głaz to w rzeczywistości jeszcze większy robot, który strzela na dodatek kolorowymi kulkami.  Przygotujcie chusteczki na otarcie łez, bo dzisiaj pochylimy się nad tragicznym losem androidów (i może nas samych też?) z NieR: Automata.


Achtung! Warning! Pozor! Attention! Chūi! Varúð! Produkt zawiera śladowe ilości mało śmiesznych żartów oraz skoncentrowaną dawkę spoilerów z gry NieR: Automata. Jeżeli posiadasz uczulenie na któryś z tych składników, spożycie może grozić śmiercią. Odradzam w takim wypadku dalszą konsumpcję. Chociaż pewnie będziesz żałował.

Mam wrażenie, że pytanie “Jaki jest sens życia?” z jednej strony nabrało pompatycznego wydźwięku, a z drugiej, że jednak nie traktujemy go zbyt poważnie. Stało się synonimem na bełkotliwe rozmowy toczone późnymi nocami przy trunkach mocniejszych niż mleko 3%. Jeżeli się jednak zastanowić nad nim trochę dłużej, to dojdzie się do wniosku, że odpowiedź na to pytanie jest kluczową sprawą dla życia każdego człowieka i nie można od niego uciec, jeżeli chce się żyć szczęśliwie.

Skoro szczyt truizmu został już wyznaczony, to pora na odrobinę kontrowersji. NieR: Automata pod względem rozgrywki było grą … męczącą. O ile jednak kwestie mechanik, konstrukcji świata i poziomów oraz schematu zabawy to kwestie na osobne teksty, to muszę przyznać, że kiedy już grę ukończyłem, to nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że pod względem przesłania jest to jedna z najgłębszych, o ile nie najgłębsza, z gier w jakie miałem okazję zagrać (sorry Geralt, 2B jednak wygrywa).

I feel like I’m losing hope

Wróćmy do wspomnianego wcześniej Syzyfa. Musi w ramach kary od bogów wtoczyć na górę duży kamień. Przy samym szczycie głaz jednak mu się wymyka i spada na sam dół. Syzyf schodzi, zaczyna wtaczać kamulec ponownie, lecz ten znowu pod sam koniec wymyka się z jego rąk. I tak ad infinitum. Na czym polega kara Syzyfa? Właśnie na tym, że jego działanie nie ma sensu. Pozornie ma wyznaczony pewien cel – wtoczyć kamień na górę – ale w praktyce jego zadanie nigdy nie zostanie wykonane. I on sobie prędzej czy później zdał z tego sprawę. Skazany został na wieczne niespełnienie. Warto przy tej okazji wspomnieć o przyczynie kary. Otóż Syzyf odwlekał nieustannie swoją śmierć, ciągle wyszukiwał nowe sposoby na to, żeby móc żyć dłużej. Syzyfowy wyrok wydaje się być zatem adekwatny do przewinienia – nie chciał końca, no to dostał taką pracę, gdzie tego końca nigdy nie będzie.

Filozofowie rozmaicie próbowali opisać zasady rządzące światem, to w jaki sposób rzeczywistość jest urządzona. Na potrzebę zrozumienia przesłania płynącego z NieR, pomocna wydaje się być metafizyka płynąca z tradycji artystotelesowsko-tomistycznej. Jeżeli spojrzeć by na architekturę świata zaproponowaną przez ten nurt, to dostrzec można, że jedną z fundamentalnych dynamik kosmosu jest przejście od tzn. możności do aktu. Świat pełen jest potencjału, “ziarenek”, które chcą wykiełkować. Doskonałość danego bytu polega na realizacji jego istoty, czyli na tym, żeby zaktualizować możliwości, które w nim są. Na poziomie psychologicznym można za to powiedzieć, że człowiek posiada różne pragnienia i potrzeby, które domagają się zaspokojenia, w związku z niespełnieniem których odczuwa się natomiast dyskomfort czy nawet ból. Jesteśmy w pewnym sensie zaprogramowani na to, żeby realizować cele. Wszystko to co robimy musi się wpisywać w tę celowościową strukturę działania, tzn. musi być po coś, do czegoś prowadzić. Takie pojmowanie rzeczywistości skutki ma rozmaite. Jedną z konsekwencji jaką się wysuwa na tej podstawie jest np. konieczność istnienia Absolutu. Jak pisze Leszek Kołakowski, “każdy z pięciu argumentów św. Tomasza z Akwinu ma pokazać, że świat, jaki znamy z doświadczenia, potrzebuje przyczyny i celu; będąc niedoskonałym i samoniewystarczalnym, domaga się Bytu doskonałego i koniecznego” (Horror metaphysicus).

Równocześnie człowiek jest o tyle dziwnym stworzeniem, że potrafi działać wbrew swojej naturze. Będąc w dodatku w pełni tego świadomym. Ludzie potrafią wykonywać jakieś działanie pomimo tego, że nie widzą w nim sensu. Odczuwają oczywiście z tego powodu smutek, frustrację czy gniew, ale równocześnie nic z tym nie zrobią. Za trwaniem w bezsensownym działaniu stoją rzecz jasna określone przyczyny (Wygoda? Lęk? Chęć zaspokojenia jakiś potrzeb?), nie zmienia to jednak faktu, że taki układ jest dysfunkcyjny, bo nasz byt jest nastawiony na to, że to co robimy musi być sensowne. Takie życie będzie wiązać się nieustannym bólem istnienia.

Tell me god, are you punishing me?

Główni bohaterowie NieR:Automata to androidy 2B i 9S. Należą one do organizacji zwanej YoRHa, która to stanowi zbrojne ramię ludzkości w wojnie przeciwko maszynom, które przejęły kontrolę nad Ziemią. Sensem ich istnienia jest walka, do tego celu zostały stworzone. Mają żyć i umierać za ludzki gatunek, którego niedobitki mieszkają na Księżycu. Ich oponenci, którzy także zostali zbudowani, aby być bronią, tyle, że ich twórcami są kosmici. I tak nasze pocieszne anime robociki mordują się nawzajem z nadzieją, że któregoś dnia ich strona ostatecznie pokona przeciwnika i … W tym miejscu sprawy się komplikują, bo tak naprawdę okazuje się, że w tej wojnie to wcale nie chodzi o zwycięstwo. Tylko, że to tajemnica, o której zwykłe pionki nic nie wiedzą.

Warto najpierw przyjrzeć się maszynom zamieszkującym ziemie. Ich naczelna sztuczna inteligencja doszła do wniosku, że jeżeli celem istnienia robotów jest walka z ludzkością, to jeżeli ją zniszczą… to nie będą mogli walczyć z ludzkością. Programy nie lubią dostawać nulla, więc A.I. postanowiło, że nie można dopuścić do sytuacji pokonania wroga. Trzeba sabotować własne poczynania. Roboty w związku z tym zaczęły przejawiać działania, które z punktu widzenia realizacji celu nie miały sensu, np. wytworzyła się grupa robotów pacyfistów. A.I. robotów słusznie doszło do wniosku, że po eksterminacji ludzkości nie będą dalej do niczego potrzebne. Zrealizują cel swojego istnienia, więc mogą się wyłączyć. Mamy zatem Syzyfa, który w momencie, gdy widzi, że zaraz wtoczy kamień na szczyt, sam go upuszcza. Tylko dlaczego to robi? Horror vacui, lęk przed pustką. Mitologiczny Syzyf bał się końca, odwlekał go jak tylko mógł, bo trwogę wzbudzało w nim niepewność tego co będzie dalej. Albo jeszcze inaczej, obawiał się, że nie będzie niczego. A skoro nie wiem co będzie potem, to może lepiej zostać w tym co jest?

Nutki absurdu w postępowaniu tak maszyn, jak i androidów YoRhy dodaje fakt, że ich misje nie mają już sensu. Okazuje się bowiem, że wyginęła zarówno ludzkość, jak i kosmici. Naczelnym zadaniem YoRhy było walczyć z maszynami na chwalę ludzkości, ażeby obronić ją przed zagładą i odbić dla niej Ziemię. Wojna, będąca sensem istnienia androidów, nie stanowiła celu sama w sobie, lecz jej sensowność była ugruntowana w innych wartościach. Stanowiła krok pośredni do realizacji innych celów. Analogiczna sytuacja występuje w przypadku maszyn kosmitów. Cały konflikt znajdował swoje usprawiedliwienie w szerszej konstrukcji sensów, dla której fundamentem było jednak istnienie ludzkości i kosmitów. W sytuacji, gdy jedni i drudzy wyginęli, konstrukcja legła w gruzie. Rzeczywiście można zatem powiedzieć, że naszym elektronicznym przyjaciołom zawalił się cały świat.

YoRha jednak walczy dalej, mimo, że dowództwo zdaje sobie sprawę, że to nie ma sensu. Ukrywa jednak tę informację przed szeregowymi żołnierzami, ponieważ wie, że wtedy się załamią, że stracą wolę walki. Przełożeni androidów uznają, że lepszym rozwiązaniem jest kłamstwo. W tym wypadku także widać lęk przed pustką. Równocześnie sytuacja androidów z YoRhy pokazuje, że dla funkcjonowania jednostki liczy się nie tyle obiektywna sensowność działania i ich rzeczywista skuteczność, co subiektywne przekonanie o tym, że to co robi ma sens. Dlatego kłamstwo wydaje się tak kuszącą opcją. Sposób w jaki postrzegamy rzeczywistość jest bardziej podatny na zniekształcenia niż sama rzeczywistość, łatwiej jest sobie coś wmówić po to, aby ocalić poczucie sensowności, niż skonfrontować się z twardą prawdą faktów.

Kojarzycie przypadek wiecznego studenta? Kończy jedne studia, zaczyna drugie, inne porzuca. Nie może się jednak zdecydować na krok dalej. Rzeczywistość uczelnianą zna, wie jakie prawa nią rządzą, całe życie zdobywał wiedzę, realizował cele z tym związane. Polegał też na tym, że ktoś inny organizuje mu wszystko. Ukazuje się tutaj także problem odpowiedzialności. W tym wypadku chodzi o podjęcie odpowiedzialności w kwestii konstytucji sensu swojego życia. Przytoczona sprawa edukacji jest czymś przychodzącym z zewnątrz i “załatwia” nam kwestię tego po co żyjemy i jakie mamy cele na dobre kilkanaście lat. Nie wymaga też zbyt wiele myślenia. Człowiek nie jest zbyt nachalnie zmuszony do konfrontacji z pytaniem po co żyje, co chce robić, jakie ma ambicje. Zakończenie edukacji to jednak ostatni moment, żeby skończyć śmieszkowanie i aby sobie odpowiedzieć w końcu “Jaki jest sens życia?”. Kiedy jednak człowiek nie czuje się na siłach, żeby tej odpowiedzi udzielić, to woli to odwlec. Znalezienie wymówki to już tylko formalność. I nie ważne czy to będzie chodziło o kolejne studia, czy może inne przypadki odwlekania decyzji jak pozostanie w pracy, której się nienawidzi czy trwanie w toksycznym związku.

 

I need you more than ever right now

Can you hear me now?

 

Pewien wąsaty Niemiec ogłosił jakiś czas temu, że Bóg umarł. Abstrahując od całej warstwy gimbo-ateizmu jaka się na tym nabudowała, należy Nietzschemu przyznać, że słusznie zdiagnozował ducha czasów, który się zbliżał. Równocześnie świat NieR: Automaty bardzo dobrze oddaje intencję jaka mu przyświecała w tym sformułowaniu i dosyć plastycznie przedstawia stan ducha istot, które żyją w świecie, gdzie ich “stwórcy odeszli” i to jakie konsekwencje z tego dla nich wynikają. Nihilizm, bo nad tym chcemy się na chwilę pochylić, można, w jednej z jego form, przedstawić jako przekonanie, że obiektywne wartości nie istnieją. Jest to oczywiście dosyć skrótowe ujęcie (Co to znaczy “obiektywne”? Co to znaczy “wartości”? Co to znaczy “istnieją”?), ale lepiej oddać głos Yoko Taro i temu jak on to przedstawił w NieR. (Zabawna ciekawostka: kiedy w czasie zajęć na uniwersytecie padło pytanie o początek zainteresowania filozofią, to ponad połowa studentów odpowiedziała, że zaczęła swoją przygodę z filozofią właśnie od Nietzschego.)

Androidy i maszyny zostały same na świecie. Wiemy jednakże, że mimo tego, że ich stwórcy odeszli, to roboty dalej trzymają się tego, co zostało im wpojone. Dlaczego? Ponieważ zostali postawieni przed koniecznością samodzielnego decydowania o swoim losie, nikt im nie może wskazać kierunku, w którym mają dalej podążać, a nie jest to coś na co są przygotowani. Na czym polega świat, w którym Bóg/bogowie umarli? Człowiek staje osamotniony wobec konieczności uznania jakichś wartości za własne. Nie ma jednak nic pewnego, wszystko jest możliwe, każdy sens jest równy, a równocześnie każdy jest powątpiewalny. Co więcej, nie ma również żadnych obiektywnych kryteriów wyboru.  “Śmierć Boga” to sytuacja, gdy tradycyjne systemy światopoglądowe, które dotychczas były niepodważalne, zachwiały się. Pytanie o sens życia pozostawia nieskończone możliwości odpowiedzi, z których żadna nie wydaje się lepsza czy prawdziwsza od innej. Równocześnie my tego sensu ciągle pragniemy, potrzebujemy go, nie możemy bez niego żyć. Pisze Kołakowski: “Odpowiedź Nietzschego była taka, że pragnienie prawdziwości ponad użyteczność jest tylko jedną z wielu oznak ludzkiej słabości i niezdolności do tego, by polegać na sobie, nieść brzemię samotności, uznać własną wolę za ostateczną podstawę wszystkich naszych przekonań i przyznać, że jesteśmy samo-ugruntowani i że nie chroni nas żaden uniwersalny porządek rzeczy” (Horror metaphysicus). Nihilizm przynosi wątpliwości. My natomiast często jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że ktoś nam narzuca cele, mówi, jak mamy postępować, co robić. Nie jesteśmy nauczeni samodzielności w myśleniu, dlatego też nie wierzymy, że sami jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to najbardziej trywialne z najważniejszych pytań. Mimo wszystko, może postawić tezę, że nihilizm pozwolił dzięki zasianiu wątpliwości na możliwość bardziej świadomego wyboru, niejako zmusił nas do wzięcia odpowiedzialności. Sytuacja, kiedy mamy powiedziane w co wierzyć, co jest dobre, a co złe jest rzecz jasna dla nas prostsza. Światopoglądowy chaos wymaga za to więcej zaangażowania. Coś za coś. Lepsza tyrania wyboru czy spokój prostaczka?

 

It’s like I’m carrying the weight of the world

 

Jedno z wydań NieR nosi bardzo wymowną nazwę, a mianowicie “BECOME AS GODS Edition”. W ogrodzie Eden widzimy sytuację, gdy Bóg znika, a człowiek staje wtedy wobec pokusy, żeby samemu określić co jest dobre a co złe. Ma możliwość zakwestionować porządek dany mu przez Stwórcę. Wystarczy sięgnąć po owoc z drzewa, żeby “stać się jak Bóg”. Nihilizm nie tylko zachęca do wzięcia odpowiedzialności za wyznawane wartości, ale wręcz twierdzi, że można je samemu kreować. Nie jest jedynie tak, że człowiek może wybrać dowolnie z “marketu” wartości. Jeżeli obiektywnych wartości nie ma, to znaczy, że wolno wszystko. Można żyć według tego co się dowolnie uzna za warte. Działalność charytatywna? Ok. Farma kokainy? W porządku. Niewolnictwo? Czemu nie? Jako przykład może posłużyć przykład bohatera “Zbrodni i Kary” Fiodora Dostojewskiego. Raskolnikow zabija starą lichwiarkę, bo uważa sam siebie za kreatora moralności, uznaje, że powszechnie przyjęte zasady moralne, to nie jest coś co go ogranicza (Czy ja właśnie bez ostrzeżenia komuś zaspoilerowałem książkę? No cóż. Skoro piszę o nihilizmie, to nikt mi nie może powiedzieć, że to złe.)

Wiemy, że w sytuacji biblijnej zaproszenie do zerwania owocu z drzewa dobra i zła jest podstępem, to kłamstwo, które ma sprowadzić na ludzi zgubę. Czy to wskazówka od Yoko Taro do interpretacji wizji świata z gry? Może pomysł, że świat został bez Stwórcy i bez sensu to tylko kłamstwo? A może jednak jest to przewrotna zachęta dla robotów, żeby zajęły miejsce przeznaczone dla Boga? Obie te ewentualności wychodzą od wspólnego korzenia – jest nim “ukąszenie” przez węża nihilizmu, sytuacja zwątpienia w sensowność świata i w istnienie obiektywnych kryteriów dobra i zła. To wydarzenie wydaje się być kluczowym do osiągnięcia pewnego rodzaju dojrzałości. Droga do świadomości i wolności prowadzi przez punkt widokowy na rozpadający się (czy aby na pewno?) świat. Androidy musiały przez to przejść, żeby stać się bardziej…ludzkie? Kwestią wtórną jest to, jakie konsekwencje niesie “przebudzenie”. Jedną opcją jest powrót do świata obiektywnych wartości, ale już jako ktoś, kto je wybiera w sposób wolny i odpowiedzialny. Kolejną alternatywną byłyby jakieś formy ateistycznego humanizmu w duchu Camusa lub Sartre’a, czyli świat “pusty”, taki, w którym trzeba żyć pomimo braku sensu i wskazówek dla życia. Można również zostać nadczłowiekiem i całkowicie samemu decydować co jest dobre a co złe. Tylko sądy mogą być nieprzekonane później do argumentacji “na nadczłowieka”.

Pozostaje jeszcze ewentualność, że “BECOME AS GODS” po prostu dobrze wyglądało na pudełku.

 

No matter how hard I pray

Signs of warning still remain

And life has become my enemy

 

 

Victor Frankl w książce “Człowiek w poszukiwaniu sensu” wskazuje na to, że posiadanie sensu było właśnie tym, co pozwoliło mu przeżyć koszmar obozu koncentracyjnego. W jego przypadku chodziło o rzecz tak banalną, jak wydanie pracy naukowej, której nie udało mi się skończyć przed wojną. Pisze również, że ludzie, którzy stracili wiarę, że jest jeszcze po żyć, po prostu się poddawali i ginęli. Po co męczyć się w świecie, skoro nie widzi się powodu, dla którego miałoby się w nim trwać? Jeżeli ludzkie działanie jest zorientowane na cel i nie lubimy robić rzeczy bez sensu, a równocześnie same życie tego sensu nie ma, to wnioski nasuwają się same. Albert Camus twierdził, że podstawowym problemem filozofii jest pytanie o to, czy popełnić samobójstwo, czyli nomen omen właśnie rozstrzygnięcie kwestii tego czy życie ma jakiś sens.

Ofiarą nihilizmu staje się 9S, drugi najważniejszy bohater NieR. Najpierw dowiaduje się, że ludzkość wyginęła i toczona wojna nie ma sensu, a potem widzi śmierć swojej ukochanej 2B. Dla niego świat się skończył. Stracił wszystko co przedstawiało jakąś wartość, nie pozostało mu nic, dlaczego warto by było dalej żyć. Popada w rozpacz, ale równocześnie pochłania go nieposkromiony gniew. Dąży do autodestrukcji, lecz chce się przy tym także zemścić na świecie. W końcu znajduje upragnione ukojenie w ramionach śmierci.

9S umiera, napisy końcowe, można iść do domu. Wnioski są takie, że trzeba:

  • albo zostać nadczłowiekiem, który będzie samodzielnie określał, co jest dobre, a co złe;
  • albo mierzyć się z tyranią wyboru w supermarkecie wartości;
  • albo, tak jak postulował Camus, zostać Syzyfem, który wtacza kamień pod górę, chociaż wie, że to nie ma sensu a satysfakcję czerpać z tego, że jest się tego świadomym;
  • albo przejść na “drugą stronę” i spotkać się z Nimi…

 

I wish that someway, somehow

That I could save every one of us

But the truth is that I’m only one girl

Maybe if I keep believing my dreams will come to life

Come to life

 

Perspektywy są raczej pesymistyczne, a przynajmniej niezbyt przyjemne. NieR nie powiedziało jednak jeszcze ostatniego słowa! Najlepsze zostawiano na sam koniec. Otóż w czasie trwania napisów końców widzimy rozmowę tzw. Podów, czyli małych robotów, które stale towarzyszyły naszym bohaterom i pomagały im w walce. Pełniły one także rolę obserwatorów, którzy stale monitorowali postępowanie 2B i 9S. Ostatecznie przypadła im także rola ich sędziów.

Można powiedzieć, że Yoko Taro ucieka się do banału, ponieważ tym, co ostatecznie usprawiedliwia egzystencję 2B i 9S jest miłość. Pody uznają, że życia bohaterów mają sens ze względu na relację jaka ich łączyła, dają się przekonać sile ich uczuć. Wydaje się, że to nic wyszukanego. Jednakże czy może być lepsze zakończenie dla tak beznadziejnej (dosłownie!) historii? W obliczu wszystkich wyszukanych dywagacji nad nihilizmem, prostota, którą serwuje ostatnia scena NieR jest cudownym uzdrowieniem. Chcesz się uwolnić od poczucia braku sensu, pustki, apatii? Chcesz mieć po co żyć? Nie chcesz, aby twoja egzystencja na tym świecie była piekłem? Zacznij kochać. Tylko miłość nas może ocalić.

Może Cię również zainteresować: