Festiwal zakrętów, czyli najlepsze wyścigowe trasy

Powiadają, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Sensu w tym zdaniu nie należy rozpatrywać odnosząc się do dróg zaprojektowanych na deskach kreślarskich i stworzonych ze zlepków tysięcy polygonów, wirtualnych dzieł elektronicznej rozgrywki. Dobrą trasę wyścigową można porównać do nowoczesnego projektu stadionu piłkarskiego z idealnie skoszoną trawą, o kolorze ,,najpiękniejszej zieleni” jaką kiedykolwiek widzieliście. To jak dobrze zaprojektowany dom, gdzie pit-stop (wychodek) jest w centralnym punkcie między okupowanym komputerem, a jadalnią. Jedno jest pewne. Kiedy podczas wyścigu rozglądasz się na boki zamiast koncentrować się na nienagannej jeździe, wiadomo że ekipa odpowiedzialna za trasę odwaliła kawał dobrej roboty.


Po wybraniu powyższej tematyki sam plułem się w brodę. Coś ty wybrał? Przecież samych tras jest miliard, a może i nieskończenie wiele. Mam wybrać tylko pięć? To tak jakbym miał spośród wszystkich kobiet na świecie wybrać tą najbrzydszą. Zawęziłbym poszukiwania do kraju, w którym sprzedawczyni biletów w Polsce jest atrakcyjniejsza od miss uniwersum mokrego podkoszulka – czyli Niemiec. Co przyczyniło się do zastosowania pewnych kryteriów przy doborze trasy. Na tapetę biorę ,,Festiwal zakrętów, czyli najlepsze wyścigowe trasy”. Poniżej znajdziecie trasy, które według mnie są godne zaprezentowania na kartridżu ‘Złota piątka’. Pewnie są również godne hejtu, który będzie objawiał się tym, dlaczego nie wybrałem trasy z Lotusa, albo inną oczywistą klasykę klasyki…

Wykluczyłem z pewnością te oryginalne. Czytaj, występujące w prawdziwym życiu, kiedy to możesz dowolną mydelniczką przejechać się na słynnym torze Nurburgring. Mydelniczką, bo u nas nikt normalny nie posiada samochodu godnego wjechania nawet jedną oponą, ale mniejsza z tym. Z pewnością nie ma miejsca tu na otwarte mapy, z wyciętymi fragmentami. Midnight Club 2, kilometrowe skoki idą w odstawkę. Forza Horizon 3: The Blizzard Mountain. Przykro mi, ale tam jest zbyt zimno, aby poruszać się autem. Need for Speed: Underground 2. Nie, bo nie. W zestawieniu nie brałem pod uwagę Burnoutów, bo prędkość jaka tam panowała nie pozwalała mi na spokojne przeanalizowanie tras. Chociaż mogę wyróżnić ‘Motor City’ z Revenge. Miałem na oku również rozwalającego otoczenie i wiejskiego Flatouta i kosmiczny Rainbow Road z Mario Kart. Jednak to nie to. Naoglądałem się tylu odcinków, że chyba wyszło mi to bokiem, bo zaczynam kursorem jeździć miedzy literami, rozpatrując jak najlepszą trasę. Podsumowując. To co właśnie znajduje się poniżej, wraz z niesamowitymi wyróżnieniami. To jest właśnie TO! Zapraszam do ostrej jazdy bez trzymanki.


Trial Mountain, seria Gran Turismo

Trial Mountain Circuit to fikcyjny tor, który pojawił się we wszystkich głównych wersjach Gran Turismo (z wyjątkiem Gran Turismo Sport), a także w Tourist Trophy i Gran Turismo PSP. Jest to 2,5-kilometrowy tor na asfalcie, który wydaje się być ustawiony na leśnej polanie w górzystym terenie. Tor oferuje kilka ślepych zakrętów, trzy tunele, długą prostą i szereg szybkich narożników. Część graczy uważa ją za jeden z najłatwiejszych odcinków w serii Gran Turismo. Tyle faktów. Nie wrzuciłem tego toru ze względu na to, że ma długą prostą z promieniami słonecznymi przedzierającymi się przez korony drzew i długoletnią historię w zasłużonej serii GT. A przepraszam, jednak to był główny powód. Trasa ta łączy prostotę z technicznymi aspektami pokonywania poszczególnych zakrętów, kiedy to na ostatnim kawałku albo zredukujesz gaz i wykażesz się rozumem, albo wjedziesz na wzniesienie z impetem, ryzykując dachowaniem i bólem głowy straconej pozycji. Jest jeszcze coś, za co niemal każdy pokocha Trial Mountain. To piękna harmonia górzystego terenu z drzewami otulającymi skały i tunelami, które zniekształcają dźwięk silnika i wyciszają przed kolejnym zakrętem. Pomimo prostoty, gracze często zapominają, że trasa ma zakręty i to nie byle jakie. Od ,,wężykowatych”, po zjazdy z następującym ostrym łukiem i takie, które przy superhipersamochodach ukazują się nam dopiero przy spotkaniu naszej maski ze skałą.
Myślałem nad Seattle Circuit i Tokio Route 246, ale przecież to prawdziwe drogi. A Trial Mountain to najlepsza wizytówka serii, a może i pozostałych gier.


Sol A, Wipeout 2048

Kolega z redakcji podał mi całą gamę tras z różnych części. A ja po złości znalazłem inną. Mam nadzieję, że mi wybaczy (hi, Suri) i nie zwinie się w kłębek w narożniku pokoju. Futurystyczne lewitujące żelazka, które pędzą w jednostkach świetlnych nigdy nie były typem wyścigów, które wielbiłem. Wolę czuć zapach palonej gumy, pisk opon, smród wydobywający z rury wydechowej. Wolę Rollcage. Jednak po drodze mi było z jednym ,,łajpałtem” i rozgrywka na tyle mi się spodobała, aby rozmyślać o zakupie Wipeout Omega Collection. Zaraz o czym to ja…a trasa. Sol A to odcinek wybudowany przez kosmitów. Ponieważ nie jestem w stanie określić w jaki sposób najlepsi konstruktorzy i projektanci mieliby wybudować trasę lewitującą wokół wieżowca, nawet za te kilkaset lat. Jednak nie czepiajmy się, bo jeszcze 20 lat temu nie wiedziałem, że będę podgrzewać sproszkowane jedzenie w kubku z czymś co przypomina obudowę komputera (mikrofalówka).
Futurystyczny wieżowiec wygląda nowocześnie. Morze szklanych okien biurowych, otulone są niebieskimi/ pomarańczowymi neonami, czerwonymi płachtami z symbolem i słusznym napisem ‘Speeeed City’. Dodatkowo typowe azjatyckie ogromne neony reklamowe i pracujące roboty wielkości kilku koparek złączonych w jedność. Między betonowymi podporami i ozdobnikami, znajdziemy również skrawek zieleni. Koszenie trawy na wysokości 100 metrów? Czemu nie. Trasę można pokonać w niecałe 35 sekund, co stanowi marny wynik. Jednak będzie to jedyna w swoim rodzaju chwila. Te rozpościerające się na dole miasto, te prześwity na holograficznej drodze, ten zeskok ocierający się o samobójstwo. Tak…przy tej trasie mógłbym zginąć.


Palm City Island, Need for Speed: hot pursuit 2

Pozycja startowa. Siedzisz sobie w Chevrolet Corvette o kolorze jajecznym, lewą rękę opierasz o drzwi wysuwając łokieć, a drugą poprawiasz okulary przeciwsłoneczne marki Ray-Ban Aviator, modelu 1000DO#szpanu. Obok ciebie mruczy niczym pobudzony lew – Lamborghini Diablo, a przed tobą straszy swoimi pająkowatymi światłami Lotus Elise. Ty jednak masz prawo mieć wszystkich i wszystko w nosie. Ruszają z piskiem opon, a ty leniwie spoglądasz na zachodzące słońce, wielki most nad drogą i otaczające palmy. Jak w raju. I właśnie taki jest omawiany odcinek o długości zbliżonej do muru chińskiego, albo tej dzielącej Jowisz do Saturna. Trasa, która zdecydowanie wygrywa kilka kategorii. Triumfuje za sprawą wspomnianej długości i zróżnicowania omijanego terenu. Rozpoczynamy naszą wycieczkę podróżniczą na moście, aby za chwilę skręcić obok mieszkalnych kolosów, później mamy rozjazd i zazwyczaj pączkożercy zasiadający za radiowozem policyjnym wyruszają w pościg za czymś co sprawia, że fotoradary wybuchają. Czyli za tobą. Jednak ty nie powinieneś być ścigany, ponieważ jedziesz z prędkością pozwalającą podziwiać beztrosko widoki. Po rozjeździe jest skrót obok luksusowego stadionu, a następnie wkraczamy w teren, gdzie palm jest więcej niż ludzi na wyspie. Otoczenie cały czas zaskakuje, a w bocznej szybie samochodu przewija się ogromny most, wieżowce lub morze. W końcu Palm City znajduje się na wyspie. Spoglądasz na boki, a tu przecież przed tobą wodospad nad wjazdem do tunelu. Mógłbym tak opisywać do samej mety, ale lepiej to poczuć na własnej skórze. Nie zapominajmy jeszcze o genialnych projektach…skrótów! Aż żal pojechać asfaltową, zwyczajnie nudną drogą, kiedy możemy natrafić na rząd wodospadów na skalnej skarpie, czy drewniane chatki.


Airport Terminal, Split/ Seconds

Czy kiedykolwiek podczas jazdy autem, nawet po torze wyścigowym obok lotniska, zastanawiałeś się co byś zrobił w momencie, kiedy naprzeciwko ciebie ląduje ogromny samolot. Co ja gadam. Kiedy rozbija się, a ty nie wiesz, czy zostaniesz wciągnięty przez silnik, czy skrzydło przepołowi twój samochód, który wyjechał dopiero co z myjki? To oczywiste, że prędzej kometa wielkości orzeszka spadnie na twoją głowę, niż nastąpi prawdopodobieństwo przedstawionej tragedii. Jednak chcąc się przekonać, odpal Split/ Seconds i pokieruj swoją brykę na trasie Airport Terminal. Jest to jedna z tych gier, która wywiera na mnie wrażenie do dnia dzisiejszego. Tematyka szalonego programu telewizyjnego, gdzie kierowcy sterują swoimi RC autkami tylko, że wielkości tych prawdziwych, poruszających się po drogach, z możliwością destrukcji otoczenia, tylko po to, aby ten jeleń z przodu oberwał spadającą ciężarówką. Micha mi się cieszy, kiedy pomyślę o wszystkich atrakcjach – pomówmy jednak o zaprezentowanej trasie.
Lotnisko, jak to lotnisko. A to samolot spadnie, a to podmuch wiatru sprawi, że wieża kontrolna się przechyli, jakby tego było mało, może zawalić się droga odkrywająca podziemny parking lub eksploduje stacja benzynowa, z kontrolą szczelności butli przeprowadzonej w ubiegłym wieku. Wszystko tutaj wybucha i wszystko chce nas zabić, ale to jest tak przyjemne uczucie, że prujemy na zabój pokonując trasę jako pierwsi. I nieważne, że kolegę przygniótł blok betonowy wielkości stadionu, albo nie pojechaliśmy skrótem, którego sami aktywowaliśmy. Zarówno lotnisko, jak i większość dróg zaprojektowanych w tej grze to arcydzieła widowiskowości, ze zmiennymi które modelują trasy na różne sposoby.


Cascade Falls, Motorstorm Pacific Rift

Szczyt górski porośnięty roślinnością, nie może być ciekawym miejscem na grę wideo. No chyba, że dodamy tam dinozaury, latające pterodaktyle, lub samego Nathana Drake’a. Twórcy Motorstorma mają zgoła odmienne zdanie. Cascade Falls jest tak sprawnie wyrzeźbione, zarówno pod względem zastosowania różnych rozjazdów, skrótów i zmiennych wysokości odcinków, że chciałoby się pojechać na wycieczkę rodzinną (bez dziadków) w prawdziwym życiu. Wycieczkę, nie wyścig. Podczas wyścigu tyle rzeczy chciałoby nas zabić, że samo patrzenie na trasę byłoby groźne. Uszkodzone kręgi szyjne po oberwaniu z liścia podczas jazdy motocyklem, czy głowa wgniatająca się w obojczyki po gigantycznym skoku. Dodatkowo zimny prysznic pod wodospadem i przeziębienie gotowe. Punktów wyróżniających się z tłumu jest tutaj kilka. Drogi przecinające, kiedy to nad nami przelatują goście, którzy wybrali gorszą trasę (bo tylko twoja jest tą najlepszą, khe), a także sprytne wykorzystanie wodospadów, jako cieczy chłodzącej w naturalny sposób Boosta. Otoczenie jest przepiękne, znajdziemy malownicze górskie tła i niezliczoną ilość wodospadów, a wszystko to pokryte drzewami, trawami, chwastami i mchami. Wszystkim co zielone i rośnie. Jest jeszcze jedna rzecz. Przeglądając trasy do artykułu, natrafiłem na dwie do siebie podobne, jednak nie znając nazwy musiałem je ocenić. Po chwili okazało się, że to ta sama trasa, a ja głupi ślęczę przed monitorem wybierając która atrakcyjniejsza. Cascade Falls pozwala na wybór dwóch niemal różnych od siebie ścieżek przejazdu, a to jest z trasami od punktu do punktu – niesamowita rzadkość.


 

Trasy, które ominąłem znalazły się w “Złotej czwórce”. W skład której wchodzą:

  • Camino Viejo de Montserrat, Forza Motorsport 4
  • Ocean Ruin, Sonic & Sega All-Stars Racing
  • Power Surge, Rollcage Stage II
  • Corsica, Need for Speed: Porsche
Tom

Autor: Tom

Akceptuje wszystkie platformy do grania. Ogrywam tylko produkcje powyżej 70% na gamerankings. Gatunkowy rozstrzał oprócz jrpg'ów i symulatorów koparki. Recenzje to moje paliwo.