Japońszczyzna w zachodnim wydaniu na wybranych przykładach gier

Share

Japońskie RPG-i czy ogólnie growa japońszczyzna, jak nazwa wskazuje, to domena Kraju Kwitnącej Wiśni, lecz okazuje się że nie jest to do końca prawda. Na przestrzeni całej historii tej gałęzi gatunku wiele zachodnich studiów starało się stworzyć idealną grę w tych klimatach. Pomimo szumnych zapowiedzi przeważnie nic z tego nie wychodziło, ale kilka rezultatów było całkiem obiecujących i interesujących.


W porównaniu do dzisiejszych czasów, dawniej gry w japońskich klimatach, przynajmniej na zachodzie, były domeną konsol. Owszem w KKW japońskie RPG-i pojawiały się w całkiem sporej ilości i na PC, ale u nas była to rzadkość, co zaczęło się zmieniać dopiero od niedawna. Pomimo tego zachodni twórcy podnosili rękawicę i nawet Polacy mięli w tym udział. W każdym razie gry fabularne stosujące rozwiązania skośnookich wyspiarzy pojawiały się i u nas. W przykładach jednak nie będę trzymał się ściśle gatunkowych założeń jRPG i pojawią się tytuły lekko tylko nawet zahaczające, tak dla lepszego obrazu. Kolejność przypadkowa i w żaden sposób nie oceniająca danych tytułów.


Septerra Core: Legacy of the Creator

Data premiery: 31 października 1999 roku
Kraj pochodzenia: USA
Twórca/Wydawca: Valkyrie Studios/Monolith Production
Wydawca PL: TopWare Interactive/Zuxxez
Platforma: PC/MacOS

Chyba jedna z gier najbardziej bliska japońskim wzorcom. Staroświecki rzut izometryczny i sposób poruszania były charakterystyczne dla zachodnich produkcji, ale reszta elementów od fabuły, poprzez walki, po sposób prowadzenia rozgrywki była już na wskroś japońska. W każdym razie główna bohaterka Maya, to typowa wygadana heroina, wpisująca się w schematy jRPG, podobnie jak reszta jej kompanii. Skoro gra utrzymana jest w konwencji techno-punka pomieszanego ze sci-fi nie mogło tam zabraknąć mechanicznych pomagierów, cyborgów, krzyżówek maszyno-ludzkich, technomagów, ale też… stereotypowych rycerzy w zbrojach z mieczami. W każdym razie widać ostre wzorce Final Fantasy VII, ale też Star Ocean i serii Tales. Starcia również opierają się na udoskonalonym systemie fazowym z popularnym wtedy paskiem ATB, ponadto wykorzystujący motyw kart przywołujących summony. Co ciekawe gra nie była czystym RPG-em, ale wzbogacona została o mocne elementy przygodówkowe, nie wrzucone na odczepnego i trzeba było się solidnie nagłowić. Akcja gry toczy się na planecie złożonej z siedmiu powłok obracających się wokół wspólnego jądra, sterowane przez potężny bio-komputer. Główny antagonista chce jednak przejąc nad nim kontrolę i rządzić światem, a my musimy go powstrzymać. Co ciekawe gra została spolonizowana i oficjalnie wydana u nas w pudełku, pojawiła się także w magazynie Komputer Świat Gry. Obecnie do kupienia za grosze na platformach Steam oraz GOG. Pomimo przedpotopowej grafiki wciąż warto zagrać. Istnieje też nieformalna kontynuacja gry stworzona w RPGMakerze. Septerra Core w USA została przyjęta całkiem ciepło, natomiast w Europie przeszła bez echa.


Sudeki

Daty premier: 20 lipca/ 27 sierpnia 2004 roku, 25 marca 2005 roku
Kraj pochodzenia: USA/ Wielka Brytania
Twórca/Wydawcy: Climax Solent/Monolith Production, Microsoft Game Studios, Zoo Digital
Wydawca PL: Wydawnictwo Bauer
Platformy: Xbox, PC (tylko Europa)

Chociaż gra powstawała w Wielkiej Brytanii, to jednak Amerykanie zainwestowali spore środki w jej produkcje i promocje. Było to związane z chęcią zdobycia jakiejś pozycji dla pierwszego Xboxa w Japonii, więc należało udowodnić, iż zachodnie studia mogą tworzyć tytuły w tych klimatach. Sudeki miało właściwie wszystko to co typowy action-jRPG: odpowiednie uniwersum, bohaterów i oprawę graficzną. Niestety za ostro pojechano po stereotypach na temat produkcji z Kraju Kwitnącej Wiśni, co dla tamtych graczy było zarówno śmieszne, żałosne jak i konsternujące dla zachodnich. Bo  jak tu wyjaśnić chociażby fakt, że Ailish — księżniczka poważnego kraju nie ubiera się jak monarchini tylko świeci nagością jak prostytutka. O kociousznej pannicy Buki i mieszankach techno-średniowiecznych nie wspominając. Ogólnie jednak tytuł rozrywką przypominający nieco później wydane Phantasy Star Universe, pozwalający przełączać się pomiędzy pierwszo i trzecioosobowym widokiem, na Xboxie został przyjęty całkiem ciepło. Zresztą promowano go w tak poczytnych magazynach jak The Washington Post i Time. Gorzej w było z wersją PC mającej absurdalne wymagania i sporo błędów. W Polsce gra pojawiła się w magazynie CD-Action na krążku DVD oraz płytach CD. Obecnie można ją kupić na platformie Steam. Co ciekawe rozpoczęto prace nad sequlem, ale zostały one przerwane.


Anachronox

Data premiery: 27-30 czerwca 2001 roku
Kraj pochodzenia: USA
Twórca/Wydawca: Ion Storm/Eidos Interactive
Wydawca PL: Cenega
Platforma: PC

Anachronox miało być na początku XXI wieku tym czym dla nas obecnie wyczekiwany Cyberpunk 2077, czy pierwszy Deus Ex, zresztą stworzony przez tych samych twórców. Prace nad grą rozpoczęto w 1998 roku i miała się ona składać z dwóch części, lecz po zamieszaniu z innym tytułem – Daikatana, premiera sporo się opóźniła i ostatecznie skończyło się na jednej odsłonie, przez co scenariusz sprawia wrażenie niedokończonego. Szkoda, bo to kawał naprawdę dobrego kodu bazowanego na japońskich produkcjach. Tytuł w klimatach space-opery ma naprawdę wciągającą, nieco humorystyczną opowieść z bohaterami wtedy raczej niespotykanych w zachodnich grach. Ścigany za długi Sylwester Boots wraz se swoją cyfrową sekretarką Fatimą oryginalny może i nie jest, ale jego paczka już tak: robocik, zgryźliwy dziadek, czarnoskóra pani naukowiec, niedoszły superbohater, futurystyczna shinobi, a nawet cała planeta, którą możemy posłać do boju. Ponadto sama oprawa graficzna, chociaż tworzona silniku Quake 2, przypomina tą z Final Fantasy VIII podobnie jak fazowy styl walki oparty o pasek ATB. Niestety gra pomimo wysokich ocen w recenzjach przeszła bez echa, w Polsce natomiast była dodawana do magazynu Play. W 2015 roku Square Enix pozwoliło należącemu już do nich Eidosowi na rozpoczęcie prac nad remakiem tytułu, ale jak do tej pory nic więcej nie wiadomo.


Child of Light

Daty premier: 29-30 kwietnia/2 lipca 2014 roku, 11 października 2018 roku
Kraj pochodzenia: Kanada
Twórca/Wydawca: Ubisoft Montreal/Ubisoft
Wydawca PL: Ubisoft GmbH
Platforma: PC, PS4/PS3/PS Vita, Xbox One/X360, Wii U/Switch

W sumie stosunkowo współczesna gra i nie ma co się więcej nad nią rozwodzić. Twórcy nie ukrywali, że ich platformowy RPG odnosi się do chociażby Final Fantasy oraz Odin Sphere, aczkolwiek zawierający turowe walki. Również dwuwymiarowa grafika została zainspirowana pracami Yoshitaki Amano oraz Hayao Miyazakiego. Pomimo bardzo wysokich ocen i ogromnego początkowo zainteresowania, temat z czasem ucichł podobnie jak nadzieje na część drugą.


Regalia: Of Men and Monarchs

Daty premier: 18 maja 2017 roku, 10-13 kwietnia 2018 roku
Kraj pochodzenia: Polska
Twórca/Wydawca PL: Pixelated Milk/CDP
Platforma: PC, PS4, Xbox One, Switch

Polacy nie gęsi i swoje japońskie RPG mają, tym razem w taktycznym wydaniu. W sumie również sprawa dość świeża, bo sprzed 2-3 lat. Zasadniczo zalicza się do gier niezależnych, ale jest wystarczająco dobrze zrobiona by się nią zająć. Graficznie bezsprzecznie nawiązuje do produkcji KKW, podobnie jak taktyczne walki. Sama fabuła odkrywcza nie jest — jako książę mamy spłacić długi i przy okazji rozwijać miasto, ale sama zabawa zalicza się do trudnych zważywszy na ograniczenia czasowe. Rezultat jednak podobny, pomimo ciepłego przyjęcia szału nie było. Chęci kontynuacji również brak.


Gorky 17

Data premiery: 29 września 1999 roku
Kraj pochodzenia: Polska
Twórca/Wydawca PL: Metropolis Software/TopWare Poland
Platforma: PC

Gorky 17 od zasłużonego Metropolis Software, stworzona pod kierownictwem Adriana Chmielarza, była jedną z pierwszych polskich gier, której udało się jakoś zabłysnąć za granicą (jako Odium). Akcja gry toczy się na terytorium Polski w roku 2009, gdzie do tajnego poradzieckiego miasteczka, przybywa oddział wojsk NATO, by przeszukać laboratorium prowadzące kiedyś eksperymenty na ludziach. Niestety pierwsza ekspedycja ginie, więc zostaje wysłana druga, by sprawdziła co się stało. Natrafiają na wrogie hybrydy owadzio-ludzkie. Tytuł łączy w sobie elementy taktycznego RPG-a oraz przygodówki i chociaż oprawa nie wskazuje na żadne związki z japońskimi grami, to jednak rozgrywka i turowe starcia na modłę Final Fantasy Tactics czy Arc The Lad już tak. Tytuł do dzisiaj jest niesamowicie grywalny chociaż jak na swoje czasy krótki. Inna sprawa, że dzisiaj zaledwie kilkugodzinna zabawa nie jest już niestety uważa za kuriozum i mało kto uważa to za wadę. Cóż, gaming zeszedł na psy. Tytuł można zakupić na platformach GOG i Steam.


Black Sigil: Blade of the Exiled

Data premiery: 9 czerwca 2006 roku
Kraj pochodzenia: Kanada
Twórca/Wydawca: Studio Archcraft/Graffiti Entertainment
Platforma: Nintendo DS

Klasyczny japoński „erpeg” z grafiką żywcem wyciągniętą z Chrono Trigger, tyle że dla zmylenia przeciwników zrobiony w Kanadzie. Po raz pierwszy doniesienia o tej grze krążyły po sieci już w 2004 roku, kiedy jako Project Exile przygotowywana była do zawojowania wtedy najpopularniejszego handhelda, czyli Gameboy Advance’a. Według znawców tematu akcja gry toczy się w świecie luźno powiązanym z tym, który wykreował w swoich powieściach Piers Anthony mianowicie Xanth. Historia bierze swój początek w mroźnym królestwie Bel Lenora, gdzie prawie wszyscy mieszkańcy korzystają z magii, a ci co takowego daru nie posiadają traktowani są jak odszczepieńcy. Wśród nich jest Kairu nieposiadający magicznego daru, więc otoczenie darzy go szczerą i nieukrywaną wrogością. Zostaje on skazany na wygnanie, a razem z nim ucieka córka miejscowego wielmożnego imieniem Aurora. Poprzez tajemniczą jaskinię nasza dwójka dociera do nieznanego im świata zwanego Artanią, gdzie akurat magia sprowadza na posiadających owy dar same kłopoty, co z pewnością źle wróży dziewczynie. Ogólnie rzecz biorąc tytuł to fazowo- turowy jRPG z paskiem ATB i członkami drużyny biegającymi swobodnie bez ładu i składu po polu bitwy. Trzeba jednak przyznać, że walki tutaj są naprawdę wymagające. Mimo wszystko produkcja kariery nie zrobiła.


Shantae (seria)

Daty premiery: lata 2002, 2010-2020
Kraj pochodzenia: USA
Twórca/Wydawca: WayForward Technologies/różni zależnie od platformy
Platformy: GBC/GBA, NDS/3DS, Switch, PS4, PS Vita. Xbox One, smartfony

Shantae, to ponętna dziewczyna-dżinn, masakrująca wrogów włosami i tańcem brzucha. Przygody chłoszczącej warkoczem dżinnicy mają swój początek jeszcze w czasach konsolki GameBoy Color, ale dopiero w ostatnich latach postanowiono wykorzystać potencjał Shantae. Seria początkowo była miksem platformówki 2D oraz zręcznościówki, lecz wraz z kolejnymi częściami coraz bardziej zmierza ku elementom metroidvanii oraz RPG-a. Mimo wszystko perypetie śliczniutkiej bohaterki naprawdę wciągają, a grafika rodem z japońskich produkcji jest bardzo kolorowa i właściwie na pierwszy rzut oka ciężko poznać iż to amerykańska produkcja. W przeciwieństwie jednak do zachodnich tytułów nawiązujących do stylu anime, których gwiazdy dawno i szybko zgasły, ta marka powoli, ale stale zdobywa popularność, więc można się spodziewać kolejnych kontynuacji. Obecnie cykl liczy pięć odsłon, ponadto część pierwsza wkrótce zostanie wydana ponownie również na Nintendo Switch. W każdym razie seria zalicza stopniowy progres od rozpikselizowanej pseudo-retro oprawy po całkiem ładne 2D w wysokiej rozdzielczości. Może wkrótce doczekamy się Shantae w trójwymiarze? Poniższe zdjęcie pochodzi z najnowszej odsłony z podtytułem Seven Sirens.


Fading Hearts

Data premiery: 2009 rok
Kraj pochodzenia: Kanada
Twórca/Wydawca: Sakura River
Platforma: PC

Visual novel ze sporą dawką rpg (walki, współczynniki rozwijane przez trening i tłuczenie potworasów) w typowym japońskim wydaniu, tyle że z Kanady. Miejsce naszego wirtualnego życia to Trident City, miasto w państwie Sorayama roku 2006-go. Nie jest to wbrew pozorom growy odpowiednik Japonii, ale całkiem inny kraj. Pokierujemy losami siedemnastolatka imieniem Ryou. Młodzieniec wcześnie stracił rodziców podczas masowej paniki związanej z tzw. pluskwą milenijną. Przez pewien czas przebywał w sierocińcu, gdzie zacisnął więzy przyjaźni z Claire i Riną — dziewczynami, które przeżyły podobną co on tragedię. Obecnie cała trójka z uwagi na swoje nieprzeciętne zdolności uczęszcza do miejscowej prestiżowej uczelni. Spokojna egzystencja zostaje przerwana innym niż zwykle zachowaniem przyjaciółek oraz doniesieniami o tajemniczej dziewczynie walczącej z potworami zamieszkującymi miejscowy las. Pora rozpocząć śledztwo, które z czasem generuje coraz więcej tajemnic, a ostatecznie doprowadzi do jednego z 30 zakończeń: dobrych, złych, śmiesznych, łzawych, a czasem o wymiarach apokaliptycznych. Gra była przeznaczona na krótkie serie przed monitorem, a każde z zakończeń można było osiągnąć w jeden wieczór, ale taki był też zamiar twórców. Jednak pomimo wielowątkowości i ten tytuł nie zdobył większej popularności. Obecnie można go kupić na platformie Steam.


Secret of Evermore

Daty premier: 1 października 1995 roku, 22 luty 1996 roku
Kraj pochodzenia: USA
Twórca/Wydawca: Square/Squaresoft, Nintendo
Platforma: SNES

Japoński RPG-akcji, stworzony na silniku znanym z Secret of Mana i Seiken Densetsu 3 na konsolę Super Nintendo, który (co ciekawe) nie miał oficjalnej premiery KKW. Za grę odpowiada amerykański oddział Squaresoftu, więc niektórzy fani wręcz traktują tą część jako składową serii Mana bądź jej wariację. Fabuła przybliża nam popularny wtedy motyw podróży w czasie trochę jak w Chrono Trigger, ale tym razem wcielamy się w rolę amerykańskiego nastolatka przemierzającego różne epoki-światy. Cóż, mimo iż twórcy przyłożyli się do pracy, a recenzje były całkiem pozytywne, o tytule tym pamiętają jedynie najwięksi fani gier retro.


Czy to wszystkie japońskie, niejapońskie produkcje. Pewnie nie, ale z tymi akurat miałem do czynienia. Jak widać podrobienie japońszczyzny, to dla zachodnich twórców niełatwy orzech do zgryzienia, bowiem pójście w stereotypy i uproszczenia gatunkowe często wywołuje niesmak, natomiast rewolucyjne zmiany często odrzucają fanów tego stylu rozgrywki. Myślę, że na przeszkodzie stoi bariera kulturowa i mentalna, którą ciężko przełamać, no ale próby trwają i zapowiadane są kolejne tytuły. Może kiedyś się uda…  Jeśli artykuł się podobał, a ja znajdę inne przykłady, możemy pomyśleć o części drugiej. Jak na razie wszystkim czytelnikom dziękuje za lekturę i pozdrawiam. Do następnego razu.

Może Cię również zainteresować: