In my restless dreams, I see that town…

Share

Silent Hill — tajemnicze miasteczko skąpane w gęstej mgle, które straszyło nas od lat. Postanowiłem bliżej przyjrzeć się co takiego strasznego jest w tym miejscu, oraz czego szukają ludzie, którzy się w nim pojawiają. Będzie to luźna analiza w oparciu o Lost Memories i drugą część serii.


Miasteczko może być dla jednych odpowiednikiem piekła lub czyśćca, ale ludzie do niego trafiający, to przeważnie niczego nieświadome ofiary. Jednak czy miasto jest złe? O wiele bardziej skłaniam się do hipotezy, że to ludzie są źli, a miasto jest tylko katalizatorem. Ale może zacznijmy od początku, bo warto napisać więcej o jego historii. Która zaczyna się już w XVII wieku. Mieszkająca tu rdzenna ludność uważała to miejsce za święte i odprawiała tu różne rytuały przez ponad 100 lat. Wszystko jednak zaczęło się zmieniać na początku XVIII wieku, gdy pojawiły się pierwsze europejskie kolonie w „nowym świecie” i miejsce to zostało zamieszkałe przez osadników, jednak jakiś czas potem dotknięte epidemią opustoszało. W 1812 roku zaczęła się wojna z Anglią, a osadę przekształcono w obóz karny, w tym czasie powstał szpital Brookhaven i więzienie. A miasteczko nazwano „Silent Hill”. W 1820 r. Maine uzyskało prawa stanowe i zaczęto wysiedlenia rdzennej ludności. (Stan w którym znajduje się Ciche Wzgórze jest bezpośrednim nawiązaniem do S. Kinga, który też pochodzi z Maine i wiele jego powieści ma miejsce akcji właśnie w tym stanie.) Około 1840 r. zamknięto więzienie, a 10 lat później miasto przekształciło się w kolonię górniczą, co ponownie doprowadziło do napływu osadników… W 1861 r. wybucha wojna secesyjna, a więzienia w mieście stają się obozami dla jeńców. Po zakończeniu wojny pod koniec XIX wieku, aglomeracja zmienia się w kurort turystyczny. Jednak już wtedy miejsce to owiane jest złą sławą… Pojawiają się różne plotki o tajemniczych zaginięciach, które z biegiem lat tylko się nasilają i do połowy XX wieku Silent Hill staje się miastem widmem…

Gra jest pełna niedomówień. Wiecie dlaczego James tak wpatruje się w lustro?

Według opowieści rdzennych mieszkańców rejon ten służył nie tylko do rytuałów, ale też jako miejcie pochówku. Był czczony i szanowany za „moc”, która w nim drzemała. Jednak przybycie osadników, wojny i przelana w nim krew sprawiły, że to święte miejsce zostało zbrukane i zmienione na zawsze… Tak narodziło się miasteczko we mgle, które znamy z gier, a ludzie, którzy do niego trafiają są niczym ćmy nad ogniem. Z jednej strony zagubieni i szukający odpowiedzi, oraz ukojenia, z drugiej całkowicie nieświadomi niebezpieczeństwa…

Żaden z bohaterów serii, nie jest do końca świadomy swoich czynów, tak samo jak nie są świadomi dlaczego akurat pojawili się w tym miejscu. Najbardziej oczywistą wskazówkę dostaje James w liście od swojej zmarłej żony, paradoks samego listu sprawia, że James pojawia się w Silent Hill, aby sprawdzić, zobaczyć na własne oczy co jest prawdą, a co kłamstwem. Choć można bezpiecznie założyć, że każdy kto trafił do miasteczka nad jeziorem Toluca, jest już w zaawansowanym stadium psychozy, jednak o sile urojeń bohaterów dowiadujemy się stopniowo z gry. Gdyż oni sami przemierzając opustoszałe ulice i alejki pogrążają się w ciemności miasta, która odpowiada ciemności ich własnych umysłów. Zaczynają całkowicie nieświadomi, a z czasem są zmuszeni do konfrontacji ze swoimi lękami i urojeniami. Dlatego jedni bohaterowie pod koniec gry są już całkowicie oderwani od rzeczywistości, a inni znajdują powód do życia.

Ludzie z problemami i zaburzeniami psychologicznymi często celowo i usilnie starają się zapomnieć i wymazać z pamięci traumatyczne przeżycia. Co samo w sobie, często, nawet u ludzi zdrowych prowadzi do psychozy, depresji i zaburzeń osobowości. Ludzie których poznajemy w grze, to zwykle osoby skrzywione emocjonalnie przez życie i innych, a miasteczko jest tylko „prawdą”, obskurną rzeczywistością, której nie chcą stawić czoła. Dlatego w oczach protagonistów miasto wygląda jak najgorsze miejsce z koszmarów Beksińskiego, pełne demonów i potworów. Jednak wszystko to jest tylko ucieleśnieniem skrywanych myśli. Co ma na celu pokazanie jak bardzo są skrzywieni, miasto korzystając z ich podświadomości pokazuje im celowo wszystko to, czego najbardziej się obawiają i o czym usilnie chcą zapomnieć. Świat złudzeń może być kojący, ale ostatecznie realia zawsze nas doganiają i musimy stawić im czoła. Tylko od nas zależy czy będziemy żyć dalej, czy pozostaniemy w świecie złudzeń na zawsze. Logika w Silent Hill nie istnieje, bo jest to świat na pograniczu snu i rzeczywistości, a wszystko czego doświadczamy, to manifestacja walki świadomości i podświadomości. Wszystko co ukryte musi być ujawnione, by to co nieświadome stało się świadome, to podstawy psychoanalizy. Ale dużą rolę odgrywa też alchemia:

  1. Wszystko jest umysłem; Wszechświat jest Mentalny; Wszechświat składa się z myśli.
  2. Jak na górze, tak i na dole; Jak na dole, tak i na górze.
  3. Nic nie spoczywa; Wszystko się porusza; Wszystko jest w ruchu; wszystko wibruje.
  4. Wszystko jest dwoiste; wszystko ma swoje bieguny; wszystko ma swoje pary przeciwieństw; to i przeciwne do niego są tym samym; przeciwieństwa mają identyczną naturę, różnica leży w natężeniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić.

You promised me you’d take me there again someday. But you never did.

Są to cztery pierwsze prawa z Kybalionu, które niejako są podstawami alchemii i próbą zrozumienia praw, które rządzą światem. To właśnie za pomocą alchemii kult — The Order — chciał wskrzesić „boga”. Silent Hill ma wiele nawiązań do okultyzmu i alchemii. Większość znajdowanych przedmiotów ma ukryte znaczenie i możemy wiele dowiedzieć się o grze tylko analizując, to co znajdziemy, nawet jeśli często wydaje się to być całkowicie przypadkowa rzecz, zapewniam, że tak nie jest. Team Silent szczególnie w pierwszych 3 częściach wszystko rozmieszczał jak najbardziej celowo…

Sam pamiętam, że podczas ogrywania pierwszej części, podchodziłem do gry jak do zwykłego horroru, jednak jako dzieciak nie rozumiałem, że to co widzę ma drugie dno i jest metaforą naszej rzeczywistości. Życie i traumatyczne wydarzenia na zawsze zmieniają nas i naszą przyszłość. Dzięki temu każdego dnia stajemy się kimś innym, każdy spotkany człowiek, każdy wypadek i cierpienie odbija się na naszej psychice, co w rezultacie może prowadzić do zmiany osobowości. Oczywiście są w życiu dobre i złe chwile, i to wszystko się sumuje. Jednak co gdy to zło przejmuje kontrolę, co gdy każdego dnia cierpimy po stracie bliskiej osoby i nie możemy wykrzesać siły, by wstać z łóżka? Jak załatać dziurę w sercu i w umyśle?

Czas goi rany… Nic bardziej mylnego, czas sprawia, że nasze życie staje się szare i obojętne, że potrafimy wykonywać wszystkie codzienne czynności niezależnie od tego jak cierpimy. Czas sprawia, że oswajamy się z brutalną rzeczywistością. Jednak żyjąc w świecie własnych złudzeń, jak odróżnić prawdę od rzeczywistości? Co jest właściwie, a co tylko wytworzone przez chory umysł? Ucieczka od bólu i cierpienia wydaje się kojąca, ale nigdy nie jest prawdziwa. Jest to chyba cecha większości bohaterów serii, każdy z nich przed czymś ucieka, każdy ma w sobie nierozwiązane problemy i głęboko zakorzeniony ból, który manifestuje się w miasteczku…

Prędzej czy później każdy stanie przed „obliczem” rzeczywistości…

Z naukowego punku widzenia, wszystko co przeżywamy i czujemy da się spreparować. Pamiętacie co odpowiada Morfeusz, gdy Neo pyta: „Czym jest matrix?”. „Prawdą się tylko impulsy elektryczne przetwarzane przez nasz mózg.” Choroby ciała i umysłu bardzo się od siebie różnią, o budowie ciała uczymy się już w podstawówce, a mózg do tej pory pozostaje właściwie niezbadany. Cytując J. Gaardera:

Gdyby nasz mózg był tak nieskomplikowany, że moglibyśmy go zrozumieć, bylibyśmy wówczas tak głupi, że i tak byśmy go nie zrozumieli.

Nasz umysł jest niczym niezbadane dno oceanu. Nigdy do końca nie wiadomo, co się tam skrywa. Jest to idealna metafora ludzkiego zachowania. Reagujemy emocjonalnie i wszystko co nas spotyka potrafi nas zmienić. Dlatego potrafimy się śmiać, płakać i działać często wbrew logice. Dla wielu ludzi morderstwa/kradzieże i inne zbrodnie popełniają tylko ludzie „psychiczni” tzw. świry/psychole. Ale prawdą jest, że każdy tylko ocenia, a nikt nie wie co by zrobił, gdyby ktoś zabił mu dziecko/ojca lub przyjaciela. Każdy ocenia wszystkich przez pryzmat swojego umysłu i stanu emocjonalnego, ale wiele osób nigdy nie straciło najbliższych, nigdy nie głodowało, i nigdy nie spojrzało śmierci w paszczę. Nie usprawiedliwiam łamania prawa, ale chcę zwrócić uwagę na spiralę ignorancji i hipokryzji. Bo ludzie nie rodzą się źli, nikt nie rodzi się mordercą, to świat i życie nas zmienia. Ludzie odcinają się od tego co złe, a jest to nierozłączną częścią tego co dobre. Nikt nie jest całkowicie zły i całkowicie dobry. Każdy ma wybór w swoim życiu, ale nie każdy potrafi go dostrzec. Czasami zamiast ludzi na ulicy widzisz tylko „groteskowe manekiny”. Żyjesz, cierpisz, aż w końcu załamujesz się i pragniesz tylko usłyszeć raz jeszcze głos swojej ukochanej żony, czy zamordowanego 5 letniego synka. Tego nie da się jednoznacznie wytłumaczyć, a gdy to rozumiesz jest już za późno…

Bohaterowie Silent Hill są bardziej ludzcy, niż większość tego co mamy obecnie w grach. Ograniczenia technologiczne były zawsze problemem w wykreowaniu wiarygodnych bohaterów, ale w tym przypadku Konami postanowiło posłużyć się samym miasteczkiem, które choć martwe żyło swoim życiem, a raczej życiem swoich ofiar. Wymowność i klimat miasta oddaje lepiej stan psychologiczny bohaterów, niż wiele godzin dialogów, czy monologów. Gra ma przez to niesamowitą głębię, bo odbija piłeczkę bezpośrednio w naszą stronę. Miasto jest tu jednym z bohaterów, ale podobnie jak narrator w książkach przedstawia obiektywnie historię ludzi, którzy się w nim znaleźli. Nigdy nie było ani dobre, ani złe. Wystawia ludzi na próbę i pozwala im lepiej zrozumieć siebie, jednak jest to zabójcza gra, której nie wszyscy podołają. Więcej w tym terapii szokowej, niż rozmowy i zrozumienia. Psycholodzy i psychiatrzy próbują wszak uświadamiać ludziom, że ich urojenia to tylko halucynacje i nie mają wpływu na rzeczywistość. Silent Hill jednak żyje i powołuje do życia wszystko czego się najbardziej boisz, obiektywnie, potęgując wszystko, nawet najmniejszą fobię. Dla miasta nie liczy się czy przeżyjesz, bo zostałeś wybrany, a to czy staniesz się ofiarą własnych słabości, czy zostaniesz nadczłowiekiem i przeżyjesz, zależy tylko od Ciebie…

Jak złamać człowieka? Zabierz mu wszystko co kocha…

Miasto jest groteskowym komentarzem społeczeństwa i ludzkości ogólnie: „Widzicie jacy ludzie są chorzy?” i sarkastycznie wyśmiewa nieświadomych graczy, rządnych tylko grozy i emocji. Tylko nieliczni zrozumieją, że trafiając do Cichego Wzgórza, trafili tam podobnie jak bohaterowie i tak jak oni są wypaczeni i skrzywieni… Jak wiadomo, z tego miejsca niewielu wraca. Bo niewielu ludzi wraca znad „krawędzi”, gdy przekraczasz granicę, to nie ma już odwrotu, gdy popełniasz samobójstwo, to nie ma drugiej szansy. Gdy kogoś zabijesz, to nie zwrócisz mu życia nawet za cenę swojego własnego. Będąc świadkami doświadczeń bohaterów sami zostajemy naznaczeni piętnem tego miasta, a raczej uświadomieni, że nie ma ucieczki przed ciemnością, która jest w nas, bo ona będzie zawsze z nami podobnie jak nasze doświadczenia, wspomnienia i marzenia. Ciemna strona miasteczka, to ciemna strona każdego z nas, najdalsze zakamarki naszych myśli zakopane gdzieś głęboko w otchłani przed światem zewnętrznym. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z jej istnienia, ale każdy posiada ciemną stronę. Wystarczy spojrzeć na to co dzieje się na świecie i zadać sobie pytanie, czy ludzie faktycznie są dobrzy? Czy można „opanować” ciemność, o której wielu nawet nie ma pojęcia? Jednak w tej walce nie ma zwycięzców, bo nie da się zapanować nad prawami rządzącymi światem, każdy człowiek rodzi się i umiera, taka jest kolej rzeczy. Jedyne co możemy zrobić, to zaakceptować w porę swoją ciemność, zanim nas pochłonie i mimo bólu oraz cierpienia walczyć o coś więcej, niż swoje życie, komforty i dobrobyt…

Dlatego Ty czytelniku też jesteś wypaczony. Tak samo jak ja i cały świat. A jeśli myślisz inaczej i mówisz sobie „ja jestem normalny”, to zastanów się nad tym jak wygląda obecny normalny świat do którego chcesz się dopasować. Jakby się nad tym dłużej zastanowić świat Silent Hill niczym nie różni się od naszego, z jednym wyjątkiem, w grze widziałeś „prawdziwe” oblicze potworów i swoich lęków, a w życiu wszyscy ludzie wyglądają podobnie, nawet jeśli mają dusze czarne niczym smoła. Nigdy nie wiadomo, kto wbije Ci nóż w plecy i kto za pomocą jednego guzika zmieni życie milionów w prawdziwe piekło…

Iron

Iron

All under heaven.

Może Cię również zainteresować: