O tym, że człowiek człowiekowi wilkiem – medytacje nad Metro: Last Light

Share

W życiu pewne są tylko dwie rzeczy: śmierć, podatki oraz to, że produkcja osadzona w klimacie post-apokaliptycznym będzie ukazywać ludzką bezwzględność i okrucieństwo. No dobrze, czyli w życiu są pewne trzy rzeczy. Chociaż tyle niepodważalnych prawd mamy. Miła odmiana względem tego, że jeżeli chodzi o pytania dotyczące natury człowieka, to możemy jedynie wzruszyć ramionami i rozłożyć ręce.


 “Spójrzmy na odległe stacje! Tam ludzie zjadają się nawzajem, sprzedają dzieci w niewolę… jak w epoce kamienia. Pozostawiony sam sobie, człowiek staje się bestią! Ważny jest porządek, PO-RZĄ-DEK! Dzięki niemu ocalejemy! A więc możesz sobie wierzyć w co chcesz, ale ja jestem czerwony – czerwony aż do śmierci!” – taką oto deklarację wygłasza w czasie popijawy z Artyomem jedna z postaci w grze Metro: Last Light. Paweł, bo tak ma na imię kolega od kieliszka głównego bohatera, nie ma złudzeń co do ludzkiej natury. Jego zdaniem człowiek jest dziką bestią, która zagryzie każdego, jak tylko zdejmie się jej kaganiec. Morderstwa, kradzieże, gwałty, oszustwa, zdradzanie elementów fabuły osobom, które jeszcze nie grały w daną grę – litania bezeceństw do których zdolni są ludzie mogłaby zająć jeszcze kilka stron tekstu. Tylko dlaczego tak się dzieje? Co ze współczuciem? Co z wychowaniem? Co z groźbą sankcji eschatologicznej w postaci tego czy innego piekła? Czy nic nie jest wstanie nas powstrzymać przed krzywdzeniem innych? Jak to w końcu jest z tym człowiekiem – jest z natury dobry czy zły? Przygotujcie wiaderka, bo zaczynamy przelewać ocean do wykopanego na plaży dołku.  


Ciemny tunel 

Ważne miejsce na mapie europejskiej filozofii społecznej zajmuje dzieło o wdzięcznym tytule “Lewiatan, czyli materia, forma i władza państwa kościelnego i świeckiego”. Jego autor, Tomasz Hobbes, uważał, że człowiek jest z natury egoistą. Konsekwencje tego są katastrofalne dla stosunków międzyludzkich. Skoro każdy zabiega tylko o własne dobro i nie przejmuje się innymi, to ludzie znajdują się w stanie permanentnej wojny każdego z każdym (łac. bellum omnium contra omnes). Nie ma żadnych zasad, silniejszy wygrywa, słabszy przegrywa. Wszystko jest jasne i proste. Nie można okazywać litości, bo samemu się jej także nie uświadczy. Zdaniem Hobbesa taka sytuacja jest jednak dla ludzi w dłuższej perspektywie uciążliwa. Spróbujcie sobie wyobrazić, że wasze życie to nieustanny battle royal. Grafika niby ładna, mapa dosyć rozległa, ale jednak za każdym krzakiem czaić się może ktoś, komu spodoba się wasz świeżo zakupiony w Ikei zestaw garnków i zdecyduje się wam go odebrać świeżo zakupionym w tejże Ikei zestawem noży kuchennych. Chwilę pobawić się tak można, ale stan nieustannej walki o przetrwanie jest męczący i trudno cieszyć się życiem. Dlatego też, zdaniem Hobbesa, ludzie zdecydowali się na umowę społeczną, czyli zrzekli się swojej absolutnej wolności na rzecz tego, żeby wytworzyć unormowane stosunki społeczne, które to stawiają granice tejże swobodzie. Dla autora “Lewiatana” tylko silna władza centralna, której podmiotem jest nieposiadający ograniczeń suweren, może zapewnić stabilne warunki dla tego, żeby ludzie potrafili żyć w zgodzie.  

Paweł prawdopodobnie Hobbesa nie czytał, ale można założyć, że powiedziałby, że chłop dobrze mówi i polać mu. Obaj panowie wpisują się w wyraźnie pesymistyczny nurt myślenia o ludzkiej naturze. Człowiek według nich zdolny jest do najgorszych okrucieństw, jeżeli tylko będzie to prowadziło do osiągniecia osobistych korzyści. Nie ma w nim żadnych naturalnych oporów przed krzywdzeniem innych, dlatego też potrzebne są silne regulacje zewnętrzne, które go przed tym powstrzymają. Przede wszystkim konieczny jest zaś aparat przymusu, który wyegzekwuje przestrzeganie prawa oraz ukarze nieposłusznych. Nie ma innej szansy na to, żeby ludzie prowadzili jakiekolwiek życie społeczne, wszelkie zasady współżycia muszą zostać określone odgórnie. 

Warto zauważyć, że taki system daje także teoretyczne pierwszeństwo społeczności nad jednostką. Ważniejszy jest ogólny ład niż jednostkowe dobro i oczywiście to władza wie też lepiej, co jest dobre dla społeczeństwa. Pojedynczy człowiek może zostać poświęcona dla dobra ogółu, jeżeli tylko zajdzie taka konieczność. Omawianą sytuację widzimy zresztą w samej grze. Linia Czerwona nie waha się dokonać zbrodni i wymordować niewinną ludność jednej stacji, tylko dlatego, że tego wymagają jej cele polityczne. Wszystko oczywiście dla ocalenia ludzi w moskiewskim metrze. W końcu, żeby zrobić jajecznicę trzeba kilka jajek rozbić. No cóż, nam też było ciężko. 

Mogą się tutaj pojawiać uzasadnione pytania i wątpliwości. Czy jeżeli człowiek jest z natury zły, to czy przypadkiem skażeni tym złem nie będą również ci, którzy stanowią aparat władzy? Czy w takim razie mogą oni rzeczywiście zapewnić ład społeczny? Czy przypadkiem “troska o dobro ogółu i sprawiedliwość społeczną” nie będzie wymówką dla realizacji ambicji jednostek u steru? Najlepszą odpowiedzią na to pytanie niech będą zgliszcza jednej ze stacji… 

Czy rzeczywiście rację ma Paweł i jego czerwoni bracia, że potrzebne nam jest państwo totalne, żebyśmy byli w stanie żyć w społeczeństwie? Czy pogląd, że człowiek sam z siebie jest niezdolny do jakiegokolwiek dobra to nasza jedyna opcja? 


Światło na końcu tunelu 

Przyjęcie, że człowiek jest z natury dobry może budzić na samym wstępie poważne wątpliwości. Przecież sam przed chwilą pisałem o tym, że człowiek jest zdolny do niewyobrażalnego okrucieństwa. Wystarczy pograć chwilę w Metro, żeby się przekonać o tym, jak okropni potrafią być inni ludzie. Jak to połączyć z tezą, że człowiek jest zdolny sam z siebie do dobra i miłości?  

Pewnym rozwiązaniem jest pójście w nurt “bo to dobry chłopak był, ale trochę się pogubił”. Jan Jakub Rousseau wierzył, że “kiedyś to było”. Jego zdaniem ludzie są z natury dobrzy, ale zostali popsuci przez cywilizację. To kultura i społeczeństwo są tym co niszczy pierwotną ludzką dobroć. Pisze Rousseau: “Astronomię zrodziła przesądność; wymowę – ambicja, nienawiść, pochlebstwo; geometrię – skąpstwo; a wszystkie nauki nie wyłączając etyki – pycha ludzka”. Hipotetyczny człowiek znajdujący się w stanie natury podąża za podstawowymi impulsami, które zapewniają mu przeżycie, nie jest natomiast zdolny do okrucieństwa, zazdrości, przebiegłości, nie wie co to własność, hierarchia, zaszczyty, konwenanse. Jego prostota zapewnia mu niewinność. Jeżeli coś przekracza tę pierwotność, jest sztuczne i złe. Tyczy się to na przykład jakiejkolwiek formy ustroju społecznego, gdyż nieuchronnie wprowadzi on jakąś postać nierówności. 

Inaczej do skażenia ludzkiej natury podchodzi antropologia chrześcijańska. Przyjmuje ona koncepcję grzechu pierworodnego, czyli sięgającego początków ludzkości nieposłuszeństwa względem Stwórcy, którego skutkiem jest zranienie ludzkiej natury. Na czym polega owo zranienie? Człowiek znajduje się w stanie głębokiej wewnętrznej dysharmonii, jest “polem bitwy” dla wielu sprzecznych ze sobą dążeń. Czego innego pragnie jego ciało i emocje, co innego podpowiada mu rozum, jeszcze na coś innego decyduje się wola – różne władze, zamiast ze sobą współpracować, rywalizują o dominację. Nie jest tak, że człowiek pragnie zła dla niego samego. Działanie, które określilibyśmy jako złe wynika przeważnie z lęku, zniewolenia, słabości woli, z niewłaściwego rozpoznania środków prowadzących do celu (na ludzki: z głupoty). Niejednokrotnie człowiek chciałby zrealizować jakiegoś dobro, ale przegrywa niestety z namiętnościami, które nim targają. Chciałby, ale nie potrafi albo nie może. 

Powyższe przykłady to oczywiście tylko drobny wyciąg z całego wachlarza różny koncepcji człowieka. Stanowią jednak dobrą ilustrację pewnego optymizmu, że w ludziach istnieje jakieś drobne ziarenko dobra oraz że stać nas na coś więcej niż wojna. Z punktu widzenia fabuły Metro: Last Light, nadzieja na ten promyk światła okazuje się mieć decydujące znaczenie.  


Promienie Słońca czy nadjeżdżający pociąg? 

Artyom, główny bohater gry, ma swoje na sumieniu. Zgładził w swoim życiu naprawdę wiele istot, w tym także te, które nie były do niego wrogo nastawione. Zrobił to trochę w obronie własnej, trochę z lęku, trochę z powodu uprzedzeń i niewiedzy. Pomimo tego, że generalnie uznalibyśmy go za postać pozytywną, to wpisuje się w naszą wizję człowieka jako istoty zdolnej do wielkiego okrucieństwa <Słowem wyjaśnienia: Metro: Last Light za kanoniczne uznaje “Złe” zakończenie poprzedniej gry, czyli Metro 2033. Artyom nie był tam zbyt miły, można by nawet powiedzieć, że to jest taki, jakby to powiedzieć, okrutnik>.Bagaż doświadczeń Artyoma zostaje wykorzystany przez twórców do tego, żeby postawić przed graczem bardzo ważne pytania: Czy człowiek zasługuje na odkupienie? Czy jest w człowieku dobru warte ocalenia? Czy warto dać człowiekowi szansę na zmianę? Czy jest jakaś nadzieja dla ludzkości? Historia naszego protagonisty, to co zrobił i to jaki ostatecznie los go czeka, stanowić ma odbicie kondycji człowieka. 

Gracz co jakiś czas zmuszany jest do podjęcia decyzji odnośnie do losu jakiejś postaci. Często wybór sprowadza się do tego, że można kogoś albo oszczędzić, albo też go zabić. Przebiegłość twórców polega na tym, że podjęte decyzje zaważą na tym, czy sam Artyom w decydującym miłosierdzia doświadczy. Mówiąc biblijnie, “Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.”. Główny bohater w swojej wędrówce przez moskiewskie metro ma pewnego towarzysza, którego niejako uczy życia, daje mu przykład tego, jak powinno się postępować względem ludzi. Ostatecznie, to właśnie ten przyjaciel Artyoma może go uratować z opresji. Czy jednak to zrobi? Wszystko zależy od tego, czy podróżując z naszym protagonistą zobaczył, że warto dać ludziom szansę. Wymowna jest przy tym nazwa osiągnięcia, które dostajemy przy dobrym zakończeniu, a mianowicie “Odkupienie”.  

Nie tylko litość lub jej brak względem wrogów buduje wyrok Artyoma/ludzkości. “Sąd” nad ludzką naturą dokonuje się także w wielu niepozornych sytuacjach, gdzie nie ma prostego wyboru “Kliknij 1, żeby dostać dobre zakończenie lub kliknij 2, żeby dostać złe”.  To nie jest gra od BioWare. Odpowiedzią na pytanie, czy w człowieku jest jakaś iskierka dobra, są drobne i większe czyny: znalezienie zaginionego misia pewnego dziecka, drobna suma przekazana biedakowi, ratunek dla kobiety zagrożonej gwałtem. Nie są to działania konieczne dla ukończenia gry, można je pominąć i nie przerywać sobie pogoni za akcją. Tak samo można zresztą zignorować różne rozmowy, które podejmują postaci wokół Artyoma. Straci się jednak szansę na zrozumienie tego, co siedzi w ludziach. Mieszkańcy moskiewskiego metra chcą podzielić się z graczem opowieściami o warunkach, z którymi przyszło im się mierzyć i doświadczeniach, które ich ukształtowały, dają wgląd w swoje lęki, zranienia, nadzieje i problemy. Łatwo nam jest zachować poczucie moralnej wyższości będąc beneficjentami XXI-wiecznego społeczeństwa dobrobytu i prawdopodobnie bez mrugnięcia okiem potępimy różne występki bohaterów uniwersum Głuchowskiego. Czy jednak będąc na ich miejscu też bylibyśmy tak wszystkiego pewni? 

Metro: Last Light jest opowieścią o człowieku, a przede wszystkim wielkim pytaniem o to, czy pomimo wielkiego zła do jakiego jest on zdolny, to czy może on mieć nadzieję na odkupienie. Gra zaprasza nas do wejścia w mroczne tunele metra, gdzie dane nam jest zobaczyć nie mniej mroczne zakamarki ludzkiej duszy. To niebezpieczny i bezwzględny świat, pełen krwiożerczych bestii. 

Czy jednak gdzieś w tej otchłani tli się jeszcze jakieś ostatnie światło?  

 

Może Cię również zainteresować: