Hollow Knight

Metroidvania połączona z Dark Souls w świecie robaków w stylu dark fantasy? Jakby ktoś kazał mi jednym zdaniem opisać Hollow Knight to być może tak by to wyglądało. Gra twórców z Team Cherry to jednak coś znacznie więcej i zasługuje na zdecydowanie głębszy opis.

No, ale zacznijmy od początku.


Naszą główną postacią jest ktoś/coś w stylu żuka. Trafiamy więc do mrocznego świata Hallownest spotykając też innych przedstawicieli świata robaków i w zasadzie tyle… fabuła jest opowiadana dosyć szczątkowo i do sporadycznych dialogów trzeba sporo dopisywać, a to na podstawie obserwacji świata, a to trochę na podstawie naszych własnych domysłów. W każdym bądź razie jest mrocznie i z początku nie wiemy co robić, gdzie mamy to robić i właściwie to po co. Tajemnicze dźwięki, ciemny styl graficzny i niepokojące odzywki sporadycznie spotykanych NPC. To wszystko wprawia nas w uczucie niepokoju od samego początku, potęgowane dodatkowo przez wszędobylską śmierć.

W Hollow Knight śmierć odwiedzać będzie nas często, często więc będziemy ginąć i biec ponownie po nasze punkty, tzw. Geo. Owe Geo to punkt centralny naszego rozwoju, waluta która pozwala nam na rozwój życia, punktów do czarowania, liczby czarów, kupowania czarów, kluczy, map itd. Myślę, że każdy już załapał. Bez Geo nie mamy nic, a po śmierci i ponownej śmierci zanim wrócimy do naszego ducha nie mamy też Geo.

Nie ma taryfy ulgowej dla nowych graczy. Skręcisz nie w tę uliczkę to umrzesz od razu, lądujesz do ławeczki na której ostatnio siedziałeś i znowu musisz próbować znaleźć właściwą drogę w tym pokręconym świecie. Dla kogoś  kto nie spodziewa się takiego poziomu trudności może być to powód aby odpuścić grę bowiem już na starcie  poprzeczka stoi wysoko. Klimat, sposób prowadzenia fabuły i system śmierci to jak widać nie jedyny wspólny punkt z grami spod stajni From Software.

Cechą wspólną jest również brak prowadzenia gracza za rękę i to właśnie tu pojawia się kluczowe utrudnienie. Już z pierwszego miasteczka możemy iść w dowolnym kierunku, próżno jednak szukać wskazówek na temat dogodnego kierunku. Musimy samodzielnie więc odszukać właściwą drogę. Taką, którą jesteśmy w stanie przejść z naszymi umiejętnościami, a szybko się przekonacie, że nie jest łatwo obrać odpowiedni azymut. Z pomocą przychodzą nam na szczęście znaczniki w różnych kolorach, które możemy dowolnie umieszczać na mapie. Znaczniki są oczywiście płatne, ale dość mocno ułatwiają odnalezienie się w tym skomplikowanym i rozbudowanym świecie. Warto jednak zacisnąć zęby i przełamać trudne początki chociażby po to aby doświadczyć wykreowany na potrzeby gry Hallownest. Cały nasz “robaczy” świat jest podzielony na kilka obszarów, każdy obszar ma mapę, a oczywiście każdą mapę musimy kupić u odpowiedniego kartografa, którego w danym obszarze musimy znaleźć. Nie jest łatwo bo chwilę trzeba pobłądzić po nieznanych krainach, aby mieć rozpiskę tunelów danego regionu. Hallownest jest skonstruowany w naprawdę imponujący sposób. Świat modliszek, świat grzybów, pająków…w dodatku każdy ma swoją historię, swój własny dramat, który możemy poznać jeśli będziemy bacznie patrzeć i słuchać. 

Z pozoru prosta fabuła i nic nieznaczące postaci okazują się zagmatwanymi historiami gdzie nawet przeszłość zwykłych modliszkowych przeciwników skrywa znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Warto dać się porwać bowiem gra zarówno oprawą audio-wizualną jak i całą otoczką fabularną budowaną poprzez ciągłą tajemnicę i niedomówienia wynagradza nam nasze trudy. 

Design poziomów, potworów i bossów robi wrażenie. Tych ostatnich zapamiętamy nie tylko poprzez obłędny wygląd, ale również za sprawą niesamowitych walk. W trakcie naszych potyczek nie widać poziomu życia naszego przeciwnika, także momentami poziom presji i adrenaliny powiązany z sporym poziomem trudności sięga momentami zenitu. Na szczęście do każdej walki można się w pewien sposób przygotować. Nasz bohater ma do dyspozycji tak zwane charm’y. Charmy to czary i umiejętności, które wkładamy w wolne “sloty”, których z czasem też przybędzie.

W ten oto sposób, przykładowo do walki właśnie z wspomnianym bossem, możemy założyć charm wzmacniający obronę, przyśpieszający kroki bądź taki, który przyśpiesza przywracanie życia za pomocą naszej duszy.

Te ostatnie jest dość kluczowe.

Oprócz punktów życia nasz mały rycerz ma tak zwaną duszę. Duszę możemy wykorzystać albo do czarowania, czyli do wykorzystania charm’u (np. takiego, który puszcza zabójczą falę przed siebie) albo do odnawiania naszego życia. Regeneracja to dość kluczowy aspekt naszych przygód bowiem jest to praktycznie jedyny sposób odnawiania naszego życia poza oczywiście odpoczynkiem na naszych punktach zapisu – ławeczkach.

Dobór naszych umiejętności to praktycznie nasz “build” biorąc pod uwagę dość sporą liczbę czarów dostępnych w grze. W ten oto sposób możemy spersonalizować naszego knight’a dopasowując go do naszego stylu grania i preferencji. Bardzo fajnie to urozmaica nasze przygody i zachęca zarazem do zaglądania w każdy kąt, a nóż widelec znajdziemy tam jakąś nową umiejętność…a jeśli nie, to chociaż pozbieramy geo które przydać mogą się zawsze, chociażby właśnie do nabycia nowych “czarów”.

Nie tylko czary i znaczniki możemy wydawać za nasze małe pieniążki, kupców i innych NPC jest znacznie więcej. Tu pojawia się pewien problem. Otóż część z nich spotkamy w naszej pierwszej lokalizacji natomiast pozostałą część przydatnych postaci napotkamy w przeróżnych obszarach mapy do których niekiedy musimy przejść ładny kawałek usiany potworami…. zazwyczaj tylko po to aby kupić jedną jedyną rzecz lub co gorsza aby sprawdzić jedynie cenę. Traktuję to jako przymusowe utrudnienie i trochę niepotrzebny backtracking.

Owy backtracking to właściwie najpoważniejszy minus jaki mogę zarzucić tej grze, na szczęście jest on trochę mniej dokuczliwy z powodu kolejek łączących praktycznie każdy region naszego świata. 

Można jeszcze ewentualnie przyczepić się do nie zawsze sprawiedliwego rozmieszczania ławek, ale w zasadzie w większości przypadków nie są one daleko oddalone od bossów, a szukanie owej ławeczki z resztką życia na nowym nieznanym terenie to moment gry, który będziecie przechodzić praktycznie stojąc. Gwarantuję.

Jeśli chodzi natomiast o same zwiedzanie naszego zagmatwanego świata to gra poprzez otwartą strukturę zostawia nam wolną rękę. Jasne, bez pewnej umiejętności nie przejdziemy pewnego fragmentu, ale jeśli na samym początku kupimy latarkę to możemy zacząć od terenów, które spokojnie moglibyśmy robić znacznie później.

Taka konstrukcja sprawia wrażenie, że sami odkrywamy nasz świat. Z drugiej jednak strony, tak jak wspominałem już wcześniej, sprawia , że poprzeczka dla nowych graczy jest zawieszona bardzo wysoko. Zresztą nie tylko dla nowych graczy. Bez prowadzenia notatek albo genialnej pamięci powroty do gry po dłuższych przerwach od grania potrafią dać w kość, a pytania w stylu „gdzie byłem”, „co robiłem” „i co teraz” będą same cisnąć nam się na usta.

Oprócz głównej zawartości gry mamy aż trzy darmowe dodatki, które znacznie wydłużają czas gry oraz rozjaśniają co nieco niektóre wątki. Wracając jednak do naszej głównej rozgrywki to skończenie jej samej spokojnie wystarcza na około 40 godzin, warto jednak przysiedzieć przy niej tyle ile będzie trzeba, aby odblokować najlepsze i najtrudniejsze zakończenie z trzech dostępnych.

Warto, naprawdę warto wsiąknąć w ten czarujący świat dający nam to co najlepsze z gatunku metroidvanii, w zapadającej w pamięć oprawie. Ta epicka podróż to perełka wśród niezależnych gier, w której z własnej woli będziecie ginąć po setki razy tylko po to, aby uczestniczyć i poznawać losy królestwa Hallownest.

Yangberg

Autor: Yangberg