Recenzja Doom 3 VR Edition
Home KonsolePS4 DOOM 3 VR Edition

DOOM 3 VR Edition

by Venom

Z grami w wirtualnej rzeczywistości jest taki problem, że pisząc recenzję bardzo ciężko jest oddać pełnię wrażeń płynących z obcowania z takimi tworami. Można opowiadać godzinami, ale słuchacz nieobeznany z tym medium nie zrozumie jak wielką różnicę w odbiorze gry może spowodować założenie na łeb gogli. Doom 3 to nadal Doom 3, tutaj praktycznie nic się nie zmieniło, to jest nadal ta sama 17-letnia gra. Mimo tego dzięki możliwości wcielenia się w Doom Marine’a osobiście, gra zyskała dziesięciokrotnie. Jestem praktycznie pewny, że nie uda mi się oddać nawet ułamka geniuszu zawartego w tym porcie, ale muszę spróbować i tak. Ognie piekielne by mnie pochłonęły, gdybym odpuścił i nie polecił jednej z najlepszych gier na PlayStation VR.


The DOOM Generation

Doom to ciekawa seria, biorąc po uwagę mieszane opinie, które pojawiały się po premierach poszczególnych części. Puryści pierwszych odsłon stękali w 2004 roku, że Doom 3 to już nie jest Doom, że to tępy horror, że nie ma już ani krzty duszy serii. Doom „to”, Doom „tamto”. Takie samo podejście można zaobserwować teraz, siedemnaście (!) lat później, po premierze Doom Eternal. Ciekawie patrzy się na opinie dyskredytujące Eternal, które zdaniem ekspertów nie przypomina wcale oryginalnych odsłon i tym bardziej „świetnej trzeciej odsłony”. Jako wieloletni konsument twórczości id Software, patrzę na to wszystko i raz za razem łapię się za głowę. Ciężko znaleźć mi drugą serię gier, która tak bardzo polaryzowałaby fanów i jednocześnie wychowała całe pokolenia graczy. Osobiście uważam to za ogromny plus i pokaz zdolności twórców. Na ile sposobów można stworzyć zwykłego FPSa? Jak widać w id mają tyle różnych wizji, że każda kolejna odsłona tworzy osobne obozy fanatyków. Nie inaczej będzie z VR Edition, niby to stara, trzecia „Zagłada”, ale podana w zupełnie innej formie, przez co potrzeba człowieka ze stalowymi jajami, żeby czerpał z niej pełnię wrażeń. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że Doom 3 wyprzedził swoje czasy i już w dzień pierwotnej premiery był idealną produkcją do grania w wirtualnej rzeczywistości, co potwierdzają działania Johna Carmacka — współzałożyciela id Software i inżyniera odpowiedzialnego za gogle Oculus Rift — który już w 2012 roku pracował nad przeniesieniem Dooma do VR. Po latach gracze otrzymali oficjalne wydanie VR Edition i chociaż sam Carmack od dawna nie ma już niczego wspólnego z serią i własną firmą, to w końcu jego wizja się ziściła. I całe, kurna, szczęście.

Recenzja Doom 3 VR Edition


Summon the Demons

John Carmack wraz z resztą deweloperów z id Software od zawsze cenili sobie otwartość tworzonych silników do gier. Dzięki takiemu prokonsumenckiemu podejściu silniki Kłejków i Dumów zostały udostępnione wszystkim bardziej kreatywnym fanom, co za tym idzie produkcje stworzone przez id są istnym Eldorado dla moderów. Pierwsza odsłona Dooma była przeniesiona już praktycznie na każdy możliwy sprzęt, łącznie z kalkulatorami i lodówkami. W parze z łatwością dostępu do kodu źródłowego silników graficznych idą uzdolnieni fanatycy VR, którzy samodzielnie przenieśli wszystkie gry z id Tech na Oculusa. Specjalnie na potrzeby tej recenzji przetestowałem fanowski port trzeciego Dooma na goglach Oculus Quest 2, który bazuje na plikach pierwotnej wersji gry z 2004 roku, ale dodaje od siebie sporo usprawnień „Quality of Life”, których natomiast brakuje w wersji na PSVR. Niestety do ideału trochę brakuje, zarówno wersji na PC jak i Oculusowej, gdyby połączyć te dwie wizje w jedną, wyszedłby naprawdę potężny kawał horroru.

Doom 2005 FilmRok po premierze trzeciej odsłony gamingowej „Zagłady” w kinach zadebiutował pełnometrażowy film, w którym główne role zagrali Karl Urban (obecnie znany za sprawą świetnej roli w serialu The Boys) oraz Dwayne „The Rock” Johnson, co ciekawe, reżyserem obrazu był Polak — Andrzej Bartkowiak. Film nie zachwycił ani krytyków, ani graczy, ale wspominam o nim nie bez powodu. Pod koniec pojawia się sekwencja nakręcona z perspektywy oczu głównego bohatera. W tamtym okresie był to smaczek skierowany do fanów i mało kto przypuszczał, że 15 lat później osobiście będziemy mogli wziąć udział w marsjańskiej rzezi. W 2019 roku na srebrny ekran trafiła druga adaptacja zatytułowana Doom: Annihilation. Szkoda klawiatury, żeby się nad tym fiaskiem rozwodzić.

Zacznijmy po kolei, żeby się nie pogubić. Co Doom3Quest robi lepiej? Przede wszystkim przerywniki nie są niskiej rozdzielczości filmikami puszczanymi na płaskim ekranie, a wszystkie cutscenki możemy śledzić z perspektywy kamery bezpośrednio w grze. Nie jest to idealne i niektóre ujęcia kamery potrafią się ustawić pod dziwnym kątem, lecz sprawiają o wiele bardziej immersyjne wrażenie niż płaski, bezpłciowy ekran na PlayStation. To samo tyczy się korzystania z PDA, dziennika gracza, gdzie zbierane są wszystkie notatki znalezione w świecie gry. PDA na PSVR otwiera się w postaci płaskiego ekranu blokującego całą rozgrywkę, co z biegiem czasu irytuje, ponieważ dziennik jest kluczowym elementem, jeśli chcemy poznać dogłębniej fabułę i otworzyć wszystkie zablokowane kodem skrytki z bronią. W przypadku Oculusa PDA włącza się jako ekran na lewym nadgarstku, który operujemy palcem prawej dłoni, co nie dość, że jest o wiele bardziej płynne i poręczne, to dodatkowo nie wybija z rytmu gry. Gestami możemy także korzystać z porozrzucanych tu i ówdzie komputerów i paneli dotykowych, na Plejce mamy dedykowany do tego przycisk. Ja mimo wszystko wolę bardziej naturalne podejście wykorzystujące gesty dłoni. W końcu jestem „w grze”, więc dajcie mi możliwość poczuć jakbym rzeczywiście tam był!  Ostatnią znaczącą różnicą jest rozdzielczość. Obraz w Doom3Quest jest o wiele bardziej wyraźny niż na konsoli Sony, nie ma żadnych problemów z identyfikowaniem zagrożenia i czytaniem notatek, a nie ukrywam, że przez niską rozdzielczość na konsoli czasami miewałem takie rozterki. Na szczęście nie jest to ogromny minus, ponieważ biorąc pod uwagę klaustrofobiczny charakter zamkniętych lokacji w Doomie 3 naprawdę rzadko bywa to upierdliwe, 95% gry to ciasne korytarze.

Recenzja Doom 3 VR Edition


The Coolest Game

Z pozytywów Oculusowej wersji to by było na tyle, ponieważ całą resztę lepiej robi wersja przygotowana specjalnie pod PlayStation VR. Po pierwsze DOOM 3 VR Edition to pełne wydanie gry, zawiera zarówno dodatek Resurrection of Evil, jak i Lost Missions (misje wycięte z podstawowej wersji gry, które zostały wydane po latach w BFG Edition). Doom3Quest obsługuje wyłącznie podstawkę i brakuje w nim ulepszeń graficznych przygotowanych specjalnie dla PSVR, a to właśnie te ulepszenia świadczą o sile tego portu. W VR Edition zostało poprawione oświetlenie i niektóre tekstury, dzięki czemu marsjańska baza potrafi przerazić bardziej niż kiedyś. Mrok zniszczonych korytarzy potrafi porządnie wejść na psychikę, tym bardziej, że efekty dźwiękowe również zostały poprawione. Skradające się trupy, pełzające Impy, patrolujący marines i poskręcane, zdeformowane istoty, które kiedyś przypominały ludzi, nigdy nie były aż tak przerażające jak teraz. Pomimo ogromnego arsenału złożonego z broni zagłady, nie można poczuć się chociaż przez chwilę bezpiecznie. Nawet jeśli liczbę żywych jednostek pozostałych w placówce można policzyć na palcach jednej dłoni, to Mars i tak żyje. Klaustrofobiczne pomieszczenia wydają mnóstwo dźwięków przez co, kiedy w zasięgu wzroku nie ma żadnego namacalnego zagrożenia, to ulepszone audio nie daję ani przez sekundę wytchnąć, tu coś stuka, tam coś puka, para wystrzeliwuje z rur lub wybucha połowa ściany. Baza UAC jest jednym z najbardziej immersyjnych miejsc, jakie zwiedziłem w wirtualnej rzeczywistości. Wchodząc do tego przeklętego świata, w mgnieniu oka jesteśmy całkowicie odcięci od rzeczywistości i pozostaje nam jedynie liczyć na własny instynkt samozachowawczy. Który byłby niczym, gdybyśmy nie mieli w podorędziu rzędu porządnych pukawek.

Tak samo jak oświetlenie, bronie również przeszły spory lifting i zostały przystosowane specjalnie pod wersję VR, co jest jedną z największych zalet tego wydania. Całą kampanię ukończyłem z wykorzystaniem Aim Controllera, który (swoją drogą) jest świetnym sprzętem, niestety niedocenionym przez wydawców — bardzo mało gier wykorzystało ten kontroler. Dlatego jak tylko dowiedziałem się, że DOOM 3 VR otrzyma obsługę Aima mimowolnie wyciągnąłem go z szafy na miesiąc przed premierą gry. Z początku trochę zwątpiłem w swój wybór, jednak sterowanie karabinem postacią, która jest uzbrojona w same pięści potrafi ładnie wykopać z „wczuwki”, na szczęście po 15 minutach, a dokładniej po złapaniu za shotguna, wszystkie wątpliwości odeszły w niepamięć. Te bronie się najzwyczajniej w świecie czuje. Każde naciśnięcie spustu to krwawa euforia. Strzały w głowę doszczętnie rozrywające korpus są tak mięsiste, że miejscami można poczuć się jak bóg (Ares?). Pierwsze złapanie za miniguna to doznanie iście transcendencyjne, broń jest tak kolosalna i ciężka, że z miejsca czuje się do niej respekt. Dla porównania wersja Oculusowa korzysta z oryginalnego audio i pierwotnych modeli broni, przez co (niestety) nie ma nawet startu do odnowionego Dooma. Na Oculusie miałem wrażenie jakbym strzelał zabawkowym pistoletem na kapiszony. Nie dość, że strzelanie jedną ręką tak ogromnymi karabinami wydawało się absurdalne, to dodatkowo posługiwanie się orężem dawało żałosne informacje zwrotne — zamiast grać w Doom3Quest możecie sobie porobić pif-paf do kaczek w Duck Hunt, doznania będą zbliżone.

Recenzja Doom 3 VR Edition


Judgment Day

Jeśli posiadacie PlayStation VR i Aim Controller nie możecie przejść obojętnie obok tej gry. Nie możecie. I tyle. Nawet jeśli cutscenki są zrobione po łebkach, nawet jeśli rozdzielczość nie zachwyca i czasami w ferworze walki można pogubić się w ilości amunicji i punktów życia, to i tak DOOM 3 VR Edition jest jedną z najlepszych gier w wirtualnej rzeczywistości, z jaką miałem przyjemność obcować (a ograłem znaczną większość gier dostępnych na PSVR). Klimat wylewający się z soczewek gogli jest nie do opisania słowami, w ten horror trzeba się zanurzyć osobiście i spróbować swoich sił w przebijaniu się przez hordy piekielnych pomiotów. Pod względem immersji naprawdę mało produkcji jest na takim wysokim poziomie co opisywana iteracja trzeciego Dooma. Mikro-zawały serca czyhają na każdym skrzyżowaniu korytarzy, to nie jest produkcja dla osób o słabych nerwach, ale każdy, kto odważy się sięgnąć po wyrzutnie rakiet, by roznieść piekło w drobny mak, otrzyma w zamian przepiękne nocne koszmary.  Mogę zachwalać ile dusza zapragnie, mogę tłumaczyć i opisywać, a i tak wystarczy założyć na głowę headset, słuchawki i po otworzeniu oczu zrozumieć wszystko w ułamku sekundy…

Tytuły poszczególnych sekcji w recenzji pochodzą z książki „Masters of Doom”, autorstwa Davida Kushnera.

Doom 3 VR

Polecamy również

Nynek to koci pupil Cross-Play. Stronka korzysta z whiskasa, czy nakarmisz Nynka? Nakarm Nynka Przeczytaj więcej o polityce prywatności