Alan Wake

Share

W 2003 roku, studio Remedy Entertainment wydało na świat rewolucyjnego Maxa Payne’a, niedługo potem światło dzienne ujrzała druga część serii, która praktycznie wszystko robiła lepiej od swojej poprzedniczki. Była to wysoko postawiona poprzeczka, a gracze przez prawie dekadę wyczekiwali kolejnej gry finów. Czy ich kolejne IP sprostało wymaganiom? Zapraszam do recenzji.


Alan Wake – wybitny amerykański powieściopisarz, artystyczna dusza, autor wielu nagradzanych bestsellerów, który jak wielu kolegów po fachu popadł w bezlitosny twórczy niebyt. Od dwóch lat cierpi na bezpowrotny brak weny, a co za tym idzie, nie potrafi skleić nawet jednego zdania, które mogłoby stać się zalążkiem jego nowej powieści. Na domiar złego cierpi na bezsenność, a gdy tylko zmruży oczy, męczą go senne koszmary, które zdają się być równie realistyczne co otaczający go świat.

Aby nasz protagonista, bo to o nim właśnie mowa, mógł się jakoś wydostać z tego pisarskiego dołka musi dokonać w swoim życiu pewnych zmian. Z pomocą przychodzi mu jego kochająca żona Alice, która wiernie wspiera naszego bohatera w jego trudnym okresie. Razem postanawiają wyrwać się z przytłaczającej miejskiej dżungli i zaznać spokoju ducha w miasteczku Twin Peaks… znaczy Bright Falls. Pomyłka jest tu całkowicie uzasadniona, gdyż twórcy nigdy nie kryli się, że tworząc tę zaciszną miejscówkę inspirowali się twórczością Davida Lyncha.

Idylliczne miasteczko na pierwszy rzut oka wydaje się być idealnym miejscem na odpoczynek, zaś naładowanie wyczerpanych akumulatorów i przywrócenie zagubionej twórczości wydaje się być tylko kwestią czasu. Tuż po przyjeździe na miejsce, małżeństwo jest mile witane przez przyjaźnie nastawionych mieszkańców. 

 

CIEMNOŚĆ, WIDZĘ CIEMNOŚĆ!

Rozgrywkę będziemy toczyć za dnia i w nocy. To dość istotne, bo za dnia przemierzamy zaciszne Bright Falls w którym koleje życia wiodą swój spokojny i niezakłócony tryb życia. Tak jak wspomniałem, miejscówka w której toczy się akcja jest w znacznym stopniu inspirowana miasteczkiem Twin Peaks. Co bliżej zaznajomieni z uniwersum zauważą wiele podobieństw: bar, który przyjdzie nam odwiedzić (rodem wzięty z serialu), czy napotkani bohaterowie, z którymi będziemy mieli styczność, a w samym mieście unosi się woń nierozwikłanych tajemnic. W samej grze jest zresztą dużo więcej odniesień do szerokiej gamy popkultury, także swoich klimatów mogą tu szukać fani Lovercrafta czy Kinga – widać, że scenarzyści odwalili kawał dobrej roboty, żebyśmy mogli poczuć wciągający klimat.

Główną kwintesencją rozgrywki są zaś nasze poczynania po zmierzchu, kiedy to musimy stawić czoła nocnym upiorom żywcem wyrwanym z sennych koszmarów Alana. Przyjdzie nam walczyć z opętanymi drwalami, którzy będą na nas polować ze swoimi siekierami, a niektórzy nie zawahają się urządzić nam teksańskiej masakry piłą mechaniczną (dosłownie!). Alan Wake to typowy przedstawiciel strzelanek z widokiem z perspektywy trzeciej osoby, jednak w przeciwieństwie do typowego przedstawiciela gatunku stara się wprowadzić trochę urozmaicenia.

Nasi przeciwnicy opętani są przez mrok, pokryci cieniem wyglądają jak demony i w tej właśnie postaci są nieśmiertelni, na nic więc zda się prucie do nich z jakiejkolwiek broni. W tej ciemnej otchłani przychodzi nam z pomocą latarka – za jej pomocą zdejmujemy z atakujących nas zakapiorów cienistą poświatę – wtedy to stają się wrażliwi na naszą broń. Ta wymaga ciągłej wymiany baterii, stąd z pomocą przychodzą również oślepiające flary, granaty błyskowe, czy też rakietnice.

Z typowej broni możemy wybrać pomiędzy rewolwerem, shotgunem oraz karabinem snajperskim, który jest zdecydowanie najefektywniejszą bronią dostępną w grze (potrafi skosić przeciwnika jednym strzałem).

Gdy nie mamy przy sobie żadnego gnata, lub też nie szczędziliśmy na zebranej amunicji, bez oporu waląc do przeciwników jak do kaczek, a mimo to stajemy z nimi oko w oko – pozostaje możliwość wykonania specjalnych uników (efektowna animacja w zwolnionym tempie), po czym należy dać dyla w oświetlone przez latarnie miejsce. Należy zatem zaznaczyć, że każde źródło światła blokuje i odstrasza naszych oponentów. Znajdą się zapewne osoby, które mogą narzekać, że każdy przeciwnik wymaga tego samego podejścia (no może poza walką z buldożerami), by go zlikwidować, ale dla mnie jednak wprowadzenie patentu zdejmowania mglistej powłoki daje dodatkowy element zręcznościowy do typowego i monotonnego strzelania.

Jedyne zastrzeżenia, jakie mogę mieć to fakt, że wydarzenia za dnia i nocy są bardzo nierówno wywarzone. Lwią część rozgrywki pożerają nocne starcia, przez co mam wrażenie, że nie wykorzystano potencjału jaki drzemie w Bright Falls gdy świeci słońce. Szkoda, bo człowiek chciałby na dłużej zanurzyć się w klimat tej górskiej mieściny, bliżej poznać zamieszkujących tam ludzi i ich historie.

 

SYNDROM JESZCZE JEDNEGO ODCINKA

Od pierwszych chwil jesteśmy wrzuceni w ciąg surrealistycznych wydarzeń, które dzieją się w głowie naszego bohatera. Prowadząc samochód jesteśmy sprawcami wypadku. Tajemnicze odludzie jest spowite gęstą mgłą, noc wydaje się być mroczniejsza niż zazwyczaj, i nim się zdążymy zorientować, potrącony przez nas mężczyzna znika nam z oczu. Następnie rozglądając się po miejscówce, musimy zmierzyć się z żądnymi naszej krwi upiorami. Z czasem Alanowi udaje wyrwać się z tego piekła, jakie zgotował mu własny umysł. Podczas majaków zostaje obudzony przez żonę, wracając do bezpiecznej rzeczywistości. Koszmar – bo tak zatytułowany został pierwszy odcinek – na szczęście był tylko koszmarem, lecz czy aby na pewno ?

Gra jest stworzona na modłę serialu telewizyjnego, stąd jest podzielona na osiem epizodów (jeżeli wliczymy w to dwa dodatkowe w formie DLC). Alan Wake kurczowo trzyma się filmowej konwencji, stąd każdy nowy rozdział zaczynamy od charakterystycznej narracji, przybliżającej nam dokładne wydarzenia z poprzedniego odcinka. Na szczęście twórcy zachowali umiar i w dalszej części każdego odcinka mamy czysty i soczysty gameplay, bez rozwiązań QTE znanych z produkcji Davida Cage’a.

Niezaprzeczalnie, najmocniejszą stroną gry jest świetnie napisany scenariusz. Zarówno historia, jak i dobrze naszkicowane postacie trzymają bardzo wysoki poziom. Narracja jest poprowadzona w taki sposób, że mamy wrażenie, iż śledzimy bardzo dobrze nakręcony thriller, w którym czynnie bierzemy udział, będąc w samym sercu najważniejszych wydarzeń. Tytuł trzyma gracza w ciągłym napięciu, nawet w momentach, gdy łapiemy lekki oddech.

Cała akcja nabiera rozpędu, tuż po naszym zakwaterowaniu. Jeszcze tego samego wieczora następuje małżeńska kłótnia, po której nasz protagonista wychodzi z domu. Nagle jakieś złowrogie siły porywają żonę naszego pisarza, ten słysząc krzyki Alice, rusza jej na ratunek, jednak jest już za późno. Od tej chwili Alan zostaje wciągnięty w wir dramatycznych wydarzeń i będzie musiał sprostać złu, z którym miał styczność tylko w swoich najgorszych snach. Z każdym kolejnym odcinkiem będziemy poznawali istotne fakty i poszlaki prowadzące nas do rozwikłania zagadki, kto lub co stoi za porwaniem małżonki naszego głównego bohatera. Wartka akcja, dynamiczna rozgrywka, a także wiele niewyjaśnionych tajemnic sprawiają, że grę możemy potraktować jak dobry serial od którego ciężko się oderwać. W efekcie, tuż po zakończeniu danego odcinka, z nieodpartą chęcią sięgamy po następny.

 

W GŁĘBI LASU

Gęsty klimat wypełniają świetnie zaprojektowane miejscówki, które będziemy zwiedzać podczas gry. O ile miasto za dnia jest po prostu poprawne, tak już nocne przechadzki po leśnych zaciszach daję dozę lekkiego dreszczyku, jakiego nie powstydziłby się niejeden kultowy film grozy. Zrujnowane i opustoszałe kopalnie, porzucone leśniczówki, zrujnowane pomosty, a wszystko to w upiornym lesie pośród górskich szlaków stwarza wyjątkową atmosferę. Przyznam szczerze, że w wielu grach zdarzyło mi się przemierzać leśnymi ścieżkami, w żadnej jednak nie udało się uzyskać tak urokliwej, a jednocześnie przerażającej aury. Powoli przemierzamy mgliste przesmyki wsłuchując się jak wiatr porusza pojedynczymi gałęziami. Podczas tych przechadzek możemy zagłębić się w przemyślenia naszego bohatera, w których zdecydowanie czuć strach i niepewność każdego kolejnego postawionego kroku. Do tego dochodzą piękne widoki, są miejscówki, kiedy nasz wzrok odbywa przyjemną wędrówkę hen za horyzont. Czasami człowiek aż ma ochotę podumać, jak to możliwe, że tak majestatyczne miejsce nawiedzone jest przez takie plugastwo. Świat gry nie jest otwarty, mamy jednak pewną dozę swobody i śmiało możemy zboczyć z głównej ścieżki, by pozwiedzać utopijne zakątki lasu. Niestety brak tutaj jakichś skomplikowanych zagadek, a dodatkowe czynności sprowadzają się do uruchomienia silników spalinowych, które napędzają chroniące nas oświetlenie.
Całość przedstawionego świata dopełnia świetnie napisana muzyka. Wciąż sobie nucę charakterystyczny motyw pojawiający się wraz z atakującymi nas przeciwnikami, czy też podsumowanie kolejnego odcinka. Za dnia mamy tu delikatne brzmienie, które w miasteczku nie zwiastuje niczego niezwykłego, natomiast nocą nutki przechodzą od pojedynczych dźwięków po dynamiczne brzmienie podczas walki o przetrwanie.

 

FIKCJA CZY RZECZYWISTOŚĆ

Pomijając fakt świetnie nakreślonej fabuły, twórcy postanowili przemycić do gry jeszcze jeden element, który sprawia, że z czasem zaczynamy zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z przeniknięciem do realnego świata sennych koszmarów artysty, czy może cała ta historia to jedna wielka iluzja, fikcja literacka wykreowana przez bujną wyobraźnie naszego protagonisty. Podczas przemierzania kolejnych lokacji szybko spostrzeżemy, że tytuł naszpikowany jest masą wskazówek, które w sposób niejednoznaczny podają nam informację na temat wykreowanego świata i tego co się dzieje. Z jednej strony historia jest sprytnie uzupełniana dzięki audycjom radiowym, czy też programom telewizyjnym, które możemy sobie zapuścić, a z drugiej w czasie skrupulatnego myszkowania po kątach będziemy odnajdywać zapiski maszynopisu. Okazuje się, że są tam przedstawione wydarzenia, które będą miały się za chwilę ziścić. Co ciekawsze autorem tych zapisków jest sam Alan Wake. Zatem ciężko jest ocenić czy wszystko co się dzieje jest odgórnie zaplanowane przez pisarza, czy przeżywamy kolejny koszmar, z którego za moment się ockniemy. Dzięki takiemu zabiegowi z uporem maniaka dążymy do poznania tej i wielu innych tajemnic jakie szczątkowo pozwalają odkrywać nam twórcy.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę dwa dostępne DLC, to w sumie mamy możliwość poznania trzech zakończeń. Od razu zaznaczam, że zdecydowanie warto pokusić się o wspomniane dodatkowe scenariusze, gdyż zwieńczenie historii bazujące na samej podstawce jest mało satysfakcjonujące.

 

KONTYNUACJA MILE WIDZIANA  

Być może omawiana produkcja nie jest grą tak rewolucyjną jak poprzednie IP Remedy Entertainment, ale zdecydowanie jest to tytuł, który sprostał wysokim oczekiwaniom. Alan Wake to psychologiczny thriller z elementami survival horroru, który porwie nie tylko każdego fana gatunku, ale też graczy, którzy cenią sobie dobrze wykreowany świat, ze świetnie napisaną fabułą. Tytuł nie wyróżnia się może na tle innych gier, gdzie godzinami strzelamy do napotkanych oponentów, ale bardzo przyjemnie urozmaica rozgrywkę poprzez wprowadzenie patentu z latarką i pozbawienia za jej pomocą cienistej aury przeciwników. Na plus zabawa konwencją serialu telewizyjnego, która wprowadza odmienny sposób prowadzenia historii. Wiele nawiązań do kultowych filmów grozy, oraz  z literackich dzieł ze wspomnianego gatunku tylko podsyca apetyt na samą grę. Tytuł zachęca do lizania ścian celem głębszego poznania historii, przez co spędziłem w Bright Falls dobre 15h (choć z mniejszym zaangażowaniem śmiało można spędzić ze szpilem 2-3h mniej). Myślę, że to całkiem dobry wynik, który spokojnie można sobie rozłożyć na jakiś dłuższy weekend. Poznawanie kolejnych odcinków daje sporo satysfakcji i szczerze mówiąc ciężko się oderwać. Ten spowity we mgle, pełen mrocznego klimatu dreszczowiec oczywiście nie obył się bez wad, są one jednak na tyle małostkowe na tle przeważającej gamy plusów, że z czystym sumieniem wystawiam mu wysoką ocenę.

Czy możemy liczyć na powrót marki? Ciężko powiedzieć, twórcy nigdy nie zaprzeczali potencjalnej kontynuacji, ale większych konkretów brak. Co prawda, mieliśmy do czynienia z przedstawieniem technologicznego dema pokazującego jak mogłaby wyglądać kontynuacja, ale z biegiem czasu  skupiono się na nowych IP, takich jak Quantum Break, czy Control. Jeżeli zaś chodzi o Alan Wake’s American Nightmare, to ciężko jest to uznać za pełnoprawną odsłonę serii. Bardziej bym to postrzegał jako odcinanie kuponów na znanej marce. Osobiście wciąż czekam na pełnoprawną kontynuację jedynki.

Gomlin

Gomlin

Jak możesz udowodnić, że istniejemy? Może nie istniejemy...

Może Cię również zainteresować: