Last Bronx

Share

Sega, Sega, Sega śpiewałem radośnie obijając swoim nunczako następnego przeciwnika, wojna gangów na ulicach Tokio trwa, a ja staję się jej częścią. Który gang zwycięży i zdobędzie całkowitą władzę nad stolicą Japonii, znajdującą się w ekonomicznych opałach i kryzysie? Wszystko zależy od Ciebie!


Na początek trochę zdjęć z posiadanej i ogrywanej przeze mnie wersji, czyli japońskiego wydania na Segę Saturn. Postarałem się zrobić całej zawartości fotki.

 

Last Bronx ( w Japonii ~Tōkyō Bangaichi~) wlatuje na automaty w 1996 roku i jest poniekąd odpowiedzią na Soul Blade/Soul Edge od Namco, który jako pierwszy stawia na walkę bronią białą w segmencie arkejd (na stacjonarnych konsolach jak i w ogóle pierwszą taką bitką w środowisku 3D była Battle Arena Toshinden) i wydany zostaje w samej końcówce 1995 r. również na automaty (rok później pojawia się wersja na PSX, która podbije domostwa wielu z nas). Sega z nową bijatyką stworzyła świętą trójcę w tym gatunku, w której mamy technicznego Virtua Fighter 2, intensywnego Fighting Vipers i wreszcie skupiającego się na walce bronią białą – Last Bronx. Za tytuł odpowiada Akinobu Abe z ekipą AM3 (to ich pierwsza bitka, VF2 i FV były tworzone przez AM2), który za cel wybrał sobie takie, a nie inne realia bitki:

 

Last Bronx zostało zaprojektowane tak, aby było dość realistyczne, z stylem i bohaterami stawiającymi na realizm – wszystkie charaktery w grze noszą ubrania oparte na obecnej modzie w Tokio.

 

Rok później gra wskakuje na konsole stacjonarne, mianowicie Segę Saturn. Co interesujące, w większości przypadków za port danej gry odpowiadają już inne studia i ludzie niż w przypadku oryginału. Tutaj nie było o tym mowy, chłopaki Akinobu Abe sami zakasali rękawy i zajęli się wersją na przedostatnią konsolę Segi. Całe szczęście, że do tego doszło i widać, że wiedzieli co jest najważniejsze w gatunku. Po pierwsze udało im się dać stałe 60 fpsów i gra się wyśmienicie jeżeli mówimy o dynamice, po drugie oczywiście należało pójść na kilka kompromisów graficznych. Tak więc w porównaniu do wersji automatowej usunięto cienie postaci zastępując je po prostu ciemnym okręgiem pod nogami oraz w niektórych arenach usunięto kilka szczegółów, np. na porcie lotniczym usunięto kilka samolotów. Szczegóły, które pozwoliły twórcom wrzucić na Saturna wersję gry w postaci arcade perfect. Warto napomknąć, że Sedze udało się przekonać brytyjską komisję nadzoru gierek do nieocenzurowania gry i ostatecznie wypuszczeniu na europejski rynek. Anglia w tamtych latach walczyła z grandami na stadionach itp. i bali się, że używane w grze bronie, przypominające nieraz te stadionowe będą jeszcze bardziej promowały tego typu “rozrywkę”. Na szczęście Sega to pięknie ogarnęła i wydanie europejskie jest w pełni oryginalne bez jakichś głupot w postaci cenzury itd.

Historia w Last Bronx bazuje w punkcie wyjścia na kryzysie ekonomicznym w Japonii w latach 1986 – 1989, spowodowanym krachem, pęknięciem narastającej bańki spekulacyjnej. Okres ten nazywa się historycznie “Straconą Dekadą” w japońskim społeczeństwie i tyle wam wystarczy wiedzieć mówiąc o Last Bronx. Japonia jak i jej stolica Tokio są w ekonomicznych opałach, co pozwala na rozkwit bezprawia i coraz to nowszych ugrupowań przestępczych, w postaci gangów. Walka o teren stolicy trwa w najlepsze, kiedy na murach każdej z dzielnic szefowie gangów odnajdują graffiti mówiące o ostatecznym turnieju wskazującym kto zostanie szefem wszystkich szefów i przejmie całe miasto. Graf podpisany zostaje przez enigmatyczne REDRUM (co jest palindromem słowa MURDER), wiemy tylko o tym ugrupowaniu tyle, że organizuje turniej na który udadzą się przywódcy gangów w celu ostatecznego wyjaśnienia sytuacji rządów nad miastem. Cały opis lore jest dostępny w instrukcji dodawanej do gry.

Dobra, czas odpalić giereczkę, jedziemy z tematem kochani! Pierwsze co wita nas główne menu, w którym znajdziemy takie tryby jak Arcade – czyli 1:1 wyciągnięty tryb z automatu, tutaj ostatnim bossem jest zawsze RedEye, Story – tryb wyłącznie dostępny na konsolach stacjonarnych, gdzie każdy z bohaterów ma swojego ostatniego bossa, na końcu zaś obejrzymy super scenkę animowaną (ending) wyjaśniającą nam co nie co historię danej postaci, Versus Mode, Time Attack, Watch Mode (oglądamy walkę dwóch “komputerów”), Movies (gdzie znajdziemy wszystkie odblokowane filmiki), Portrait Mode (tutaj znajdziemy wszystkie odblokowane grafiki/portrety) i oczywiście Option, gdzie możemy skonfigurować np. poziom trudności, od easy po clear arcade, czyli poziom z automatów.

Zapomniałbym, chwilę wyczekując w menu bez aktywności w końcu odpali się opening do Last Bronx z jedną z najzajebistszych piosenek w tym temacie pod tytułem Jaggy Love, skomponowanej przez trio fajnych dziewczyn tworzących zespół D’Secrets. Kawałek z Last Bronx znalazł się na kasecie magnetofonowej i na analogu z albumem Kaze no Street. Zaś opening zostawiam w linku niżej, warto to obejrzeć, jest klimacik!

 

 

 

 

 

 

Do walki staje 8 bohaterów (+ 1 dodatkowy do odblokowania na wersjach stacjonarnych konsol) i są to po kolei:

Yusaku Kudo (工藤 優作)

19 letni przywódca gangu “Neo Soul” stacjonującego przy lotnisku Haneda. 171 cm wzrostu, 66 kg wagi. Jego broń to metalowy Sansetsukon, przypominający nunczako, ale prędzej łatwiej porównać to do rozkładanej metalowej laski/kija na trzy części. Jego alternatywną bronią jest kolej Shinkansen… Jego areną jest oczywiście Naked Airport. Przed rozpadem legendarnego gangu Soul Crew, był w nim numerem trzy w hierarchii i teraz przyjdzie mu zmierzyć się z samym sobą jak i starymi znajomymi z byłego gangu.

Joe Inagaki (稲垣 丈)

23 letni szef gangu “Shinjuku Mad” stacjonującej jak nazwa wskazuje w Shinjuku (dzielnica w Tokio). Walczy używając nunczako, jego alternatywną bronią jest… kukurydza. 179 cm wzrostu i 76 kg wagi. Charyzmatyczna postać i przesiąknięta byciem cool w czaderski sposób. Jego areną jest Dark Rooftop. W legendarnym gangu Soul Crew był numerem 2.

 

Saburo Zaimoku (財目三郎)

26 letni boss gangu “Katsushika Dumpsters”, stacjonującego w Katsushika. 183 cm wzrostu, 102 kg wagi. Walczy posługując się wielkim młotem, alternatywna broń to zamarznięty tuńczyk haha. Jego areną jest Nightmare Island. Również należał do legendarnego Soul Crew, w którym zabicie legendarnego przywódcy spowodował rozpad i rozgałęzienie członków ekipy. Jego ojciec prowadzi firmę budowlaną, gdzie oczywiście pracował, stąd jego napakowana sylwetka i wybrana broń, którą walczy.

Yoko Kono (港野 洋子)

20 letnia przywódczyni gangu “G-Troops”, stacjonującego w podziemiach metra stolicy. 163,5 cm wzrostu, 49 kg wagi. Posługuje się tonfami, czyli najprościej ujmując trzymanymi z boku (przy ramieniu w długości) dwoma pałkami. Jej alternatywną bronią są parasolki. Jest siostrą RedEye’a. Jej arena to Lust Subway. Jej styl walki to przesiąknięty militarnym podłożem rozpierdziel i ciężko przeciwko niej złapać oddech.

 

Hiroshi “Tommy” Tomiie (富家 大)

18 letni szef gangu “Helter Skelter” z dzielnicy Shibuya. 165,5 cm wzrostu i 54 kg wagi. Walczy za pomocą długiego kija z bambusu, który nazywany jest specjalistycznie Bō. Jego alternatywna broń to szczotka pokładowa. Arena na której go spotykamy to Cross Street. Typowy skejcik, na dodatek zakochany bez wzajemności w Lisie Kusanami.

 

Lisa Kusanami (草波 リサ)

17 letnia liderka muzycznego bandu i zarazem gangu “Orchids”. Najmłodsza wiekowo bohaterka. 159 cm wzrostu i 45 kg wagi. Jej areną jest Moonlight Garden. Posługuje się w walce dwoma metalowymi pałkami. Jej alternatywnymi broniami są chochla i łopatka. Krótka spódniczka, długie buty na obcasach, taka gwiazdeczka żyjąca w obłokach, trenowała z Tommym za dzieciaka!

 

Nagi Hojo (豊饒 梛)

Znana również jako “Szalona Lesba” (The Raving Lesbian). 23 letnia szefowa gangu “Dogma”. Zatwardziała feministka, ale chociaż ładna. 167,5 cm wzrostu i 52 kg wagi. Jej arena to Tears Bridge. Jej bronie to Sai, czyli sztylety. Alternatywne to łyżka i widelec.

 

Toru Kurosawa (黒澤 透)

25 letni szefuncio gangu “Roppongi Hard Core Boys” z dzielnicy Roppongi. 177,5 cm wzrostu i 71 kg wagi. Posługuje się w walce bronią Bokuta, czyli drewnianym mieczem. Alternatywna broń to… składany wentylator. Bardzo agresywny i podatny na mashowanie przycisków zawodnik. Jego areną jest Radical Parking Lot. Niezły kozak z czerwoną opaską na głowie jak Rambo.

 

 

Noise from hard – cracking weapons fills the night of Neo – Tokyo…

 

System walki oparty jest na klasycznym patencie w bitkach 3D od Segi, czyli tak zwane P+K+G, są to odpowiedniki uderzenia rękoma/bronią (P jak Punch), kopy (K jak Kick) i obrona (G jak Guard). Wokół tego systemu opiera się cała mechanika, dodatkowo mamy również łapanki, klasycznie są one dostępne przy wciśnięciu jednocześnie dwóch przycisków akcji naraz plus któryś z kierunków (łapanek jest kilka rodzajów). Co jest istotne, G czyli przycisk odpowiadający za obronę umożliwia nam również anulowanie kombinacji ataków, są to tak zwane cancele. Kiedy odpalamy combo i widzimy, że np. nasz przeciwnik w odpowiednim momencie zaczął się bronić i prawdopodobnie zaraz wyskoczy z contrą, która nas ładnie potarga życiowo możemy anulować atak i przejść płynnie do innej kombinacji, bądź się wycofać i czekać na jego ruch. Cancel pozwala nam również przedłużać daną sekwencję combosów, powiedzmy że zaczynamy od dłuższego combo i ładnie wchodzi w przeciwnika, ostatnim uderzeniem w każdym combosie jest położenie drania na ziemię. Aby tego uniknąć i wpakować mu jeszcze więcej obrażeń, przed ostatnim kopem/uderzeniem w sekwencji danego combo szybko anulujemy je wciskając przycisk odpowiadający za obronę/cancel i przedłużamy zadawanie obrażeń następną sekwencją combosów, ale już w innym ustawieniu. Tak naprawdę oprócz treningu niestety nie pobawimy się w przedłużanie sekwencji combo zbyt wiele. Z dwóch powodów, po pierwsze w Last Bronx jedna dobra kombinacja ciosów potrafi zabrać 3/4 HP przeciwnika, więc samo przez się nie da rady nieskończenie długo pakować w przeciwnika co rusz piękniejsze kombinacje, po drugie przeciwnik nie głupek i swój rozum posiada, nawet jak jest botem. A wiedzcie, że ci potrafią korzystać z całej palety uderzeń i kombinacji i na pewno nie dadzą wam się tak zabawiać podczas walki. Co ciekawe, Last Bronx jako jedna z nielicznych bitek w tamtych czasach miała wgrane taunty (typowa pajacerka, w której bohater po wciśnięciu odpowiednich przycisków wyzywa przeciwnika, macha do niego żeby zaczął się brać w garść itd.) używane przez komputer! Nie ma nic gorszego jak dostawanie ostrego wpierdzielu od bota w trybie arcade i zauważenie, że ten odpala jakąś pajacerkę nad leżącą moją postacią.

Pierwsze bitki 3D miały to do siebie, że bazowały na bardzo małym rosterze postaci. W Last Bronx została użyta technologia Motion Capture, którym szczyciła się w tamtych latach Sega i który wykorzystywano w reklamowaniu gry. Mimo, że postaci jest tylko dziewięć (liczonych z jedną dodatkową do odblokowania), to każda preferuje inny styl walki, inaczej się porusza i zadaje zupełnie inne obrażenia. Jeżeli mówimy o jakości, to jest to najwyższa półka i pięknie nasi bohaterowie manewrują danymi stylami walki. Naprawdę, aż miło się ogląda następną sekwencję ciosów za pomocą nunczako, czy taniec wokół przeciwnika z Sansetsukonem.

Jak wspomniałem wyżej, sekwencja dobrze dobranego combo pozwala nam prawie zniszczyć przeciwnika pasek życia za jednym zamachem, dodajmy do tego obowiązkowy nawyk dobijania leżącego, który po sekwencji odpalamy za pomocą ‘Góra – Kierunek leżącego i P (punch)’. Wtedy pojawia się klasyczny w bitkach Segi skok na przeciwnika i zabranie jeszcze kapki HP. W większości musicie po prostu robić to już z automatu, bo przy wstawaniu przeciwnik jak i cała jego inteligencja (w przypadku oczywiście “komputera”) wzrasta. Dokładnie, komputer uczy się naszego stylu gry, rzadko kiedy odpalicie dwie te same sekwencje ciosów w jednej potyczce. Przy drugim razie czeka was doskonała obrona i niemiłosierna w skutkach kontra. Takie nastawienie na zadawanie sporej ilości obrażeń zwiększa dynamikę potyczki i oddaje w pełni feeling arkejdowego szaleństwa. Tutaj każdy start walki musi być dobrze przemyślany, to istna partia szachów, ale przyśpieszona do ogromnego tempa. Jedna walka potrafi trwać nawet 5 – 8 sekund przy założeniu, że dobrze ją rozegramy i wlecimy na perfekcie w ziomeczka. Każda z potyczek oryginalnie ma dwie rundy, czyli w tej sprawie raczej nic nowego. W porównaniu do np. Virtua Fighter, nie uraczymy tutaj wyrzucenia poza matę/ring. Każda z aren jest zamknięta i przy zepchnięciu nas do ściany możemy za pomocą skoku wykorzystać element bariery i odbić się od niej przeskakując nad przeciwnikiem wychodząc z tarapatów w całości. Oprócz skoków mamy możliwość klasycznych uderzeń dolnych, trzymając po prostu przycisk odpowiadający za dół na dpadzie, wtedy nasz bohater kuca i dzięki temu wyprowadza ataki z parteru oraz broni nadchodzące ataki w tej linii. Co jest interesujące w Last Bronx, to oprócz skoków i np. dashowania (dwa szybkie kroki w danym kierunku) mamy jeszcze jedną możliwość skrócenia dystansu między mną a przeciwnikiem. Jest nim turlanie. Przy wciśnięciu odpowiedniej sekwencji przycisków turlamy się do przeciwnika w zastraszającym tempie, jest to o tyle fajny patent, że ten w tym momencie nic nie może nam zrobić i musi poczekać, aż zacznie nasza postać wstawać. Bardzo fajnie przemyślany motyw przy przeciwnikach posiadających dłuższą broń i próbujących walczyć z nami na odpowiednim dystansie. Łapanki wchodzą bardzo ciężko i chyba nie potrafię trafić dobrze w odpowiedni timing, jedyne kiedy udawało mi się łapać gościa i odpalać animację ataku to przy odpaleniu combo, który oczywiście wchodził jak w masło, następnie przed ostatnim ciosem kładącym na ziemię wciśnięcie cancela i odpalenie szybko łapanki. Żałuję w przypadku Last Bronx, że niestety nie ma side stepów, czyli klasycznej można powiedzieć zmiany kierunku całej kamery oraz obskakiwania wokół osi przeciwnika. Uwielbiam korzystać z  tego w bitkach 3D i wymijać w taki sposób ciosy przeciwnika, jednocześnie wyprowadzając kontrę. W Last Bronx taka zmiana osi jest w praktyce, ale wyłącznie kiedy padniemy na matę i próbujemy się podnieść. Mamy wtedy możliwość uniknięcia dobitki w postaci właśnie nazwijmy to “leżącego side stepu” haha.

Jaranka giereczką nie ma końca!!! Każda z postaci ma swoją arenę i odpowiedni utwór muzyczny przygrywający na niej. Najbardziej podoba mi się arena na dachu, gdzie widać w pełni potężne budynki nocą oświetlające alternatywne Neo Tokio w kryzysie, piękna sprawa i dajcie mi przeciwnika, a postawię mu tam nagrobek. Areny ogólnie starają się odwzorowywać dane dzielnice, popularne punkty w Tokio i na pewno znajdziemy tam sporo smaczków jak napisy Last Bronx na ścianach, reklamę Famitsu etc. Utwory przygrywane na arenach to od super techniaw oddających klimat lat 90 do nawet funky podobnych nut. Każda z aren reprezentuje sobą wspaniały klimat lat 90 i aż miło się na sercu robi przebywając w tych miejscówkach. Na dodatek aestetyczny wręcz ekran loadingu, czerwone piękne napisy na czarnym tle, nieraz drygnął podczas gierkowania panowie i panie, taka jest prawda!

Ilość kombinacji ciosów nie jest jakaś zatrważająco wielka, ale niektóre potrafią dać w kość podczas nauki i ciężko je zaimplementować w ferworze walki. Last Bronx jak już wspomniałem to szybkie partie, wręcz w contencie obdarte z jakichś magicznych specjali itp. To realistyczna bitka z pięknie oddaną sztuką posługiwania się bronią białą, przy tym niesamowicie grywalna i jak siadałem o 22 na kilka partyjek potrafiłem kończyć o 3 – 4 w nocy spóźniając się potem do roboty. Graficznie dzisiaj szału nie ma, ale też chyba każdy kto siada do gry z tej generacji konsol nie ma zamiaru odpalać tego w 4K i na nowym telewizorze oczekując fotorealistycznych doznań.

Content, content no tak, do odblokowania w wersji stacjonarnej mamy jedną dodatkową postać, którym jest RedEye, co ciekawe jest to główny przeciwnik w trybie arcade i grając na automacie zawsze kończyliśmy tryb na walce z nim. Na konsolach stacjonarnych możemy nim zagrać, ma nawet własne story, które należy przejść po odblokowaniu. Na automatach grając Yoko zauważamy, że ona jak i RedEye to główne fabularne postacie w grze, jest nawet krótka mowa Yoko w walce z tym przeciwnikiem, gdzie reszta postaci tego nie ma. Na konsolach stacjonarnych tryb arcade zachowano oryginalnie, ale tryb story to już odrębne historie każdego z bohaterów kończące się oczywiście świetną animacją. Każdy z trybów to 8 walk. W trybie arcade jednak jeżeli uda nam się przejść 8 aren w mniej niż 5 minut (czyli nie przegrywając żadnej z walk i szybko załatwiając przeciwników) dostaniemy dodatkową arenę i przeciwnika, który jest metalowym odwzorowaniem naszego bohatera i używa tej samej techniki jak i broni. Taki nasz klon, fajna ciekawostka. Oprócz odblokowywania wszystkich filmików i portretów, dostaniemy również alternatywne ciuchy, możliwość walki z dużymi głowami i alternatywne bronie, w większości uda wam się je uzyskać ogrywając oby dwa tryby na najwyższym poziomie.

Jednak jak odblokować RedEye’a? W przypadku amerykańskiej i europejskiej wersji gry wystarczy przejść każdym tryb story. Ja jednak grałem w wersję japońską i tutaj pojawia się problem. Wersja japońska w porównaniu do innych regionów otrzymała drugą płytę, gdzie mamy fajne dodatki w postaci treningu podstawowych mechanik gry w teorii oraz już zaawansowanych combosów w praktyce. Dodatkowo jest tryb Introduction, gdzie każda z postaci opowiada coś o sobie i dodaje następnych smaczków całemu światu gry. W wersji japońskiej, aby odblokować RedEye’a należy po pierwsze: przejść każdą z postaci tryb story jak i arcade, zaliczyć teoretyczny samouczek minimum każdą z postaci po razie, następnie wykonać 256 + kombosów w treningu zaawansowanym, które odblokują nam RedEye’a w trybie Introduction, wejść w ten tryb i obejrzeć jego mowę. Wtedy dopiero mamy możliwość zagrania tą postacią w Story jak i Arcade. Niestety posługuje się tym samym stylem co Yoko i trochę pozostawił niedosyt. Aby go wybrać należy przy wyborze postaci nad Joe lub Yusaku wcisnąć po prostu do góry i wybierze się nam ta postać. Wydanie japońskie obfite jest również w fajne gadżety jak plakat z postaciami, z tyłu z rozpiską combo każdej z nich.

Tryb treningowy dostępny wyłącznie w wersji japońskiej z nagranym pięknie voice actingiem, naprawdę Sega postarała się w tej sprawie.

Last Bronx nawet dzisiaj broni się swoją niekończącą się grywalnością. Mechanika chociaż w założeniach minimalistyczna i wydawałoby się przestarzała potrafi odkryć przed nami swoje atuty i zanurzenie się w meandrach tej gry to coś wspaniałego. Aż żal ściska gamingową duszę, że dzisiaj raczej nie da rady zagrać w tego szpila na oryginalnym automacie, chociaż wersja na Saturna za wiele nie odstaje od oryginału. Kilkanaście lat później na PS2 wydano w ramach programu Sega Ages ponownie Last Bronx, tam mamy już odpicowaną (z oryginalnymi cieniami np.) wersję i jeżeli nie macie Segi Saturn, a chcielibyście pograć w tego szpila to warto się tym wydaniem gry zainteresować (chociaż problemem może być wydanie na PS2 wyłącznie wersji japońskiej). To naprawdę przekozacki szpil, który śnił mi się po nocach. Ma coś w sobie magicznego, tę ciężką do wykrycia nutkę majestatu konsolowego grania.

 

 

ndl

ndl

First time?

Może Cię również zainteresować: