Monomit, czyli podróż bohatera | Artykuł | Cross-Play
Home ARTYKUŁY Monomit, czyli podróż bohatera

Monomit, czyli podróż bohatera

Iron

Zapraszam na wycieczkę, podczas której wrócimy do starożytnych bohaterów i mitów, by lepiej zrozumieć ewolucję heroicznych postaci w naszej kulturze. Od mitycznych herosów po zwykłe historie, archetypy i superbohaterów. Jednak wypada zacząć od początku, by łatwiej zrozumieć monomit, czyli podróż bohatera oraz jak bardzo fascynacja heroizmem, przygodą i wyższym celem jest zakorzeniona w każdym z nas, nawet jeśli w prawdziwym życiu nie znamy zakończenia naszej własnej opowieści…


Mityczni herosi


Mitoznawca Joseph Campbell w swojej książce: Bohater o tysiącu twarzy (1949), porównując istniejące mity w kulturach i religiach dał podwaliny pod strukturę heroicznych postaci weMonomit, czyli podróż bohatera współczesnym świecie. Jego obserwacje i przemyślenia były tylko zbiorem od dawna istniejących już motywów i wzorców zakorzenionych bardzo głęboko w naszej kulturze, cywilizacji, a nawet człowieczeństwie. Znajdziemy w niej terminologię Freuda i archetypy Junga, ale też „nieświadomość zbiorową”, czyli przejaw pewnych wzorców reagowania i myślenia w wielu kulturach na całej ziemi, mimo izolacji lub braku zewnętrznych wpływów. Warto też wspomnieć o Émile Durkheim; francuski socjolog, który pisał o „świadomości społecznej” co pomoże nam w lepszym zrozumieniu nie tylko tej książki, ale tego jak funkcjonuje współczesne społeczeństwo. Będąc dobrym uzupełnieniem wiedzy w temacie mitów, religii, symboli, przesądów itd.

Wszędzie tam, gdzie żyli ludzie, zawsze i w każdych okolicznościach kwitły mity. Były one nieustającą inspiracją dla wszystkich ludzkich poczynań w sferze materialnej i duchowej. Nie byłoby zbytnią przesadą stwierdzenie, że mit jest tajemnym otworem, przez który wpływa tajemna energia kosmosu, napełniając wytwory ludzkiej kultury. Religia, filozofia, sztuka, prehistoryczne i historyczne formy organizacji społeczeństwa, szczytowe osiągnięcia nauki i techniki, widzenia senne – wszystko to wywodzi się z magicznego kręgu mitu — J. Campbell

Zanim opowiem pokrótce o podróży bohatera i tego jak głęboko odbija się ona na nas, i na każdym medium z jakim obcujemy. Wróćmy do Homera, a właściwie do jego dzieł — Iliada i Odyseja — które są idealnymi przykładami historii starożytnej Grecji z okresu archaicznego (ok. VIII wieku p.n.e do V wieku p.n.e). Dzieła te są nie tylko skarbnicą wiedzy dla historyków i kobiet od polskiego, które z jakiegoś powodu męczyły was tym w liceum. Ale możemy je uznać, w dużym uproszczeniu, za najstarsze komiksy z superbohaterami. Ale to tylko czubek góry lodowej, bo nie wspomniałem nic o strukturach władzy, istniejących cywilizacjach, zasadach społecznych, kulturowych i obrzędach religijnych, ale nie o tym akurat jest ten wpis. Chcę wam tylko zasugerować, że gdyby nie ta najstarsza literatura Grecka (i Europejska zarazem) wiele z gier i filmów, które znacie i kojarzycie, nie wyglądałyby tak samo np. Assassin’s Creed, God of War, Hades, Spartan Total Warrior, a z kinematografii choćby: Troja, Jazon i Argonauci, Zmierzch tytanów, Meda i liczne filmy o Herkulesie… Gdyż wiele z informacji o sposobie życia ówczesnych Greków pochodzi bezpośrednio z dzieł Homera. Od mitów po sposoby walki hoplitów, kulturę, funkcjonowanie społeczeństwa itd. Wszystko to historycy mogli lepiej zrozumieć i zbadać, w dużej mierze dzięki tym zapiskom. Wszyscy znają przebieg wojny trojańskiej i nikomu nie trzeba tłumaczyć kim był Zeus. Ta znajomość antycznego świata jest w nas tak bardzo zakorzeniona, że wręcz nie analizujemy jej, bo w pewnej formie „żyje” cały czas obok nas. Nawet jeśli nie możemy pominąć występujących weń bogów, mitycznych stworzeń i magicznych umiejętności, które dziś podchodziłby bardziej pod Avengersów, a nie jedno z najważniejszych dóbr kulturowych. Mimo wszystko, archetyp antycznego bohatera jest nam bardzo bliski i dobrze znany. Często jest to pół-bóg z unikatowymi zdolnościami, który musi się zmierzyć z przeciwnościami w jakimś wyższym celu. Ileż to na przestrzeni lat widzieliśmy protagonistów w filmach, książkach i grach, którzy niczym starożytni herosi wyruszają na pełną niebezpieczeństw przygodę. Jest to tak nagminnie wykorzystywane, że czasami nawet nie zwracamy na to uwagi lub zwyczajnie uważamy ten zabieg za strukturę literacką lub filmową (co nie jest w sumie błędem). Właśnie teraz, żyjąc w XXI wieku widzimy jak mity i historie o heroicznych czynach przeobraziły się w filmy o superbohaterach i gry, które mimo upływu czasu nadal zachowują cechy wspólne, oddziałując na nas tak jak i dawniej. Historia i kultura jest „żywa” i zmienia się na przestrzeni wieków, niestety niektóre rzeczy, szczególnie te dotyczące samych ludzi, rzadko ulegają zmianom. Możemy jednak czerpać wiedzę i inspirację z tego co widzimy, czytamy lub w co gramy…


Podróż bohatera


Wróćmy jednak do samego monomitu i struktury bohaterskiej przygody. J. Campbell porównując we wspomnianej wyżej książce istniejące mity z całego świata stworzył listę 17 etapów występujących podczas wędrówki. Oczywiście jest to umowna liczba, ale ma na celu bardziej ogólne opisanie występujących zwrotów akcji i sytuacji. Do dziś struktura ta jest używana w filmach, książkach lub grach. Bardziej lub mniej dokładnie, ale śmiem twierdzić, że nie ma opowieści przygodowej bez co najmniej kilu etapów z listy Campbella. Nie będę jednak tłumaczył wszystkiego zbyt dokładnie, gdyż musiałbym poświęcić na to zdecydowanie za dużo miejsca. Podobnie jak w literaturze mamy: wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Tak samo i tu mamy trzy akty: odejście, inicjacja i powrót. Tłumaczenia pochodzą z polskiego wydania książki, za które odpowiedzialny jest Andrzej Jankowski.

Akt Campbell (1949)
I. Odejście
  1. Wezwanie do wyprawy
  2. Sprzeciwianie się wezwaniu
  3. Pomoc sił nadprzyrodzonych
  4. Przekroczenie pierwszego progu
  5. Brzuch wieloryba
II. Inicjacja
  1. Droga prób
  2. Spotkanie z boginią
  3. Kobieta jako kusicielka
  4. Pojednanie z ojcem
  5. Apoteoza
  6. Ostateczna nagroda
III. Powrót
  1. Odmowa powrotu
  2. Magiczna ucieczka
  3. Pomoc z zewnątrz
  4. Przejście przez ostatni próg
  5. Mistrz dwóch światów
  6. Wolność życia

Art by Alex Grey Graficznie najczęściej jest to przedstawiane w postaci kołowej, gdyż właściwe tak to wygląda w praktyce. Nieprzerwany krąg życia i śmierci, świadomość i podświadomości, dualizm człowieka, metafora życia itd. Każdy może mieć swoją interpretację…

Niepozorny/nieświadomy bohater zostaje wezwany do przygody, czy też zmuszony, musi wyruszyć w podroż, by uratować bliską osobę, samego siebie lub osiągnąć inny szczytny cel, tudzież heroiczny wyczyn. Gdy wyrusza okazuje się, że życie w domowym zaciszu było tylko cząstką ogromnego świata, który jest mu obcy i nieznany. Dzięki pomocy osoby postronnej zostaje skierowany na właściwą ścieżkę, a rada lub przedmiot mu ofiarowany, ma wspomóc go w przeprawie. Droga widzie go do samej „otchłani”. A on sam musi wielokrotnie się wykazywać, walczyć z przeciwnościami losu, ale też z swoimi słabościami i pokusami. Wyzwania, którym sprostał zmieniają go na zawsze i sprawiają, że dostępuje większego rozumienia, na temat świata i własnej egzystencji. Po wszystkich próbach staje się innym człowiekiem i osiąga ostateczny cel. Jednak, musi powrócić ze swoją mądrością, „złotym runem”, by pokazać światu rezultat swej podróży. Co też robi opornie i bardzo niechętnie. Pomaga mu w tym osoba z zewnątrz, a wracając do domu przekazuje swoją mądrość i doświadczenia, zdobywa szacunek i uznanie, będąc panem dwóch światów. Człowiekiem, który „zajrzał śmierci w oczy” i powrócił do życia. A jego nagrodą jest ręka księżniczki, spokojne życie, uznanie itp. Pozostanie jednak na zawsze odmieniony przez odbytą wyprawę, która była nie tylko fizyczna, ale i duchowa…

Nie chciałem się rozpisywać, ale czy to nie brzmi jak „typowa” opowieść, a co więcej, jej głębia często w filmach i grach jest pomijana lub przedstawiana bardzo pobieżnie. Wielu ze znanych nam twórców i reżyserów wykorzystywało strukturę monomitu (świadomie lub nie) w swoich dziełach: George Lucas, J. D. Salinger, Ernest Hemingway, Mark Twain, W. B. Yeats, C. S. Lewis, J. R. R. Tolkien, Seamus Heaney, Stephen King. Oczywiście to tylko przykłady. Jeśli chodzi o gry, to lista mogłaby być o wiele dłuższa i pierwsze osoby jakie przychodzą mi na myśl to: Hideo Kojima, Yasumi Matsuno, Hironobu Sakaguchi, Yoko Taro, Keiichiro Toyama, Cory Barlog i wielu, wielu innych. Zwróćcie uwagę, w jak wielu grach fizyczna podróż bohatera jest odzwierciedleniem jego duchowej przemiany lub większego zrozumienia siebie, czy też otaczającego go świata…

Bohater jest mistrzem rzeczy, które się stają, a nie rzeczy, które się stały, ponieważ jest. „Przed Abrahamem Ja jestem”. Nie bierze on pozornej niezmienności w czasie za stałość Istnienia, nie obawia się też, że następny (albo „inna rzecz”) zniszczy niesioną przez się zmianą to, co wieczne. „Żadna rzecz nie zachowuje swej postaci. Natura, wielka odnowicielka, wciąż czyni z jednych form inne formy. Wiedzcie, że nic na świecie nie ginie, lecz zmienia się i odnawia swój kształt”. — „Wolność życia” (Bohater o tysiącu twarzy) J. Campbell

Monomit, czyli podróż bohatera


Bohater w każdym z nas?


A więc, czy wszyscy możemy być bohaterami? Czyż nie każdy jest bohaterem własnego życia? W takim razie kto odgrywa postaci drugoplanowe? Życie w dzisiejszych czasach nie jest proste, ideały urody, statusu i sukcesu są promowane niczym antyczni bogowie, jednak oglądając reklamy w telewizji widzimy, że tylko nieliczni są wezwani do większej przygody, a większość z nas żyje monotonnie z dnia na dzień. Często wypatrujemy zmian lub powodu, by ruszyć w nieznane, jednak rzadko odpowiadamy na wezwanie. Walczymy o stabilność materialną i dostatek, a jednak lepszy samochód, czy większy dom nie sprawią, że nasze życia będą pełniejsze, lepsze i szczęśliwsze. Nie staniemy się modelami, sławnymi osobistościami i nie znajdziemy idealnego partnera. W każdym człowieku istnieje skłonność do przygody, do pogoni za uciekającym horyzontem. Widzimy wszędzie ludzi, którzy niczym herosi utożsamiają, to czego nam brakuje i nie potrafimy oderwać od nich wzroku, gdyż tak bardzo nam imponują. Tak bardzo chcemy być im podobni, że niemal żyjemy ich życiem, bardziej niż swoim własnym. W nadziei licząc, że nasze życie też może tak wyglądać, potrzebujemy tylko większej szansy, lepszych możliwości, więcej pieniędzy… Goniąc nieustannie, za własnym wyobrażeniem szczęścia. Jednak mimo osiąganych celów, nigdy nie umiemy wyzbyć się wątpliwości i uczucia pustki/bezsensu własnego istnienia, kryjąc się za fasadą spełnienia, w świecie sterowanym przez korporacje i frakcje geopolityczne. Narzucające Nam: konwenanse, zasady, wzorce piękna, szczęścia, moralności i poprawności politycznej. Postęp i technologia obnażyły wszelkie mistyczne tajemnice świata i kosmosu, pozbawiły nas sacrum, a dały w zamian samoloty i telefony komórkowe. Nikt nie może się ukryć przed inwigilacją, manipulacją i dezinformacją, i choć świat stoi otworem, to nikt nie jest wolny…

Każdy z nas może być bohaterem swojego świata, jednak nie każdy godzi się na poświęcenie i zmianę swojego życia. Status quo stał się synonimem współczesnego świata, w czasach upadku wszelkich wartości, sami musimy podjąć się trudów niesienia „światła”, przez ciemną dolinę. Nie ma już Bożej opieki nad nieświadomym ludem, wieszczeń szamanów, czy woli totemów. Musimy stanąć przed świadomym wyborem i stać się bohaterami, którzy z własnej woli zmierzają do źródła swego istnienia. Będąc wzajemnie dla siebie: nadzieją, oparciem, miłością i obliczem Boga, którego pod wpływem pychy „uśmierciliśmy”. Tak jak to głosił Nietzsche…

Czasami marzenia ratują nas od smutku i łez, jednak sny, gry, filmy i książki nigdy nie będą prawdziwe, a świat, w którym żyjemy nie musi być zawsze taki, jakim jest obecnie. Każda podróż zaczyna się od kilku pierwszych kroków, cytując Tolkiena: „Nie każdy błądzi, kto wędruje.” Może wystarczy tylko jedno słowo do sympatii, by odmieć swoje życie. Oglądając superbohaterów, widzimy ich historie od początku do końca, a my żyjemy tylko konkretną chwilą i dogłębne zrozumienie naszych decyzji jest możliwe dopiero po latach. Sami, każdego dnia, tworzymy swoją historię, w której jesteśmy bohaterami, a możemy też być tylko postaciami pobocznymi w historii innych. Każdy ma jakąś historię, a jaka jest bardziej wyniosła i poruszająca, niż opowieść o przygodzie i podróży? Jednak poznajemy ją od tyłu i dopiero pod koniec życia możemy stwierdzić, czy podjęliśmy „właściwe” decyzje. Dlatego tak bardzo boimy się stagnacji i zmarnowania swojego czasu. Nawet jeśli nie wiemy, jakimi kroczymy drogami, staramy się żyć jak najpełniej, jak najwięcej podróżować, poznawać i doświadczać, by historia naszego życia, była przygodą godną pozazdroszczenia i uwiecznienia. Niezależnie od tego jak wygląda nasze życie, przygoda nie musi mieć tylko aspektu fizycznego. Możemy rozwijać się duchowo i nikt nie będzie w stanie stwierdzić jak wiele osiągnęliśmy. Podobnie jak herosi z ulubionych filmów lub gier doświadczamy czegoś, co zmienia nas wewnętrznie i pozwala lepiej zrozumieć siebie, ale jest to nasze indywidualne przeżycie. Wpływ tej wiedzy będzie widoczny tylko jako skutki interakcji z innymi ludźmi i całym światem. Wiec, niezależnie od tego jak wygląda nasza przygoda, każdy ma potencjał, by stać się kimś więcej niż jest, by wyrwać się ze swoich ograniczeń. Jednak strach i niepewność potrafią przygnieść nawet największych ludzi, a nawet jeśli czujemy, że coś osiągnęliśmy. Nie zawsze umiemy to przekazać lub boimy się odrzucenia, wyśmiania i niezrozumienia. Pozostając na zawsze w strefie komfortu, by nikogo nie urazić i samemu nie zostać zranionym. Wypatrując przygody, o której marzymy, ale boimy się jej podjąć.

Czyn, którego musi dzisiaj dokonać bohater, nie jest tym samym, czym był w epoce Galileusza. Tam, gdzie wtedy zalegała ciemność, teraz jaśnieje światło, ale też tam, gdzie wówczas było światło, teraz zalega ciemność. Czyn współczesnego bohatera polegać musi na ukazaniu znowu w pełni światła zaginionej Atlantydy skoordynowanej, uporządkowanej duszy. — „Bohater dzisiaj” (Bohater o tysiącu twarzy) J. Campbell


Bohater a gry


Gry i fascynacja nimi jest tylko manifestacją naszej chęci do przygody, ale nawet one, podobnie jak reklamy w telewizji, są przerysowane, pełne zwrotów akcji, napięcia, romansów. Przedstawiając nam wypaczony obraz naszych własnych pragnień. Możemy nie zwracać na to uwagi lub nieświadomie konsumować „ulubione” treści, jednak sposób ich konstrukcji jest bardzo celowy. Im większy kontrast pomiędzy naszym życiem, a życiem fikcyjnych postaci — tym lepiej. To przyciąga uwagę, hipnotyzuje nas i niczym historie o mitycznych stworzeniach oraz antycznych bohaterach sugeruje, że nigdy nie przeżyjemy podobne wielkiej przygody, nigdy nie będziemy tak piękni, silni i tak popularni jak ci herosi… Warto zapytać samych siebie, jakie wzorce chcemy naśladować i co jest dla nas najważniejsze. Niezależnie od odpowiedzi musimy zdecydować, kim postanowimy być, świadomie akceptując konsekwencje każdej decyzji. Wszystko może mieć na nas pozytywny i negatywny wpływ. Gry nie są tu wyjątkiem. Na każdym ciąży ciężar odpowiedzialności za własną historię. Ważne, by oglądając filmy, grając w gry i czytając książki, widzieć w nich głębszy przekaz, który będzie nas motywował, do stania się lepszą wersją siebie. Współczesny świat naśladuje mitycznych bohaterów, ale nie rozumie całkowicie ich przemiany i wartości, jakie płyną z tych historii, skupiając się na tym co miłe dla oka, próżne i powierzchowne. Gloryfikując status, czyny i dokonania, które w wielu przypadkach nie mają wyższych wartości. Fascynację mitami, herosami i przygodą mamy zawsze w sobie, bo jest to podświadome zrozumienie, że nasze życia są czymś więcej, niż tylko odliczaniem dni od narodzin do śmierci. Każdy z nas ma potencjał, by odblokować większe zrozumienie siebie i świata. Zawsze będziemy „tylko” sobą, ale nie ma w tym nic złego, trzeba umieć pokochać samego siebie i niczym bohater w grze z pewnością i zdecydowaniem kroczyć po niepewnych ścieżkach życia…

Monomit, czyli podróż bohatera


Wielkie dzięki, jeśli dotrwaliście do końca, chciałbym poruszyć jeszcze wiele innych kwestii, nawiązań do filmów czy sztuki, ale na dziś zająłem Wam chyba wystarczająco dużo czasu. Mam nadzieję, że tekst nie był zbyt „ciężki”, a raczej motywujący, gdyż taki był mój nadrzędny cel. Życzę wszystkim, byście odnaleźli swoją drogę i pewnie pisali własną historię!

Polecamy również:

Nynek to koci pupil Cross-Play. Stronka korzysta z whiskasa, czy nakarmisz Nynka? Nakarm Nynka Przeczytaj więcej o polityce prywatności