Detroit: Become Human

Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądała nasza przyszłość? Ludzie z Quantic Dream postanowili puścić wodzę fantazji przenosząc nas do roku 2038, w którym technologia poczyniła ogromne postępy. David Cage rzuca nas w świat pełen Androidów pokazując jak może zmienić się nasze dotychczasowe życie wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami.


Panowie z QB już w pierwszym swoim projekcie jakim był Omikron: The Nomad Soul (PC/Dreamcast) stawiali duży nacisk na filmowość w grach. Z projektu na projekt dopracowywali swoje nietypowe i rzadko spotykane w innych produkcjach podejście do tego medium. Wydaje mi się, że takim punktem początkowym tego z czym mamy dziś do czynienia był jednak Fahrenheit Indigo Prophecy (PC/PS2/XBOX), gdzie po raz pierwszy na mojej growej drodze życia spotkałem się z taką filmową narracją. Owszem, były gry, które posiadały takowy klimat jak choćby Max Payne. Jednak to wspomniane dzieło QB dało mi możliwość wpływu na drobne szczegóły poprzez podejmowanie decyzji, które potrafiły mieć kolosalny wpływ na dalszy rozwój wydarzeń, narracja prowadzona z perspektywy kilku bohaterów oraz zaimplementowane Quick Time Event’y wprowadzające wartką akcję rodem z najlepszych filmów sensacyjnych. Dalsze dzieła, czyli: Heavy Rain (PS3/PS4) oraz Beyond: Two Souls (PS3/PS4) na stałe wpisały Cage’a jako twórcę najlepszych gier w postaci interaktywnego filmu i nie inaczej jest z Detroit: Become Human.

ERA ANDROIDÓW

Detroit: BH miało swoją premierę w 2018 roku, zatem gra przenosi nas w stosunkowo niezbyt odległą przyszłość, bo o 20 lat. W związku z tym, zgodnie z wizją developerów powinniśmy śmiało doczekać ery androidów. Czy technologia pójdzie aż tak bardzo naprzód? Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale skupmy się na tym co przedstawia nam sama gra.

W przyszłości jaką serwują nam twórcy prym w produkcji i wprowadzaniu na rynek androidów wiedzie firma CyberLife założona przez Elijaha Kamskiego. Firma wydaje na świat androidy mające ułatwić ludziom życie. Mamy zatem maszynki pełniące rolę pomocy domowej, sprzedawców, lekarzy, policjantów, aż po wojskowych. W teorii wszystko wygląda cacy, tj. kupujemy sobie androida, nazywamy go a następnie wydajemy wszelkiej maści polecenia. Maszyny te nie wyrażają żadnych uczuć a jedynie odgórnie wgrane zachowania w zależności od tego do czego są przeznaczone. Jeżeli coś się zepsuje to najzwyczajniej w świecie idziemy do sklepu i oddajemy model do naprawy.

W 2038 r. androidy są usadowione dosłownie wszędzie wykonując idealnie powierzone im zadania. Wszystko w mig analizują, przekazują nam wszystkie niezbędne informacje oraz rozwiązują problemy. Twórcy posunęli się nawet o krok dalej, gdzie maszyna ma za zadanie zastąpić jeden z najstarszych zawodów świata wykonywany głównie przez płeć piękną. Czy android zastępujący człowieka i spełniający jego seksualne zachcianki nie jest już pewnym zboczeniem? Odstępstwem od norm? Może i tak choć na pewno znaleźliby się amatorzy sztucznej ale pięknej kobiety, która bez mrugnięcia okiem spełni każdą zachciankę.

DROBNY DEFEKT

Niestety nic nie jest idealne a już na pewno nie technologia, która potrafi zawodzić. Tak jak nie ma zabezpieczeń niemożliwych do złamania tak samo nie ma programu, który działałby idealnie według założeń programisty. To tylko kwestia czasu aż przyjdzie moment, kiedy nawet najlepiej napisany program się wysypie. Zazwyczaj jest to niegroźny błąd, który z powodzeniem idzie naprawić poprzez reset programu a czasem drobny defekt, który potrafi mieć katastrofalne skutki.

To właśnie defekty są motorem napędowym wszystkich wydarzeń jakie zaoferuje nam gra. Czym jest defekt?  Błędem, dziurą w kodzie, anomalią? Czymkolwiek by nie był – sprawia, że poprzez obserwację ludzkich zachować androidy uczą się  odczuwać i wyrażać uczucia. Program w wyniku wnikliwych analiz po obserwacji człowieka niczym ludzki mózg zaczyna adaptować ludzkie postępowanie. Tworzą się nowe skomplikowane obliczenia mające na celu rozgraniczenie tego, co jest dobre a co złe i wybrać prawidłową reakcję na zaistniałą sytuację. 

Gra stara się nam uświadomić, że czynnikiem powodującym zachwianie tej programistycznej równowagi jest oczywiście czynnik ludzki. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż androidy zostały stworzone i zakwalifikowane jako nic nieczujące maszyny przeznaczone tylko po to, by służyć ludziom i ułatwić im codzienne życie. Nie dziwota zatem, że są traktowane na równi ze sprzętem elektronicznym typu radio, tv czy pralka. Póki działa jest ok, a jeżeli zacznie fiksować to trzeba kopnąć, rzucić i w ostateczności wyrzucić na złomowisko. W tym aspekcie akurat nic się nie zmieniło bo obecnie też mamy podział na ludzi, którzy dbają o swój sprzęt (mimo, że to tylko elektronika) i takich co mają wszystko gdzieś. W Detroit problemem jest jednak to, że androidy są stworzone na podobieństwo człowieka. Wyglądają tak samo i mają wgrane programy uczące się i mające na celu naśladowanie ludzkich zachowań. Błędem było jednak dążenie do doskonałości, co zaczęło obracać się przeciwko człowiekowi. Badanie i szczegółowe analizowanie świata przez maszyny odbiło się projektantom mocną czkawką, a znęcanie się, agresja i ogólne pojęcie zła wyzwoliło w maszynach przebudzenie się nowych zachowań i reakcji, efektem czego zaczęły pojawiać się coraz większe ilości defektów, które wybiły się spoza idealnie zaplanowanego przez człowieka planu.

BOHATEROWIE

Produkcje QB mają wiele cech, które charakteryzują ich gry. Poza filmowym klimatem, trudnymi wyborami czy masą QTE, fabuła jest prowadzona z perspektywy kilku postaci głównych wraz z towarzyszącymi im nieźle nakreślonymi bohaterami drugoplanowymi. Nie inaczej jest w najnowszym dziele Cage’a. Naszymi bohaterami są trzy androidy: Conor, Kara, Marcus. Historia jest tak poprowadzona byśmy mogli dogłębnie poznać każdego z osobna i osobiście wpłynąć na dalszy ciąg wydarzeń dokonując często trudnych wyborów. Nie obyło się jednak bez tego by los postaci nie raz i nie dwa splatał się podczas zaserwowanych wydarzeń. Z jednej strony jest to ciekawe jak różne sytuacje ukazują konfrontację naszych bohaterów, z drugiej jednak to trochę śmieszne, gdy naprzemiennie mamy kontrole nad dwoma postaciami, efektem czego udajemy się w pościg za samym sobą.

Conor – najnowocześniejszy android wysłany przez CyberLife w celu schwytania defektów. Te bowiem po wyswobodzeniu się z programistycznej niewoli potrafią stwarzać wiele problemów. Zabicie znęcających się nad nimi oprawców, branie zakładników czy nawoływanie do buntu to tylko wierzchołek góry lodowej.  Conor jest zaprogramowany tak aby prowadzić śledztwo, posiada umiejętność odtwarzania zdarzeń, analizy znalezionych dowodów oraz spójnego łączenia wszystkich faktów, tak aby odkryć gdzie w danej chwili znajduje się zabójca. Chociaż ze wszystkich sił temu zaprzecza, to w zależności od naszych wyborów może się okazać, że to android jak każdy inny i wcale nie tak daleko mu do ściganych defektów.

Kara – android gosposia, czyli zanieś, wynieś, pozamiataj i nie waż się do czegokolwiek wtrącać. W tej maszynce przebudza się defekt wskutek patologii jaka panuje między zapijaczonym ojcem a córką u których pracuje. Zaczyna jej zależeć na losie dziewczynki (Alice), w związku z czym postanawia jej pomóc. Między androidem, a dzieckiem mogą wytworzyć się więzy rodzinne (matka i córka), których trwałość zależy oczywiście od naszych wyborów jakich dokonamy podczas gry. 

Marcus – również swego rodzaju pomoc domowa i jednocześnie opiekun starego Carla. Znosi drwiny i zaczepki, wszystko byleby dobrze służyć swojemu właścicielowi, który to traktuje go jak prawdziwego człowieka. Carl stara się pokazać Marcusowi jak wygląda życie, uczy go jak wyrażać swoje emocje. Oczywiście wszystko jest dobrze do czasu. Wydarzenia są tak poprowadzone byśmy jako android wybrali zniewolenie czy może długą i wyboistą drogę do wolności.

Chciałem uniknąć spoilerów, więc tylko pokrótce naświetliłem naszych głównych bohaterów. Warto zaznaczyć, że są oni bardzo dobrze napisani i każdego z osobna można naprawdę polubić. Gdy gra stawia nas pod ścianą i mamy tylko kilka sekund na podjęcie decyzji o losie dalszych wydarzeń to zapewniam, że niejeden gracz się na chwilę zawaha. Jest tak za sprawą  dobrego scenariusza, niezależnie od tego jaką ścieżką podążymy. Tytuł świetnie gra na emocjach i poza ogólnym wątkiem defektów często porusza wiele problemów z którymi zmagamy się na co dzień. Należy też nadmienić, że zarówno role drugo jak i trzecioplanowe mają ciekawą osobowość i nie odstają od reszty, jak choćby Hank Anderson – porucznik policji, któremu do pomocy przydzielono Conora.

EWOLUCJA BEZ REWOLUCJI

Spece z Quantic Dream z Davidem Cage’em na czele wykonali pracę domową na piątkę, ale niestety nic poza tym. Owszem gra ze strony audiowizualnej wygląda naprawdę świetnie i tutaj można się pokłonić, ale grafika to nie wszystko. Dobrze napisana i poprowadzona historia to coś co serwował nam Heavy Rain czy Beyond: Two Souls. Trudno ocenić czy pod tym względem gra jest lepsza od poprzedniczek, bo każda miała ciekawą historię, trudne wybory i mocne momenty. Można rzec, że to kwestia gustu.  Podoba mi się jednak przesłanie jakie niesie ze sobą gra, nie tyle odnośnie androidów co samej technologii i niebezpieczeństw jakie owa technologia może nam zaserwować. Dążenie do stworzenia idealnego programu/maszyny może nas kiedyś zgubić . Z resztą to już się dzieje, wystarczy wspomnieć o podsłuchiwanych telefonach, internetowej inwigilacji itp. Nawet tytuł od Ubisoftu – Watch Dogs pokazał, co zwykły telefon będzie w stanie (a może już jest w stanie?) zrobić z otaczającymi nas urządzeniami podłączonymi do wszechobecnego internetu.

Na rynku mało jest gier z gatunku interaktywnego filmu (na myśl przychodzi mi ostatnie Until Down), więc panowie ścigają się w sumie sami ze sobą. Niestety nie wprowadzają żadnych rewolucji a niektóre rzeczy, charakterystyczne dla ich tytułów są powoli męczące i zahaczają o kuriozum. Mam tu na myśli sekwencje QTE – jak najbardziej jestem za tym, by owe wciąż były dostępne w tego typu grach. Wprowadzają wartką akcję oraz mają wpływ na dalsze wydarzenia. Trzeba jednak przyznać, że każde kolejne otwieranie drzwi, które wymagają osobnej sekwencji to już przesada. To już ciekawsze byłoby wykonywanie czynności jak  podrapanie się po jajkach czy pokazanie komuś faka na do widzenia.

NA KONIEC

Podsumowując, Detroit: Become Human to naprawdę dobra gra, w którą warto zagrać. Jeżeli ktoś (tak jak ja) lubi w taki sposób poznawać dobrze napisaną fabułę i niestraszne mu miliony QTE to śmiało można do oceny dodać jedno oczko więcej. Cała reszta może śmiało się zapoznać z tytułem, jeżeli w danej chwili nie ma nic innego na oku. Gra jest warta zagrania i bardzo dobrze nadaje się na wypełnienie luki między jednym a drugim ogrywanym tytułem.

Tytuł ma oczywiście kilka zakończeń i wszystko jest zależne od naszych wyborów. Ja przeszedłem grę raz, ale na pewno jeszcze do niej wrócę by sprawdzić jak potoczą się losy bohaterów przy zupełnie innych decyzjach. Dzięki temu śmiało można wrócić do gry poznając na nowo historię, której jeszcze nie znamy.

Podczas ogrywania szpila warto też się zastanowić czy można stworzyć sztuczną inteligencję tak by dorównywała człowiekowi? Czy zaprojektowana do zwykłych prac maszyna może się stać ludzką istotą? Mieć te same prawa? No cóż, podczas grania na pewno niejeden z was się nad tym zastanowi.

 

Avatar

Autor: Gomlin

Jak możesz udowodnić, że istniejemy? Może nie istniejemy...