CrossMowy — gatunek na wymarciu?
Home MINI SERIECrossmowy CrossMowy — gatunek na wymarciu?

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

by Cross-Play

Podobno gusta zmieniają się co 7 lat — pojawiają się nowe priorytety i zaczynamy mieć nieco inne poczucie estetyki niż dotychczas. Przekłada się to na wiele aspektów życia codziennego żeby tylko wspomnieć o kwestii ubioru, ulubionych dań itd. Jak natomiast sprawa ma się jeśli chodzi o gry wideo? W życiu każdego z nas jest mnóstwo zmiennych, które wpływają na to w jakiego typu produkcjach się lubujemy — choćby w danym okresie. Jak bardzo zmiany w świecie rzeczywistym przenikają się z tymi w wirtualnych światach? Dlaczego porzucamy ulubione niegdyś gatunki? I czy staramy się do nich jakoś powrócić? Czas na CrossMowy!


Zanim jeszcze na dobre podjąłem temat, namnożyło się tych pytań, co nie miara, a klarownych odpowiedzi nie mam żadnych. Najłatwiej będzie mi więc zacząć od budowania wątku na swoim przykładzie. Od zawsze lubowałem się w pozycjach wyścigowych — bez nastawienia konkretnie na symulację, bądź czysty arcade, ściganie się zwyczajnie mnie kręciło. Do tego stopnia, że bardzo zapadła mi w pamięć wypowiedź jednego ze zgRedów czasopisma PSX Extreme, Marcina Kosmana, który w jednym z Hyde Parków pisał, iż za wyścigami nie przepada, bo dla niego to zwyczajne przewijanie obrazu, podczas gdy gracz tak naprawdę stoi w miejscu. To nie jest cytat, raczej próba parafrazy, aczkolwiek w ogólnym zamyśle taki wydźwięk miała jego wypowiedź, co odebrałem w czasach świetności PS2 jako pewną herezję. Lata szkoły podstawowej i gimnazjum to dla mnie bowiem okres wielkiego zamiłowania do czterech kółek (i nie tylko) Need for Speed: Most Wanted, Burnout: Revenge, Gran Turismo 4, Jak X, Midnight Club i jeszcze kilka innych. Generalnie zawsze stawiałem je na pierwszym miejscu, bo były bardzo grywalne, zawierały satysfakcjonujący element losowości, a niektóre z nich sprawiły, że zacząłem oglądać się za konkretnymi furami w realnym świecie. Natomiast kilka lat później nastąpiło iście reżyserskie cięcie, usłyszałem klaps i jak ręką odjął porzuciłem wyścigi, a stagnacja ta trwa do dziś. Powodów może być wiele i będąc leniwym mógłbym na początek wskazać potencjalną zapaść na rynku w tej materii — ale czy na pewno? Fakt, w tamtych czasach Gran Turismo złapało zadyszkę, bo na piątą odsłonę przyszło nam czekać bardzo długo, Burnout nie ukazuje się od 2008 roku, a magia NFS-ów skończyła się dla wielu (po części dla mnie też) na Undergroundach, ewentualnie oryginalnym Most Wanted. Stwierdzić jednak, iż mamy do czynienia z kryzysem gatunku to pewne nadużycie, wszak nawet mimo zamrożenia przez wydawców kluczowych przedstawicieli gatunku (co się dzieje z Ridge Racerami, Wipeoutem?), to obecnie możemy obserwować podserię Forza Horizon, RaceDriver: GRID, Dirt Rally, albo F1, które w mniejszym lub większym stopniu święcą triumfy na rynku. W jakiś jednak przedziwny dla mnie sposób oddaliłem się od tej szajby, ale nie jestem w stanie stwierdzić dlaczego. I tutaj dla Was fun fact, który zmotywował mnie ostatecznie do podjęcia tematu — spadek zainteresowania pojawił się tuż po tym, jak skończyłem 18 lat i zdałem prawo jazdy…

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

Ciężko powiedzieć, czy tak naprawdę to właśnie gusta nam się zmieniają. Owszem, może być tak, że pewne rzeczy (tutaj gatunki gier) zaczną nam się przejadać, ale według mnie to sprawa bardziej złożona i wpływ na to ma wiele czynników. Człowiek z biegiem lat staje się dojrzalszy, a często też otwarty na nowe rzeczy. Spory wpływ ma również nieustannie zmieniająca się branża, która stara się nastawić na nowych graczy, którzy mają inne oczekiwania niż my dawniej. Jeżeli więc staramy się podążać za nowymi trendami, to de facto sami musimy się temu podporządkować. Tak jak wspomniałeś dla niektórych takie NFS-y skończyły się na U/U2 + ewentualny MW. Tak jest właśnie w moim przypadku. Sam nigdy nie byłem wielkim fanem czterech kółek w grach, jednak te ścigałki miały w sobie coś co przyciągało. Każda kolejna odsłona coraz bardziej mnie odpychała, aż w końcu jestem na takim etapie, że nie pamiętam kiedy ostatni raz odpaliłem którąkolwiek część z tej serii. Tak jak wspomniałem, rynek stara się dopasować do nowych graczy — seria Forza bazowała już na pierwszym klocku, jednak nigdy nie byłem do niej przekonany. Wszystko się zmieniło, gdy Zieloni postanowili wydać na X360 nową odsłonę, przestawiając się przy tym na zupełnie inne klimaty: przyjemna arcade’owa gra w (umownie) otwartym świecie. I tak jak nigdy nie byłem fanem wyścigów, tak te stały się tym, czym kiedyś stał się dla mnie NFS U/U2. Czy świadczy to jednak o tym, że gusta mi się zmieniły? Ciężko mi powiedzieć, czy gdyby podobna gra za czasów wspomnianych NFS-ów wciągnęłaby mnie równo mocno co Forza Horizon. Kiedy przypomnę sobie czasy PSX-a, to śmiało mogę powiedzieć, że byłem zamknięty na wiele gatunków gier, a moje godziny spędzone przed konsolą skupiały się na jRPG-ach czy platformerach. Myślę, że po wielu latach gusta mi się nie zmieniły, gdyż nadal doceniam dobrego jRPG-a, choć co prawda coraz mniej gier z tego gatunku wpada mi w oko (być może stałem się zrzędliwy), a może po prostu otworzyłem się na większość dostępnych gatunków, przez co nie skupiam się na tym jednym — a co za tym idzie, łykam wiele gier, które aktualnie wpadną mi w oko + powroty do retro.

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

Duki, nie dziwota że racery już ciebie nie kręcą. Jestem na bieżąco z nimi i pod pewnymi względami nie bawią tak dobrze jak kiedyś. I to nie jest „bo kiedyś było lepiej, a ja jestem już starym dziadkiem”, tylko niezaprzeczalny fakt. Wyścigi z roku na rok stają się strasznie uproszczone, rozgrywka stoi w rozkroku między aktualnymi „bezpiecznymi” pod względem zarobkowym trendami, a stagnacją gatunku, gdzie twórcy jakby zatracili tego powera w budowaniu atmosfery (Need for Speed: Porsche), zróżnicowanej rozgrywki (Race Driver: GRID), czy ogólnego pomysłu na karierę, która nie polega na przeskakiwaniu z okienka na okienko. Co prawda niektórzy stawiają na nieszablonowe pomysły, i w takim WRC możemy zarządzać zespołem, podnosić morale i zabawić się drzewkiem rozwoju, a najnowsze odsłony Forza Motorsport mają do zaoferowania karty modyfikacji, które w pewien sposób urozmaicają rozgrywkę. Gry wyścigowe poświęcone rajdom samochodowym nadal są na topie (WRC 9, DIRT Rally 2, V-Rally 4), Codemasters co roku wydaje F1, a Project Cars 3, Dirt 5 oraz Forza Horizon 4 zaspokajają potrzebę w tym gatunku. Mamy również duchowego spadkobiercę RollcageGRIP, i FlatOutWreckfest, czy odpowiednika latających futurystycznych żelazek serii WipEout w postaci Pacer. A jeżeli komuś tęskno za dawnymi czasami to jeszcze jest rewelacyjna kolekcja odświeżonych gier: WipEout HD, WipEout Fury i WipEout 2048 w „Omega Collection”. Nie wspominając o Crash Team Racing Nitro-Fueled. Jak widać jest w co grać.

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

Pytanie dlaczego to już nie wciąga jak za dawnych czasów? Najlepiej to widać na przykładzie pewnego dinozaura wśród omawianego gatunku. Seria Neeed for Speed od dawna zjada swój ogon, a jej ostatnia odsłona pt. Heat nie wiedziała do końca czym ma być. Z jednej strony obrotomierz i mapka wyciągnięte wprost z „Undergrounda”, z drugiej latynowski hip hop w stacji radiowej i wyścigi od punktu do punktu bez animacji ukończenia go. No wiecie… że samochód przecina metę, a liczby wskazują miejsce w krótkim przerywniku. W ostatnim dobrym NFS, czyli Hot Pursuit z 2010 r. dosłownie chwilę po odpaleniu gry uśmiech nie schodził z twarzy. Zaledwie dwa lata później Criterion Games zrobił reboot najbardziej cenionej (i według ogółu: najlepszej) gry w opasłej serii z podtytułem Most Wanted. I coś nie zagrało. Tak jak dawniej zaliczaliśmy szereg ciekawych eventów, pnąc się w górę po szczeblach kariery i pokonując członków czarnej listy, tak tutaj twórcy odhaczyli 2 rodzaje wyścigów na krzyż, wrzucili gracza w otwarty świat, pochowali auta i sru… baw się dziecko grabkami w piasku. Po wyścigach nie oczekuje się byt wiele, ale brak klasycznej kariery w Gran Turismo Sport, zalew niekończących się zadań na mapie w Forza Horizon 4, czy znaczny spadek formy wspomnianej serii Need for Speed od… ponad 10 lat — sprawia, że odechciewa się wirtualnego ścigania. To też jest znak czasów. Twórcy to nie ci sami kolesie co kiedyś. Przychodzą do pracy w garniturach wyprasowanych przez żony, zamiast wygniecionych t-shirtach z ulubionym logiem gry „half-life 3 i want to believe”. Liczy się teraz prostota i natychmiastowość. Liczy się fan z tego, że jedziesz, a nie z tego że uczestniczysz w widowisku. Pościgi policyjne już nie dają takiej frajdy jak w Most Wanted, nie uświadczymy prędkości urywającej łeb przy samych jajcach i widowiskowych Takedown-ów w Burnoucie, nie przejdziemy z driftów na dragi, odpalając następnie eliminację oponenta przy najbliższym okrążeniu. „Bądź w pierwszej trójce”, „dojedź do mety”, „znajdź samochód i przejedź się nim”. Miałkość do porzygu. A przecież kiedyś wyrywaliśmy sobie włosy na parkingu w Driverze i pokazywaliśmy kumplom na czym polega Crash mode w Burnout 3: Takedown.

Temat jest chyba bardziej złożony, niż początkowo można byłoby zakładać, więc zostańmy już przy tych wyścigach. Gomlin zwrócił uwagę na bardzo ważną rzecz, mianowicie zmianę pokoleniową. Gracze się zmieniają, a wraz z duchem czasu muszą to robić również same gry. Sęk jednak w tym, iż zmiany, choć konieczne, są wprowadzane przez twórców nieumiejętnie i może tu leży sedno problemu? Starszemu pokoleniu łatwo wpaść w sidła nostalgii, lecz nie oszukujmy się — nasz upragniony NFS: Underground 3 to aktualnie Need for Speed z 2016 roku, nie widzę innej opcji, jak ta pozycja miałaby się prezentować. Fani oceniliby ją wyżej, gdyby tytułem nawiązywała do zapomnianej obecnie dylogii. Wydawca o tym wie, lecz może świadomie przymyka na to oko i chce odciąć się od przeszłości, skupiając się na obecnej generacji graczy. Często jest też tak, że niczym zza grobu powstają marki niegdyś kompletnie zapomniane, a wszystko za sprawą ludzi oraz motywującej ich pasji żeby tworzyć i grać w upragnione tytuły. Kto wie, czy za 5-10 lat pokolenie starszych millenialsów z połowy lat 90. nie zakorzeni się mocniej w branży i sprawi, że na rynek zaczną powracać serie uznawane przez konkretną grupę graczy za legendarne? Być może musimy uzbroić się w cierpliwość?

Bądźmy szczerzy. Dekada w gejmingowym świecie to cholernie dużo czasu (nie wspominając o dwóch). Gry przeszły długą drogę od zwykłych giereczek dla najmłodszych po obecne czasy, kiedy do telewizorów zasiadają tatusiowie i biznesmeni (specjalnie wyolbrzymiam). Potrzebują marketingu przeznaczając na to górę pieniędzy i nastawione są w większym stopniu na zarobek niż kiedykolwiek wcześniej. Gry stały się mainstreamowe, o nich się rozmawia. Nie ma tutaj miejsca na eksperymenty: tu liczy się zimna kalkulacja, badanie rynku oraz aktualne trendy. To nie jest tak, że kiedyś twórcy bardziej się starali. Mieli po prostu wolną rękę, albo inaczej, zgraną paczkę. Potrafili się dogadać, mieli również wspólną wizję tego co chcą stworzyć, a tabelki analityczne nie blokowały im swobodnego tworzenia produktu od graczy dla graczy. Teraz nie wyobrażamy sobie ile pomniejszych trybików musi ze sobą współgrać podczas tworzenia gry, aby wydawca był zadowolony. Do czego zmierzam. Pomimo, że ostatnia dekada dała nam masę genialnych produkcji to można odnieść wrażenie, że większość gier jest w założeniach taka sama, a dawny rozstrzał gatunkowy jest zalewany open worldami i strzelankami nastawionymi na zmagania sieciowe. Wymogi rynku i niezadowoleni panowie z krawatami spoglądający na wyniki finansowe swoich niegdyś kultowych klasyków zniszczyło produkcje, które kiedyś bawiły lepiej niż teraz obecne samograje. Wciągająca kariera Gran Turismo zamieniła się w twora nastawionego na multi, gatunki takie jak skradanki schowały się w cieniu, a jedyny przedstawiciel Hitman przeistoczył się w odcinkowy serial godny „Mody na Sukces”. Widowiskowy hack’and’slash God of War zmienił się nie do poznania w ślimacze filmowe relacje na linii ojciec — syn, a do rozgrywki dodano motyw podróży po otwartym świecie i niepotrzebne drzewko umiejętności. I tylko nieliczni potrafią wyjść na przeciw, że wspomnę o Death Stranding, czy znakomitym horrorze Visage. Był taki okres, że nie powstawała żadna platformówka w stylu Spyro, czy Rayman. Potrzebny był odważny krok zrobienia odświeżonej wersji pierwszej trylogii Crasha Bandicoota, aby wszystko ruszyło z kopyta jak za dotknięciem magicznej różdżki. To nie my się starzejemy i przestajemy grać w ulubione gatunki, to gry wypłynęły w świat biznesu i mainstreamu; zaczęły być zarządzane przez grube ryby, które uśmierciły pewne gatunki gier zakopując je głęboko pod ziemią. Przynajmniej mówi tak jedna z tez. Nie wiecie jak dobrze bawiłem się przy remake’u Crasha oraz Tony Hawk’s Pro Skater 1+2, które pokazały jednocześnie, że magia ta nie zanika wraz z wiekiem tylko przez to, że teraz takich gier się nie tworzy – bo rynek potrzebuje prostych i sprawdzonych pomysłów dla nowego pokolenia streamowców (zobaczcie na bezpłciowego Watch Dogs: Legion). Z początkiem roku 2021 Sony zamyka Japan Studio (Gravity Rush, Demon’s Souls, The Last Guardian) ponieważ korporacja zarządzana jest przez biznesmenów NIE-graczy, a korpo-ludzikom w głowie tylko pieniądze, które mogą przeznaczyć na kupno dowolnej wyspy archipelagu Malajskiego. I ja rozumiem, że gry to biznes jak każda inna forma rozrywki. Tylko, że takie decyzje Sony pokazują jak na dłoni, że era innowacji kończy swój żywot. A jak nie ma miejsca na innowacje to będziemy dostawać wciąż tą samą papkę obojętności i sprawdzonych pomysłów. Bez baśniowego The Last Guardian, bez Flower i Concrete Genie. W skrócie: indyczki na ratunek…

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

Tom, myślę, że poruszyłeś właściwe struny i w końcu będziemy mogli podpłynąć do brzegu. Faktycznie bowiem dekada w świecie elektronicznej rozrywki to bardzo dużo i być może jako gracz znajdujący się już w drugim, a może i nawet trzecim szeregu pokoleniowym powinienem się nieco dostosować. A może jednak to twórcy powinni dostosować się też trochę do mnie? Zdaję sobie sprawę, iż jest to zbyt ideologiczna perspektywa, a rynek i tak będzie się zmieniał, lecz weźmy pod uwagę pewne rzeczy; raz, że pomimo rozrastania się rynku, starsi odbiorcy nie uciekają od elektronicznej rozrywki, dwa, że z perspektywy takich firm, powinniśmy wciąż być jedną z najważniejszych grup docelowych, wszak statystycznie jesteśmy ustatkowani, mamy stały dopływ finansowy, więc możemy wydawać w skali miesiąca więcej pieniędzy na rozrywkę. Dodatkowo, co zabrzmi trochę populistycznie, developerzy mają skłonności sami zapędzać się w kozi róg, brnąc ślepo za trendami. Daleko po przykłady sięgać nie trzeba – widać, co się stało z battle-royalami — rynek przesiąknięty jest do tego stopnia, że nawet Final Fantasy dostanie taki tryb na komórki, co w świetle gatunku z jakiego seria się wywodzi brzmi niczym herezja. Zobaczycie, ile gier typu Among Us zaleje rynek prędzej czy później — to tylko kwestia czasu jaki trzeba poświęcić na deweloping. Jasne, są odbiorcy i na ten rodzaj rozrywki, ale myślę, że wciąż jest miejsce dla sprawdzonych pomysłów. I tu na koniec wrócę do swoich wyścigów — przykładowo prym wiedzie ostatnio Forza z podserią Horizon na czele, lecz jest to od kilku lat festiwal z zalewem niepotrzebnych statystyk społecznościowych, co mnie zwyczajnie odpycha. Wszyscy wpadli w schemat i chcą robić swoją wersję Forzy, a ja chciałbym odzyskać na przykład Criterion Games, by zrobili Burnouta. A jaką mam pewność, że EA ich nie ukatrupi skoro już na chwilę obecną są jedynie oddelegowywani do innych projektów? Elektronicy przejęli też niedawno fachowców w gatunku, Codemasters. Patrząc na burzliwą przeszłość studiów developerskich spod ich skrzydeł, nie jestem za bardzo przekonany, czy ten deal wyjdzie wszystkim na dobre.

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

Ale to, paradoksalnie, właśnie dzieciaki zostawiają najwięcej pieniędzy w takich grach. Spójrzmy na liczby. God of War, jedna z najgłośniejszych gier ostatnich lat, zarobiła 500 milionów dolców. Teraz przeskoczmy do Robloxa, którego targetem są dzieci nakręcane przez (pato)youtuberów. Z każdym kolejnym rokiem Roblox przynosi coraz większe dochody, W samym 2020 roku Roblox zarobił 920 milionów dolarów. Gdzie tutaj sens? W teorii ludzie dorośli mają sposobność wydawać miesięcznie więcej na gry, ale tego nie robią. O wiele łatwiej im przyjdzie kupić dziecku skórkę w Robloxie i mieć spokój, niż samemu grać. Brak czasu i chęci to nasz największy wróg. Moglibyśmy, owszem. Lecz zwykły, casualowy, gracz wybiera sobie w ciągu roku dwie- trzy produkcje i na nich poprzestaje – i tak, mam tutaj na myśli FIFY i inne Call of Duty. Gry to nasze hobby, znajdziemy czas i fundusze na kolejne gierki, ale tak naprawdę jesteśmy w mniejszości. Trzymamy się razem we wspólnej, hermetycznej społeczności, co może powodować mylne przekonanie, że każdy gracz to My. Od lat królują gry mobilne, najwięcej zielonych przynoszą casuale, którzy grają z doskoku w toalecie, liczby nie kłamią. Branża się zmieniła, teraz wypuszczanie kontynuacji legendarnej niegdyś serii wcale nie oznacza, że studio zarobi, nawet jeśli poprze produkcje ogromnym marketingiem, czego dobrym przykładem jest Red Dead Redemption 2. Twór doceniony wszędzie, promowany wszędzie, zachwalany wszędzie, ale patrząc przez pryzmat GTA V jest sprzedażową porażką. GTA wyłącznie w 2020 roku (siedem lat po premierze!) sprzedało się w ponad 20 milionach egzemplarzy, kiedy RDR2 od dnia premiery do 31 grudnia 2020 r. „tylko” w ok. 36 milionach. Finansowa klapa? Skądże, każde studio chciałoby osiągnąć taki sukces. Ale porównując te dwie serie Rockstar Games widać jak na dłoni dolarową moc stwórczą dzieci. Biznesmeni grający w RDR2 nie mają startu do młodszego pokolenia graczy, które jest nakręcane mikrotransakcjami i youtubem, przez co firmy coraz częściej rezygnują z robienia dobrych gier, zamiast tego skupiając się na rentownych produkcjach. Smutne i prawdziwe. Osobiście uważam, że z biegiem czasu będzie tylko gorzej i prędzej czy później każdy z nas stanie przed dylematem czy odpuszczać hobby całkowicie, czy w nieskończoność nadrabiać kupkę wstydu. Kiedy do tego dojdzie, Duki, jak za pstryknięciem palca znajdziesz na powrót swoją miłość do wyścigówek. Musisz tylko poczekać, aż branża stoczy się na samo dno, z którego nie będzie już powrotu.

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

A mi się wydaje, że biadolicie jak stetryczałe dziadki w parku, a już jak czytam co Tom napisał o GoW i Most Wanted od Criterion, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Sami eksperci od wyścigów, a ilu z Was gra na kierownicy? Może lepiej nie odpowiadajcie, bo wyjdzie kto jest casualem. Z jednej strony wyścigi nie są tak widowiskowe jak inne gatunki, ale wyścigi (podobnie jak gry sportowe) to przejaw zamiłowania do realnej pasja, która odbija się na grach, filmach i telewizji. Więc ktoś, kto kocha motoryzację w realu może też grać w gry motoryzacyjne. Wiadomo nie jest to reguła. Nie każdy fan sportów walki gra w Tekkena, a nie każdy fan Fify jeździ na mecze. Ale łatwo dostrzec pewne zależności. A patrząc na drugi koniec spektrum, ilu fanów slasherów walczyło ostatnio z kimś na miecze? Ilu fanów jRPG-ów zabiło ostatnio smoka? Rozumiecie co sugeruję?

Ogólnie ten temat można rozpatrywać pod kilkoma względami: upływ czasu/różnice kulturowe, zmiany w branży i wpływ mainstreamu, oraz to co sam Duki wspomniał na wstępie, czyli własne preferencje i gusta. W kwestii branży oraz gustów ogólnie już trochę napisaliście. Ale nadal napiszę to co napisałem na początku — marudzicie. Wszak nic nie pozostaje nigdy takie samo, nigdy nie wchodzisz do tej samej rzeki, czas płynie podobnie jak życie itd. Mógłbym rzucić jeszcze jakieś populizmy, ale chyba rozumienie, co mam na myśli. Nikt z nas nie zatrzyma czasu i zmian, tak samo w swoim życiu, jak i w branży. Jak dla mnie problem leży w Waszych niespełnionych oczekiwaniach, a nie w tym jak zmieniają się gatunki, bo mimo upływu lat i stagnacji kilku gałęzi tego ogromnego drzewa samo drzewo nie umiera. To tak jak mówił Ghandi: „Nie trać wiary w ludzkość. Ludzkość jest jak ocean. Jeśli niektóre krople są brudne, nie znaczy to, że cały ocean jest brudny.” Wspominam o tym oczywiście w kontekście gier, to że kilka gatunku trochę podupadło, a gusta się zmieniły nie znaczy, że branża ma się źle. Nie wiem jakim trzeba być zaślepionym człowiekiem, by coś takiego napisać… Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem Wasz problem odnośnie korporacji z typowo zarobkowym kierunkiem. Chodzi mi tylko o to, że ludzie sami nie doceniają tego co mają. A opierając się na własnym życiu — za gnoja grałem w węża i Tetrisa na gierkach za 10zł, katowałem w ruskie jajka i całe kieszonkowe wydawałem na automaty, tylko żeby poczuć przez chwilę magię pikseli i euforię płynącą z gry. Dziś każdy z nas ma po kilka, a czasem kilkanaście konsol, całe szafki gier w foliach, zawalone dyski cyfrowe i marudzimy, „meh, to już nie to co kiedyś”, „branża upada, dzieci i mainstream wszystko niszczą” itd. Czy gry są tylko Wasze? Czy nowe pokolenia nie mają prawa szukać w grach i przez gry własnej tożsamości? Dlatego wracam do tego za napisałem, gracze mają albo zbyt wysokie wyobrażenia, albo po prostu się wypalają i nudzą, popadają w apatię, bo życie dorosłe ich przygniata, a nie gry są gorsze. Wiadomo wiele z tego to kwestia gustu i właściwie wszystko można wyśmiać i zjechać. Ale w takim razie jaki jest cel tej dyskusji? Co chcecie przekazać lub co chcecie sobie uzmysłowić? Ja uważam się za starego pryka mentalnie i często wszystko wyśmiewam, ale tylko w formie żartu, bo tak naprawdę zależy mi na wszystkim. Na naszej pasji, na zdrowiu psychicznym i fizycznym, na dobrych relacjach z ludźmi i choć sam uważam, że się trochę wypaliłem, to jedno nigdy się nie zmieni. Moja fascynacja grami, ludźmi i tym co możemy wspólnie osiągnąć, jeśli tylko będziemy współpracować. Inaczej wszystkie przegrane lata są bezwartościowe, jeśli ktoś mówi, że „gry go już nie bawią i chyba to rzuca, bo to nie to co kiedyś”, to tylko próbuje oszukać siebie albo nas. Co mam powiedzieć? Czego oczekujesz? Mam się nad Tobą zlitować i przyznać Ci rację? Nie! W żadnym wypadku. Bo prawda jest taka, że to życie zabija w ludziach spontaniczność i radość. Czy nie cieszą Was chwile z rodziną? Wspólne żarty? Każdy dzień, promień słońca i nawet troski i problemy? Jeśli nie, to myślicie o śmierci, zamiast żyć i delektować się tym czasem, który został nam ofiarowany…

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

Gry to tylko zabawa, ale i coś więcej. Tak samo jest ze wszystkim na świecie. Wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. To ludzie sami muszą określić po co żyją i co chcą osiągnąć. Ja mam pełno gier do ogrania, gram w nowe, stare, wszystko co się nawinie, co tylko mnie zainteresuje i doceniam każdą chwilę, bo gry nie sprawiają, że moje życie jest lepsze. Gry jak każde medium pozwalają nam tylko lepiej poznać samych siebie. Racja, wiele się zmieniło, ale nie można ze strachem patrzeć w przyszłość. Trzeba samemu kształtować swoją rzeczywistość. Dlatego Tom pliz dawaj karton Snake’a bo Cię muszę wysłać do Abu Zabi, jak Garfield Nermala. Bo nie da się tego czytać. Kto pamięta jaką frajdę dawało Porsche Challenge, pierwsze licencje w GT i kupowanie własnych samochodów, driftowanie w Ridge Racer, katowanie ze znajomymi w Mario Kart albo Crash Team Racing? Włączyliście ostatnio te gry? Pewnie nie, bo po co wracać do staroci, ale może każdy gracz powinien czasami wrócić do przeszłości, by trochę zdewaluować swoje podejście do współczesnych gier, bo jest duża szansa, że stał się malkontentem. Nie ma rzeczy idealnych, ale sam wiem po sobie jak w czasach PSX-a przechodziłem gry enty raz z własnymi wzywaniami np. walki tylko jedną postacią, przejście gry na czas, bez umiejętności, materii, ekwipunku itd. Gry bawią na tyle, na ile sami umiemy się zabawić, ale jeśli oczekujemy, że będą same nas zabawiać niczym stańczyk, to się przeliczymy. Faktem jest, że np. platformówki trochę odeszły do lamusa, gry jRPG też już mają czasy świetności za sobą, ale to nie znaczy, że gatunki są martwe lub zagrożone. Wiele gier indie miesza style, bo ich twórcy to gracze podobnie jak my wychowani na wielkich seriach i grach. Praktycznie nie ma historii, gry, gatunku lub mechaniki, która byłby dla nas obca. To może przygasić zapał. Ale jak pisałem. Nikt nikogo nie zmusza do grania w gry. Każdy musi mieć swoje przekonania, dla mnie gry to nie tylko indywidualne doświadczenie, a możliwości dzielenia się swoimi przeżyciami z innymi, bo gry powinny zawsze łączyć ludzi, a nie dzielić. Dlatego nie wierzę w „gry i gatunki na wymarciu”, bo żyjemy w takich czasach, że wszystko mamy na wyciągnięcie ręki i możemy wrócić do gier sprzed trzech dekad i dobrze się przy nich bawić. Jeśli tylko umiemy i nie oceniamy wszystkiego przez pryzmat różowych okularów sentymentu…

Venom ma rację z tym jak pieniądze będą w przyszłości kierowały branżą, ale artyzm nigdy nie umrze, bo jest to ludzka potrzeba i chęć do ekspresji, przekazania wartości i ideałów. Podobnie jak mity i religie, tak samo gry, książki i filmy będą trwały, bo wynika to z naszej potrzeby do doświadczenia i obcowania z pięknem, sztuką czy to dosłownie, czy wirtualnie. GTAV może jeszcze wychodzić 10 lat do przodu, mi to nie przeszkadza, bo prawdziwym dziełem sztuki jest RDR2 i to co twórcy świadomie chcieli przekazać na temat branży i sytuacja we własnej firmie. Nikt nigdy nie jest wolny i pieniądze zawsze będą dla wszystkich ważne, ale to nie pieniądze sprawiają, że gra jest świetna… Tylko ludzie, którzy wkładają w nią swój czas i serce. Nie da się nikogo zmusić do stworzenia arcydzieła, tak samo jak nie da się zabić kreatywności w ludziach, nawet w naszych czasach pozbawionych wartości.

Zawsze próbuję szczerze oceniać gry, i Ajron to nie jest nostalgia tym bardziej marudzenie „dziadków w parku”. Kiedy mam podgląd na gatunki, które są bliskie mojemu sercu i widzę co się z nimi dzieje to i również mi może otworzyć się nóż w kieszeni. Chyba mi nie powiesz, że nie chciałbyś ograć nową część „Cichego Wzgórza” albo „Metal Gear Solid”? Odpowiem za ciebie: chciałbyś. Ty, ja, pan z monopolowego i Krystyna z gazowni, i kilkadziesiąt milionów ludzi również. Ogrywam różne gatunki i cieszę się grami, ale brakuje urozmaicenia w branży, zwłaszcza w segmencie AAA(A), kiedy to wszystko zaczyna się od ładnych paru lat zawężać do: GTA-podobne, PUBG-podobne i Souls-podobne. Dochodzi do tego, że przechodzę ponownie trylogię Splinter Cell ponieważ ze świecą szukać świetnych gier z gatunku stealth. A może typowy horror TPP? O przepraszam, ostatni wyszedł jakieś 148 lat temu. Chyba dosadniej nie mogę określić jak bardzo zawiedziony może być gracz, który oczekuje od rynku czegoś więcej. Ja wiem, że czasy ogromnej biblioteki gier z PlayStation 2 minęły bezpowrotnie, ale nie można mówić, że wszystko jest okej jeżeli dostajemy bezpłciowego i płaskiego niczym deska do prasowania Most Wanted od Criterion, czy Grid: Autosport, GTA V okupujący trzy generacje konsol oraz odgrzewane kotlety remastery i remake’i w zastępstwie nowych IP. Dodatkowo czas produkcyjny wielkich tytułów diametralnie wydłużył się, a my, gracze zaczynamy obojętnym wzrokiem patrzeć na kalendarz, który świeci pustkami, dłubiąc przy okazji w nosie. Mamy połowę roku 2021 i widać to jak na dłoni, że — gdyby współczesny gracz był na bieżąco z obecną generacją — to nie miałby za bardzo w co grać. Wiecznie przekładane premiery mogą dołować, chociaż jak wspomniał kiedyś Shigeru Miyamoto „Opóźniona gra z czasem staje się dobra. Wydana pośpieszcie pozostaje zła już na zawsze”. Jednak pomimo powyższego sceptycyzmu jestem dobrej myśli, cieszmy się produktami zarówno większymi, jak i tymi z indyczej farmy, kiedy branża zaczyna zjadać własny ogon i próbuje odświeżać hity z dawnych lat, odkurzając centymetrową warstwę kurzu (Shenmue 3, Crash Bandicoot 4 itd.). Budując podwaliny pod świeże IP (Subnautica, The Callisto Protocol, Kena: Bridge of Spirits, Biomutant), czy nowe doznania w świecie wirtualnych gogli VR (Half-Life: Alyx), coraz śmielej wychodząc poza schemat prostych gierek testowych na rzecz rozbudowanych produkcji. No i zawsze pozostaje kupka wstydu gier z poprzednich generacji, więc nie ma tego złego. Uh, myślę że wyczerpaliśmy temat. Możemy kończyć?

CrossMowy — gatunek na wymarciu?

Tom co Ty masz do tego Most Wanted 2012? Wiadomo, to nie był ten stary i znany z 2005, ale co Ci przeszkadzało w tej grze? Mapa była spoko, dużo samochodów, dobra fizyka, muzyka, klimatyczne i artystyczne wstawki, zagrywałem się jak Hiv w GT3 i maksowałem wszystkie części dla każdego samochodu, tylko dla zabawy… I odpowiadając na twoje pytanie. Nie, nie zagrałbym w nową cześć SH i MGS-a, bo sam dobrze wiesz jak wygląda obecna sytuacja w Konami. Wolisz enty raz przeżywać zawody, niż zagrać raz jeszcze w części, które są? Nie czaję tego. I coś piszesz, że nie ma w tym nic z nostalgii i sentymentu tiaaa. Tak samo jak marudzenie na ilość wychodzących gier. Jak sam wspominasz o tym ile teraz czasu i środków pochłania stworzenie gry AAA. To miałem na myśli pisząc, że gracze są roszczeniowi i mają zbyt wybujałe wyobrażenia. Bo to, że pewne marki i korporacje mają teraz monopol, to inna kwestia. Ty, jako gracz, któremu brakuje gier stealth, horrorów TPP i „różnorodności”, chcesz by było więcej takich gier, bo tak… Może lepiej zejdź na ziemię, bo nie jesteś centrum wszechświata, jest to co jest, a nie to co byś chciał. Właśnie takie trzymanie się sentymentów spowodowało fale odgrzewanych kotletów. Ale to samo w sobie nie jest takie złe, bo niektóre IP warto odświeżyć, ale dla mnie to nie ma znaczenia, bo lepsza grafika nic dla mnie nie znaczy. Nie gram w gry dla grafiki. Dla mnie to co piszesz brzmi jak marudzenie, bo zamiast ogrywać i delektować się tym co jest, to oczekujesz gruszek na wierzbie, bo dawne lata przyzwyczaiły Cię do czegoś innego. Zamiast myśleć o tym, że nie ma gier w twoim ulubionym gatunku, zacznij grać w inne gatunki. A to, że przechodzisz Splinter Cella brzmi jak wyrzut i żal, zamiast docenienie świetnej gry, którą warto ograć nawet po latach. Może nie robisz tego specjalnie, ale przynudzasz i jakieś wieszczenie końca branży mnie po prostu śmieszy, bo nie umiesz zaakceptować, że świat i branża się zmienia, a Ty zostajesz w tyle.

Myślę, że ostatnie wypowiedzi Toma i Ajrona są obładowane dużym zastrzykiem emocjonalnym, na który chyba żaden z nas nie był gotowy, a i poruszany temat zdaje się teraz być nieco błahy :). Ajron — generalnie rozumiem perspektywę i to, co chciałeś przekazać i zgadzam się na pewno z tym, co napisałeś — że artyzm będzie wiecznie żywy, ponieważ nawet jeśli w miarę upływu lat kolejne duże korporacje będą przychodzić i zabierać nasze ukochane marki, to na końcu tego łańcucha i tak znajdą się ludzie chcący zwyczajnie tworzyć sztukę. Nie chciałbym z kolei znów odpływać i rozwodzić się na argumentacją na kolejne akapity, więc spróbuję uchwycić w najprostszy sposób to, co od początku mam na myśli — uważam, że z wiekiem jesteśmy coraz bardziej podatni na nostalgię (często może nawet nie do końca świadomie) i to rzeczywiście nierzadko prowadzi do postawy malkontenta. Potem zaś myślę sobie o świetnych remake’ach niektórych gier (Crash, RE2, sic!), które potrafią dobrze pielęgnować nasze wspomnienia — być może z tego powodu brakuje mi niektórych rzeczy na rynku . W końcu zaś, nie ma to jak sobie obficie pomarudzić!

CrossMowy — gatunek na wymarciu?


Pora zakończyć dzisiejsze CrossMowy, zachęcamy do dzielenia się swoimi opiniami i przemyśleniami w komentarzach, temat dość obszerny i każdy pewnie ma swoje stanowisko w tej sprawie. Trzymajcie się i niezależnie od tego w co gracie życzymy miłej gry!

Polecamy również

Nynek to koci pupil Cross-Play. Stronka korzysta z whiskasa, czy nakarmisz Nynka? Nakarm Nynka Przeczytaj więcej o polityce prywatności