Evil Twin: Cyprien’s Chronicles

Share

Gęsty klimat, mroczne odmęty baśni oraz groteskowy świat przedstawiony w krzywym zwierciadle naszej szarej rzeczywistości, brzmi znajomo? Tym razem jednak nie mamy do czynienia z kolejną odsłoną Alicji w krainie dziwów. Zapewniam jednak, że jeżeli cenicie sobie w grach tego typu styl, to przygoda Cypriena was nie zawiedzie!


Lata temu, kiedy internet był w stadium zacofania technologicznego, najlepszym źródłem informacji o grach była prasa oraz programy telewizyjne. W TV miałem dostęp tylko do stacji Hyper. Tam leciały teledyski z gier, z podkładem różnych kawałków muzycznych. Pewnego dnia moją uwagę przykuł klip z Evil Twin i od razu wiedziałem, że kiedyś przyjdzie czas zapoznania się z tym tytułem. Długo czekałem, gdyż czarnulka zawitała w moim domu dość późno, ale było warto poczekać. Jeżeli również chcecie poznać ten tytuł nieco bliżej, to zapraszam do zapoznania się z historią pewnego chłopca w kraciastej koszuli i gustownych dżinsowych ogrodniczkach…

 

CZEŚĆ, NAZYWAM SIĘ…

 

Witajcie! Mam na imię Cyp… Cyp… Cyprien. Jestem małym gówniarzem z charyzmą, który nie da sobie w kasze dmuchać. Już jako młody szczyl doznałem poważnej traumy, którą spowodowały 3 czynniki:

 

  • Kołtuńskie imię, które od urodzenia niszczy mi psychikę każdego dnia.
  • Rodzice kopnęli w kalendarz w dzień moich urodzin, kiedy to miałem im wygarnąć co myślę o moim imieniu.
  • Zostałem zesłany do jakiegoś obskurnego sierocińca, który równie dobrze mógłby być wychodkiem Freddy’ego Kruegera.

 

Nadeszły moje kolejne urodziny, jeden z najgorszych dni w roku, który przypomina mi o tym wszystkim. Gnojki z bidula wpadli na genialny pomysł wyprawienia mi urodzinowej niespodzianki, co za żenada. Na widok każdej krzywej, uśmiechającej się w moją stronę mordy dostawałem prawie szału. Fala mojego hejtu wylała się w myślach na tę bandę zasmarkańców, co skwitowałem pięknym “Idźcie wszyscy do Diabła!”.

 

 

Żal, gniew, nienawiść, złość, z tymi i wieloma podobnymi odczuciami opuściłem to liche towarzystwo i udałem się do pokoju. W całym tym szale nawet nie wydało mi się dziwne, że mój miś Lenny zaczął trajkotać jak katarynka, prawiąc mi morały. W życiu bym się nie spodziewał, że moje negatywne myśli mogą mieć tak wielką siłę sprawczą. Obleśny sierociniec nagle ogarnęły mroczne siły. Wszystkie dzieciaki zostały porwane przez macki krakena wynurzające się z ciemności. Ja również zostałem wciągnięty przez tę nieznaną moc wraz z Lennym.

 

ŚWIAT Z SENNEGO KOSZMARU

 

Zdawało mi się, że śnię i trafiłem do zupełnie innego świata — tak jakbym znalazł się w jakiejś cholernej grze wideo. Ta dziwna kraina była przerażająca i urokliwa zarazem. Panowała tu totalna pustka, nieustające uczucie samotności, niejednego z was przeszyłby lekki dreszcz. Przyprawiającego o ciarki klimatu dopełnia wszechobecna melodia odtwarzana gdzieś w tle. Spokojna, stonowana, która idealnie by się nadała na motyw rasowego horroru. Zdaje się, że dostałem to czego chciałem, zostałem odcięty od wszystkiego i wszystkich.

Trafiłem na jedną z kilku wysepek, usytuowanych jedna przy drugiej, które otaczało morze wylanych łez. Postanowiłem się trochę rozejrzeć, skacząc z wysepki na wysepkę jak w rasowej platformówce. Nagle, ni z gruchy ni z pietruchy, na dziecięcej huśtawce pojawiła się mroczna wersja kreskówkowego Słonia Beniamina (kumpel po fachu Lenny’ego). Po ujrzeniu tego słoniska zdałem sobie sprawę, że już nic mnie tu nie zaskoczy.

 

 

Wilbur, bo taką dziarską ksywkę przyjęło mroczne ego Benjamina, pokrótce wytłumaczył mi gdzie się znalazłem. Okazuje się, że pewne studio developerskie In Utero, stworzyło świat sennych koszmarów, do którego trafia się za pomocą mrocznej siły żywiącej się tymi najbardziej negatywnymi emocjami. Kraina ta zwie się Undabed, kiedyś była to miejscówka miodem i mlekiem płynąca, ale przyszła wielka fala i udupiła wszystko. Pojawił się też nieznany dotąd nikomu szef wszystkich szefów krainy ciemności — Wielki Mistrz, który wraz ze swoją armią podporządkował sobie całe Undabed. Mistrzunio zaszył się w pełnej barachła, niezdobytej jak dotąd wieży zwanej Loren Darith, a co gorsze, skubaniec porwał i uwięził również Lenny’ego! Nie pozostało mi nic innego jak spiąć szelki na maszt, nie walić w pieluchę i ruszyć na ratunek miśkowi oraz pozostałym knypkom z sierocińca. Czułem się za nich odpowiedzialny, no i jakby nie patrzeć, to w końcu chcieli dla mnie dobrze…

 

POSTARAJ SIĘ PRZETRWAĆ

 

Jak się okazało, miejscówka do której początkowo trafiłem była swego rodzaju obozem treningowym. Miałem przyzwyczaić się do innych warunków grawitacyjnych jakie tu panowały, oraz opanować podstawy poruszania się po tym świecie. Zręczność, precyzyjne skoki co do milimetra, oraz co najważniejsze: pieruńska cierpliwość, okazały się kluczem na przetrwanie w tym niezwykłym miejscu. Myślę, że niejednemu z Was na moim miejscu wyrobiłyby się dziury w mózgu na widok kolejnej drakońskiej przepaści, w którą ma się już tylko ochotę pluć jadem. W tym wszystkim nie pomaga mi też odzwierciedlenie świata w moich oczach. Potocznie to się chyba nazywa kamerą growego świata. Bardzo często ja mam swój punkt widzenia przeszkody do pokonania, a ona swój — niezwykle utrudniający mi wykonanie platformowych i zręcznościowych czynności, strasznie irytujące dziadostwo.

Na szczęście podczas podróży mogłem zebrać pewne artefakty, które przywracały mnie do życia w razie porażki, a te zdarzały mi się niezmiernie często. Nie każdy na moim miejscu mógłby tak wytrwale podróżować, gdyż możliwość przerwania zabawy, by wznowić ją po odpoczynku (tzw. punkt zapisu) występuje tu bardzo rzadko. W związku z tym trzeba być bardzo roztropnym w swoich poczynaniach i nie można dać się ponieść emocjom.

 

 

Świat Undabed jest naprawdę spory, a zatem ścieżki prowadzącej do finału tej historii nie da się na szybko przelecieć na skróty. Przez całą wyprawę odwiedziłem osiem obszernych lokacji. Chociaż każda z nich cechuje się swoim unikalnym stylem i designem, to ma się wrażenie, że wszystkie lokacje tworzą jedną, spójną całość.  Jednego razu przemierzałem ciemne zakątki nawiedzonego lasu, innym razem malownicze i bezdrożne pustkowia, a jeszcze innym zamknięte budynki o wystroju antycznych świątyń wodnych. Wszystko jest tutaj przedstawione w groteskowy sposób. Wiele elementów otoczenia jest nienaturalnie wielka w porównaniu do realnego świata. Muszę przyznać, że cała ta afektywna otoczka, to wypaczenie i hiperbolizacja tego krzywego świata nadaje mu unikalnego klimatu.

Czułem się tak jakbym przemierzał piękne i urzekające baśniowe światy w ich mrocznych odzwierciedleniach. Przepełnione smutkiem, nostalgią i cierpieniem, wywołujące w człowieku niepokój, a jednocześnie zachęcające by zatrzymać się chwilę, rozejrzeć i podumać w samotności.

Choć lokacje zostały wyludnione przez armię mrocznego Mistrza, to jest wiele miejsc gdzie spotkałem mieszkańców tej zniszczonej krainy. Te widząc we mnie bohatera i wybawcę, niejednokrotnie prosiły mnie o pomoc. Zadania są zróżnicowane i zdecydowanie robią dobrą robotę wypełniając luki pomiędzy elementami platformowymi. Śmiało mogę stwierdzić, że moja przygoda była wypełniona sporą dawką akcji i nie miałem czasu na nudę. Same napotkane postacie nadają się by napisać o nich osobną historię pt. “kreatywność ludzka nie zna granic”. Gwarantuję, że ludzie ze studia In Utero, którzy zabrali się za stworzenie tej sennej rzeczywistości, zdecydowanie nie zrobili tego na trzeźwo.

 

NA POTĘGĘ POSĘPNEGO CZEREPU…

 

W każdej sytuacji trzeba szukać pozytywnych stron. Znalezienie się w surrealistycznym świecie sennego koszmaru nie napawa zbytnim optymizmem, ale znalazłem pewne plusy. Są nimi umiejętności, które zdobyłem w niewyjaśnionych dla mnie okolicznościach. Być może wiara mieszkańców w moje bohaterstwo obdarzyła mnie dodatkowymi mocami?

Tak czy owak, świat ten jest przepełniony różnej maści maszkarami wysłanymi przez mrocznego Mistrza. Ich celem jest wyeliminowanie każdego, kto zdecyduje się dostać do Loren Darith. Co jakiś czas zdarzyło mi się też natknąć na zdecydowanie silniejszych przeciwników — to były dopiero pokraki do kwadratu. Zapewniam was, że nie było to wyzwanie dla wymoczków. Na każdego trzeba wyszukać i zastosować odpowiednią technikę, ale grunt to mieć spięte poślady.

 

 

Jedyną bronią jaką posiadam jest moja niezastąpiona proca, z którą nigdy się nie rozstaję. Mogę za jej pomocą cisnąć w słabsze poczwary, ale też z sukcesem używałem jej do rozwiązywania licznych, choć niezbyt skomplikowanych zagadek. Na dodatek wpadam czasami w dziwny stan, jakby trans. Czuje się jakbym uwalniał ze swego ciała demona, swoje alter ego. Włosy dostają czarną i świetlistą poświatę, moje ciało staje się swego rodzaju cieniem. Posiadam wtedy nadludzką siłę, większą odporność na obrażenia, poruszam się szybciej, skaczę wyżej, mogę miotać kulami ognia, bądź złapać przeciwników w pułapkę piorunów, a jak się postaram to nawet trzęsienie ziemi wywołam. Niestety stanu tego nie mogę zbyt długo utrzymać, by móc do niego wrócić zmuszony jestem zbierać stosowne przedmioty wypełniające energię.

 

SAM MUSISZ POZNAĆ ZAKOŃCZENIE

 

Krew i pot, wielokrotne powtarzanie materiału, pogłębienie traumy spowodowane stresem przed setnym podejściem do danego etapu dały swoje efekty. To była długa i ciężka podróż i chętnie zdradziłbym wam jej finał, ale myślę, że najlepiej samemu go odkryć. W jaki sposób? Z tego co wiem, to historia Undabed została oficjalnie wydana w postaci pełnej gry pod tytułem Evil Twin. Zapewniam, że tytuł wciągnie was (dosłownie) w samo epicentrum walki z mrocznym Mistrzem i jego armią potworasów. Miejcie się jednak na baczności, gdyż podczas podróży mogą się spełnić wasze najgorsze koszmary!

Evil Twin wyszło również na Dreamcasta i było jedną z ostatnich gier na tym systemie. Co interesujące gra wydana została wyłącznie w wersji europejskiej, czyli PAL. Na PS2 jednak ma więcej przeciwników w lokacjach oraz wyostrzoną grafikę (jednak sprawdźcie też sami, wrzucam film z małym porównaniem niżej), chociaż wersja PS2 działa niestety w 50hz. Nie mówiąc o cenach, Evil Twin w przypadku wersji na DC stoi w okolicach 1000 zł, zaś cena gry w przypadku PS2 to mniej więcej 50 zł dzisiaj.

 

 

Jak wam się podoba historia Cyp’a? Ja dałem szansę Evil Twin i nie pożałowałem, warto było na nią czekać. Widać, że twórcy zdecydowanie inspirowali się wydaną wcześniej szaleńczą opowieścią Alicji z Krainy Czarów od McGee. Są pewne podobieństwa, ale nie można studiu zarzucić kopiowania stylu. Historia Cyp’a ma pomysł na siebie i swój unikalny klimat. Pełna akcji gra platformowa z elementami przygody, w którą wsiąka się od pierwszych sekund rozgrywki. Graficznie podczas premiery było naprawdę dobrze, a dzisiaj gra nie ma się czego wstydzić. Z osobistych doświadczeń mogę stwierdzić, że tytuł jest znacznie trudniejszy niż dzieło Americana. Niestety kamera niedomaga, co w grze wymagającej dużej precyzji jest dość sporym minusem. Każdy z poziomów jest bardzo obszerny, a okazji zapisu gry jest jak na lekarstwo. Efektem tego było wielokrotne powtarzanie bardzo długich i złożonych etapów rozgrywki. W zestawie z dużym poziomem trudności może niektórych graczy zniechęcić. Gry z tego typu klimatem jest dość trudno znaleźć, więc gdy już na takową trafimy, to warto jej dać szansę. W Evil Twin: Cyprien’s Chronicles zdecydowanie warto  zagrać. 

 

Gomlin

Gomlin

Jak możesz udowodnić, że istniejemy? Może nie istniejemy...

Może Cię również zainteresować: