Chrono Cross — Thoughts Not Extinguished

Jak wyrazić i opisać w słowach swoją młodzieńczą miłość? Jak podsumować w kilku zdaniach wszystko to co wpłynęło na nasze życie i ukształtowało nas w ludzi którymi jesteśmy dziś? Zastanawiam się czy jest to w ogóle możliwe… Każdy z nas zmienia się tak szybko, a ludzie i znajomości przemijają, jednak są rzeczy które zostają z nami na zawsze….


Nie jest łatwo przypomnieć sobie wszystkie warte wspomnienia chwile, wszystkie gry i rozmowy z fanami gier. Jednak gdy myślę o grach, które wywarły na mnie największy wpływ od razu mam przed oczami Chrono Cross.

Grę na pewno wielu z was kojarzy, kontynuacja legendy z SNESaChrono Trigger, sama stała się legendą na pierwszej konsoli Sony. W czasach gdy Squaresoft dostarczał fanom gier same hity bez zbędnych DLC, płatnych dodatków i medialnego szumu. Czasy dziś tak odległe i niemal już zapomniane. Gry z tej dekady są obecnie odbierane jako przeszłość, coś do czego nie warto wracać, sentyment starych no-lifeów i retromaniaków. Co samo w sobie jest niezwykle krzywdzące, bo wielu młodych nigdy nie zagra w te świetne gry zafascynowani dzisiejszą grafiką, efektami i przemocą.

IFrame

Czasy pierwszego PlayStation to dla wielu zamierzchła historia, a jak każdy postępowy człowiek obecnie, należy patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość. Nie czepiałbym się tego stylu życia, ale okazuje się, że gry dziś przez parcie wydawców i szarej masy zatracają swoją magię, baśniowy klimat i piękno opowiadania historii.

Więc czymże jest ta magia, o której piszę w nawiązaniu do Chrono Crossa?

To jest podstawowe pytanie i zarazem bardzo trudno na nie odpowiedzieć, gdyż kontakt z tą grą był jak poznanie ciekawiej osoby w życiu, jak przelotne zauroczenie, a nawet miłość, ta gra jest jak morska bryza która w chwilę pozbawia Cię zmartwień i trosk… Niczym dobry przyjaciel chwyta Cię za ramię i mówi „Nie przejmuj się, dasz radę, wszystko będzie dobrze, uwierz w siebie”.

Żaden człowiek w moim życiu nie przekazał mi tyle wiedzy i mądrości co gry i książki, ale nie mam na myśli wszystkich gier, tylko kilka starych zapominanych i rozpikselowanych historii…

Ludzie działają zapobiegawczo, zawsze logicznie, masz wytyczne i masz się ich trzymać, masz słuchać i nie kwestionować tego co słyszysz, gdyż jest to jedyne „dobre” wyjście dla Ciebie. Tak wyglądała edukacja w latach 90. Próba zamknięcia człowieka w szklanym pojemniku, rzekomo dla jego własnego dobra… Jednak świat gier był nieskrępowany, był wolny i pozwalał nam uciekać od rzeczywistości, alienować się od środowiska, którego nie lubiliśmy. Gry pozwalały mi zrozumieć ludzi, ich motywacje i uczucia o których nigdy nie potrafili powiedzieć wprost. Przez to sam długo żyłem w klatce nieświadomości i dziecięcych wyobrażeń o świecie. Nikt nigdy nie mówił o swoim bólu i słabościach, zawsze dbając o wizerunek wielu pozorowało na ludzi którymi nie byli, a ja zawsze miałem problem, bo nie potrafiłem być nikim innym oprócz siebie. Kiedyś myślałem, że muszę stać razem z grupą, by nie zostać odrzuconym, ale prawda jest taka, że każdy z nas rodzi się wyrzutkiem, samotną jednostką która szuka akceptacji i zrozumienia…

Magia Chrono Crossa nie polegała na systemie, dialogach, czy budowie świata, choć miało to ogromny wpływ. Ta gra potrafiła wydobywać emocje, swoją historią i muzyką. Przenosiła nas w fantastyczny świat ludzi-zwierząt, smoków i potworów. Opowiadała nam historię o niezwykłym chłopcu, który potrafił przenosić się miedzy światami. Nie jest to recenzja i nie będę szczegółowo opowiadał historii Sergea, sposób w jaki gracz wciągany jest w opowieść działa niczym magnes i nawet dziś z łezką w oku wspominam wszystkie zwroty akcji. Warto zaznaczyć, że nasz protagonista jest niemy, co było standardem gier jrpg w swoich czasach. Ma to swoje minusy, ale też zwiększa immersję z światem, a kwestie kierowane do niego, były praktycznie kierowane do nas. A jak przystało na nastolatków mamy tu dużo dialogów egzystencjalnych, refleksyjnych, które skłaniają gracza do mimowolnego myślenia o własnym życiu podczas gdy jesteśmy wciągani w wir wydarzeń samej historii. Bez ogródek porusza kwestie zdrady, miłości oraz śmierci, walki z przeciwnościami i własnym przeznaczeniem…


Mogę śmiało powiedzieć, że ta gra otworzyła mi oczy na wiele spraw w życiu. Gdy jako Serge przebywałem z koleżanką Leną na plaży Opassa i wsłuchiwałem się w szum fal, odpowiadając na jej pytania „We will never forget this day…” Jednocześnie utwierdzając się w słowach bohatera, że nigdy nie zapomnę tego dnia, dnia od którego wszystko się zaczęło na pewnej plaży, gdzie „anioły zgubiły swoją drogę”. W naszym życiu też jedna decyzja może zaważyć o losach całej przyszłości. Moją taką decyzją była miłość do gier, która obecnie sprawia, że jestem typowym alienem, który choć sobie radzi nigdy nie może odnaleźć się w prawdziwym świecie, gdyż bardziej prawdziwe wydają się być sny i historie w grach, niż moje własne życie. Czuję się jakbym śnił i niczym Serge czekam, aż mama zbudzi mnie rano… Co nigdy nie następuje, bo jestem już stary, samodzielny, z zarośniętym ryjem zmierzam do łazienki odświeżyć się po nocy, jednak patrząc w lustro nie widzę nic, nie widzę ani przyszłości, ani przeszłości. Czuję się w normalnym życiu wyprany z uczuć i emocji. Wiele spraw poruszanych przez gry sprawiło, że zacząłem dostrzegać jak szare jest moje życie i dlaczego tak bardzo pokochałem to medium. Wiem, że nie jestem tu wyjątkiem, każdy ma swoje problemy i niesie swój bagaż doświadczeń, ale naprawdę smutne jest to, że do wszystkiego trzeba dojść samemu, nikt Ci nie wskaże właściwiej drogi, nikt nie zdradzi rąbka tajemnicy życia. Dlatego ludzie młodzi są skazani na popełnianie błędów swoich rodziców, bo dorośli starają się ochronić swoje dzieci przed całym światem, okłamują dla dobra swoich pociech, a tak naprawdę robią to dla własnego spokoju. Gdzie w świecie zdominowanym przez głód, cierpienie i rozwarstwienie społeczne szukać autorytetów? Czy ktokolwiek może być autorytetem w czasach mass mediów, seks skandali i politycznych intryg? Komu zaufać i w co uwierzyć?

W zimnym i wyrachowanym świecie nie ma miejsca na ludzi którzy nie chcą być częścią systemu, dlatego nie ma przyszłości dla filozofii, gier fabularnych i ludzi którzy potrafią zrezygnować z własnych komfortów dla dobra innych. Nie ma miejsca na prawdziwą altruistyczną miłość, nie ma miejsca na rozmowy o swoich słabościach. Ludzie zostają wyprani z uczuć by stać się robotami. Sam czuję podobnie, ale gdzieś w głębi duszy pamiętam swoje przygody z grami, swoje wybory i uczucia o których istnieniu dawniej nie miałem pojęcia i nie mogę się tak po prostu poddać. Przez ból, przez łzy człowiek idzie dalej do przodu, każdego dnia zastanawiając się „gdzie i kiedy zakończy się moja historia?” Ile trzeba wycierpieć by odnaleźć siebie, ile czasu minie zanim będziemy potrafili szczerze rozmawiać z swoimi dziećmi i ludźmi na których nam zależy? Ile czasu upłynie zanim odnajdziemy osobę, którą pokochamy na całe życie? Czy jest to w ogóle możliwe? Czy w świecie manipulacji i chłodnej kalkulacji jest jeszcze miejsce na miłość? A jeśli tak, to czy nasze emocje są na tyle silne by nic na świecie ich nie zmieniło? Może czas i przestrzeń to tylko złudzenie, może w życiu nie liczą się dni które zostały nam do śmierci, a tylko dni beztroski w których byliśmy po prostu szczęśliwi. Dlatego życie ucieka nam pomiędzy palcami, bo próbujemy złapać szczęście, a nie widzimy go na każdym kroku naszej drogi.

Czym więc dla Ciebie jest granie?

Sposobem rozładowania emocji? Chwilą odpoczynku i zapomnienia? Czy ucieczką od świata, którego nie rozumiesz?

Zapewne każdy ma swoją odpowiedź…

Ja kocham gry, bo uczuliły mnie na wiele spraw, ale jednocześnie ich nienawidzę, za to, że moje życie jest tą “drugą stroną”. Każda gra zostawia swój ślad, jednak im więcej gram tym bardziej widzę podobieństwo gier do naszego życia. Co tylko jeszcze bardziej znieczula mnie na masowe morderstwa, wojny i samobójstwa. Przyznam, że wolałem uciekać w świat gier, które miały jakieś wartości, w świat w którym ludzie na życzliwość odpowiadają życzliwością, a nie strzałem w plecy i „moczeniem wora” nad twoimi zwłokami. Z jednej strony gry to tylko rozrywka dla mas, jednak kiedyś gry potrafiły być czymś więcej, potrafiły rozgraniczać dobro od zła, wskazywać właściwą drogę i zmuszać do refleksji. Jednak im bardziej my stajemy się nieczuli i wyprani z uczuć takie też gry są nam serwowane, pozbawione wartości i moralności. Chciałbym by moje dzieci też zaczynały od tych gier co ja, by zrozumiały i czuły te stare gry tak jak ja. Jednak dziś jestem tylko starym grzybem, który nie rozumie gier na telefony, nie cieszy się z nowej grafiki i doszukuje się jakichś moralnych wskaźników w grach, które mają być tylko występami gladiatorów ku uciesze mas.

Kiedyś gry miały tę magię, choć często były wyidealizowane, to tego właśnie potrzebujemy jako dziecko. Świata w którym można poczuć się bezpiecznie, w którym mamy jakaś władzę. Dzięki temu uczymy się jakimi chcemy być ludźmi. Mogłem się tego dowiedzieć dzięki tym świetnym grom i historiom, wiele z nich to gry Squaresoftu, nie bez powodu. W czasach PSXa potrafiłem hurtowo przechodzić ich gry. Każda była niczym inna część większej układanki mojego życia, każda zmuszała mnie do refleksji, każda rozpalała moją ciekawość, wyobraźnie i fascynację grami. Dziś jestem zmęczonym malkontentem, który pisze jak stary dziadek o sentymentach do przeszłości, ale dla mnie nie liczy się przeszłość i odzyskanie utraconych lat, brakuje mi tylko tej fascynacji z odkrywania nowych historii, gdyby nie książki i muzyka już dawno pewnie pracowałbym w korpo albo był człowiekiem sukcesu w tym świecie, którego nie lubię. Nienawidzę tego jak ludzie nisko upadli, jak depczą po swoich uczuciach i ambicjach, nienawidzę tego jak przez nich stałem się im podobny… Ale tam gdzie ludzie mnie zawiedli gry, sztuka i muzyka mnie ocaliły, dlatego żyję na granicy codzienności i swoich własnych marzeń. Nie walczę o każdy dzień, nie gonię za sukcesem, staram się tylko zrozumieć siebie i żyć tak by cieszyć się swoimi decyzjami nawet jeśli w oczach całego świata jestem nikim, bo każdy człowiek sam określa swoją wartość, nikt nie ma prawa Cię gnoić za marzenia i myśli. To jest to czego nikt nie może dotknąć. To właśnie te stare gry pokazały mi świat, który choć nie jest prawdziwy, to może istnieć w mojej głowie, świat który może pokazać mi to czego nigdy nie zobaczę z blokowego okna. Świat pełen marzeń, ambicji otwarty na przyszłość. Zabawne jak dzięki grom zrozumiałem jak bardzo nie lubię obecnego świata, ale zarazem jak bardzo pragnę go stworzyć, chociażby dla przyszłych pokoleń.

Chrono Cross był i jest częścią mojego życia, jest tak samo częścią mnie jak moi znajomi, jak pierwsze imprezy i pierwsze podrywy. Pod przykrywką kolorowego jrpga doświadczałem tak wielu emocji, które się we mnie tliły: złość, żal, smutek, zagubienie, a nawet miłość i przyjaźń… Tak wiele uczuć tylko dzięki grze, która na dzisiejsze standardy jest jakimś isekai z gadającymi psami i roślinami. Jednak magia tej gry to nie tylko świat i postacie, nie tylko nasze wybory i perypetie. Magia tej gry tkwi w jej romantyzmie i nostalgii, trudno to opisać, ale historie te nie są na siłę przerysowane, nie są też specjalnie zawiłe, są proste na tyle, że z łatwością wzbudzają naszą sympatię, ale na tyle głębokie, że zmuszają nas do refleksji. Muzyka pana Mitsudy, to klasa sama w sobie i do tej pory jeden z moich ulubionych OSTów. Uzupełnia się z klimatem gry i tworzy prawdziwe dzieło sztuki, dzieło zdecydowanie kierowane do młodszych odbiorców, pełne wartości i przekazu. Jednak nie wyklucza dorosłego gracza, wręcz przeciwnie. Zawsze gdy wracam do tego tytułu czuję nostalgię, nie tylko za latami beztroski i młodości, ale za pięknem w które, mimo przeciwności, chcę wierzyć jako dorosły człowiek. Zapewne jest to moje indywidualne podejście i każdy ma swoje spojrzenie na ten temat. Może gra wywarła na mnie taki wpływ, bo byłem tylko nastolatkiem gdy pierwszy raz się z nią zetknąłem. Chcę jednak wierzyć, że jest to celowy zabieg twórców, którzy pragnęli uchwycić przemijającą młodość, złapać “wiatr do butelki” i pokazać go swoim dzieciom. Moim zdaniem udało im się to, zatrzymali czas i wiarygodnie oddali lata beztroski, dorastanie i trudy dorosłości. Wszystko to w grze fantasy, która gdyby się uprzeć, nie ma nic wspólnego z naszym światem, jednak mówi wiele o nas samych, mimo różnic lat i kultury wszyscy posiadamy podobne marzenia i problemy. Każdy chce być szczęśliwy, czuć się akceptowany i spełniony. Wszyscy szukamy swojego miejsca w świecie, Chrono Cross wręcz zdaje się mówić: “Nie śpieszcie się, na każdego przyjdzie pora, nikt nie jest idealny, wszyscy jesteśmy zagubieni, a szukanie swojej drogi, to część życia i tej przygody”. Całkowicie się z tym zgadzam, nikt nie jest prawdziwie sam, a nasze życia nigdy nie są tylko nasze. Czasami postępując w zgodzie z własnym sercem odnajdujemy wartościowych ludzi i swoje miejsce, praktycznie bez wysiłku, a czasami wszystko nas przytłacza, wręcz odbiera siłę do życia… Jednak ta gra jest zawsze pełna nadziei, zawsze dodaje nam otuchy i mimo przelanych łez dodaje nam sił by zmierzyć się z kolejnym dniem. Jestem szczęśliwy, że mogłem ją spotkać w swoim życiu. Jestem pewien, że mimo doświadczonych cierpień i trudności wszystko będzie w porządku, a te myśli i uczucia nigdy nie stracą na wartości i znaczeniu…

Dziękuje za uwagę, jesteście wolni.

Avatar

Autor: Iron

All under heaven.